sobota, 22 czerwca 2013

Zakochana.

Czasami czuję się, jakbym była zakochana. Może dlatego, że ciągle o nim myślę. Jak był młodszy, to jeszcze częściej o nim myślałam, nie lubiłam być daleko od niego. Chodzi oczywiście o mojego synka;) Teraz od kiedy wróciłam do pracy, nieco się uodporniłam na nasze rozstania. Jednak rozmyślam o nim, co robi, co zjadł, jak się czuje. W zasadzie, to prawie zawsze Junior jest w moich myślach. Jak jestem w pracy, jak jestem na zakupach, jak jestem gdzieś poza domem.



Nie sądziłam, że można tak kochać, że można czuć tak bezwarunkową macierzyńską miłość. Taką, która nie pyta co On może dać  w zamian, kocham go za to, że jest. Że jest moim ukochanym dzieckiem. Wymodlonym, wymarzonym, zaplanowanym. Rozmyślałam o nim, nawet jak jeszcze go nie było na świecie, od samego początku ciąży, wiedziałam, czułam, że to będzie chłopiec. Ciągle się nim zachwycam. Często mówię do niego głaszcząc jego miękkie włoski "jaki jesteś piękny!". Widzę w nim odbicie mojego męża, jego rysy, jego miny;) w zasadzie, to synek nie jest do mnie prawie wcale podobny, a im jest starszy, tym mniej. Można powiedzieć, że ma moje oczy i na tym się kończy.

Lubię się z nim bawić, przebywać z nim, nadajemy na jednej fali. Wszystko jest takie naturalne, nasza macierzyńska bliskość, ta miłość. Nie myślałam, że będę tak czuła. Dla mojego malucha potrafię się starać, dużo z siebie dać, zarzucić egoizm, własną wygodę. Pokonywać niewyspanie. Odkryć w sobie ogromne pokłady czułości i cierpliwości. Jego dobro jest moim priorytetem, najważniejszą sprawą. 

Przytulenie jest słodkiego ciałka jest cudowne. Tak cudownie pachnie, budzi we mnie tyle pozytywnych emocji, jak mam ciężki dzień w pracy, wystarczy, że wrócę do domu i zobaczę jego promienny uśmiech - i wszystko staje się raptem małe i nieważne. Nie wyobrażam sobie życia bez mojego synka. Uwielbiam patrzeć jak się rozwija, słuchać jak mówi, słyszeć jak się śmieje. Uśmiech mojego dziecka, to miód na moje serce, plaster na wszelkie troski. 

Czasami się zastanawiam, kim będzie w przyszłości, jakie zdolności odziedziczy, jaką pójdzie drogą. Postaram się wspierać jego zainteresowania, nie ciągnąć go w dół, jeśli będą różnić się od moich. Będę go wspierała w jego wyborach, mobilizowała, zachęcała. Chciałabym, by się rozwijał, robił to co lubi. Chciałabym, by łaknął wiedzy, chciałabym go wszystkiego uczyć, rozwijać zainteresowania, rozwijać jego dziecięcą ciekawość świata. Zawsze będę miała dla niego czas.

Jest jeszcze malutki, ale tak szybko rośnie! Jeszcze jest niemowlęciem, ale już widzę w nim coraz większego bobasa i wiem, że jeszcze chwila i skończy roczek i będzie już dużym, chodzącym dzieckiem. I wiem, że ta miłość też będzie ewoluować, zmieniać się z upływem lat. Inna jest do niemowlęcia, inna jest to nastolatka. Ale to zawsze jest miłość. Miłość matki.

4 komentarze:

  1. No co tu napisać? Wpadłyśmy po uszy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj po uszy! Dokładnie! I pomyśleć, że kiedyś się z mojej mamy śmiałam, jak mówiła, że narodziny dziecka wszystko zmieniają, i że wtedy dopiero zobaczę, co to znaczy prawdziwa miłość i troska;)

      Usuń
  2. Matczyna miłość jest wyjątkowa coś o tym wiem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowa i jedyna. Bezinteresowna... Miło mi, że wpadłaś do mnie;) pozdrawiam ciepło.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...