piątek, 28 czerwca 2013

Morze.

Kocham morze. Tu mieszkam od zawsze, mogę nad nie pojechać kiedy chcę. Ale wolę morze poza sezonem, kiedy jest odludnie, cicho, spokojnie. Kiedy jest mało ludzi, jest spokojnie, wręcz intymnie. Lubię morze jesienią, zimą, nie tylko latem. Jest pięknie. Morze to potężny żywioł, lubię jak są wysokie fale, morze szumi, wyje i szaleje. Też zimą kiedy jest dużo śniegu i kry, kiedy można pochodzić brzegiem i szukać bursztynów... Wiem, że jest dużo piękniejszych mórz, o czystej, turkusowej, ciepłej wodzie, ale ja lubię nasz oldskulowy, chłodny Bałtyk:


Nad morzem czuję się taka malutka, czuję się pyłem w obliczu potężnego żywiołu. A ile wspomnień! Nad morze jeździło się na "wagary" jak nie chciało się iść na wykład na studiach. Nad morze chodziło się na randki. Na romantyczne spacery. Za rękę brzegiem plaży. Tam prowadziło się poważne lub mniej ważne rozmowy. Lub po prostu leżało na kocu odpoczywając i słuchając szumu fal. Aż zatęskniłam.




czwartek, 27 czerwca 2013

Nie wychowuje się pasem!

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy biją, bądź w jakikolwiek inny sposób krzywdzą swoje dzieci. Dziecko to część mnie, moja krew, ciało z mojego ciała, nosiłam je 9 miesięcy, czułam pierwsze ruchy, karmiłam, dbałam, nie rozumiem jak matka może uderzyć dziecko. Doprowadzać do płaczu, rozpaczy, czy zastraszać takiego malucha. To nienormalne, jak czytam o takich akcjach, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Dziecko jest malutkie, bezbronne, to mały człowiek, który potrzebuje ciepła, uwagi, poczucia stabilności i bezpieczeństwa, jak można tak chwiać jego światem zadając mu fizyczny ból?

Jest jeszcze coś, są słowa, które mogą boleć równie mocno jak pas. Słowa - jesteś do niczego, jesteś beznadziejny/a, nic ci się nie uda. Zawstydzanie przy innych dzieciach, wzbudzanie poczucia u dziecka, że jest gorsze niż inni. Krzywdzące, obraźliwe słowa, które rujnują poczucie własnej wartości u dziecka. To wstrętne, paskudne, podłe, takie zachowania są niegodne rodzica.W głowie mi się nie mieści, że można skrzywdzić bezbronnego malucha. Rodzic powinien być odpowiedzialny, należy dbać o dziecko nawet kosztem własnej wygody, takie jest moje zdanie. Najpierw potrzeba dziecka, później moja.

źródło - Internet


Jestem przeciwna podnoszeniu ręki na dziecko. Wychowywać, nie bić, tłumaczyć, a nie karać fizycznie. Szacunku u dziecka nie zdobędzie się zastraszaniem, biciem, a miłością, okazywaniem mu troski, zrozumienia, budowanie własnego autorytetu przez lata. Rodzic powinien swoje dziecko wspierać, chronić, dbać o jego dobro pod każdym względem. Nie rozumiem jak można swojego malucha zaniedbać, narazić na niebezpieczeństwo, mieć w nosie jego podstawowe potrzeby. To wstrętne i niesprawiedliwe, że tacy ludzie doświadczają takiej łaski i takiego błogosławieństwa jakim są dzieci. Boli mnie świadomość, że nie każde dziecko jest kochane, zadbane, że są dzieci głodne, biedne. Wiem, że w tym momencie Ameryki nie odkryłam i świata nie zbawię, ale okropnie boli mnie złe traktowanie dzieci. A teraz, kiedy mam własne dziecko - tym bardziej jestem wrażliwa na krzywdę. Nie wyobrażam sobie jak można skrzywdzić swoje dziecko, istotkę tak ufną, zależną i bezbronną. 

Bestie, nie ludzie.

środa, 26 czerwca 2013

Ulubione zabawki;)

Jak Junior miał 3 miesiące dostał tą zabawkę:


Producent obiecuje, że hula kula jest zabawką stworzona z myślą o dzieciach, które zaczynają stawiać pierwsze kroczki, przygodę z raczkowaniem i badaniem otaczającego je świata. Mój syn ją uwielbia, po naciśnięciu wypukłych przycisków w kształcie zwierzątek dziecko może zapoznać się z odgłosami kotka, pieska, małpki, można włączać różne melodyjki, ogromnym plusem jest miły, kobiecy głos śpiewający wesołe, dziecięce piosenki;) Oczywiście znam wszystkie na pamięć i śpiewam je. Sąsiedzi muszą mieć ubaw po pachy;) Mój mały uwielbia tą zabawkę, nie nudzi mu się. Teraz kiedy prawie raczkuje, tym bardziej kula go kręci, bo może za nią gonić- bo kula posiada mechanizm dzięki któremu sama się porusza. Też jest dosyć odporna na wstrząsy, synek nie raz, nie dwa wyrzucił ją z bujaczka na podłogę i nic się nie stało. Mogę polecić tą zabawkę każdemu dziecku;)

Ostatnim hitem jest telefonik 


Maluch jest nim zachwycony. Nie jest to jakaś skomplikowana zabawka, jak hula-kula, ale Junior bardzo ją polubił. Ruszające się oczka i dźwięk telefonu jak się wykręca numer przyciągają uwagę malucha. Jest sznureczek, kółeczka, telefon zamienia się w jeźdźik;) zabawka pancerna, nic nie odpadnie, elementy przyjazne maluchom.

A dzisiaj kolejny deszczowy dzień. Mi to nie przeszkadza, ale jak widzę w telewizji, jak zalewa ludziom domy na południu kraju, to inaczej zaczynam patrzeć na ulewne deszcze. Nie wiem co bym zrobiła jakbym straciła dorobek życia, tym bardziej teraz mając maluszka w domu.

No a Junior coraz bardziej się rozwija. Migruje po pokoju, przesuwa się na brzuszku, podkurcza nóżki i staje już na kolankach-jak do raczkowania! Sprężynuje pupką, a dzisiaj po raz pierwszy przeszedł z pozycji na czworaka do samodzielnego siadu. Widzę, że jeszcze tydzień, dwa i doczekamy się takiego raczkowania z prawdziwego zdarzenia! Nie mogę się doczekać. Też rozwój emocjonalny i społeczny postępuje coraz lepiej. Mały zaczepia wzrokiem, śmieje się, żywo reaguje na głos, na uśmiech. Kochany ten mój synek.

A jakie zabawki lubią najbardziej Wasze dzieci?

wtorek, 25 czerwca 2013

Lubię słuchać jak pada deszcz...

Lubię. Po tych upałach deszcz jest oddechem. Lubię jak pada, lubię patrzeć na krople spływające po szybach, uderzające o parapet. Powietrze jest wtedy takie inne, rześkie, pyszne takie;) aż chce się oddychać. Niegdyś  na taką pogodę mówiliśmy z mężem "butelkowa pogoda". Siedzieliśmy sobie w fotelach przy winku, rozmawialiśmy, snuliśmy plany, wspomnienia. Czas umykał po cichu, nikt się nie spieszył. Wspominam te nasze nostalgiczne popołudnia i wieczory, kiedy słuchaliśmy ulubionej muzyki, wspominaliśmy, gadaliśmy, tematy się nie kończyły. Uwielbiałam te chwile takie spokojne, fajne, niespieszne. 

Teraz jest inaczej. Pokazuję synkowi krople na szybie, nasłuchuje zdziwiony odgłosów deszczu. Patrzymy przez zamknięte okno.



-Deszczyk pada - mówi mama.
-pa...pa! odpowiada Junior.

Cieszę się, że jest coraz bardziej komunikatywny, rozumny. Potrafi się sam sobą zająć, potrafi się ładnie bawić. Niedługo - parę minut, może maksymalnie parenaście, ale jest to postęp. Ogląda zabawki, przekłada z rączki do rączki, im bardziej skomplikowana zabawka tym lepiej, im bardziej kolorowa, chociaż nie gardzi też prostotą, fajnie się mu upycha zakrętki od słoiczków w puste kartonowe opakowanie po chusteczkach jednorazowych;) Nie mogę się doczekać aż zacznie mówić. Kiedy będziemy mogli porozmawiać. Chociaż i tak z nim rozmawiam, opowiadam jak minął mi dzień, co mnie uradowało, co zasmuciło. On nic z tego nie rozumie, ale nie szkodzi;) Kocham patrzeć jak rośnie i zmienia się każdego dnia.

No i zagadka. Jak się urodził miał bardzo ciemne włoski. A teraz ma jasne;) Jak to możliwe?;)


sobota, 22 czerwca 2013

Zakochana.

Czasami czuję się, jakbym była zakochana. Może dlatego, że ciągle o nim myślę. Jak był młodszy, to jeszcze częściej o nim myślałam, nie lubiłam być daleko od niego. Chodzi oczywiście o mojego synka;) Teraz od kiedy wróciłam do pracy, nieco się uodporniłam na nasze rozstania. Jednak rozmyślam o nim, co robi, co zjadł, jak się czuje. W zasadzie, to prawie zawsze Junior jest w moich myślach. Jak jestem w pracy, jak jestem na zakupach, jak jestem gdzieś poza domem.



Nie sądziłam, że można tak kochać, że można czuć tak bezwarunkową macierzyńską miłość. Taką, która nie pyta co On może dać  w zamian, kocham go za to, że jest. Że jest moim ukochanym dzieckiem. Wymodlonym, wymarzonym, zaplanowanym. Rozmyślałam o nim, nawet jak jeszcze go nie było na świecie, od samego początku ciąży, wiedziałam, czułam, że to będzie chłopiec. Ciągle się nim zachwycam. Często mówię do niego głaszcząc jego miękkie włoski "jaki jesteś piękny!". Widzę w nim odbicie mojego męża, jego rysy, jego miny;) w zasadzie, to synek nie jest do mnie prawie wcale podobny, a im jest starszy, tym mniej. Można powiedzieć, że ma moje oczy i na tym się kończy.

Lubię się z nim bawić, przebywać z nim, nadajemy na jednej fali. Wszystko jest takie naturalne, nasza macierzyńska bliskość, ta miłość. Nie myślałam, że będę tak czuła. Dla mojego malucha potrafię się starać, dużo z siebie dać, zarzucić egoizm, własną wygodę. Pokonywać niewyspanie. Odkryć w sobie ogromne pokłady czułości i cierpliwości. Jego dobro jest moim priorytetem, najważniejszą sprawą. 

Przytulenie jest słodkiego ciałka jest cudowne. Tak cudownie pachnie, budzi we mnie tyle pozytywnych emocji, jak mam ciężki dzień w pracy, wystarczy, że wrócę do domu i zobaczę jego promienny uśmiech - i wszystko staje się raptem małe i nieważne. Nie wyobrażam sobie życia bez mojego synka. Uwielbiam patrzeć jak się rozwija, słuchać jak mówi, słyszeć jak się śmieje. Uśmiech mojego dziecka, to miód na moje serce, plaster na wszelkie troski. 

Czasami się zastanawiam, kim będzie w przyszłości, jakie zdolności odziedziczy, jaką pójdzie drogą. Postaram się wspierać jego zainteresowania, nie ciągnąć go w dół, jeśli będą różnić się od moich. Będę go wspierała w jego wyborach, mobilizowała, zachęcała. Chciałabym, by się rozwijał, robił to co lubi. Chciałabym, by łaknął wiedzy, chciałabym go wszystkiego uczyć, rozwijać zainteresowania, rozwijać jego dziecięcą ciekawość świata. Zawsze będę miała dla niego czas.

Jest jeszcze malutki, ale tak szybko rośnie! Jeszcze jest niemowlęciem, ale już widzę w nim coraz większego bobasa i wiem, że jeszcze chwila i skończy roczek i będzie już dużym, chodzącym dzieckiem. I wiem, że ta miłość też będzie ewoluować, zmieniać się z upływem lat. Inna jest do niemowlęcia, inna jest to nastolatka. Ale to zawsze jest miłość. Miłość matki.

czwartek, 20 czerwca 2013

Precz z upałami! Krótko o foteliku samochodowym.

Nie lubię upałów. Junior też nie lubi. Najgorzej jest wieczorami, kiedy powietrze jest ciężkie i duszne i na zewnątrz jest cieplej niż w mieszkaniu. Maluchowi jest gorąco, mimo iż ma na sobie tylko body z krótkim rękawkiem i skarpetki, to i tak mu gorąco, nie może się ułożyć do snu wygodnie, ma problemy z zaśnięciem. Do tego akurat wychodzi mu drugi ząbek-druga dolna jedynka i od 3 dni nocami gorzej sypia. Budzi się często, kręci, wierci, układa na boczki, a jak położy na brzuszek to koniec;) 

Dziś obudził się o 1.30 i zasnął 2.30, właśnie przez tą niemożność wygodnego ułożenia się. Nie dziwię się małemu, jest taki upał, że noce są ciężkie. Lato nie jest moją ulubioną porą roku, wolę chłód, wolę rześką wiosnę, wolę ciepłą polską złotą jesień. Lubię zimę. Lubię śnieg. 

Być może będzie inaczej jak maluch mi podrośnie, to będziemy mogli zabrać go nad morze, które uwielbiam. Teraz byłoby mu za gorąco- też w samochodzie bardzo się poci, szczególnie włoski. I żal mi go, jak biedaczek siedzi w foteliku, nie jest mu za wygodnie, jest mu za gorąco, jest cały spocony, ale musi siedzieć nie mogę go wziąć na ręce. Najczęściej zasypia po jakimś czasie. Fotelik samochodowy to jedno z niewielu miejsc, gdzie mój maluch akceptuje smoczek. Zauważyłam, że bierze smoczek wtedy, kiedy odczuwa dyskomfort bądź niepokój - w aucie, na szczepieniach, jak jest bardzo zmęczony wieczorem. 

Odnośnie fotelików- wozimy naszego malucha tyłem do kierunku jazdy. Zauważyłam tendencję, że w Polsce większość fotelików jest montowanych przodem. Mało kto ma fotelik zamontowany tyłem do kierunku jazdy. A wożenie dziecka tyłem jest dla malucha o wiele bardziej bezpieczne i są zalecenia, by wozić dziecko tyłem najdłużej jak się tylko da;) Podczas zderzenia obciążenia działające na głowę i szyję są znacznie mniejsze, jeśli dziecko jedzie tyłem. Skandynawowie wożą swoje dzieci tyłem do 4 roku życia i jeśli chodzi o przeżywalność przez dzieci wypadków samochodowych mają najlepsze statystyki. Wożenie maluszka tyłem jest dla niego o wiele bezpieczniejsze. Jest wiele stron w internecie, na których można poczytać więcej szczegółów na ten temat. Polecam.



Ja przyznam, że początkowo nie zdawałam sobie sprawy i woziliśmy Juniora przodem. Całe szczęście jeździliśmy bardzo rzadko, ale jak pomyślę, jaką głupotę robiliśmy z niewiedzy...
A wy jak wozicie/woziliście swoje maluszki? A może na przednim siedzeniu?;)

wtorek, 18 czerwca 2013

Czy szkoła rodzenia jest potrzebna?

Chodziliśmy do szkoły rodzenia. Cały miesiąc, zajęcia były dwa razy w tygodniu i każde trwało godzinę zegarową, czasami zeszło dłużej. Zawsze chciałam chodzić do szkoły rodzenia z mężem, i udało się - tak dograć czas, że chodziliśmy razem. Dobrze wspominam ten czas - można było poznać inne młode mamy, poznać położne, szpital gdzie chce się rodzić, dowiedzieć wielu potrzebnych rzeczy. A co najważniejsze - oswoić się ze zbliżającym porodem. Bo poród ogólnie straszny jest, a ten strach  przed nim wynika z niewiedzy. Przyznam, że po zajęciach ze szkoły rodzenia bałam się porodu o wiele, wiele mniej, a im bliżej terminu, tym byłam spokojniejsza. Położne prowadzące szkołę rodzenia rozjaśniły mi ciemności porodowe, a dzięki zadawanym pytaniom i udzielanym na nie rzeczowym odpowiedziom zawsze wychodziliśmy bogatsi o wiedzę. Ktoś powie, co to za problem urodzić dziecko, kiedyś nie było szkół rodzenia i kobiety "jakoś rodziły". Dodam, że mam alergię na słowo "jakoś" użyte w tym kontekście, że kiedyś coś się robiło tak i tak i "jakoś" szło. Brrr.

Myślę, że czas idzie do przodu i trzeba korzystać z nowinek. Skoro można chodzić do szkoły rodzenia, to dlaczego nie skorzystać. Ja byłam ze szkoły bardzo zadowolona. A takie regularne zajęcia, to wspaniały czas, by pobyć z mężem/partnerem , spędzić inaczej czas niż w domu, nauczyć się czegoś nowego, razem wspólnie przygotować się do porodu, jeśli planuje się poród rodzinny. A też nie każdy facet jest taki, że czyta prasę, czy artykuły w internecie na temat ciąży i porodu, zatem zajęcia w
szkole rodzenia są tym bardziej przydatne dla każdego świadomego ojca.

Plan naszych zajęć był następujący (odtwarzam z pamięci, było mniej więcej tak):
1.Wstęp do porodu naturalnego.
2.Mechanizm porodowy.
3.Pozycje wertykalne i masaż
4.wyprawka do szpitala
5.Karmienie piersią - wprowadzenie
6.Karmienie piersią - radzenie sobie z problemami.
7.Naturalne i farmakologiczne metody radzenia sobie z bólem porodowym.
8.cesarskie cięcie, opieka okołoporodowa, połóg.
9.Kąpiel noworodka i masaż niemowlęcia.
10.poród rodzinny, baby blues i rola ojca przy porodzie.

Zajęcia były dla mnie bardzo ciekawe, czas mijał szybko. Wyjątkiem był film pt "Urodzić i być urodzonym", który puszczono na drugich zajęciach. Nigdy nie oglądałam wcześniej tak naturalistycznego filmu z porodu i przyznam, że film zwalił mnie z nóg- dosłownie i w przenośni. Musiałam poprosić o otwarcie okna i wyjść z sali do łazienki przemyć twarz zimną wodą, bo omal nie zasłabłam, czułam już szum w uszach i miałam mroczki przed oczami, zbladłam jak ściana. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy nie było mi do śmiechu. W domu jak rozmawialiśmy z mężem o tym filmie pomyślałam, że mam normalnie przechlapane. Ten film zamiast mnie nastawić pozytywnie, zaskoczył mnie negatywnie pokazując poród fizjologiczny "od drugiej strony". Z jednej strony wiedziałam dokładnie jak to się odbywa, z drugiej strony widok ten mnie zgniótł i dobił, mimo tego, że chciałam rodzić naturalnie, nie byłam gotowa na taki widok. A naprawdę nie jestem jakąś delikatną księżniczką, która mdleje na widok krwi, ale mam silny charakter i mało co robi na mnie wrażenie. A tutaj odpadłam. Zastanawiam się nad sensem tego typu filmów, nad sensem pokazywanie porodu od "strony akcji". Myślę, że to tylko stresuje przyszłe mamy. Ja nie chciałam nic takiego oglądać, chciałam rodzić naturalnie i skupić się na dziecku, na tym wszystkim co nauczyłam się w szkole rodzenia - oddychanie, masaż, relaksacja.

Zapowiedziałam też mężowi, by nie ośmielił się zajrzeć mi podczas porodu między nogi, nawet jeśli położna powie "widać główkę, chce pan zobaczyć?";)

źródło - internet

Poród to bardzo mocne doświadczenie, też dla mężczyzny - ojca, który przy porodzie uczestniczy aktywnie - na tyle aktywnie na ile może. Poród to dla mężczyzny też ciężka praca, wyczerpujący wysiłek psychiczny, bo w zasadzie jest, uczestniczy, a wiele nie może zrobić.

Pozostaje też dyskusyjny temat co będzie po porodzie, jak będzie wyglądało życie intymne, czy jego żona/partnerka będzie dla niego nadal seksowną kochanką, czy będzie już tylko matką. To indywidualne i każdy facet odbierze to inaczej. Wierzę jednak, że "wrażliwcy" są w mniejszości.

Mój poród zaczął się naturalnie w terminie, więc byliśmy razem dopóki akcja porodowa nie zatrzymała się i nie okazało się konieczne cesarskie cięcie. I przyznam, że mąż okazał się bardzo potrzebny podczas porodu sn. Pomagał wstać, usiąść na piłce, był ze mną pod prysznicem, a co najważniejsze- w skurczach robił mi masaż kręgosłupa, co przy skurczach dawało mi ogromną ulgę. No i był, nie czułam się samotna, czułam, że jest przy mnie silne, męskie ramię i że mogę na niego liczyć, bo jest tu dla mnie, tylko dla mnie.  To dawało mi poczucie bezpieczeństwa.

Rozumiem jednak kobiety, które chcą rodzić same. Kobiety od zawsze rodziły same, w towarzystwie innych kobiet, poród rodzinny stał się wynalazkiem końca XX wieku, był nie do pomyślenia za pokolenia naszych rodziców;) Ale też obecnie świadomość macierzyństwa i ojcostwa jest większa niż 30 lat temu. Myślę, że każdy powinien postępować w zgodzie z sobą i kobieta oczekująca maleństwa powinna brać pod uwagę też zdanie swojego partnera w temacie porodu rodzinnego. Nie można mężczyzny do tego zmuszać, to powinna być jego samodzielna, suwerenna decyzja. Powinien zdawać sobie sprawę z tego jak wygląda poród naturalny i na co się trzeba przygotować. Chociaż czytałam o takich porodach, że ojciec miał wyjść w drugiej fazie porodu, a tak się nakręcił, że został do końca i nie wyobrażał sobie zostawić żony i rodzącego się malucha.  Moja koleżanka opowiadała, że oczekując na cc słyszała parę rodzącą razem sn - facet był niesamowicie zaangażowany, oddychał razem z żoną, wspierał, mobilizował, dopingował a jak maluch się urodził płakał razem z nią. Ze szczęścia. Cudowne chwile;)

A jakie jest wasze zdanie na temat porodu rodzinnego? Miałyście poród rodzinny? Jak spisał się facet?:)

sobota, 15 czerwca 2013

Mamy krzesełko! + Akcja bezpieczny dom.

No więc jest. Krzesełko do karmienia. Słyszałam na jego temat różne opinie- skrajne, że jest to zbędny gadżet, nie dość że drogi, to jeszcze będzie gracił;) Inne opinie były bardzo pozytywne, i do tych opinii się przychyliliśmy. Po wielu naradach wybraliśmy krzesełko 4Baby Continental model Azja;) Od początku urzekł mnie zielony kolor i wzór w misie panda. Tato krzesełko złożył, mama umyła i można siedzieć.



Junior krzesełko od razu zaakceptował i lubi w nim siedzieć. Nie tylko jeść, ale posiedzieć, bawić się, układać zabawki, czy pooglądać ulubione teledyski;) Bo karmienie w bujaczku to była loteria- usiądzie nagle i wytrąci mi łyżeczkę z ręki umorusając wszystko wokół, czy też nie;) Teraz na blaciku rozkładam mu drobne zabawki, i to co lubi ostatnio najbardziej- zakrętki od słoiczków, to jest hit! Zakrętki od słoiczków są przykładem, że maluch lubi się bawić nie tylko zabawkami, ale wybiera też coś co zabawką nie jest, a i tak cieszy. A akurat zakrętki są bezpieczne - są na tyle duże, że maluch nie zmieści całej do buzi. Wiadomo- bawi się i tak pod naszym nadzorem, nigdy sam. Bezpieczeństwo przede wszystkim! 

Lubię sprawiać mu radość, kupować dla niego rzeczy, sama się cieszę, jakby ta rzecz była przeznaczona dla mnie. Lubię patrzeć na jego rozradowaną minkę i srogą ciekawość badacza z jaką zawsze bada i dotyka nowy przedmiot. Krzesełko oczywiście też próbował wziąć do buzi;) blacik został zbity łapką^^ a jakże;)

wtorek, 11 czerwca 2013

Cesarskie cięcie to jednak nie bułka z masłem.

Byłam dziś u ginekologa. Taka wizyta kontrolna, chciałam zrobić usg, cytologię itp. No i zeszło na temat następnej ciąży, a zasadzie jej planowania i rozwiązania. Zapytałam, czy to, że miałam jedno cesarskie cięcie powoduje, że drugi poród również będzie zakończony cesarką. Dostałam odpowiedź, że niekoniecznie, że jeśli dziecko będzie mniejsze, jeśli poród będzie przebiegał bez zakłóceń- mogłabym próbować rodzić siłami natury. A mi się to średnio uśmiecha, o czym powiedziałam lekarzowi. Prawda jest taka, że w Polsce nie wykonuje się cięć cesarskich na życzenie, ale - jeśli kobieta jest po jednym cięciu wówczas liczy się również jej zdanie a nie tylko zdanie lekarza.



Ginekolog jednak powiedział mi, że z drugą cesarką rośnie ryzyko dla trzeciej ciąży. Że mało się o tym mówi, ale zdarza się, iż ciąża zagnieździ się w bliźnie po cesarce i wówczas w okolicach 20tego tygodnia ciąży trzeba usuwać ciążę wraz z macicą... na ile to prawda? Nie znalazłam w internecie dużo informacji na ten temat, jest to powikłanie dość rzadkie, ale doktor powiedział, że w obliczu lawinowo rosnącej liczby wykonywanie cesarskich cięć robi się to problemem, dużym ryzykiem. Nie mówiąc już o tym, że cesarka to operacja, otwarcie brzucha, zrosty, przy kolejnej cesarce wzrasta ryzyko poważnego uszkodzenia jelit, bądź pęcherza moczowego. Jedna cesarka nie niesie takich powikłań, nie tak często- druga bardziej, każda kolejna jeszcze więcej, trzecia jest już obciążona dużym ładunkiem ryzyka dla rodzącej, czwarta może być zagrożeniem życia.

sobota, 8 czerwca 2013

Poczytaj mi mamo!

Głęboko wierzę, że do wielu rzeczy prędzej czy później dziecko dorasta samo. Zauważam, że mój maluch tak jak niegdyś byłam mu do zaśnięcia potrzebna w 100%, teraz w sporej części zaczyna zasypiać sam. Owszem, zasypia przy piersi, ale często puszcza pierś, i nie protestuje od razu głośno, kiedy się ewakuuję. To samo z nocnym snem, po prostu czasami gdy się obudzi spojrzy czy jestem, po czym zamyka oczka i zasypia. W dzień śpi w łóżeczku, w nocy, hmm... jeszcze ze mną. Ale czuję, że spanie w łóżeczku nocą jest kwestią czasu. Też czasem ładnie się sam bawi, potrafi się sobą zająć na kilka minut.



Czekamy na krzesełko do karmienia. Przebywanie przez małego w bujaczku stało się średnio bezpieczne. Bujaczek nadaje się do odpoczynku jak najbardziej, ale Synkowi przestała się podobać pozycja półleżąca i w bujaczku siada. Jest przypięty pasem biodrowym, ale i tak się boję, że przewróci się razem z tym bujakiem na nos. Wcześniej w leżaczku go karmiłam, teraz tak sobie się to udaje:) Nie mogę się doczekać tego krzesełka, w pozycji siedzącej będzie mi łatwiej.

czwartek, 6 czerwca 2013

Zakup kojca i mały cud z zasypianiem.

No i zdarzył się mój mały cud;) Mój słodki Synuś zasnął sam w łóżeczku na przedpołudniową drzemkę. Jak zwykle usypiałam go przy cycku, gdy już myślałam, że zasypia, on puścił pierś i spojrzał na mnie, po czym nie chciał więcej piersi, więc zaniosłam go do łóżeczka. Tam otworzył oczy, spojrzał na mnie lekko zdziwiony, okryłam go kołderką, wyszłam, licząc, że pewnie będę musiała zaraz po niego wrócić, bo pozostawiony sam rozpłacze się. Stało się jednak inaczej! Wiercił się, kręcił i w końcu zasnął przytulony do pieluszki z zapachem mamy;) Przyszłam do jego pokoju, przecierałam oczy ze zdumienia - tak - mój ośmiomiesięczny Syn zasnął SAM w łóżeczku, bez krzyku, bez ryku, poleżał chwilkę, pogadał z misiem i po 10 minutach już spał. To jego śpiąca rączka;)



Jestem z niego dumna. Dla mnie to milowy krok w jego wykonaniu.

Z nowości, to kupiliśmy Synkowi kojec. Duży, 104x104cm. Nowy kosztuje z dostawą około 400 zł, ale nam udało się urwać okazję, odkupić używany od miłego państwa, które mieszka w naszym mieście. Prawie po sąsiedzku. Kojec mało używany, bez śladów zniszczeń. Duży, stabilny, fajnie się komponuje z mieszkaniem. Na początku martwiłam się, że jest za wielki, że może jednak kupić taki 104x74, ale Mąż mi to wyperswadował mówiąc, że mniejszy i tak będzie duży, a dziecku musi być wygodnie i musi mieć swoją przestrzeń.

Kiedyś nie byłam zwolenniczką kojca, ale odkąd odczułam na własnej skórze, co to znaczy migrowanie energicznego malucha po całym pokoju i niemożność pozostawienia go na chwilę samego zrozumiałam, że ów zakup stał się koniecznością. Taki kojec w pewnych sytuacjach ratuje po prostu życie!

 A to obszerne wnętrze kojca:



Zalety:
*można pozostawić malucha na jakiś czas samego, bez obaw, że zrobi sobie krzywdę, uderzy się, przewróci na twarde podłoże, itp.
*dziecko uczy się samo bawić, uczy się samodzielności.
*to jedyne takie miejsce zabaw tylko dla dziecka, poza łóżeczkiem oczywiście. Można zamiast kojca wkładać dziecko do łóżeczka, ale zaburza to postrzeganie u dziecka miejsca "do spania" z miejscem "do zabawy"
*pełnowymiarowy kojec jest większy od łóżeczka turystycznego, dziecko ma dosyć dużo miejsca by się swobodnie obracać, podnosić się na nóżki, wstawać, wreszcie  stawiać pierwsze kroczki.
*niezastąpiony w chwilach "awaryjnych" kiedy musisz coś zrobic natychmiast - odebrać pilny telefon, w kuchni kipi zupa, musisz otworzyć drzwi listonoszowi, albo na szybko skorzystać z toalety;)

Wady- zajmuje sporo miejsca, więc nie nadaje się do małego mieszkanka. Jednak trzeba wygospodarować miejsce w mieszkaniu na kojec by mieć do kojca swobodny dostęp z każdej strony. Kojec też nie może stać w ciemnym czy dalekim kącie pokoju, a raczej w "centrum zdarzeń" by maluch przebywając w nim czuł, że nie jest odosobniony.

Chcę jeszcze zaznaczyć, że wg mnie kojec jest miejscem, gdzie dziecko może przebywać niedługo - kilka minut, może kwadrans, a może i pół godzinki jeśli się ładnie bawi i widzi rodziców. Absolutnie nie powinno się go traktować jako coś co dziecko ogranicza wolność, też nie można zmuszać, skoro maluch kojca nie lubi.

Jak na razie Synek kojec zaakceptował. Wymościłam mu dno kojca miękkim kocykiem, poukładałam kilka jego ulubionych zabawek. Na razie lubi w nim przebywać, mogę go na kilka minut pozostawić w kojcu, a on się ładnie sam bawi. Naprawdę się z Mężem cieszymy na ten zakup, to dobrze zainwestowane pieniążki- przede wszystkim w bezpieczeństwo dziecka.

A jak u Was? Planujecie zakup kojca? Posiadacie kojec? Podzielcie się spostrzeżeniami;)

poniedziałek, 3 czerwca 2013

8 miesięcy

Kiedy to zleciało! Synek ma już 8 miesięcy! Tak, dokładnie OSIEM. Ani się obejrzę, a będziemy świętowali jego pierwsze urodzinki.

 Co potrafi:
*przewraca się płynnie z plecków na brzuszek, z brzuszka na plecki, i robi 'salta', turla się;)
*pełza do tyłu, trochę do przodu, przemieszcza się dosyć sprawnie, pełzając na brzuszku, wszystkim się interesuje.
*leżąc na brzuszku obraca się wokół własnej osi jak wskazówka zegara
*kiedy leży na brzuchu trzyma wysoko głowę oparty na przedramionach
*samodzielnie siedzi, czasami traci równowagę, ale podpiera się wtedy łapkami
*posadzony przy blacie 'bije' blat, ogólnie bije wszystko łapką co tylko się da
*jeśli czegoś nie sięga rączką, to próbuje dosięgnąć nóżką
*leżąc na plecach łapie stópki i wkłada je do buzi
*notorycznie ściąga sobie skarpetki:)
*lubi zabawki i nie tylko, wszystko co ciekawe go interesuje, szczególnie telefony komórkowe:D 


Ząbki
*1/3 dolnej jedynki i malutki ślad po drugiej jedynce, zatem na razie bez szału;)
*chyba się to niedługo zmieni, bo niemiłosiernie się ślini i wszystko pcha do paszczki.

Mowa
*mamamama
*dadadadada
*bababababa
*gagagagaga
*gigigigi
*titi

Sen nocny
Zasypia ok 21.00, wcześniej go nie kładziemy, ze względu na to, że jest jasno na dworze. Usypiam go przy piersi i staram się odkładać do łóżeczka. Najczęściej wybudza się na karmienie między północą a drugą w nocy, no i dalej śpi ze mną i cyckamy do rana;D Jeszcze do niedawna spał spokojniutko na pleckach, a teraz to kręci się, wierci, budzę się często z jego nogami na brzuchu, albo śpi w poprzek łóżka. Gdzie ten spokojny maluszek, który tak grzecznie spał w nocy, teraz jak zasadzi mi kopa, to naprawdę to czuję;) Mąż mówi, że Synuś zostanie piłkarzem;) Za to poranki są nasze. Budzi mnie często dotykając mojej twarzy, a jak otwieram oczy widzę jego kochaną, uśmiechniętą buźkę.

Sen w dzień
Zawsze drzemka do południa trwająca między półtora a dwie i pół godziny. Druga drzemka ok 15, najczęściej zaś ok 17:) Fajnie, bo w tym czasie, kiedy śpi mi przy piersi leci mój ulubiony serial^^

Co je ;)
Oprócz mleka mamy, które jest podstawą codziennie deserek, co uwielbia;) Czasami połowę obiadku. Soczków owocowych nie lubi. Teraz w upały pije wodę z odrobinką granulowanej herbatki rumiankowej Hipp. Piszę odrobiną, bo nie chcę w nim wyrabiać upodobań na słodkie, w przyszłości chcę by Synuś pił samą wodę. Wodę podaję Mama i Ja, uprzednio przegotowaną.

Nieufny do obcych. Dopiero po jakimś czasie jak nowa osoba wzbudzi jego sympatię obdarza ją uśmiechem. 

W ogóle jest przekochany, w kąpieli szaleje i pluska, to jego żywioł. Teraz czekamy na dostawę jego krzesełka do karmienia;) Mam nadzieję, że ten zakup okaże się strzałem w dziesiątkę, i że Synuś od razu krzesełko zaakceptuje i polubi;) 



sobota, 1 czerwca 2013

Dzień Dziecka i wspomnienie ciąży.

Dziś jest Dzień Dziecka. Pierwszy taki mojego Synka poza brzuszkiem mamy. Rok temu głaskałam brzuch, wsłuchiwałam się w niego, czekałam na ruchy i kopniaczki. Jeśli jakiś czas maluch się nie ruszał prosiłam męża, by prowadził nasłuchy- przykładał ucho do brzucha by usłyszeć bicie serduszka naszego Skarba ;) 

Bardzo miło wspominam czas ciąży, oczekiwania na dziecko. Ciąża to był dla mnie wspaniały czas. Cieszyłam się ciążą, moim stanem błogosławionym, tym, że noszę w sobie życie. Poczucie, że we mnie rośnie było cudowne. Bardzo dbałam o siebie w czasie ciąży, dużo odpoczywałam, dużo snu, zdrowe odżywianie, wszystko dla malucha;) Czułam się też dobrze, oczywiście nie ominęły mnie niedogodności ciążowe, w stylu częste i szybkie męczenie się, ale poza tym wszystko przebiegało okej. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić, to ciągłe parcie na pęcherz w III trymestrze ciąży, to powodowało mój "krótki zasięg" czyli krótki czas wytrzymywania w oddaleniu od łazienki;) Ciążę wspominam z rozrzewnieniem, to był jeden z najpiękniejszych okresów mojego życia. Moja ciąża była zaplanowana, chciana, upragniona, wymodlona. Może dlatego tak dobrze ją znosiłam? Uwielbiałam podkreślać rosnący brzuch ubiorem, byłam przykładem, że można pięknie wyglądać w ciąży, mimo iż przytyłam 25 kg. Wynikało to z jednej strony z genów (mama w obu ciążach też tyle przybierała na wadze), jak i z tego, że nie odmawiałam sobie jedzenia- miałam ochotę zjeść jogurt, to jadłam, miałam ochotę zjeść 3 jogurty- nie ma sprawy;) Oczywiście starałam się jeść zdrową żywność, by dziecku niczego nie zabrakło. Każdy kolejny kilogram na wadze nie był dla mnie tragedią - tak moje ciało reagowało na ciążę i zaakceptowałam to bardzo szybko. 

Czasami myślę sobie, jak pięknie było- jak byliśmy z mężem we dwoje + nasz brzuszek. Te spokojne chwile, dni, wieczory we dwójkę, snucie planów na przyszłość i przygotowywanie mieszkania na przyjście na świat naszego maluszka. Wieczory takie, że jak leżałam na kanapie pod kocem, mąż w fotelu i rozmawialiśmy do późna. Mało kiedy było tak, by zabrakło nam tematów do rozmów. Poza tym, że jesteśmy parą, zawsze byliśmy i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. 



Mój kochany Synku, w Twoim dniu, kiedy śpisz sobie teraz rozkosznie w łóżeczku- życzę Ci najszczęśliwszego dzieciństwa na ziemi. Obiecuję, że zrobię wszystko byś je wspominał z przyjemnością i radością. Zrobię co w mojej mocy byś wzrastał w szczęśliwej, kochającej i zdrowej rodzinie, otoczony bliskimi, którzy Cię kochają. Jesteś dla mnie wszystkim, spełnieniem marzeń, ukochanym dzieckiem, moim drugim sercem, które bije na zewnątrz mojego ciała. Obiecuję, że niczego Ci nigdy nie zabraknie, że wychowamy Cię z Tatą na wspaniałego człowieka. 
Kocham Cię bardzo. Mama.

Wszystkim dzieciaczkom wszystkiego co najlepsze i przesłodkiego dzieciństwa;) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...