wtorek, 28 maja 2013

Moje karmienie piersią.

Już jak byłam w ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią. Ale nie zawsze tak było. Wcześniej jak byłam bardzo młoda, uważałam, że karmienie naturalne jest niesmaczne i że ja sama nigdy nie będę karmiła. Wszystko zmieniło się jak zapragnęłam mieć dziecko. Zaczęłam interesować się tematem i bardzo dużo czytać o karmieniu piersią, studiować dogłębnie ów temat. A im ciąża była bardziej zaawansowana tym bardziej trwałam przy swoim stanowisku. Bardzo mocno kochałam swoje nienarodzone jeszcze dziecko i wymarzyłam dla niego to co najlepsze. Nie wyobrażałam sobie po tym wszystkim co przeczytałam na temat naturalnego karmienia by mój maluch był karmiony inaczej niż mlekiem matki.

Byłam pewna, ale miałam obawy- czy uda mi się karmić, czytałam o problemach kobiet z karmieniem, brakiem lub zbyt małą ilość pokarmu, o problemach po cesarskim cięciu, o tym, że dziecko czasami nie chce ssać piersi. Rozmyślałam o tym i obawiałam się tego wszystkiego, i bałam się, że może mi się nie udać, chociaż nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Wierzyłam, że wszystko przezwyciężę.

Wyobrażałam sobie swój poród, że po urodzeniu kładą mi Synka na brzuchu i będę mogła po chwili przystawić go do piersi i zacząć pierwsze udane karmienie.

Natura zdecydowała inaczej, po 17 godzinach akcji skurczowej lekarz orzekł konieczność wykonania cesarskiego cięcia. Cieszyłam się z cięcia i zakończenia porodu w bezpieczny sposób, ale rozpaczałam, że pierwszy pokarm Synek przyjmie nie ode mnie z piersi, tylko dostanie butlę. Nie mogłam tego przeżyć, leżąc ciągle o tym myślałam i odliczałam godziny kiedy będę mogła go przystawić do piersi. Jak przychodzili do mnie lekarze, to pytałam kiedy będę mogła, i dostałam odpowiedź że na drugą dobę po cesarce. Nie przyjmowałam już kroplówek przeciwbólowych, byle tylko móc skrócić ten czas.

Przynieśli mi Synka na salę pooperacyjną, i była pierwsza próba przystawienia małego do piersi. Pierwsze wrażenie- szok, że tak zabolało, szok, że tak mocno ssie. Nie było łatwo, pierś wypadała mu z buźki, denerwował się, płakał. Ale jak chwytał, to pięknie pił. Dokarmiany był jednak przez drugą dobę z butelki, przynoszono mi go do piersi i zabierano na karmienie. Takie procedury- nie sprzeciwiałam się. Od trzeciej doby miałam go już przy sobie i w zasadzie większość czasu Synuś leżał przy piersi, pił, zasypiał, odkładałam go do szpitalnego łóżeczka. Nieumiejętne przystawianie spowodowało okropne zranienie brodawek, smarowałam je maścią, własnym mlekiem, wietrzyłam. Każde kolejne przystawienie to był jeszcze gorszy ból, krew, łzy. Miałam problem z przystawianiem małego, nie potrafiłam robić tego wprawnie. Jak już chwycił pierś i pił, to pozwalałam mu na to, nawet jeśli mi nie leżało się wygodnie, ale potrafiłam tak w niewygodzie leżeć, byle tylko Synek pił i pobudzał laktację;)

Kryzys był w pierwszej nocy, kiedy maluch był ze mną rooming in. Zaczęłam myśleć o tym, że mam mało mleka. Nie potrafiłam sama go przystawiać. Jak pomagała mi położna- było okej, ale mi samej szło ciężko. Brakowało mi trzeciej ręki - jedną trzymałam dziecko, drugą pierś, a trzecia była mi potrzebna by zbliżyć główkę Synka do piersi. Więc karmienie szło ciężko. W nocy poszłam po butelkę z ciężkim sercem. Dostałam. Synek wypił szybko, spokojnie zasnął, po czym przebudził się po 20 minutach z przeraźliwym płaczem i płakał tak przez ponad godzinę, nie pomagało nic, noszenie, tulenie, płakał dopóki nie zrobił kupki, kupa brzydka, zielona. Po 3 godzinach znowu dostał butelkę i znowu powtórka z rozrywki- znowu straszny płacz, podkurczanie nóżek, znowu brzydka kupa. Kiedy zasnął umęczony tym płaczem pomyślałam, że płacze po mleku z butelki, że po mojej piersi nigdy tak nie płakał.

To był przełom. Pomyślałam, że koniec, że mój noworodek nie dostanie już nigdy więcej sztucznego mleka z butelki, że zrobię wszystko by karmić go tylko piersią. To mi dało taką motywację i tak ogromną siłę, że wiedziałam, że już nic mnie nie złamie. Jak Synuś obudził się na karmienie wzięłam go w ramiona i karmiłam, z pomocą położnych a później bez. Ale prosiłam, ciągle prosiłam o pomoc bardzo dużo, dużo za tym chodziłam, zabiegałam, nie spotkałam się z odmową. Dostałam pomoc, motywację, jedna mi powiedziała, że mam pokarm i szkoda to zaprzepaścić, mimo tego, że mi się wydaje że tam nic nie leci, mam zaufać swojemu ciału i jak najwięcej przystawiać synka.

Na czwartą dobę wypisano nas do domu, nieco się bałam, że zostanę bez "trzeciej ręki", ale na szczęście "trzecią ręką" był mój mąż;) Pomagał, wspierał. Miał słabsze chwile, proponował kilka razy jak było mi ciężko butelkę, ale ja nie chciałam nawet o tym słyszeć. Zaufałam sobie, swojemu ciału, swoim możliwościom. Tamta butla w szpitalu po której tak płakał była ostatnią butlą jaką wypił mój synek. Obecnie karmię prawie 8 miesięcy i jestem z tego powodu bardzo przeszczęśliwa. Dumna i spełniona jako kobieta i matka. Wiem, że daję mojemu dziecku to co najlepsze, pokarm dostosowany do niego indywidualnie, żywą tkankę, wszystko co wartościowe i dobre. Jak przyszłam do domu z noworodkiem nie wyobrażałam sobie, że mogę dać mu sztuczne mleko. Skoro jego malutki organizm jest przystosowany do trawienia i przyswajania mleka matki. To było poza zasięgiem mojej wyobraźni, nie wchodziło w grę! Każdy kto mi sugerował butelkę, odczuł prawdziwy gniew samicy. Też mój mąż jak w dniu wypisu ze szpitala miałam problemy by przystawić małego a Synek płakał, mąż zasugerował butelkę. Oj padły wtedy różne bardzo brzydkie, niecenzuralne słowa...  Wzięłam Synka na poduszkę na kolana i zaczęłam karmić w pozycji krzyżowej - to rozwiązało problem "trzeciej ręki". To był strzał w dziesiątkę! Na karmieniu spędzaliśmy całe godziny. Uwielbiałam mieć go przy piersi, trzymać w ramionach i tak jest do dzisiaj. Nigdy nie czułam się uziemiona czy zdominowana. Lubię jak zasypia przy cycusiu, pozwalam mu tak leżeć i spać z piersią w buzi, a on sobie ciumka;) Jego prawo jako niemowlęcia!


Karmienie piersią to dla mnie cudowne chwile. Nie obyło się bez problemów- najgorsze były poranione brodawki, wygoiły się po trzech tygodniach, ale do tego czasu było ciężko, szczególnie na początku karmienia jak Synek zasysał pierś, później ból malał. Albo ja się przyzwyczajałam:) Kocham karmienie piersią. Kocham tą świadomość, że daję mojemu maluchowi najlepsze mleko. Jestem dumna, że moje ciało najpierw dało mu życie, donosiło zdrową ciążę, a później potrafiło go wykarmić, bo karmiłam 6 miesięcy tylko piersią, do czasu rozszerzania diety. Nadal moje mleko jest podstawa żywienia mojego Synka. Musze dodać, że mój maluch urodził się z wagą 4480 a na moim mleku wspaniale przybierał na wadze. Nigdy nie miał kolek, nigdy nie bolał go brzuszek. To tym bardziej utwierdzało mnie w przekonaniu, że karmiąc go piersią robię dla niego najlepszą rzecz pod słońcem i dodawało mi pewności siebie. Następne dziecko też będzie karmione piersią. Nie wyobrażam sobie inaczej...

8 komentarzy:

  1. Pięknie to napisałaś! Ja też jestem szczęśliwa, że karmię Małą już 5 miesięcy. Niestety ja w szpitalu na początku nie spotkałam się z pomocną dłonią. Gdy zmęczona po porodzie dostałam córkę na sali poporodowej poprosiłam położną o pomoc w przystawieniu to usłyszałam, że sama muszę sobie radzić. Też wydawało mi się, że nie mam pokarmu. Gdy w drugiej dobie zabrali małą pod lampy, chciałam odciągnąć pokarm i jej zanieść. Niestety udało się tylko kilka kropel odciągnąć. To były trudne chwile, ale wiem że nie warto się załamywać. Wszystkiego uda się nauczyć - trzeba tylko chcieć! To piękne móc dać dziecku to co się ma dla niego najlepsze - oprócz miłości! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, że nie chciano Ci pomóc, personel powinien być pomocny, szczególnie jak ktoś o tą pomoc prosi. ALe o tym w innym poście;) Najgorzej uwierzyć, że się "nie ma pokarmu", a łatwo taki strach i niepewność zasiać w młodej, niedoświadczonej mamie... Dobrze, że pokonałaś trudności! Powodzenia w karmieniu!;)

      Usuń
  2. Pięknie napisałaś :)
    Ja byłam zielona w temacie, na szczęście większych problemów nie było (poza małymi, czyli chwilowe, małe ilości pokarmu co jest normalne), też miałam poranione brodawki, ale zaciskałam zęby i karmiłam. I także cieszę się, że karmię, chociaż jednak czasami to jest uciążliwe - nie można się oddalić za bardzo, moja córka jeszcze dodatkowo nie chce jeść z butelki ;) Ale to jest dla mnie cud, kolejny cud po dziecku, że mogę sama wykarmić, a jak pięknie rośnie to jeszcze dodatkowy powód do dumy.
    Mała urodziła się z wagą 3040g, a teraz waży ponad 9kg (ma prawie 8 miesięcy), nigdy nie chorowała i tak jak Twojemu synkowi - nic jej nie dolegało. I jeszcze jedna sprawa - karmienie piersią jest wygodne i tanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo wygodne i nic nie kosztuje- ale trzeba się samej zdrowo odżywiać. Twoja mała to niezły klopsik teraz! Duża dziewuszka;) A próbowałaś jej podać swoje mleko z butelki? Polecam butelkę Avent Natural. Moj był antybutelkowy, a tą butelkę z moim mlekiem zaakceptował.

      Usuń
  3. Podpisuję się pod tym co napisałaś obiema rękami ;) u nas od początku nie było większych problemów. Oczywiście ból był i to dosyć długo podczas przystawiania, ale po chwili stawał się co raz mniejszy. Mój mały ssak na początku był prawie 24 h na dobę przy cysiu. Według mnie nie powinno być tak szybko podawane dzieciom mm w szpitalu. U mnie podczas drugiej doby Synek trochę w nocy płakał, ja nie wiedziałam dlaczego w końcu położona dokarmiała go, ale On i tak płakał. Chodziło o to by być przy mnie, mam za złe, że tak szybko została podana mieszanka :/ ale to był jedyny kontakt mojego dziecka z mlekiem innym niż moje i bardzo się z tego powodu cieszę, że jestem w stanie wykarmić Synka. Pozdrawiam i zapraszam do nas szymonekancymonek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzieci płaczą bo chcą być blisko mamy przy cycku, czuć ciepełko, bicie serca, te sprawy;) to ludzie często błędnie to interpretują jako "dziecko się nie najada" i zbyt pochopnie dają sztuczne mieszanki. Powinno być więcej edukacji w temacie i więcej wsłuchiwania się w dzieci i ich potrzeby.

      Usuń
  4. Cieszę się, że Wam się udało. Sama miałam szczęście, że bez większych problemów się obyło. M karmiłam sporo, bo 14 miesięcy jakoś, a teraz od 6 tygodni mam drugiego ssaka i uwielbiam to sapanie, cmokanie, błogostan w jaki wpada po jedzeniu i miny, które tylko ja widzę :) I jak się uspokaja szybko - tego mi mąż zazdrości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi mąż też zazdrości, tego, że w każdej chwili mogę małego uspokoić. Teraz jak jest większy też inaczej, ale jak był malutki, to cyc działał cuda;) A to ciumkanie, zamglone oczka i błogostan- bezcenne i piękne chwile. Nie mówiąc o poczuciu bezpieczeństwa, ciepełku, zapachu i biciu serca- to wszystko co dziecko zna i pamięta z brzucha mamy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...