środa, 31 lipca 2013

Liebster Blog

Zostałam nominowana do znanej już chyba wszystkim zabawy:
przez
Josephine z blogu O wszystkim i o niczym.

przez
Josephine z blogu O wszystkim i o niczym.

„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”  - See more at: http://kropleszczescia.blogspot.com/#sthash.b1OPfvzN.dpuf
Nominacja do Libster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana blogom o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.

wtorek, 30 lipca 2013

Przesłodkie pytoszki;)

Dużo było postów o tym. O dziecięcych stópkach. Kocham. Nie mogę się napatrzeć na stópki mojego synka. Na jego słodkie stópeńki, delikatne małe paluszki, piękne, mięciutkie, nieśmigane piętki:) 

Zacałowałabym:D

I te malusie paznokietki! No cudo, po prostu cudo!


Jak wróciliśmy z małym ze szpitala, i mąż patrzył jak przewijam synka, i maluch leżał chwilę z gołymi stópkami, mój ślubny nie mógł się nadziwić, całował maleńkie stópeczki ze słowami "ale masz piękne PYTOSZKI"! Odtąd to słówko weszło na stałe do naszego słownika- pytoszki naszego synka;)

sobota, 27 lipca 2013

Ja stoję!

Zapomniałam napisać, że synek od ponad tygodnia potrafi stanąć na nóżki. A wstaje wszędzie gdzie się da- w kojcu, przy kanapie, przy szafce rtv, przy lodówce, byle było się czego złapać i podciągnąć:) Serce rośnie jak patrzę na mojego szkraba, który jeszcze niedawno tylko leżał na płasko i fikał nóżkami. Teraz widzę w nim coraz bardziej dziecko, a nie niemowlę, dużego chłopczyka. To niesamowite, jak rośnie, ten moment, kiedy pierwszy raz stanął na nogi uświadomił mi upływający czas, oraz to że już niedługo przestanie być słodkim małym niemowlaczkiem i stanie się dużym dzieckiem. Że niedługo zacznie stawiać pierwsze kroczki. A świat z perspektywy stojącego na nóżkach malucha wygląda inaczej... zdaję sobie sprawę, że on rośnie, ale szybko upływający czas przeraża. Czasami chciałabym go zatrzymać, a z drugiej strony cieszą mnie postępy synka, że tak ładnie rośnie, rozwija się, uczy ciągle czegoś nowego. Pięknie jest patrzeć na to, jak podnosi się na nogi, taki duży, silny, ciekawy świata, chcący dosięgnąć leżącą na kanapie zabawkę, próbując wejść na kanapę, by za chwilę upaść z hukiem na tyłek (zabezpieczony pampersem;) Po chwili nic sobie z tego nie robiąc próbuje dalej;) 


czwartek, 25 lipca 2013

Chusta. Ja też chcę!

Naczytałam się mam blogerek i teraz mam. Dylemat. Dojrzała we mnie myśl, że chciałabym nosić mojego malucha w chuście. Ale dochodzi masa pytań - jaka chusta, czy mój synek nie jest za duży i za ciężki na chustę, czy będzie chciał być w niej noszony, jaką chustę wybrać? Wstępnie już zorientowałam się, że elastyczna to nie dla nas. Mój maluch niedługo skończy 10 miesięcy i waży 11,5 kg, nieco późno jak na chustę, chociaż...? Byłam  na stronkach z chustami, nieco czytałam, naoglądałam się i zakochałam w kilku wzorach...

Otóż, zastanawiam się miedzy chustą tkaną a kółkową. Firmy jakie wchodzą w grę to Natibaby i Lenny Lamb. Między tymi dwiema firmami wybrałabym. Oglądałam chusty jakie mają w ofercie i są przepiękne... Urzekła mnie Islandia:

środa, 24 lipca 2013

Szczepionki - trudny wybór.

Dwa dni temu podano do wiadomości, że wycofano z użycia serię szczepionki na WZW Euvax B i Tripacel. Badanie wykonane w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego wykazało, że seria produktu nie spełnia wymagań jakościowych ze względu na niehomogenność. Szczepiono nimi dzieci w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Zaczęłam szukać informacji o tym, ponieważ mój syn został zaszczepiony na wzw w kwietniu tego roku. Wszak nie zaobserwowałam żadnych objawów poszczepiennych, ale wiadomość ta wystarczyła by mnie solidnie nastraszyć i zdenerwować. Zadzwoniłam do przychodni, ale powiedziano mi tam, że nie szczepili ową trefną serią, jednak dla pewności sprawdziłam sobie w książeczce zdrowia dziecka i faktycznie - nie szczepiono tym mojego dziecka. 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Kolejny ząbek!

Wczoraj popołudniu przebiła się druga dolna jedynka, a dziś zauważyłam obok niej dwójeczkę, też wyrżniętą:) No nie wierzę, jak nie miał ząbków to nie miał, a jak się zaczęły pojawiać to lawinowo jak na razie jeden po drugim. To łącznie mamy 4;) z czego jeden duży, dwa wyrżnięte a jeden czeka na przebicie, ale widoczna jest kreseczka pod dziąsłem. 

Spałam tej nocy dobrze! Maluch obudził się klasycznie parę minut przed piątą, zapobiegawczo przystawiłam jak zwykle do piersi i usnął, tak moi kochani- zasnął i spał tak, że nawet budzik o 6.30 go nie obudził! Pewnie gdybym nie szła do pracy spalibyśmy słodko do 7rano;)  Czy życie nie jest piękne? Nie marudził tej nocy, nie zrzędził, spał cudownie, spokojnie... tak jak zwykle jak był młodszy.

Wczoraj byliśmy na spacerku, zasnął w wózku, nic sobie nie robił z upału. 

niedziela, 21 lipca 2013

Ząbkowania c.d.+ zmęczenie.

Od paru dni synuś budzi się przed piątą rano i już nie chce spać. Kręci się i wierci, przekręca na brzuszek i marudzi z zamkniętymi oczkami. Ewidentnie coś przeszkadza mu spać, rozdrażnia go. Wczoraj nie chciał spać już od 4.45, przeczekałam godzinę z nim przy piersi, ale nie chciał już zasnąć. Lato - i to że w pokoju jest dość jasno mimo zasłon robi swoje. Przed 6.00 zawołałam na pomoc męża;) Nie obyło się bez tekstów "a wiesz, która jest godzina?"

Nie, nie wiem...

Wstaliśmy zatem przed 6 rano, zrobiłam kawę, prysznic, no i dzień się zaczął. Junior zadowolony, że może wędrować po podłodze a nie siedzieć w nudnym łóżku. Ale marudny był bardzo - jak na niego, przecieraliśmy z mężem oczy ze zdumienia. Co się stało z naszym grzecznym synkiem. Zajrzenie mu do paszczki rozwiązało zagadkę- lewa dolna jedynka jest w fazie przebijania się przez dziąsło - wygląda to strasznie, ząb jest już długi, wyrósł tak, że rozciągnął dziąsło do granic możliwości, ale jeszcze się nie przebił, nie wiem dlaczego. Wszystko czerwone, opuchnięte, przekrwione. Biedny maluch, trzyma ciągle paluszki w buzi, wszystko gryzie, denerwuje się i czasami z bezsilności płacze. Wczoraj  w aptece kupiłam mu:


środa, 17 lipca 2013

Prawa górna dwójka;)

Proszę państwa - jest!
Wyrżnęła się górna dwójeczka;) Winowajca ślinienia się i ciągłego trzymania paluszka wskazującego w buźce. Na razie jest śliczna biała kreseczka.

Mamy pastę Elmex dla dzieci od pierwszego ząbka i próbowałam synkowi myć ząbki (na razie bez pasty), ale kiepsko mi idzie, nie daje sobie włożyć szczoteczki do buzi, zaciska usteczka:/ A jak już da, to za moment odpycha moją rękę. Mam klasyczną szczoteczkę - taką "dorosłą" tylko, że przeznaczoną dla dzieci. Taką:


A może lepsza by była taka nakładana na palec?
Chciałabym myć synkowi ząbki, dbać o nie od samego początku.
Kochane mamy, polecicie coś?

wtorek, 16 lipca 2013

Jak sprawnie odciągać pokarm?

Najważniejszy jest relaks, więc trzeba postarać się zrelaksować. Przywołać w myślach wspomnienie dziecka, najlepiej z chwil kojarzących się z karmieniem piersią, lub takich chwil związanych z dzieckiem, które nas pozytywnie wzruszają- np chwile tuż po porodzie, pierwsze karmienia piersią,  miny malucha, albo przypomnieć sobie ostatnie karmienie. Wyobrazić to sobie mocno, sugestywnie i wizualizować.

 Ja bardzo polecam metodę na dwa laktatory jednocześnie. Ja używam ręcznych Philips Avent. Metodą dedukcji doszłam do tego, że jak pobudzony zostanie wypływ mleka w jednej piersi, to warto to wykorzystać i przystawić drugi laktator do drugiej. Ściąganie jednoczesne z obu piersi jest szybsze i bardziej efektywne- w tym samym czasie uda się odciągnąć więcej mleka mniejszym wysiłkiem. Dwoma laktatorami jest szybciej niż pracując jednym.


poniedziałek, 15 lipca 2013

Pierwsze wspólne wyjście bez dziecka.

Nie do uwierzenia, prawda? Nasz synek ma 9 i pół miesiąca, a my dopiero wczoraj pierwszy raz gdzieś wyszliśmy- sami, bez małego. Maluch został z mamą męża, a my poszliśmy do kina;) Tak, do kina. Ostatni raz byliśmy w kinie, jak byłam w 3 miesiącu ciąży. Cieszyłam się zatem niezmiernie. 


Zanim wyszliśmy, to dla babci (bo to był jej debiut sam na sam z wnuczkiem) miałam całą masę wskazówek, co, gdzie, jak. No i jakby się coś działo, ma dzwonić. Całe szczęście kino mamy bardzo blisko domu. Wyszliśmy. Szliśmy za rękę, jak niegdyś, sami. Żartowałam do męża- to może zachowujmy się jak zakochani? ;) 

Poszliśmy na "World War Z" - wiem, niezbyt romantyczny, ale uwielbiamy takie klimaty! Film bardzo się nam podobał. W kinie trzymaliśmy się trochę za ręce, no i w strasznych momentach kładłam głowę na ramieniu męża;) Jak wróciliśmy do domu- synuś spał. Był bardzo grzeczny, nie marudził, bawił się z babcią i czytali książeczki;) Koniecznie musimy częściej wychodzić, czyli tak 2x na miesiąc. Chciałabym byśmy pojechali razem nad morze, by popływać, poopalać się, poleżeć na plaży - w zeszłym roku jak byłam w ciąży, to ani razu nie wchodziłam ani do morza, ani do jeziora. Stęskniłam się...

Fajnie było wyjść tylko we dwoje po takim czasie! 
A wy wychodzicie tylko sami bez dziecka? Często? ;)

piątek, 12 lipca 2013

O mnie. Życie "przed" dzieckiem.

To będzie post o mnie. Zawsze wiedziałam, że pojawienie się dziecka wiele w życiu zmienia. Może dlatego czekałam z tą decyzją dość długo, by zdążyć zrobić wszystko to co chciałam, a co i tak nie zdążyłam, bo zabrakłoby mi lat. Czasami trzeba dokonać wyboru, co jest ważne, a co jest ważniejsze w życiu, wyznaczyć jakieś priorytety. Zawsze lubiłam żyć szybko, być w drodze. Czuć dzikość, przygodę, czuć nieskrępowaną wolność. Oboje z mężem tak się dobraliśmy, że uzupełnialiśmy się w tym nawzajem. Jedno drugiego wyciągało do góry a nie ciągnęło w dół. Braliśmy rowery i w długą. Jak była wolna chwila, weekend, to pakowaliśmy plecaki i szliśmy w plener. Braliśmy koc, coś do jedzenia, czasami wino i wylegiwaliśmy się na powietrzu za miastem. I mijały tak lata naszego małżeństwa na takiej słodkiej beztrosce, planowaniu kolejnych urlopów.


Teraz, odkąd jest z nami nasz synuś życie się zmieniło. Już w okresie ciąży oszczędzałam się maksymalnie, by tylko nic się brzuszkowi nie stało. Z fit dziewczyny, z osoby kochającej ruch pod każdą postacią stałam się przyklejonym do sofy leniwcem czytającym książki. Tak minęła mi większość ciąży. Moja kondycja sięgnęła dna, kiedy sapałam i stękałam wchodząc z dużym brzuszkiem na drugie piętro;) Pomyśleć że rok wcześniej zasuwałam po Tatrach z 60litrowym plecakiem^^ życie się zmieniło...

wtorek, 9 lipca 2013

A a aaa, kotki dwa...

Nocka była ciężka. Być może przez te upały nie chce wieczorem szybko zasnąć. Zatem zanim zasnął kręcił się i wiercił, wreszcie puścił pierś, przekręcił się na brzuchol, łapki oparł o mamę i w najlepsze sprężynował:) Tak, nie było mi do śmiechu, zawołałam na pomoc tatę. Tata śpiewał, śpiewał, ponosił, ale niewiele to dało, Junior pełen energii, jakby to była 19.00 a nie 21.00. W końcu przyszłam do małego, położyliśmy się przy cycku, ufff zasnął. Ale byłam tak zmęczona, że zostawiłam go już w dużym łóżku. wiem, błąd.
Noc przebiegła marnie. Obudził się o 3 w nocy i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wcześniej około 1.00 przebudziłam się sama i przestraszyłam że go nie ma- pierwszy raz odkąd jest na świecie przytrafiło się coś takiego. Junior spał zupełnie odwrotnie na drugim końcu łóżka!! Przestraszyłam się nie na żarty, że mógłby spaść, moja wina, moja wina...


 Zatem koniec- jak obudził się o 3.00 postanowiłam jak zaśnie po mleku, ponownie odłożyć go do łóżeczka i już pozostać przy tym odkładaniu konsekwentna. No i nie chciał zasnąć. Raczkował po łóżku na pół śpiąco, oczy zamykały się mu same, ale marudził, zrzędził, kładł się i wstawał, siadał, robił obrót znowu się kładł i tak w kółko. Kładł się na mnie, na moją poduszkę, na swoją kołderkę i nie mógł znaleźć wygodnej pozycji. W końcu przystawiałam go do piersi by się wyciszył, ale zabawa zaczynała się od początku- kręcił się, wiercił.


poniedziałek, 8 lipca 2013

Rodzinny weekend.

Weekend minął rodzinnie. W sobotę byliśmy na pysznym obiedzie u mamy męża  - druga babcia ma też fajny kontakt z Juniorem. Mimo tego, że mały jej nie widzi często, tylko 2-maksymalnie 3 razy na miesiąc to nie boi się jej. Ma takie fajne podejście do niego, delikatnie zagada, że małemu od razu się do babci buźka cieszy. To mi się podoba, hmmm, tak już mam, że każdy, kogo obdarzy zaufaniem i uśmiechem moje dziecko ma u mnie plus na starcie;) Dostał od  babci do zabawy nowe zabawki, a wszystko co nowe dla niego jest mile widziane.

Zatem zjedliśmy pyszny obiad. Był jednak problem z organizacją, bo Junior był zafascynowany nowym mieszkaniem do zwiedzania, wszystko takie nowe, ciekawe, trzeba dotknąć, zobaczyć, posmakować, że nie chciał siedzieć z zabawkami na kocyku. Mały krokodylek:) Zatem jedno z nas musiało pilnować, drugie jadło. Już się do tego przyzwyczaiłam. U nas w domu na czas obiadu można go posadzić w krzesełko do karmienia i maluch się sobą zajmie, ale jak jesteśmy w gości, to już jedno z nas musi go przypilnować, by nic nie potłukł, nie zniszczył. A ruchliwy jest bardzo i trzeba mieć oczy naokoło głowy. Bardzo interesowały go kwiaty, których nie mamy w domu. Broi strasznie.

Widać, że raczkowanie sprawia mu nieopisaną frajdę. Wszak to etap, kiedy może sobie iść gdzie chce! Gada przy tym do siebie i piszczy z radości. W domu ciężko już go upilnować, przemieszcza się niesamowicie. A jaki ma niezależny charakterek! Jednak serce rośnie jak patrzę na tą moją raczkującą kruszynę. Za to zgrzeje się zawsze okrutnie i muszę mu przebrać koszulkę, bo Junior- upał czy nie upał zasuwa jednakowo, upały mu nie straszne, raczkuje aż się cały zziaja:P

Chciałabym, by miał dobry kontakt z dziadkami z obojga stron. Ja miałam dobry kontakt jako dziecko tylko z rodzicami mojej mamy, a drudzy dziadkowie byli niestety bardzo obojętni. Mieli więcej wnuków, nie interesowali się mną za bardzo, ani mną ani moim bratem. To smutne, że nie mam prawie żadnych wspomnień związanych z nimi, takich ciepłych, rodzinnych, by tamta babcia opowiedziała mi bajkę, a tamten dziadek wziął na kolana i przytulił. Byli bo byli, odwiedzałam ich z rodzicami, ale byli chłodni i bardzo na dystans. Kiedy umarli nie czułam smutku, nie czułam straty, nie płakałam. Przykre to. Całe szczęście dziadkowie od strony mamy nadrobili w trójnasób. Chciałabym by mój synek nie miał takich wspomnień. By dziadkowie z jednej i drugiej strony kochali go, interesowali się. I jak na razie jesteśmy na dobrej ku temu drodze;) To ważne by miał dobry kontakt z dziadkami, łącznikiem starszego pokolenia, by czuł, że ma rodzinę, taką prawdziwą, dużą, by mógł do dziadków jeździć na wakacje;)

Za to muszę wziąć się za to, narzucić sobie dyscyplinę by odkładać go na noc do łóżeczka. Fajnie się z nim śpi, ale w związku z tym, że budzi się po 3x w nocy na karmienie, to bach na brzuszek i raczkuje po łóżku. A to już nie jest bezpieczne. W dzień nie ma problemu ze spaniem w łózeczku, śpi ciągiem i 2 i pół godziny, w nocy również, jedyny problem to właśnie to wstawanie do malca. Będę musiała ja sama się przestawić na inny porządek nocny. Bo jak teraz nie zacznie nocami spać w swoim łóżeczku, to może być problem. Zatem od dzisiaj, zaczynam go układać. Pięknie się spało z moim synkiem, ale już jest duży a miejsce dużego chłopca jest w jego łóżeczku^^ Tym bardziej, że odstawia w łóżku iście szalone akrobacje. 


 Kibicujcie mi bym się nie złamała ( z lenistwa!).

piątek, 5 lipca 2013

Duchowa adopcja dziecka poczętego.

Mam jedno duchowo adoptowane dzieciątko. Wierzę, że dzięki tamtej mojej codziennej modlitwie to dziecko narodziło się i ma szansę na dobre, godne życie. Nie znam jego imienia, nie wiem gdzie mieszka, nie wiem jakiej jest rasy, ale głęboko wierzę w to, że po śmierci będzie mi dane poznać jego/jej imię. Jest to modlitwa za najmniejszych, za najsłabszych. Modlitwa za dziecko zagrożone zabiciem przed narodzeniem.

  źródło - Internet

28 grudnia 2011 roku w Świętych Młodzianków Męczenników, który to dzień jest w mojej parafii dniem ślubowań duchowej adopcji przyjęłam zobowiązanie, by każdego dnia przez 9 miesięcy mówić specjalną modlitwę i jedną tajemnicę różańca w intencji maleństwa, które Bóg powołał do życia, a które to życie jest zagrożone zagładą w łonie matki. Bóg chciał, by w czasie trwania duchowej adopcji i we mnie zaczęło wzrastać życie, czy to nie jest mały cud? Akurat wtedy, kiedy tak długo czekałam na dziecko - zaszłam w ciąże szybciutko po podjęciu ślubowania duchowej adopcji.

środa, 3 lipca 2013

Cud karmienia piersią.

Codziennie doświadczam. Tej bliskości z moim dzieckiem, tego cudownego czegoś. Kiedy zaszłam w ciażę zamarzyłam o karmieniu naturalnym i karmię do dziś mojego 9 miesięcznego szkraba.

To niesamowite przeżycie. Kiedy tak leżymy razem, wąchamy się, malutki pije. Uwielbiam te chwile cudownej bliskości, największa bliskość jaka może być między mamą a dzieckiem. To wtulenie, błogość. I co kocham? Kocham jak Junior zasypia mi przy piersi! Zasypia z najedzenia, tej błogości, ciepełka mamy, zasypia w poczuciu bezpieczeństwa. A u mnie endorfiny szaleją, że oto moje ciało daje mu to wszystko, czego potrzebuje. Prolaktyna i oksytocyna huczy w żyłach, czuję się spełniona jako kobieta, matka.


Wiem, że gdyby nie udało mi się karmić piersią, czułabym się źle. Gorzej. Może nie czułabym się gorsza- ale czułabym, że zabrakło czegoś. Pamiętam mój strach w szpitalu, kiedy leżałam po cesarskim cięciu i rozmyślałam o moim dopiero co narodzonym synku, którego widziałam jedynie przez dwa krótkie momenty- jak wyjęli mi go z brzucha, a później jak przyłożyli mi go do mojej twarzy, a ja płakałam i całowałam jego buźkę . A później go zabrali, mnie zawieźli na salę pooperacyjną i zostałam z myślami sama. Gdzie jest moje dziecko? Czy ten płacz noworodka, który słyszę, to jest jego płacz? Czy mój synek śpi? Czy nie jest mu źle w oddaleniu od mamy?

To jest wg mnie największy, ogromny minus cesarki. Że nie można mieć maluszka przy sobie od razu. Tak jak po pierwszym cięciu aż tak mocno to do mnie nie dochodziło, tak przy drugim będzie mnie to bolało bardzo. Gorzej niż rana na brzuchu. Ta świadomość, że muszę czekać całą dobę by móc zajmować się moim maluszkiem, tulić go, karmić.

Za to później odbiliśmy to sobie po tysiąckroć. Karmiliśmy się, cycusialiśmy godzinami, uwielbialiśmy to, uwielbiamy do dziś. Totalnie rozczula mnie widok rozdziawionych, szukających piersi usteczek mojego synka. Wystarczy, że przysunę się do niego blisko, on już rozdziawia pyszczek. Kocham to. Taka bliskość. Kocham możliwości mojego organizmu, czuję się spełniona, czuję ten pierwotny instynkt samicy, która karmi swoje młode własnym mlekiem. Ja i moje dziecko mamy dzięki temu niesamowitą więź. Jestem ogromną zwolenniczką karmienia naturalnego, jest to bardzo ważne szczególnie dla noworodka- o tym napisano już masę mądrych książek, więc nie będę się powtarzać. Ale jest coś w tym, że w takim bezpieczeństwie ssąc pierś mamy dziecko uspokaja się, wycisza, relaksuje. To działa stymulująco na jego rozwój psychospołeczny. Mój maluch jest i był bardzo spokojny, niewiele płakał, przypisuję to właśnie takiemu pełnemu karmieniu na żądanie właśnie.



I też cud- że taka natura piękna, tak wszystko ładnie obmyśliła. 
Myślę czasami jak długo. Spotykam się z pytaniami "jeszcze karmisz?" z naciskiem na słowo "jeszcze". Nie planuję karmić do pełnego odstawienia, być może Junior odstawi się sam. Uszanuję wtedy jego decyzję. Ja zostawiam temat otwarty. Na pewno chciałabym do wieku 12 miesięcy, ale czuję, że na 12 miesiącach się nie skończy;) Zobaczymy co nam los przyniesie na naszej mlecznej drodze;)
 


wtorek, 2 lipca 2013

9 miesięcy. Raczkujemy!

Mój Junior skończył 9 miesięcy. Jeszcze całkiem niedawno się urodził, był malutką, nieporadną kruszynką, a teraz stał się rezolutnym, samodzielnym bobasem. Wszędzie go pełno!

Mój maluch raczkuje! W weekend zaczęły się nieśmiałe próby, a od wczoraj jest raczkowańsko pełną gębą. Wcześniej przemieszczał się po pokoju turlając z brzuszka na plecy i czołgając po podłodze, a teraz już zasuwa pełną parą na łapkach i kolankach. Widok - bezcenny, przecudny. Nie możemy się z mężem na niego napatrzeć.


 Co potrafi:
*raczkuje!

*turla się z plecków na brzuszek i z brzuszka na plecki
*samodzielnie siedzi z prostymi pleckami, kiedy traci równowagę podpiera się rączkami
*potrafi usiąść sam z pozycji na brzuszku podpierając się łapką
*kiedy leży na brzuchu trzyma wysoko głowę oparty na przedramionach, podkurcza nogi pod dupkę i sprężynuje
*podnosi się na kolankach przy blatach i meblach, próbuje wstać, ale na razie się mu to nie udaje;)
*kiedy leży na pleckach łapie za nóżkę i wkłada stópkę do paszczki;)
*potrafi bardzo sprawnie chwytać niewielkie przedmioty
*trzymany pod paszki i postawiony na chwilę na podłodze radośnie sprężynuje

Co lubi:
*cyca!
*zabawki, zabawki, zabawki, to co nie jest zabawkami też, upodobał sobie pilot od telewizora, który nosi ślady jego ząbków;)
*być w centrum uwagi
*być podnoszony wysoko przez tatę pod sam sufit!
*zwiedzać na czworaka samodzielnie mieszkanie, kiedy nikt nie przeszkadza i można rozrzucać książki mamie;)
*zapalać i gasić światło, to jest to!

Ząbki:
*dwie niespełna wyrżnięte dolne jedynki

Co mówi:
*mamamamama
*bababababa
*dadadada
*dididi
*papa
*titititi
*tatata (bardzo rzadko, ale zdarzyło się) 

Co je:
Nadal podstawą jest mleko mamy;) Do tego raz dziennie deserek i raz dziennie połowa dużego obiadku. Woda-lub bardzo słaba granulowana herbatka-pracuję nad tym by pił samą wodę, powoli go do tego przyzwyczajam. Soczków nie pije. Jest wybredny jeśli chodzi o obiadki, nie jest łatwo trafić w coś co zadowoli podniebienie mojego księcia.
Waży ok. 11 kg.

Sen nocny i dzienny:
Kładzie się spać ok 21.00, budzi się 2 razy w nocy na cycusianie, i nad ranem przed 6.00. Czasami jak mam wolne, to uda się mu po 6.00 zasnąć na godzinkę a najczęściej to łazi po mamie i szuka pod poduchą mamy telefonu komórkowego;)
W dzień zawsze są dwie drzemki - dłuższa ok 2godz 30min do południa i krótsza około godzinna po południu.
Charakterek: 
Ma przekochany charakter. Potrafi się sobą zająć już dłużej, chociaż są dni, że jest bardziej absorbujący. Jest pogodnym dzieckiem, stabilny emocjonalnie. Nie płacze, nie drze się bez powodu. Płacze za to jak się go wyjmie z kąpieli, kąpiel uwielbia. Szaleje w wanience, kopie i pluska. Teraz cwaniaczek mały chce w wanience siedzieć i spłukać mu główkę graniczy z cudem;) a my jesteśmy z mężem cali mokrzy. 
Nasz kochany bobas;)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...