czwartek, 6 czerwca 2013

Zakup kojca i mały cud z zasypianiem.

No i zdarzył się mój mały cud;) Mój słodki Synuś zasnął sam w łóżeczku na przedpołudniową drzemkę. Jak zwykle usypiałam go przy cycku, gdy już myślałam, że zasypia, on puścił pierś i spojrzał na mnie, po czym nie chciał więcej piersi, więc zaniosłam go do łóżeczka. Tam otworzył oczy, spojrzał na mnie lekko zdziwiony, okryłam go kołderką, wyszłam, licząc, że pewnie będę musiała zaraz po niego wrócić, bo pozostawiony sam rozpłacze się. Stało się jednak inaczej! Wiercił się, kręcił i w końcu zasnął przytulony do pieluszki z zapachem mamy;) Przyszłam do jego pokoju, przecierałam oczy ze zdumienia - tak - mój ośmiomiesięczny Syn zasnął SAM w łóżeczku, bez krzyku, bez ryku, poleżał chwilkę, pogadał z misiem i po 10 minutach już spał. To jego śpiąca rączka;)



Jestem z niego dumna. Dla mnie to milowy krok w jego wykonaniu.

Z nowości, to kupiliśmy Synkowi kojec. Duży, 104x104cm. Nowy kosztuje z dostawą około 400 zł, ale nam udało się urwać okazję, odkupić używany od miłego państwa, które mieszka w naszym mieście. Prawie po sąsiedzku. Kojec mało używany, bez śladów zniszczeń. Duży, stabilny, fajnie się komponuje z mieszkaniem. Na początku martwiłam się, że jest za wielki, że może jednak kupić taki 104x74, ale Mąż mi to wyperswadował mówiąc, że mniejszy i tak będzie duży, a dziecku musi być wygodnie i musi mieć swoją przestrzeń.

Kiedyś nie byłam zwolenniczką kojca, ale odkąd odczułam na własnej skórze, co to znaczy migrowanie energicznego malucha po całym pokoju i niemożność pozostawienia go na chwilę samego zrozumiałam, że ów zakup stał się koniecznością. Taki kojec w pewnych sytuacjach ratuje po prostu życie!

 A to obszerne wnętrze kojca:



Zalety:
*można pozostawić malucha na jakiś czas samego, bez obaw, że zrobi sobie krzywdę, uderzy się, przewróci na twarde podłoże, itp.
*dziecko uczy się samo bawić, uczy się samodzielności.
*to jedyne takie miejsce zabaw tylko dla dziecka, poza łóżeczkiem oczywiście. Można zamiast kojca wkładać dziecko do łóżeczka, ale zaburza to postrzeganie u dziecka miejsca "do spania" z miejscem "do zabawy"
*pełnowymiarowy kojec jest większy od łóżeczka turystycznego, dziecko ma dosyć dużo miejsca by się swobodnie obracać, podnosić się na nóżki, wstawać, wreszcie  stawiać pierwsze kroczki.
*niezastąpiony w chwilach "awaryjnych" kiedy musisz coś zrobic natychmiast - odebrać pilny telefon, w kuchni kipi zupa, musisz otworzyć drzwi listonoszowi, albo na szybko skorzystać z toalety;)

Wady- zajmuje sporo miejsca, więc nie nadaje się do małego mieszkanka. Jednak trzeba wygospodarować miejsce w mieszkaniu na kojec by mieć do kojca swobodny dostęp z każdej strony. Kojec też nie może stać w ciemnym czy dalekim kącie pokoju, a raczej w "centrum zdarzeń" by maluch przebywając w nim czuł, że nie jest odosobniony.

Chcę jeszcze zaznaczyć, że wg mnie kojec jest miejscem, gdzie dziecko może przebywać niedługo - kilka minut, może kwadrans, a może i pół godzinki jeśli się ładnie bawi i widzi rodziców. Absolutnie nie powinno się go traktować jako coś co dziecko ogranicza wolność, też nie można zmuszać, skoro maluch kojca nie lubi.

Jak na razie Synek kojec zaakceptował. Wymościłam mu dno kojca miękkim kocykiem, poukładałam kilka jego ulubionych zabawek. Na razie lubi w nim przebywać, mogę go na kilka minut pozostawić w kojcu, a on się ładnie sam bawi. Naprawdę się z Mężem cieszymy na ten zakup, to dobrze zainwestowane pieniążki- przede wszystkim w bezpieczeństwo dziecka.

A jak u Was? Planujecie zakup kojca? Posiadacie kojec? Podzielcie się spostrzeżeniami;)

15 komentarzy:

  1. Jeżeli rzeczywiście męczyłaś się 8 miesięcy z usypianiem Synka, to współczuję.
    U nas idzie to bez problemu. Kładę Małego do łóżeczka, wychodzę, on chwilę mruczy i zasypia :)
    Jeśli chodzi o kojec to mamy. Najpierw służył nam jako łóżeczko w salonie. Teraz wsadzam w niego Szymka tylko na godzinkę, żeby mógł się pobawić, a potem biega po całym domu. Nie jestem raczej za tym, aby dziecko separować od otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie męczyłam się, jedynie nie potrafił zasypiać sam, tylko usypiał mi przy piersi. Odkładany do łóżeczka-płakał, a jak dostał cycka, to spał w minutę;)

      Usuń
    2. No tak - skąd my to znamy :) cycuś działa cuda!

      Usuń
    3. czasem bez cyca to jak bez ręki:D

      Usuń
  2. Ja też nie jestem zwolenniczką kojca, pozatym nawet jeśli to nie mielibyśmy, gdzie go postawić :) Szymek też zasypia mi przy piersi. Parę miesięcy temu często w nocy jak odkładałam go do łóżeczka, to się budził, ale ja kładłam się i czekałam na rozwój zdarzeń ;) Mały usypiał po 10 minutach, ale w dzień nigdy się tak nie zdarzyło :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to zasypianie przy piersi. czasem uciążliwe,ale czuje, że jeszcze za tym zatęsknimy:)

      Usuń
    2. Pewnie tak będzie, ale póki co tęsknię za przespaną nocą ;)

      Usuń
  3. My nie mamy i nie planujemy kupić :) Ja zostawiam w leżaczku, na łóżku albo na podłodze, ale raczej chodzę wszędzie z małą. Na razie nie jest tak bardzo ruchliwa jak Twój synek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już niedługo zacznie baraszkować. U nas bujaczek przestał być do końca bezpieczny, bałam sie, ze sie przechyli do przodu:P

      Usuń
  4. Mój synek zasypia sam w łóżeczku odkąd miał 2,5 miesiąca. I na drzemki i na noc. Puszczałam mu muzykę i zasypiał w 5 minut. A kojec moim zdaniem ogranicza dziecko, które kiedy zaczyna się przemieszczać potrzebuje przestrzeni do eksploracji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, przestrzeń jest dziecku niezbędna, to nie ulega wątpliwości. Kojec jest raczej bezpiecznym miejscem, gdzie dziecko moze pobyć chwilę, lub kilka chwil kiedy koniecznie musimy na moment zostawić je samo.

      Usuń
  5. Zapach mamy - nawet kiedyś o tym pisałam, bo Mikołaj zasypia przy mojej bluzce, nie ma ulubionej maskotki, nie używa smoczka, ale bluzka musi być :)
    Kojca nie miałam, ale nie ze względów ideologicznych, a zwyczajnie mieszkanie było małe, więc nawet jak w aneksie kuchennym gotowałam, to miałam na oku :) Jak był mniejszy to podziwiał moje poczynania z leżaczka, potem na krzesełku do karmienia np. bo zawsze to inna perspektywa. Teraz mi dzielnie pomaga we wszystkim i nawet jeżeli dzięki temu robię co dłużej, to warto :) Jak na chwilę musiałam go gdzieś włożyć, to właśnie łóżeczko, chociaż szybko (czasami miałam wrażenie, że za szybko ;)) zaczął wyciągać szczebelek i wychodzić.
    Pozdrawiam
    Odpisałam o szczepieniach (generalnie chyba max)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Twój wpis z zapachem mamy;) Smoczka może nie być, misio nieważny, ale (u nas) pieluszka tetrowa zapachowa mile widziana.
      Mój w bujaczku też sporo przebywał jak coś robiłam w kuchni , ale od jakiś dwóch tygodni podnosi się w bujaczku do siadania, co stało się średnio bezpieczne. Chyba pora na krzesełko do karmienia, bo nakarmić w bujaczku też wymaga czasem cyrkowych akrobacji;)

      Usuń
  6. Nie mielismy kojca, jakos nie byl nam potrzebny, mala puszczalam wolno po mieszkaniu, a jak trzeba bylo ja na chwilke usadowic w jednym miejscu, to wystarczala hustawka.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...