wtorek, 31 grudnia 2013

Moje Tatry.

Nie podsumowuję dzisiaj roku. Dzisiaj wspominam, szykujemy się nieśmiało na powrót w Tatry latem.

Fotki, po jednej z każdego wyjazdu. Było ich jedenaście w naszym wspólnym życiu. Ku pamięci.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

O małżeństwie.

Jutro Sylwek!
A plany takie, że siedzimy w domu z maluchem. O 20.00 otworzymy szampana. Młody się budzi zwykle około północy i muszę go przystawić do piersi, zatem wypita po karmieniu i uśpieniu lampka szamapna do północy zdąży wywietrzyć. Karmienie piersią starszaka daje tą przewagę nad karmieniem maluszka, bo z maluszkami nigdy nie wiadomo, kiedy zażądają:)

4 stycznia za to, idziemy na wesele do mojej kuzynki. To już niedługo, już w sobotę! Szczerze, to nie czuję tego wesela, wszystko wydarzyło się bardzo szybko- kuzynka jest dopiero 6 miesięcy z chłopakiem, już w ciąży. Ta wiadomość o ślubie, ciąży pojawiła się tak błyskawicznie, nawet nie wiedzieliśmy, że ma nowego chłopaka, dopiero co wyprowadziła się od poprzedniego... Akurat jestem przeciwnikiem brania ślubu ze względu na ciążę, bo ślub to zbyt poważna decyzja by ją podejmować na gorąco, ze względu na dziecko. No ale tak teraz ten świat skonstruowany, że często młodzi starają się o ciąże przed zawarciem związku małżeńskiego. Zdaję sobie sprawę z tego, że ile ludzi, tyle opinii, ale jestem pod tym względem do bólu oldskulowa:) Najpierw przyjaźń-miłość-zakochanie, później ślub, życie razem, później planowanie ciąży. Może i nie jest to zbyt spontaniczne, ale jestem zdania, że do bardzo waznych życiowych decyzji trzeba się przygotować. Mawiają, że szybki ślub- szybki rozwód, ale to też nie ma chyba reguły, są związki zawierane szybko i piękne i trwałe i są związki przechodzone zakończone ślubem, w których nie ma miłości. Nie ma reguły, jednak szanse rosną, kiedy robi się coś tak jak się należy. 

sobota, 28 grudnia 2013

Podsumowanie świąt + sylwestrowe plany.

To były drugie święta naszego synka. I podobnie jak w zeszłym roku - Wigilia z rodziną męża, a pierwsze święto z moją. W tym roku synuś był zachwycony choinkami. U teściowej była sztuczna, ale i tak większa i wspanialsza niż nasza malutka w domu, ale u moich rodziców  była prawdziwa, żywa choinka z kolorowymi bombkami, które zachwycały naszego malca. Ciągle podchodził, pokazywał paluszkiem, dotykał. Całe szczęście igły choinki były kłujące i to powstrzymywało młodego przed dalszą eksploracją:P

wtorek, 24 grudnia 2013

Dzień Cudu.

Wyjątkowy, szczególny dzień. Jedyny taki w roku. 

Dziś jedna z niesamowitych kobiet, jakie znam wirtualnie podzieliła się z nami swoim szczęściem. Jest w ciąży, a żeby było jeszcze piękniej nosi pod sercem dwoje maluszków. Spełnione marzenie, cud. Podejrzewałam, że oczekuje dziecka, czułam to, mimo, że się nie znamy osobiście, czuję jakieś pokrewieństwo dusz... może jest po prostu taką kobietą jakiej nie spotkałam w życiu prywatnym, ciepłą, rodzinną, kochaną, o dobrym sercu. 

Jej radość bardzo mnie cieszy! A wiadomość o szczęściu podwójnym, w ogóle wywarła wielkie wrażenie.

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zazdroszczę. Zazdroszczę, ale tak pozytywnie, bez zawiści, moje serce się raduje, a do oczu napływają łzy wzruszenia. Marzę również o drugim dziecku, odkąd byłam jeszcze w połogu. Jest jednak strach- o pracę, o to jak zareaguje rodzina na tak szybkie powtórne macierzyństwo, wreszcie o to, że Synuś ma dopiero niespełna 15 miesięcy, jak bym sobie poradziła, z nim  i z rosnącym brzuszkiem, z karmieniem piersią. 

Dziecko to cud, dzieci to cud!

Raduję się i cieszę szczerze z Jej ciąży, z Jej szczęścia. Zasługuje na to, na tą radość. Wszystko będzie dobrze. Dziękuję Jej, za podzielenie się taką radością właśnie dziś. Te emocje i wzruszenie jest dla mnie jak prezent. Jak obiecałam, będę się modlić za zdrowie maluszków. 

Pochwalę się, 28 grudnia podejmuję się powtórnie Duchowej Adopcji, na mszy o 18.30. Kiedy będę stać przy ołtarzu z zapaloną świecą, pomyślę też o Jej maluszkach... a też pomodlę się za własne marzenie, które zdarzy mi się czasem nieśmiało nazwać. Że również pragnęłabym... Dzieliłam się już z Wami tym na blogu, to przypomnę, że kiedy ostatni raz podejmowałam się ślubowania Duchowej Adopcji w 28 grudnia 2011 roku, Bóg chciał, by i we mnie zaczęło wzrastać nowe życie. Kilka dni po ślubowaniu zaszłam w ciążę i moje własne i duchowo adoptowane dzieciątko są w jednym wieku. Czy to nie był cud? 

W tym wyjątkowym dniu życzę Wam kochani samego dobra i Bożego Błogosławieństwa. Niech szczęście, miłość i zgoda jak najczęściej zagląda do Waszych domów i gości w Waszych sercach.

źródło Internet
Wesołych Świąt!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dzień przed Wigilią.

Jutro Wigilia. Święta nie będą białe, a szkoda. Pogoda prawie wiosenna;) Może za rok bardziej nas porozpieszcza. W sumie zastanawialiśmy się z mężem, kiedy ostatni raz święta były u nas białe... i było to chyba Boże Narodzenia 2009 roku...;)

czwartek, 19 grudnia 2013

Mamy choinkę^^

Dziś z piwnicy przyniosłam lampki choinkowe i udekorowałam nimi okno w pokoju synka. Synuś nie może wyjść z podziwu! Podchodzi do okna, pokazuje paluszkiem, dziwi się. Jakoś fotek tego nie oddaje, lampki są niebieskie, całość wygląda magicznie na żywo...

wtorek, 17 grudnia 2013

Tydzień do Wigilii...

Wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia. W tym roku mamy dokładnie tak jak rok temu- Wigilię spędzamy u teściowej, będzie też prócz nas siostra męża z rodziną i babcia, a pierwszy dzień świąt u moich rodziców. Drugi natomiast mamy tylko dla siebie;) chyba, że coś ciekawego wyjdzie.


czwartek, 12 grudnia 2013

Po usg brzuszka.

Przedwczoraj byliśmy z maluchem na usg brzuszka. To była taka wizyta kontrolna, prywatna, zrobić usg, sprawdzić, czy wszystko okej - i jest okej. Przemiła pani doktor sprawdziła dokładnie wszystkie narządy wewnętrzne, obejrzała z każdej strony i nie ma zastrzeżeń, wszystko w największym porządeczku. Ufff. Tyle się słyszy o chorych dzieciach, problemach, które dotykają najmłodszych, że chciałam sprawdzić, czy wszystko jest dobrze. Całe szczęście jest! Dzięki Bogu!

Synkowi oczywiście nie podobało się. Płakał już jak przekroczyłam z nim próg gabinetu. Musiał być też 4 godziny na czczo, więc to tez nie ułatwiało sprawy w myśl zasady Polak głodny, Polak zły. By móc go porządnie i na spokojnie zbadać, musiałam się wraz z nim położyć na kozetce podczas usg i przystawić do piersi. Młody pił mleko, już nic się nie liczyło, był zadowolony, a pani doktor robiła usg brzuszka. Oczywiście nieco odpychał rączką, ale przytrzymałam go i było już dobrze. Co ja bym bez tego cyca zrobiła! Genialny wynalazek natury!

wtorek, 10 grudnia 2013

Karmienie piersią starszego dziecka.

Tak jak każdy w zasadzie mówi, że należy karmić noworodki i małe niemowlęta piersią, tak karmienie naturalne chodzącego dziecka powyżej roku budzi ogólne kontrowersje. W społeczeństwie przyjęło się wiele szkodliwych mitów, że karmienie piersią powyzej roku nie ma sensu, bo "dziecku nic nie daje". Albo że po roku "to z piersi płynie sama woda". Że to dobre, co dziecko miało wyciągnąć, to już wyciągnęło. No i dywagacje natury estetycznej- że karmienie piersią dziecka które chodzi i ma zęby jest obleśne i obrzydliwe i że kobiety, które to robią na bank w ten sposób zaspokajają swoje chore potrzeby.

piątek, 6 grudnia 2013

Morskie wspomnienia i śnieg.

Śnieg, śnieg, śnieg!

Cieszę się jak dziecko! I to śnieg taki z prawdziwego zdarzenia, czyściutki, puszysty! I to akurat na 6 grudnia. Czy mógłby być lepszy prezent? Dziś z rana na parapecie czekało czerwone wino od Mikołaja ozdobione czerwoną kokardką. W domu mamy naklejone na szyby ozdoby z bałwankami i ośnieżonymi choinkami. Cieszą synka, pokazuje na nie paluszkiem i całuje^^.

Wczoraj szalała wichura, jak wyszłam wieczorem do sklepu na chwilę, to zacinał śnieg- więc było do przewidzenia, że nasypie solidnie. Na Bałtyku sztorm, 10 w skali Beauforta, wyobrażam sobie, co się działo. Wzburzone, wyjące morze, prawdziwy żywioł! Wróciłam do domu i rozmawialiśmy z mężem do późna, że góry sa cudowne, ale morze też kocham. Morze ma coś w sobie, pisałam o tym :tu  . To potężny żywioł, rządzący się swoimi prawami. Troszkę w życiu pływałam promami przez Bałtyk i zawsze robiło to na mnie wrażenie.

wtorek, 3 grudnia 2013

14 miesięcy. Wszędzie go pełno!

Mój synek skończył 14 miesięcy. 
Jest już dużym chłopcem, wie czego chce, jest komunikatywny. Czasami wystawia naszą cierpliwość na próbę, ale generalnie jest wspaniale.

Rozwija się cudownie. Chodzi, czasem biega, dziwi się wszystkiemu. Zaakceptował buty! Takim punktem przełomowym było jego szczepienie, kiedy czekaliśmy w poczekalni, założyłam mu buciki i dzięki temu mógł zwiedzać i dreptać z tatą;) Od tego momentu nie protestuje jak mu je zakładam, no może troszke:) by zaraz śmigać w bucikach;) Mąż powiedział, że teraz jak ma buty na nogach wygląda tak "dorośle".

Na 14 miesiąc- waga 12,8 kg, wzrost 80 cm.
Ząbków 8.

czwartek, 28 listopada 2013

Po szczepieniu MMR.

Wczoraj mieliśmy wizytę szczepienną, Mini został zaszczepiony szczepionką MMR. Przyznam, że bałam się bardzo tej szczepionki, czytałam o niej długo wcześniej. Umówiłam mu nawet termin na krótko przed ukończeniem przez niego 14 miesięcy, by nie robić tego zbyt wcześnie. Nie lubię szczepień, nie lubię chodzić z małym na szczepienia, zawsze sama to odchorowuję psychicznie. Nie należę do tych wyluzowanych matek, które pójdą, dziecko przyjmie trzy wkłucia zamiast jednego i wszystko okej. Nie rozumiem, jak można nie kupić szczepionki 5w1, jeśli kogoś stać. W myśl zasady, nie bo nie, bo nas tak nie szczepili i jakoś żyjemy. To mój ulubiony tekst. I bzdury o tym, że skojarzone to samo zło, a kupowanie ich to idiotyzm napędzany przez lekarzy podległych koncernom farmaceutycznym. My od razu zdecydowaliśmy się na 5w1, wiedząc, że zamiast kłuć 6 tygodniowego maluszka trzy razy, wolę by zrobiono to jeden raz. Tym bardziej, że zawsze po ukłuciu płakał okrutnie, i długo nie mógł się uspokoić. Wczoraj nie było inaczej. Pierwszy raz dostał ukłucie w ramię. Biedaczek. Dopiero cycuś podany mu za moment w poczekalni go ukoił. Kiedy się uspokoił mogłam go ubrać i wyjść. Nie wyobrażam sobie za chwilę ponownie go ukłuć.  Nie wyobrażam sobie! I nie przemawia do mnie, że kiedyś jakoś dzieci dawały radę itp. Kiedy ja mogę oszczędzić mojemu dziecku cierpienia, stresu, to zrobię to. Nie kupię sobie dodatkowych butów czy płaszcza, ale na szczepionkę znajdę. Akurat MMR jest darmowa. 

niedziela, 24 listopada 2013

O jedzeniu.

Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza. Jednak udało się wczoraj wyjść na spacer. Wyszliśmy po 15.00, wracaliśmy już po ciemku. Nawalam ze spacerami, wiem, synek nieczęsto wychodzi. Pracuję do 15.00, jak wracam to szczególnie ostatnio wietrznie, chłodno, mżawki. Czasami robię w ten sposób, że wkładam małego do chusty, zakładam mu czapeczkę i wychodzimy przewietrzyć się na balkon;) Nie jest to wiadomo spacer, ale mała namiastka i można pooddychać chłodnym powietrzem. Dziwi się, że ciemno, że tyle świateł;)


wtorek, 19 listopada 2013

Lubię listopad. Święta.

Czuć w powietrzu nadchodząc zimę. Pracę kończę o 15.00, zakupy i w domu jestem przed 16.00. Robi się szaro. Raczej nie ma mowy bym wyszła gdzieś z synkiem w tygodniu, co innego w weekend. Brrr. Mimo wszystko lubię tę porę roku. Nostalgicznie, szaro, ale ten czas ma coś w sobie, powoli zaczyna się myśleć o świętach.

sobota, 16 listopada 2013

Czego o mnie nie wiecie;)

Zostałam zaproszona przez Kasię do zabawy 
"The Versatile Blogger Awards". 
 Nominacja zobowiązuje do napisania 7 rzeczy jakich o mnie nie wiecie i zaproszenia do zabawy kolejnych siedem blogów. Zatem dzielę się moimi sekretami:


środa, 13 listopada 2013

Dylematy związane z butami i marzenia ściętej głowy.

Moje dziecko chodzi cudownie, mi serce rośnie. To niesamowite patrzeć jak się rozwija, jak każdego dnia uczy się czegoś nowego. Noce gorsze, zwalam winę na czwórki, ciągle paluchy w paszczy, marudzenie, jęczenie. Całe szczęście zasypia szybko i bezproblemowo, ale częściej budzi się w nocy. Czasami wymiękam. Oczywiście bez przystawienia do piersi nie chce zasnąć, wierci się i kręci, przekręca z boku na brzuch, wstaje. Co pozostaje? Przystawiam małego, chwilka i śpi. Tej nocy budził się 4 razy.
Jaka jestem czasami zmęczona! 

sobota, 9 listopada 2013

13 miesięcy. Chodzę!

Ten miesiąc przyniósł nam ogromny krok milowy w rozwoju naszego synka. Już od ponad miesiąca synuś chodził, ale z podparciem - trzymając się mebli, stołów, ścian, foteli itp. 

Ale od dwóch dni chodzi - sam! 


Zupełnie sam tupta na swoich nóżkach nie trzymając się niczego i idzie gdzie chce. A sprawia mu to wielką frajdę! Nie jest też tak źle z utrzymaniem równowagi, jeśli za bardzo się rozpędzi, to upada do przodu na wyciągnięte ręce, jego opiekunka mówi, że upada jak kot;) Albo druga opcja- upada na pupę. Chociaż jak widzę jak zasuwa, to wyobraźnia podsuwa mi niemiłe obrazy, jak uderza głową w ścianę i nabija sobie solidnego guza. No ale są rzeczy jakich się nie uniknie!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pudełko wspomnień.

Jestem sentymentalna. Lubię zbierać przedmioty związane ze wspomnieniami. Stare bilety na pociąg do Zakopanego, bilety na koncerty, bilety na kolejkę linową na Kasprowy, pamiętniki... nie byłabym sobą, gdybym nie miała pudełka ze wspomnieniami związanymi z moim synkiem. Pierwszy smoczek, wcześniej upatrzony przeze mnie, który mąż kupił i przywiózł na porodówkę. Test ciążowy, pozytywny, który robiłam mroźnym, ciemnym porankiem styczniowym... pierwsza grzechotka synka, aniołek, którego dostał od prababci na pierwszą swoją Wigilię.


wtorek, 29 października 2013

Zmęczona.

Ile bym dała za to by jak dawniej przyjść do domu, położyć się pod ciepły koc i pospać te dwie godziny. Ostatnio jestem ciągle zmęczona, niedospana. Mój maluch budzi się w nocy. Do 01.00-02.00 śpi w łóżeczku, biorę go do siebie, śpimy do 04.00, a później to już pobudka co godzinę. A teraz o 5.30 on już zadowolony, to chyba przez zmianę czasu nie chce wstać, bo to wg jego zegara biologicznego jest 06.30. Co nie zmienia faktu, że jestem zmęczona... Kiedyś nie doceniałam tego, że mogłam sobie spać kiedy chciałam, wracałam z pracy, coś przekąsiłam i kładłam się odpocząć. A teraz? NIe ma mowy! Przychodzę i nadal zasuwam na wysokich obrotach. Nie, nie żałuję, że mam synka. Ale czasami jestem taka zmęczona...
do tego często boli mnie głowa, to już w ogóle przechlapane.

piątek, 25 października 2013

Dziś mam wolne!

Dziś mam wolny dzień i siedzę z synkiem w domu. Korzystając z tego, że udał się na swoją przedpołudniową drzemkę mam czas dla siebie i dla bloga. Ostatnio mało nas, a to nie dlatego, że dużo się dzieje, bardziej brak czasu na wszystko. Jestem zabiegana pomiędzy pracą i domem, w międzyczasie zakupy i wszystko na głowie. Mąż pomaga, owszem, ale wiadomo, że mimo wszystko główny ciężar obowiązków spoczywa na mnie.

sobota, 19 października 2013

O teściowej.

No i przyszła. Lubię jesień, lubię jak jest chłodniej. Teraz mamy jesień w rozkwicie, taką złotą, polską. Widzę, że mój synek również woli, nie to co latem, kiedy biedaczek był ciągle cały spocony i miał mokre włoski i co chwilę musiałam go przebierać. Teraz to jest komfort! Przedwczoraj poszliśmy na spacer jak wróciłam z pracy. Była około 16.15, maluch nakarmiony, poszliśmy. I zaskoczenie- pięknie świecące słońce za moment się schowało, zrobiło się chłodniej. Dobrze, że miałam kocyk, rękawiczki. Synuś nie może się do nich przyzwyczaić i im nadziwić. Całe szczęście pozwala sobie je nałożyć;) Wczoraj również chciałam iść z małym  po pracy na spacer, ale padał deszcz. Ot- jesień;) A to widok z okna w sypialni:

wtorek, 15 października 2013

Kiedy mama wraca do pracy.

Spora część mam staje przed dylematem - zostać z dzieckiem na urlopie wychowawczym, czy też wrócić do pracy? Ja wybrałam powrót do pracy. Przemówiły za tym różne względy, przede wszystkim względy ekonomiczne. Mam dobrą pracę, pracuję w korzystnych godzinach, bardzo dobre warunki. Bałam się ryzykować to wszystko idąc na urlop wychowawczy. Tym bardziej, że jak zaszłam w ciążę i od szóstego miesiąca ciąży siedziałam już na zwolnieniu nie raz słyszałam zapewnienia od strony szefostwa, że miejsce pracy na mnie czeka. To było miłe, czułam się doceniona. Ale im bliżej było powrotu do pracy, tym bardziej się bałam. Jak sobie poradzę z tym, że nie będę non stop przy moim synku? Jak sobie poradzę z niepewnością jak on reaguje na to jak mnie nie ma? No i karmiłam piersią, bałam się, że jak wrócę do pracy, może być problem z zasypianiem synka, którego usypiałam tylko ja i który usypiał mi zawsze przy piersi. Okazało się, że bałam się niepotrzebnie. Moja mama, która zajęła się Juniorem poradziła sobie wyśmienicie. Synuś pił moje odciągnięte do butelki mleko, a babcia potrafiła go uśpić bez problemu. Mały radził sobie bardzo dobrze. A w czasie pracy dostawałam od mamy mmsy - przede wszystkim jego śpiącego, to mnie uspokajało i nastawiało pozytywnie;) 

sobota, 12 października 2013

Łowy w Lidlu. Kozaczki.

Około 7.40 przypomniało mi się, że od dzisiaj w Lidlu są kozaczki na zimę, które chciałam sobie kupić. Zatem szybko decyzja, wskakuję w auto i pędzę do sklepu. W Lidlu byłam 8.05. Sklep otwierają od 8.00. Przy stoisku z butami kłębił się już tłumek ludzi, ale nie dałam za wygraną:) Normalnie noszę rozmiar 39, ale wiadomo, że zimowe buty, to lepiej mieć nieco większe, bo dochodzi często dodatkowa skarpetka itp. Na szczęście ktoś odłożył jedne 40tki, więc natychmiast je upolowałam;) Mówię wam- 15minut po otwarciu sklepu pozostało dosłownie kilka par butów, rozeszły się jak świeże bułeczki. Podobną akcję miałam jak chciałam sobie kupić biustonosz do karmienia, to mimo, że byłam szybko po otwarciu czekały na mnie ostatni dwie sztuki. Z czego jedna szczęśliwie w moim rozmiarze. Zewsząd słyszę, że dzień promocji w Lidlu to jakby przenieść się w kolejki w czasy PRL. Ludzie kłębią się, przerzucają towar, wykupują po kilka sztuk. Jeśli chodzi o te buty, to dziewczyny brały po 3 pary i gdzieś z boku sobie mierzyły, dużo osób miało po dwie pary, część wykonywała jakieś tajemnicze telefony;) Normalnie szał.

środa, 9 października 2013

Impreza roczkowa.

W sobotę robiliśmy urodzinki synka. Sami najbliżsi- jego dziadkowie i chrzestni z rodzinami. Kameralnie, ale pięknie. Zamówiłam tort z cukierni, kupiłam gotowe ciasto, za to kolację przygotowałam już sama. Same tradycyjne smakołyki. Od rana mieliśmy dużo pracy z przygotowaniem wszystkiego, mąż musiał przynieść duży stół z piwnicy, krzesła, bo łącznie miało nas być 10 osób. Martwiłam się, jak synuś zareaguje na taką liczbę gości, ponieważ miesiąc wcześniej były moje urodziny i dla niego było zdecydowanie za głośno i nadmiar bodźców musiał odreagować w nocy, kiedy spał kiepsko i budził się co godzinę. A tu miał być w centrum uwagi, wszak to jego urodzinki i jego goście!


czwartek, 3 października 2013

Roczek.

Mój syn ma roczek.
Rok temu urodziło się nasze szczęście. Zaplanowane, ukochane.  

 źródło-Internet
Ten rok był wyjątkowy. 
Wiedziałam, z czym się wiąże macierzyństwo, czego mogę oczekiwać, wiedziałam, że wszystko się zmieni.
Wiedziałam, że będę bardzo mocno kochać moje dziecko.

Ale nie myślałam, że aż tak! To uczucie jest nieporównywalne z żadnym innym jakiego doświadczyłam, jest bezwarunkowe, piękne, czyste. Kocham bardziej niż kocham rodziców, niż kocham męża (sorry Winetou;) Hmmm, kocham po prostu inaczej. To jest wpisane głęboko w serce i umysł, uczucie instynktowne, silne. Ten rok właśnie jest rokiem narodzin mojej największej w życiu miłości.
I nie wstydzę się o tym mówić.

wtorek, 1 października 2013

Wyjście na koncert. We dwoje;)

W niedzielę miało miejsce wspaniałe dla nas wydarzenie. 
Koncert Piotra Roguckiego. 


Zapewne każdy słyszał o zespole Coma, ale nie każdy wie, że lider zespołu P.Rogucki nagrał też dwie solowe płyty. Jakże inne od tego, co gra Coma- nastrojowe, wyciszające. Klimatyczne. Poetyckie. Można powiedzieć, że materiał dla wymagającego odbiorcy. Ale jakże piękny.

No to pojechaliśmy. Synuś został z moimi rodzicami, zgodzili się go przypilnować. Przyjechali wcześnie, wypiliśmy kawkę, pogadaliśmy, ja jak zawsze miałam pełno wskazówek co i jak, ale że moja mama ma wprawę przy małym, to nie martwiłam się. Synuś czuje się przy dziadkach dobrze i komfortowo. Zostawiłam w butelce moje odciągnięte mleko do uśpienia, piżamkę, przygotowałam wszystko i odprowadzani słowami "bawcie się dobrze" wyszliśmy.

piątek, 27 września 2013

27 września 2012 TP

27.09.2012


Kiedy zaszłam w ciążę w styczniu, termin na koniec września wydawał mi się bardzo odległy. Zresztą do końca samego byłam przekonana, że urodzę maluszka przed terminem, więc upływające kolejno dni września napawały mnie coraz większym zdumieniem. I termin porodu minął. I nic. Irytowały mnie codzienne telefony od rodziny - czy już się coś zaczyna? Czy coś czuję? Czy już urodziłam? Czy obniżył mi się brzuch? Bardziej radykalni pytali, czy odchodzi mi czop. :) Wtedy to mnie nie bawiło. Trwało to od początku września i wkurzało okropnie. Wiadomo, że ciężarówki na końcówce są bardziej przewrażliwione i dobrze, że mój mąż powiedział co nieco natręciuchom;) Bez focha ze strony teściowej się nie obyło. No ale trudno, moje prawo!;)

środa, 25 września 2013

Rok temu.

Rok temu o tej porze byłam na przedostatnim ktg. Był chłodny już taki jesienny dzień, ja miałam dwa dni do terminu. I duży, okrągły cudowny brzuszek. Na ktg nie działo się wiele, lekarka mnie zbadała, rozwarcie na 1 palec, czyli tyle co nic;)


Ach jak chciałam mieć już mojego maluszka przy sobie! Mojego kochanego, wyczekanego synka. Milion razy wyobrażałam sobie jak wygląda, jak będzie po porodzie jak już będziemy razem. Chodziłam po mieszkaniu - od łóżeczka, do jego szafy z wypranymi i wyprasowanymi ubrankami, wyciągałam je, rozkładałam, wąchałam i składałam z powrotem. Nie mogłam się doczekać!

sobota, 21 września 2013

Ach te noce...

Zmęczenie, ostatnio permanentne niedospanie. Rano do pracy z bólem głowy. Praca 7godzin dziennie przy komputerze, praca wymagająca skupienia. Nie mam możliwości zdrzemnąć się w trakcie dnia z dzieckiem, jak wtedy kiedy byłam na macierzyńskim.

Wczoraj nie spałam od 4.35. Przedwczoraj również. Mój mały chyba ząbkuje, bo ciągle nie ma tej dolnej dwójki, a na górze cztery ząbki, na dole trzy wszystkie duże, ładnie wyrżnięte. Innego wytłumaczenia nie mam dlaczego moje ładnie śpiące w nocy dziecko nie da się już uśpić nad ranem. Zwykle się budził w nocy 3 razy, ale zawsze był cycuś i spaliśmy dalej. A wczoraj, dzisiaj od 4tej już marudzi, kręci się, siada z zamkniętymi oczkami, wstaje (!!!), jednym słowem zamiast spać, to robi wszystko by się wybudzić:( Wczoraj straciłam cierpliwość, postawiłam męża na nogi. Padły przykre, gorzkie słowa. W złości mówi się różne rzeczy, nie zawsze mądre i budujące. Dziś powtórka. Mężuś śpi w drugim pokoju, ja z małym w sypialni. No i nie mogę liczyć, by po takiej ciężkiej nocy wziął synka i bym mogła w spokoju chociaż pół godziny poleżeć. W końcu o 8.00 zaczynam pracę! Jak wstał i wziął małego, to mały przesikał pampersa, płacz.

czwartek, 19 września 2013

Moja krew! Książki i góry. Plany.

Synuś uwielbia książeczki. Ma ich małą kolekcję, dokupujemy nowe. Też w zanadrzu czekają na niego moje bajki i baśnie, które sama czytałam jak byłam dzieckiem, ale o tym oddzielny post. Marzy mi się, że jak będzie nieco starszy i będzie bardziej rozumiał, to do naszych codziennych rytuałów dojdzie czytanie mu bajki na dobranoc. Jestem wielką zwolenniczką czytania dzieciom.

środa, 18 września 2013

Natibaby Colorado w terenie.

Dziś po raz pierwszy wyszliśmy na dwór w chuście wiązanej. Wyszliśmy z małym naprzeciw mężowi, który wychodził z pracy, zrobiliśmy mu niespodziankę. Wrażenia? - Super! Bardzo wygodnie się nosi, ciężar rozkłada się równomiernie. Wybrałam wiązanie kieszonka. 

wtorek, 17 września 2013

Chusta Natibaby i jesienne rozkminy:)

Przyszła, mam! Tkana Natibaby Colorado, rozmiar M. Piękna w nasyconym kolorze malinowej czerwieni, ciepłego pomarańczu i słonecznego żółtego;) Jednym słowem to o czym marzyłam - chusta w ciepłych kolorach lata i jesieni. Kupiłam ją jako chustę używaną na allegro, zareklamowana została jako założona "raz", ale ja w to nie wierzę;) tak czy inaczej chusta jest bez skazy, jak nowa. Nawet pachniała nowością. Nie byłabym sobą jakbym nie chciała jej na gorąco wypróbować. Zamotałam synka, w dwa wiązania - podwójny krzyż i kieszonka, oba z przodu. Pierwsze wrażenie - niesamowicie wygodne, nie czuć tego ciężaru - to nie do uwierzenia, ale chusta bardzo odciąża, trzymać małego na ręku a trzymać go w chuście- różnica kolosalna. No i bardzo wygodnie, ciężar w przeciwieństwie do kółkowej chusty rozkłada się idealnie na oba ramiona i równomiernie obciąża mój kręgosłup.

 

sobota, 14 września 2013

Co u nas? Jezioro. Drugi tydzień z nianią.

Chwila dla siebie. Na stole kawa, czekoladowe Góralki, syn zasnął na swoją przedpołudniową drzemkę. W weekendy nie pracuję zatem więcej czasu dla siebie i dla rodziny. Mam nadzieję, że Junior pośpi te dwie godzinki i da mamusi odpocząć;)

Co u nas? Ostatnio sporo wychodzimy na spacery po pracy. Coś jemy i idziemy "spalić". Najczęściej biorę "małego" w chustę, idziemy na późny popołudniowy spacerek, a raczej taki wczesnowieczorny. Powietrze jest rześkie i przyjemne, akurat na przechadzkę przed snem synka. Zasypia wtedy lepiej. A i muszę się pochwalić - nowa chusta tkana do mnie leci pocztą;) Wiązana, piękna!

A tu w ramionach taty:

poniedziałek, 9 września 2013

Dziś jesteś, jutro cię nie ma. O mojej Chrzestnej.

Dostałam dziś telefon, że moja Chrzestna umarła. Nagle. W wieku niespełna 55 lat. W nocy, na serce. Nic nie zwiastowało, że może wydarzyć się coś złego, niedawno zmieniła mieszkanie na większe, powodziło się jej, miała poukładane życie, pracę... Od wielu, wielu lat mieszkała zagranicą, w Niemczech. Mimo tego, że żyłyśmy daleko od siebie, towarzyszyła mi w życiu. Była. W kartkach, które od niej dostawałam kilka razy w roku, od zawsze- na urodziny, na święta Bożego Narodzenia, na Wielkanoc. Najpierw wysyłała je do mnie, a jak wyszłam za mąż i wyprowadziłam się od rodziców- też adresatem był mój mąż;) Zawsze tuż przed moimi urodzinami wyciągał kartkę ze skrzynki na listy, pięknie zaadresowana koperta ślicznym, czytelnym, kobiecym pismem-  dla mnie. "Mam dla Ciebie niespodziankę"-mówił -"przyszła kartka od Twojej Cioci".

Zawsze pamiętała o moich urodzinach.

Zawsze.

W tym roku też. Nie myślałam, że to będzie ostatnia kartka od niej.


Jak urodził się nam synek, też kartka z gratulacjami, prezent, na ślub również, kartka, telefon w dniu ślubu, cudowny prezent.

Jak byłam małą dziewczynką, dostałam od niej w paczce moją pierwszą lalkę Barbie. Koleżanki mi zazdrościły, w czasach, kiedy nie można było tej lalki kupić w zwykłym sklepie, jedynie w Pewexie, za dolary. Ja miałam. Od Chrzestnej z Niemiec. 

Jak byłam młodsza, byłam dzieckiem, dostawałam paczki, a w nich niespotykane u nas słodycze, różności. I pierwszy dezodorant - pamiętam jak dziś, cudowny zapach, turkusowa Limara, byłam dumna jak paw. 

Zawsze była gdzieś tam blisko, nie należała do rodziny z krwi- najlepsza przyjaciółka mojej mamy z czasów Liceum. Została moją matką chrzestną. Zawsze była blisko, bardziej z moją matką, wcześniej pisały listy, później rozmawiały przez telefon. Znam też wiele wspomnień moich rodziców... mam kilka zdjęć jak trzyma mnie do chrztu... dużo opowieści...

Smutno mi, przykro mi i źle...

Niedawno myślałam sobie, że może ją odwiedzimy, albo że niedługo przyjedzie do Polski, to się spotkamy. Napisałam jej też list, w głębi duszy liczyłam, że zbliżymy się do siebie, jak obie jesteśmy dorosłymi kobietami.

A teraz Jej nie ma. Zostanie pochowana tam, nawet nie będę mogła zapalić znicza na Jej grobie.
Już nigdy nie dostanę od Niej żadnej kartki.

piątek, 6 września 2013

Pierwszy tydzień z nianią za nami.

Ufff. Pierwszy tydzień za nami, pierwsze koty za płoty. Bałam się tego strasznie- od poniedziałku synuś został z nianią, sam. Poznali się wcześniej, na tyle, na ile było to możliwe, odwiedziła nas kilka razy w domu, wyszliśmy na spacer, podczas tych wizyt zapoznawczych obserwowaliśmy ją, i to jak nasze dziecko na nią reaguje. W zasadzie to nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń, co do jej osoby, jej podejścia do dziecka, doświadczenia, referencji. Pisałam o tym TU . No ale jednak prawdziwy test miał nadejść, kiedy oboje z mężem byliśmy w pracy, a niania z małym. Dziwne było dla mnie uczucie, że oto obca osoba zostaje z moim największym skarbem w naszym domu. Dziwnie mi z tym było...

wtorek, 3 września 2013

11 miesięcy. Próbuję chodzić;)

Ostatni miesiąc niemowlęctwa przed nami. 

Z przerażeniem obserwuję, że mój słodki niemowlaczek przeistacza się w coraz większego chłopca, ta przemiana cieszy mnie ogromnie, ale jednocześnie uświadamia upływający czas. Ostatni miesiąc i mój maluch skończy roczek. Będzie tort i jedna świeczka na nim, będą goście i prezenty. Pierwsze urodzinki mojego synka!

Największa zmiana w tym miesiącu, która mnie zaskoczyła to spanie na brzuszku:

sobota, 31 sierpnia 2013

Smutek...

Dziś dostaliśmy bardzo smutną wiadomość. Wielka tragedia spotkała bliskich przyjaciół siostry mojego męża. Bardzo długo starali się o dziecko, a kiedy w końcu po wielu latach się udało - byli bardzo szczęśliwi. Też spotkało ich potrójne szczęście, bo ciąża była mnoga- okazało się, że ona nosi pod sercem troje dzieciaczków. Niestety dziś się dowiedzieliśmy, że w 23 tygodniu ciąży doszło do przedwczesnego porodu i wszystkie maluszki umarły :((( Płakałam, teraz też łzy cisną się do oczu... tak mi żal tych ludzi, tak bardzo mi przykro, życie jest niesprawiedliwe... nie będę wchodziła w szczegóły, ale jak pomyślę o tym wszystkim serce rozdziera mi się na pół i nawet nie potrafię sobie wyobrazić przez co przechodzą rodzice tych dzieci. Powiem tylko, że są w rozpaczy... 

środa, 28 sierpnia 2013

Konsultacja w szpitalu + morze.

Dziś pojechaliśmy z synkiem na konsultację na oddział okulistyczny do szpitala w Gdańsku. Zacznę od tego, że od jakiegoś czasu synkowi łzawi oczko. Czasami bardziej, czasami mniej, czasami wcale. Radziliśmy się pediatry i powiedział, że może być to niedrożny kanalik i by to obserwować, bo bardzo często takie kanaliki naprawiają się same do ukończenia przez dziecko roczku. I jeśli oko nie ropieje, nic poważniejszego się nie dzieje, nie ma stanów zapalnych, to trzeba obserwować i nie martwić się na zapas. Tak też zrobiliśmy. Niestety jakieś 3 tygodnie temu po spacerze oczko zaczęło ropieć. Na drugi dzień od razu poszłam z małym do lekarza, ten przepisał krople i skierował do okulisty. Okulista natomiast skierował na konsultację do szpitala i wypisał skierowanie na zabieg udrażniania kanalika łzowego. Z okiem się poprawiło, jednak nie zrezygnowaliśmy i  pojechaliśmy dziś z rana do Gdańska na konsultację by umówić termin zabiegu.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Po urlopie. Koncert i wieści co u nas.

No i po urlopie. Co dobre szybko się musi kończyć. A szkoda;) Pora na powrót do pracy i rzeczywistości. Pochwalę się, że po dwóch latach byliśmy na koncercie! Wcześniej w ciąży nie chodziłam na żadne z troski o brzuszek, a jak maluch się urodził to wiadomo, były ważniejsze rzeczy na głowie. Ale w niedzielę to się zmieniło, w niedzielę synuś został z dziadkami, a ja z mężem pojechaliśmy do sąsiedniego miasta na koncert.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Urlop w trakcie.

Czas leci niemiłosiernie i coraz bliżej do końca pięknych, wolnych, beztroskich dni! Tak mi żal! Jeszcze jutro, weekend i do pracy. Nie chce mi się okropnie, miły czas w domu z rodziną leci jak z bicza strzelił. Na razie urlop jest owocny, może nie jakoś w wyjazdy gdzieś dalej, ale robimy konsekwentnie to co zaplanowaliśmy. W poniedziałek pojechaliśmy tylko we dwoje do aquaparku do Sopotu. Synuś został z babcią, a my śmignęliśmy do Trójmiasta. Nie mamy daleko, pogoda dopisała piękna. 

sobota, 17 sierpnia 2013

Urlop i nasze plany.

Od wczoraj jesteśmy na urlopie. Jakie mamy plany? Hmmm, zwykle to urlop wyglądał tak, że pakowaliśmy graty, cały nasz stuff, szliśmy na pociąg, który zawiózł nas do Zakopanego. Podróż trwała około 14 godzin, ale zawsze braliśmy sypialny, zatem była mega wygoda. Po drodze piliśmy sobie piwka, albo coś mocniejszego, a co! To były czasy! Wspomnień cała chmara, szalona, spełniona młodość, a wczoraj nas wieczorem wzięło, na wspominki, najgorzej jak zaczniemy o tym gadać, to gadamy, gadamy i gadamy, tracimy rachubę czasu.
No ale odbiegam od tematu, zatem od wczoraj - urlop

czwartek, 15 sierpnia 2013

Pierwsze wieczorne wyjście. Szalejemy;)

Wczoraj skorzystaliśmy z uprzejmości drugiej babci, która została z naszym synkiem i poszliśmy do kina. Na wieczorny seans, godzina 21.15. Wykąpaliśmy maluszka, ja ululałam go do snu. Babcia dostała instrukcje, co i jak, w lodówce na wypadek awarii moje mleko w butelce, które można szybko podgrzać, no i poszliśmy. Na "Obecność".

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Co u nas słychać? Nocne opowieści.

Uff, całe szczęście przyszło nieco oddechu od tych upałów. Wyszłam dzisiaj z synkiem w chuście mężowi naprzeciw jak wracał z pracy. Taka niespodzianka;) ucieszył się;) łącznie chodziłam z małym 40min, jeszcze byliśmy w sklepie. Synek lubi być noszony w chuście, opatulę go, brzuszek do brzucha, przytulony, na główce czapeczka, a pod chustą ubrany lekko, bo grzeje go też ciepło mojego ciała, zatem chusta wg mnie na upały się nie nadaje, ale na taki chłodniejszy dzień jak dziś- jak najbardziej. Szliśmy zatem, ja mu opowiadałam, co się dzieje wokoło, wszystko mu się podobało, tylko straż pożarna jadąca na sygnale już mniej:) 

sobota, 10 sierpnia 2013

Trzecia wizyta zapoznawcza niani.

Na przełomie sierpnia/września nasz synek będzie zostawał z nianią jak my będziemy w pracy. Dzisiaj była jej druga wizyta w naszym domu, by zapoznawać się z naszym szkrabem. Przebiegła pomyślnie, Junior reaguje na nią bardzo dobrze, nie boi się jej, uśmiecha. Bawiła się z małym, ponosiła go, pokazywała mu zabawki i książeczki. Ja w międzyczasie przyglądałam się z oddali, rozmawiałyśmy o obyczajach młodego, przypomniałam jej pory jego snu, co je, gdzie co jest, jak ma wyglądać ich dzień jak nas nie będzie. Takie sprawy organizacyjne. Ale najważniejsze było to by synuś ją poznał, zapamiętał i traktował jako "swoją". Na tym nam najbardziej zależy. 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Lubię zimę. Marzenia.

Tak, lubię zimę. Może nie jest to zbyt popularne, ale zima nie jest znienawidzoną przeze mnie porą roku. Ogólnie wolę chłód od gorąca, ponieważ zimą założysz dodatkowo sweter i jest ciepełko, a latem w upały...? To co jest teraz ścina mnie z nóg.
Moje miasto zimą:

środa, 7 sierpnia 2013

Wizyta u kardiologa dziecięcego.

W 31 tygodniu ciąży poszliśmy na usg prenatalne, by jeszcze przed porodem zbadać dzidziusia, zobaczyć co i jak, sprawdzić dokładnie wagę, zobaczyć go w 4D. Wszystko było w porządku, tylko jedna rzecz nas zmartwiła : "lekka niedomykalność zastawki trójdzielnej". Doktor powiedział, że to częste i że występuje w życiu płodowym dosyć powszechnie, i w chwili porodu ta zastawka może być już zupełnie sprawna. Zalecił jednak by jak dziecko się urodzi skontrolować sprawę. Martwiłam się jednak o to w ciąży, by wszystko z serduszkiem było w porządku. Po porodzie zgłosiłam ową niedomykalność w szpitalu, zrobiono małemu ekg, z którego wynikało, że nie ma nieprawidłowości. Jednak podczas wizyty szczepiennej pediatra wykrył osłuchując małego lekki szmer sercowy. Zlecił morfologię, która wyszła bardzo dobra i dał skierowanie do kardiologa dziecięcego. 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Mam chustę ^^ Natibaby ring.

No i słowo się rzekło. Napaliłam się niezmiernie, spędziłam godziny na netowych rozkminach, popytałam o rady, męczyłam męża, no i wyszukałam! Rozważając wszelkie za i przeciw zakupiłam chustę używaną, Natibaby, kółkowa;) Początkowo chciałam wiązaną, ale stwierdziłam, że może na początek lepsze dla mnie będzie coś prostszego. Ot- by malucha szybko w niej umieścić, kiedy marudzi na spacerze i chce na ręce, albo kiedy ma słabszy dzień i muszę go więcej nosić, albo kiedy chcę iść gdzieś, gdzie nie bardzo mogę wziąć wózek, a długiego dystansu do pokonania nie mam. No i samo wiązanie na początek wydawało mi się trudne, no i znając energiczny charakter mojego malucha obawiałam się jak zniesie bycie zamotanym i samo motanie przez tak niewprawne w motaniu ręce jak moje;)

Zatem proszę państwa przedstawiam Wam:
Natibaby Amazonia:

piątek, 2 sierpnia 2013

10 miesięcy. Stoję!

10 miesięcy szczęścia.
10 miesięcy radości. Nieopisanej miłości i karmienia piersią.
10 miesięcy ani jednej nieprzespanej nocki i całkowicie zmienionego życia!

Nie mogę uwierzyć! Kiedy skończył miesiąc podczytywałam, co potrafi dziecko w drugim, trzecim, szóstym miesiącu życia, ta dziesiątka wydawała mi się tak bardzo odległa, a tu proszę - moje kochane dziecko ma 10 miesięcy! Pierwsza dwucyfrówka;)


środa, 31 lipca 2013

Liebster Blog

Zostałam nominowana do znanej już chyba wszystkim zabawy:
przez
Josephine z blogu O wszystkim i o niczym.

przez
Josephine z blogu O wszystkim i o niczym.

„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”  - See more at: http://kropleszczescia.blogspot.com/#sthash.b1OPfvzN.dpuf
Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.

wtorek, 30 lipca 2013

Przesłodkie pytoszki;)

Dużo było postów o tym. O dziecięcych stópkach. Kocham. Nie mogę się napatrzeć na stópki mojego synka. Na jego słodkie stópeńki, delikatne małe paluszki, piękne, mięciutkie, nieśmigane piętki:) 

Zacałowałabym:D

I te malusie paznokietki! No cudo, po prostu cudo!


Jak wróciliśmy z małym ze szpitala, i mąż patrzył jak przewijam synka, i maluch leżał chwilę z gołymi stópkami, mój ślubny nie mógł się nadziwić, całował maleńkie stópeczki ze słowami "ale masz piękne PYTOSZKI"! Odtąd to słówko weszło na stałe do naszego słownika- pytoszki naszego synka;)

sobota, 27 lipca 2013

Ja stoję!

Zapomniałam napisać, że synek od ponad tygodnia potrafi stanąć na nóżki. A wstaje wszędzie gdzie się da- w kojcu, przy kanapie, przy szafce rtv, przy lodówce, byle było się czego złapać i podciągnąć:) Serce rośnie jak patrzę na mojego szkraba, który jeszcze niedawno tylko leżał na płasko i fikał nóżkami. Teraz widzę w nim coraz bardziej dziecko, a nie niemowlę, dużego chłopczyka. To niesamowite, jak rośnie, ten moment, kiedy pierwszy raz stanął na nogi uświadomił mi upływający czas, oraz to że już niedługo przestanie być słodkim małym niemowlaczkiem i stanie się dużym dzieckiem. Że niedługo zacznie stawiać pierwsze kroczki. A świat z perspektywy stojącego na nóżkach malucha wygląda inaczej... zdaję sobie sprawę, że on rośnie, ale szybko upływający czas przeraża. Czasami chciałabym go zatrzymać, a z drugiej strony cieszą mnie postępy synka, że tak ładnie rośnie, rozwija się, uczy ciągle czegoś nowego. Pięknie jest patrzeć na to, jak podnosi się na nogi, taki duży, silny, ciekawy świata, chcący dosięgnąć leżącą na kanapie zabawkę, próbując wejść na kanapę, by za chwilę upaść z hukiem na tyłek (zabezpieczony pampersem;) Po chwili nic sobie z tego nie robiąc próbuje dalej;) 


czwartek, 25 lipca 2013

Chusta. Ja też chcę!

Naczytałam się mam blogerek i teraz mam. Dylemat. Dojrzała we mnie myśl, że chciałabym nosić mojego malucha w chuście. Ale dochodzi masa pytań - jaka chusta, czy mój synek nie jest za duży i za ciężki na chustę, czy będzie chciał być w niej noszony, jaką chustę wybrać? Wstępnie już zorientowałam się, że elastyczna to nie dla nas. Mój maluch niedługo skończy 10 miesięcy i waży 11,5 kg, nieco późno jak na chustę, chociaż...? Byłam  na stronkach z chustami, nieco czytałam, naoglądałam się i zakochałam w kilku wzorach...

Otóż, zastanawiam się miedzy chustą tkaną a kółkową. Firmy jakie wchodzą w grę to Natibaby i Lenny Lamb. Między tymi dwiema firmami wybrałabym. Oglądałam chusty jakie mają w ofercie i są przepiękne... Urzekła mnie Islandia:

środa, 24 lipca 2013

Szczepionki - trudny wybór.

Dwa dni temu podano do wiadomości, że wycofano z użycia serię szczepionki na WZW Euvax B i Tripacel. Badanie wykonane w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego wykazało, że seria produktu nie spełnia wymagań jakościowych ze względu na niehomogenność. Szczepiono nimi dzieci w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Zaczęłam szukać informacji o tym, ponieważ mój syn został zaszczepiony na wzw w kwietniu tego roku. Wszak nie zaobserwowałam żadnych objawów poszczepiennych, ale wiadomość ta wystarczyła by mnie solidnie nastraszyć i zdenerwować. Zadzwoniłam do przychodni, ale powiedziano mi tam, że nie szczepili ową trefną serią, jednak dla pewności sprawdziłam sobie w książeczce zdrowia dziecka i faktycznie - nie szczepiono tym mojego dziecka. 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Kolejny ząbek!

Wczoraj popołudniu przebiła się druga dolna jedynka, a dziś zauważyłam obok niej dwójeczkę, też wyrżniętą:) No nie wierzę, jak nie miał ząbków to nie miał, a jak się zaczęły pojawiać to lawinowo jak na razie jeden po drugim. To łącznie mamy 4;) z czego jeden duży, dwa wyrżnięte a jeden czeka na przebicie, ale widoczna jest kreseczka pod dziąsłem. 

Spałam tej nocy dobrze! Maluch obudził się klasycznie parę minut przed piątą, zapobiegawczo przystawiłam jak zwykle do piersi i usnął, tak moi kochani- zasnął i spał tak, że nawet budzik o 6.30 go nie obudził! Pewnie gdybym nie szła do pracy spalibyśmy słodko do 7rano;)  Czy życie nie jest piękne? Nie marudził tej nocy, nie zrzędził, spał cudownie, spokojnie... tak jak zwykle jak był młodszy.

Wczoraj byliśmy na spacerku, zasnął w wózku, nic sobie nie robił z upału. 

niedziela, 21 lipca 2013

Ząbkowania c.d.+ zmęczenie.

Od paru dni synuś budzi się przed piątą rano i już nie chce spać. Kręci się i wierci, przekręca na brzuszek i marudzi z zamkniętymi oczkami. Ewidentnie coś przeszkadza mu spać, rozdrażnia go. Wczoraj nie chciał spać już od 4.45, przeczekałam godzinę z nim przy piersi, ale nie chciał już zasnąć. Lato - i to że w pokoju jest dość jasno mimo zasłon robi swoje. Przed 6.00 zawołałam na pomoc męża;) Nie obyło się bez tekstów "a wiesz, która jest godzina?"

Nie, nie wiem...

Wstaliśmy zatem przed 6 rano, zrobiłam kawę, prysznic, no i dzień się zaczął. Junior zadowolony, że może wędrować po podłodze a nie siedzieć w nudnym łóżku. Ale marudny był bardzo - jak na niego, przecieraliśmy z mężem oczy ze zdumienia. Co się stało z naszym grzecznym synkiem. Zajrzenie mu do paszczki rozwiązało zagadkę- lewa dolna jedynka jest w fazie przebijania się przez dziąsło - wygląda to strasznie, ząb jest już długi, wyrósł tak, że rozciągnął dziąsło do granic możliwości, ale jeszcze się nie przebił, nie wiem dlaczego. Wszystko czerwone, opuchnięte, przekrwione. Biedny maluch, trzyma ciągle paluszki w buzi, wszystko gryzie, denerwuje się i czasami z bezsilności płacze. Wczoraj  w aptece kupiłam mu:


środa, 17 lipca 2013

Prawa górna dwójka;)

Proszę państwa - jest!
Wyrżnęła się górna dwójeczka;) Winowajca ślinienia się i ciągłego trzymania paluszka wskazującego w buźce. Na razie jest śliczna biała kreseczka.

Mamy pastę Elmex dla dzieci od pierwszego ząbka i próbowałam synkowi myć ząbki (na razie bez pasty), ale kiepsko mi idzie, nie daje sobie włożyć szczoteczki do buzi, zaciska usteczka:/ A jak już da, to za moment odpycha moją rękę. Mam klasyczną szczoteczkę - taką "dorosłą" tylko, że przeznaczoną dla dzieci. Taką:


A może lepsza by była taka nakładana na palec?
Chciałabym myć synkowi ząbki, dbać o nie od samego początku.
Kochane mamy, polecicie coś?

wtorek, 16 lipca 2013

Jak sprawnie odciągać pokarm?

Najważniejszy jest relaks, więc trzeba postarać się zrelaksować. Przywołać w myślach wspomnienie dziecka, najlepiej z chwil kojarzących się z karmieniem piersią, lub takich chwil związanych z dzieckiem, które nas pozytywnie wzruszają- np chwile tuż po porodzie, pierwsze karmienia piersią,  miny malucha, albo przypomnieć sobie ostatnie karmienie. Wyobrazić to sobie mocno, sugestywnie i wizualizować.

 Ja bardzo polecam metodę na dwa laktatory jednocześnie. Ja używam ręcznych Philips Avent. Metodą dedukcji doszłam do tego, że jak pobudzony zostanie wypływ mleka w jednej piersi, to warto to wykorzystać i przystawić drugi laktator do drugiej. Ściąganie jednoczesne z obu piersi jest szybsze i bardziej efektywne- w tym samym czasie uda się odciągnąć więcej mleka mniejszym wysiłkiem. Dwoma laktatorami jest szybciej niż pracując jednym.


poniedziałek, 15 lipca 2013

Pierwsze wspólne wyjście bez dziecka.

Nie do uwierzenia, prawda? Nasz synek ma 9 i pół miesiąca, a my dopiero wczoraj pierwszy raz gdzieś wyszliśmy- sami, bez małego. Maluch został z mamą męża, a my poszliśmy do kina;) Tak, do kina. Ostatni raz byliśmy w kinie, jak byłam w 3 miesiącu ciąży. Cieszyłam się zatem niezmiernie. 


Zanim wyszliśmy, to dla babci (bo to był jej debiut sam na sam z wnuczkiem) miałam całą masę wskazówek, co, gdzie, jak. No i jakby się coś działo, ma dzwonić. Całe szczęście kino mamy bardzo blisko domu. Wyszliśmy. Szliśmy za rękę, jak niegdyś, sami. Żartowałam do męża- to może zachowujmy się jak zakochani? ;) 

Poszliśmy na "World War Z" - wiem, niezbyt romantyczny, ale uwielbiamy takie klimaty! Film bardzo się nam podobał. W kinie trzymaliśmy się trochę za ręce, no i w strasznych momentach kładłam głowę na ramieniu męża;) Jak wróciliśmy do domu- synuś spał. Był bardzo grzeczny, nie marudził, bawił się z babcią i czytali książeczki;) Koniecznie musimy częściej wychodzić, czyli tak 2x na miesiąc. Chciałabym byśmy pojechali razem nad morze, by popływać, poopalać się, poleżeć na plaży - w zeszłym roku jak byłam w ciąży, to ani razu nie wchodziłam ani do morza, ani do jeziora. Stęskniłam się...

Fajnie było wyjść tylko we dwoje po takim czasie! 
A wy wychodzicie tylko sami bez dziecka? Często? ;)

piątek, 12 lipca 2013

O mnie. Życie "przed" dzieckiem.

To będzie post o mnie. Zawsze wiedziałam, że pojawienie się dziecka wiele w życiu zmienia. Może dlatego czekałam z tą decyzją dość długo, by zdążyć zrobić wszystko to co chciałam, a co i tak nie zdążyłam, bo zabrakłoby mi lat. Czasami trzeba dokonać wyboru, co jest ważne, a co jest ważniejsze w życiu, wyznaczyć jakieś priorytety. Zawsze lubiłam żyć szybko, być w drodze. Czuć dzikość, przygodę, czuć nieskrępowaną wolność. Oboje z mężem tak się dobraliśmy, że uzupełnialiśmy się w tym nawzajem. Jedno drugiego wyciągało do góry a nie ciągnęło w dół. Braliśmy rowery i w długą. Jak była wolna chwila, weekend, to pakowaliśmy plecaki i szliśmy w plener. Braliśmy koc, coś do jedzenia, czasami wino i wylegiwaliśmy się na powietrzu za miastem. I mijały tak lata naszego małżeństwa na takiej słodkiej beztrosce, planowaniu kolejnych urlopów.


Teraz, odkąd jest z nami nasz synuś życie się zmieniło. Już w okresie ciąży oszczędzałam się maksymalnie, by tylko nic się brzuszkowi nie stało. Z fit dziewczyny, z osoby kochającej ruch pod każdą postacią stałam się przyklejonym do sofy leniwcem czytającym książki. Tak minęła mi większość ciąży. Moja kondycja sięgnęła dna, kiedy sapałam i stękałam wchodząc z dużym brzuszkiem na drugie piętro;) Pomyśleć że rok wcześniej zasuwałam po Tatrach z 60litrowym plecakiem^^ życie się zmieniło...

wtorek, 9 lipca 2013

A a aaa, kotki dwa...

Nocka była ciężka. Być może przez te upały nie chce wieczorem szybko zasnąć. Zatem zanim zasnął kręcił się i wiercił, wreszcie puścił pierś, przekręcił się na brzuchol, łapki oparł o mamę i w najlepsze sprężynował:) Tak, nie było mi do śmiechu, zawołałam na pomoc tatę. Tata śpiewał, śpiewał, ponosił, ale niewiele to dało, Junior pełen energii, jakby to była 19.00 a nie 21.00. W końcu przyszłam do małego, położyliśmy się przy cycku, ufff zasnął. Ale byłam tak zmęczona, że zostawiłam go już w dużym łóżku. wiem, błąd.
Noc przebiegła marnie. Obudził się o 3 w nocy i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wcześniej około 1.00 przebudziłam się sama i przestraszyłam że go nie ma- pierwszy raz odkąd jest na świecie przytrafiło się coś takiego. Junior spał zupełnie odwrotnie na drugim końcu łóżka!! Przestraszyłam się nie na żarty, że mógłby spaść, moja wina, moja wina...


 Zatem koniec- jak obudził się o 3.00 postanowiłam jak zaśnie po mleku, ponownie odłożyć go do łóżeczka i już pozostać przy tym odkładaniu konsekwentna. No i nie chciał zasnąć. Raczkował po łóżku na pół śpiąco, oczy zamykały się mu same, ale marudził, zrzędził, kładł się i wstawał, siadał, robił obrót znowu się kładł i tak w kółko. Kładł się na mnie, na moją poduszkę, na swoją kołderkę i nie mógł znaleźć wygodnej pozycji. W końcu przystawiałam go do piersi by się wyciszył, ale zabawa zaczynała się od początku- kręcił się, wiercił.


poniedziałek, 8 lipca 2013

Rodzinny weekend.

Weekend minął rodzinnie. W sobotę byliśmy na pysznym obiedzie u mamy męża  - druga babcia ma też fajny kontakt z Juniorem. Mimo tego, że mały jej nie widzi często, tylko 2-maksymalnie 3 razy na miesiąc to nie boi się jej. Ma takie fajne podejście do niego, delikatnie zagada, że małemu od razu się do babci buźka cieszy. To mi się podoba, hmmm, tak już mam, że każdy, kogo obdarzy zaufaniem i uśmiechem moje dziecko ma u mnie plus na starcie;) Dostał od  babci do zabawy nowe zabawki, a wszystko co nowe dla niego jest mile widziane.

Zatem zjedliśmy pyszny obiad. Był jednak problem z organizacją, bo Junior był zafascynowany nowym mieszkaniem do zwiedzania, wszystko takie nowe, ciekawe, trzeba dotknąć, zobaczyć, posmakować, że nie chciał siedzieć z zabawkami na kocyku. Mały krokodylek:) Zatem jedno z nas musiało pilnować, drugie jadło. Już się do tego przyzwyczaiłam. U nas w domu na czas obiadu można go posadzić w krzesełko do karmienia i maluch się sobą zajmie, ale jak jesteśmy w gości, to już jedno z nas musi go przypilnować, by nic nie potłukł, nie zniszczył. A ruchliwy jest bardzo i trzeba mieć oczy naokoło głowy. Bardzo interesowały go kwiaty, których nie mamy w domu. Broi strasznie.

Widać, że raczkowanie sprawia mu nieopisaną frajdę. Wszak to etap, kiedy może sobie iść gdzie chce! Gada przy tym do siebie i piszczy z radości. W domu ciężko już go upilnować, przemieszcza się niesamowicie. A jaki ma niezależny charakterek! Jednak serce rośnie jak patrzę na tą moją raczkującą kruszynę. Za to zgrzeje się zawsze okrutnie i muszę mu przebrać koszulkę, bo Junior- upał czy nie upał zasuwa jednakowo, upały mu nie straszne, raczkuje aż się cały zziaja:P

Chciałabym, by miał dobry kontakt z dziadkami z obojga stron. Ja miałam dobry kontakt jako dziecko tylko z rodzicami mojej mamy, a drudzy dziadkowie byli niestety bardzo obojętni. Mieli więcej wnuków, nie interesowali się mną za bardzo, ani mną ani moim bratem. To smutne, że nie mam prawie żadnych wspomnień związanych z nimi, takich ciepłych, rodzinnych, by tamta babcia opowiedziała mi bajkę, a tamten dziadek wziął na kolana i przytulił. Byli bo byli, odwiedzałam ich z rodzicami, ale byli chłodni i bardzo na dystans. Kiedy umarli nie czułam smutku, nie czułam straty, nie płakałam. Przykre to. Całe szczęście dziadkowie od strony mamy nadrobili w trójnasób. Chciałabym by mój synek nie miał takich wspomnień. By dziadkowie z jednej i drugiej strony kochali go, interesowali się. I jak na razie jesteśmy na dobrej ku temu drodze;) To ważne by miał dobry kontakt z dziadkami, łącznikiem starszego pokolenia, by czuł, że ma rodzinę, taką prawdziwą, dużą, by mógł do dziadków jeździć na wakacje;)

Za to muszę wziąć się za to, narzucić sobie dyscyplinę by odkładać go na noc do łóżeczka. Fajnie się z nim śpi, ale w związku z tym, że budzi się po 3x w nocy na karmienie, to bach na brzuszek i raczkuje po łóżku. A to już nie jest bezpieczne. W dzień nie ma problemu ze spaniem w łózeczku, śpi ciągiem i 2 i pół godziny, w nocy również, jedyny problem to właśnie to wstawanie do malca. Będę musiała ja sama się przestawić na inny porządek nocny. Bo jak teraz nie zacznie nocami spać w swoim łóżeczku, to może być problem. Zatem od dzisiaj, zaczynam go układać. Pięknie się spało z moim synkiem, ale już jest duży a miejsce dużego chłopca jest w jego łóżeczku^^ Tym bardziej, że odstawia w łóżku iście szalone akrobacje. 


 Kibicujcie mi bym się nie złamała ( z lenistwa!).

piątek, 5 lipca 2013

Duchowa adopcja dziecka poczętego.

Mam jedno duchowo adoptowane dzieciątko. Wierzę, że dzięki tamtej mojej codziennej modlitwie to dziecko narodziło się i ma szansę na dobre, godne życie. Nie znam jego imienia, nie wiem gdzie mieszka, nie wiem jakiej jest rasy, ale głęboko wierzę w to, że po śmierci będzie mi dane poznać jego/jej imię. Jest to modlitwa za najmniejszych, za najsłabszych. Modlitwa za dziecko zagrożone zabiciem przed narodzeniem.

  źródło - Internet

28 grudnia 2011 roku w Świętych Młodzianków Męczenników, który to dzień jest w mojej parafii dniem ślubowań duchowej adopcji przyjęłam zobowiązanie, by każdego dnia przez 9 miesięcy mówić specjalną modlitwę i jedną tajemnicę różańca w intencji maleństwa, które Bóg powołał do życia, a które to życie jest zagrożone zagładą w łonie matki. Bóg chciał, by w czasie trwania duchowej adopcji i we mnie zaczęło wzrastać życie, czy to nie jest mały cud? Akurat wtedy, kiedy tak długo czekałam na dziecko - zaszłam w ciąże szybciutko po podjęciu ślubowania duchowej adopcji.

środa, 3 lipca 2013

Cud karmienia piersią.

Codziennie doświadczam. Tej bliskości z moim dzieckiem, tego cudownego czegoś. Kiedy zaszłam w ciażę zamarzyłam o karmieniu naturalnym i karmię do dziś mojego 9 miesięcznego szkraba.

To niesamowite przeżycie. Kiedy tak leżymy razem, wąchamy się, malutki pije. Uwielbiam te chwile cudownej bliskości, największa bliskość jaka może być między mamą a dzieckiem. To wtulenie, błogość. I co kocham? Kocham jak Junior zasypia mi przy piersi! Zasypia z najedzenia, tej błogości, ciepełka mamy, zasypia w poczuciu bezpieczeństwa. A u mnie endorfiny szaleją, że oto moje ciało daje mu to wszystko, czego potrzebuje. Prolaktyna i oksytocyna huczy w żyłach, czuję się spełniona jako kobieta, matka.


Wiem, że gdyby nie udało mi się karmić piersią, czułabym się źle. Gorzej. Może nie czułabym się gorsza- ale czułabym, że zabrakło czegoś. Pamiętam mój strach w szpitalu, kiedy leżałam po cesarskim cięciu i rozmyślałam o moim dopiero co narodzonym synku, którego widziałam jedynie przez dwa krótkie momenty- jak wyjęli mi go z brzucha, a później jak przyłożyli mi go do mojej twarzy, a ja płakałam i całowałam jego buźkę . A później go zabrali, mnie zawieźli na salę pooperacyjną i zostałam z myślami sama. Gdzie jest moje dziecko? Czy ten płacz noworodka, który słyszę, to jest jego płacz? Czy mój synek śpi? Czy nie jest mu źle w oddaleniu od mamy?

To jest wg mnie największy, ogromny minus cesarki. Że nie można mieć maluszka przy sobie od razu. Tak jak po pierwszym cięciu aż tak mocno to do mnie nie dochodziło, tak przy drugim będzie mnie to bolało bardzo. Gorzej niż rana na brzuchu. Ta świadomość, że muszę czekać całą dobę by móc zajmować się moim maluszkiem, tulić go, karmić.

Za to później odbiliśmy to sobie po tysiąckroć. Karmiliśmy się, cycusialiśmy godzinami, uwielbialiśmy to, uwielbiamy do dziś. Totalnie rozczula mnie widok rozdziawionych, szukających piersi usteczek mojego synka. Wystarczy, że przysunę się do niego blisko, on już rozdziawia pyszczek. Kocham to. Taka bliskość. Kocham możliwości mojego organizmu, czuję się spełniona, czuję ten pierwotny instynkt samicy, która karmi swoje młode własnym mlekiem. Ja i moje dziecko mamy dzięki temu niesamowitą więź. Jestem ogromną zwolenniczką karmienia naturalnego, jest to bardzo ważne szczególnie dla noworodka- o tym napisano już masę mądrych książek, więc nie będę się powtarzać. Ale jest coś w tym, że w takim bezpieczeństwie ssąc pierś mamy dziecko uspokaja się, wycisza, relaksuje. To działa stymulująco na jego rozwój psychospołeczny. Mój maluch jest i był bardzo spokojny, niewiele płakał, przypisuję to właśnie takiemu pełnemu karmieniu na żądanie właśnie.



I też cud- że taka natura piękna, tak wszystko ładnie obmyśliła. 
Myślę czasami jak długo. Spotykam się z pytaniami "jeszcze karmisz?" z naciskiem na słowo "jeszcze". Nie planuję karmić do pełnego odstawienia, być może Junior odstawi się sam. Uszanuję wtedy jego decyzję. Ja zostawiam temat otwarty. Na pewno chciałabym do wieku 12 miesięcy, ale czuję, że na 12 miesiącach się nie skończy;) Zobaczymy co nam los przyniesie na naszej mlecznej drodze;)
 


wtorek, 2 lipca 2013

9 miesięcy. Raczkujemy!

Mój Junior skończył 9 miesięcy. Jeszcze całkiem niedawno się urodził, był malutką, nieporadną kruszynką, a teraz stał się rezolutnym, samodzielnym bobasem. Wszędzie go pełno!

Mój maluch raczkuje! W weekend zaczęły się nieśmiałe próby, a od wczoraj jest raczkowańsko pełną gębą. Wcześniej przemieszczał się po pokoju turlając z brzuszka na plecy i czołgając po podłodze, a teraz już zasuwa pełną parą na łapkach i kolankach. Widok - bezcenny, przecudny. Nie możemy się z mężem na niego napatrzeć.


 Co potrafi:
*raczkuje!

*turla się z plecków na brzuszek i z brzuszka na plecki
*samodzielnie siedzi z prostymi pleckami, kiedy traci równowagę podpiera się rączkami
*potrafi usiąść sam z pozycji na brzuszku podpierając się łapką
*kiedy leży na brzuchu trzyma wysoko głowę oparty na przedramionach, podkurcza nogi pod dupkę i sprężynuje
*podnosi się na kolankach przy blatach i meblach, próbuje wstać, ale na razie się mu to nie udaje;)
*kiedy leży na pleckach łapie za nóżkę i wkłada stópkę do paszczki;)
*potrafi bardzo sprawnie chwytać niewielkie przedmioty
*trzymany pod paszki i postawiony na chwilę na podłodze radośnie sprężynuje

Co lubi:
*cyca!
*zabawki, zabawki, zabawki, to co nie jest zabawkami też, upodobał sobie pilot od telewizora, który nosi ślady jego ząbków;)
*być w centrum uwagi
*być podnoszony wysoko przez tatę pod sam sufit!
*zwiedzać na czworaka samodzielnie mieszkanie, kiedy nikt nie przeszkadza i można rozrzucać książki mamie;)
*zapalać i gasić światło, to jest to!

Ząbki:
*dwie niespełna wyrżnięte dolne jedynki

Co mówi:
*mamamamama
*bababababa
*dadadada
*dididi
*papa
*titititi
*tatata (bardzo rzadko, ale zdarzyło się) 

Co je:
Nadal podstawą jest mleko mamy;) Do tego raz dziennie deserek i raz dziennie połowa dużego obiadku. Woda-lub bardzo słaba granulowana herbatka-pracuję nad tym by pił samą wodę, powoli go do tego przyzwyczajam. Soczków nie pije. Jest wybredny jeśli chodzi o obiadki, nie jest łatwo trafić w coś co zadowoli podniebienie mojego księcia.
Waży ok. 11 kg.

Sen nocny i dzienny:
Kładzie się spać ok 21.00, budzi się 2 razy w nocy na cycusianie, i nad ranem przed 6.00. Czasami jak mam wolne, to uda się mu po 6.00 zasnąć na godzinkę a najczęściej to łazi po mamie i szuka pod poduchą mamy telefonu komórkowego;)
W dzień zawsze są dwie drzemki - dłuższa ok 2godz 30min do południa i krótsza około godzinna po południu.
Charakterek: 
Ma przekochany charakter. Potrafi się sobą zająć już dłużej, chociaż są dni, że jest bardziej absorbujący. Jest pogodnym dzieckiem, stabilny emocjonalnie. Nie płacze, nie drze się bez powodu. Płacze za to jak się go wyjmie z kąpieli, kąpiel uwielbia. Szaleje w wanience, kopie i pluska. Teraz cwaniaczek mały chce w wanience siedzieć i spłukać mu główkę graniczy z cudem;) a my jesteśmy z mężem cali mokrzy. 
Nasz kochany bobas;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...