piątek, 12 lipca 2013

O mnie. Życie "przed" dzieckiem.

To będzie post o mnie. Zawsze wiedziałam, że pojawienie się dziecka wiele w życiu zmienia. Może dlatego czekałam z tą decyzją dość długo, by zdążyć zrobić wszystko to co chciałam, a co i tak nie zdążyłam, bo zabrakłoby mi lat. Czasami trzeba dokonać wyboru, co jest ważne, a co jest ważniejsze w życiu, wyznaczyć jakieś priorytety. Zawsze lubiłam żyć szybko, być w drodze. Czuć dzikość, przygodę, czuć nieskrępowaną wolność. Oboje z mężem tak się dobraliśmy, że uzupełnialiśmy się w tym nawzajem. Jedno drugiego wyciągało do góry a nie ciągnęło w dół. Braliśmy rowery i w długą. Jak była wolna chwila, weekend, to pakowaliśmy plecaki i szliśmy w plener. Braliśmy koc, coś do jedzenia, czasami wino i wylegiwaliśmy się na powietrzu za miastem. I mijały tak lata naszego małżeństwa na takiej słodkiej beztrosce, planowaniu kolejnych urlopów.


Teraz, odkąd jest z nami nasz synuś życie się zmieniło. Już w okresie ciąży oszczędzałam się maksymalnie, by tylko nic się brzuszkowi nie stało. Z fit dziewczyny, z osoby kochającej ruch pod każdą postacią stałam się przyklejonym do sofy leniwcem czytającym książki. Tak minęła mi większość ciąży. Moja kondycja sięgnęła dna, kiedy sapałam i stękałam wchodząc z dużym brzuszkiem na drugie piętro;) Pomyśleć że rok wcześniej zasuwałam po Tatrach z 60litrowym plecakiem^^ życie się zmieniło...



Tak tęsknię czasami by jak niegdyś spakować plecak z mężem, zabrać wszystkie te nasze graty, wsiąść w pociąg i pojechać na drugi koniec Polski tam gdzie najbardziej nas ciągnęło - w góry. Tam gdzie byliśmy tyle razy, gdzie znamy każdy kamień, gdzie przeszliśmy je wzdłuż i wszerz. Tak mocno tęsknię czasami. Za tym wiatrem, zapachem, za tym wszystkim co teraz tylko wspominamy mówiąc "a pamiętasz, pamiętasz...?" Tyle przeżyliśmy pięknych chwil, takich naprawdę mocnych, tak mi tego, nam brakuje. Kochamy to wspominać razem, ale wtedy jeszcze bardziej boli. Boli bezsiła uziemienia tutaj, boli mocno w sercu ta tęsknota, którą okiełznałam, zakułam w kajdany, zepchnęłam głęboko by nie czuć. Bo teraz jest dziecko, teraz wyjazdy muszą poczekać. Bo jestem odpowiedzialna i nie podrzucę synka dziadkom, nie potrafię. Z drugiej strony wiem, że na dobre warto poczekać, że poczekam. Ale są momenty, że zaczynam tęsknić za naszym "starym życiem", za naszym życiem "przed" synkiem. Wszystko pamiętam, spisane wspomnienia, setki zdjęć, pamiątek. Żyliśmy na pełnej parze, tak dla siebie, byliśmy freerajdowcami, kochaliśmy się romantyczną miłością, mieliśmy tyle czasu dla siebie. A teraz jak mamy synka na wiele rzeczy nie ma czasu, na wiele rzeczy jest czas ukradziony ukradkiem, jest sporo pośpiechu. Nie ma naszych leniwych popołudni, sennych wieczorków przy winie, czy choćby nie ma tyle czasu na spontaniczne kochanie się. Wszystko się zmieniło, chociaż staram się, staramy się oboje by to, że mamy dziecko nie sprawiło że zamienimy się w skapciałych, gnuśnych ramoli. Tego bym nie chciała, będę się przed tym bronić pazurami. Oprócz tego, że jesteśmy rodzicami jesteśmy też mężem i żoną, kochankami, przyjaciółmi. Nie możemy zapomnieć, że mamy siebie nawzajem, że mamy tyle wspomnień w których uczestniczyliśmy oboje, że mamy niekończące się tematy. Czasami wkracza zmęczenie i rutyna do głosu, sztuka w tym by to nie przeważyło, nie przygniotło. Czasami jestem taka zmęczona. Zmęczona brakiem odskoczni, zmęczona dużą ilością obowiązków, pracą, zmęczona niedosypianiem nocnym. Ile bym dała za taki nasz "stary" wyjazd, by się totalnie zresetować, zachłysnąć wolnością, poczuć słodki ból w mięśniach, adrenalinę buzującą w żyłach, napędzającą mdlejące ze zmęczenia nogi do następnego kroku, by było piękniej...
W głębi serca marzę o Dolomitach, ferratach... poczekać, muszę poczekać...

Zawsze pozostaje szukać blisko, no i zawsze możemy pojechać nad morze. A jak marzy nam się nieco adrenaliny - możemy wrócić do morsowania:) 

 

 Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wchodzenie późną jesienią/wczesną zimą do zimnego Bałtyku to jest coś co daje prawdziwego kopa w dupsko:))

12 komentarzy:

  1. NO nieźle, też uwielbiamy z mężem góry, ale kąpiel w Bałtyku latem jest wyzwaniem, a co dopiero zimą. Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kwestia treningów...;) Latem to ciężko o kawałek wolnej od ludzi wody dla siebie, pięknie zaczyna być we wrześniu, kiedy większość turystów wyjeżdża, a woda jest jeszcze bardzo ciepła po lecie.
      Zimą -taką pełną, śnieżną nie odważyłam się wejść do wody. Chociaż widziałam jak morsy pływają i mają frajdę:P

      Usuń
  2. Mały podrośnie to będziecie śmigać we trójkę :)

    Ja latałam całą ciążę, nie oszczędzałam się. Jak sobie teraz o tym pomyślę to mam wyrzuty, że mogło się coś stać. Ale czułam się dobrze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ciąży czułam się dobrze, ale wolałam dmuchać na zimne, by się nic nie stało. A zanim mały urośnie, to ile czasu minie! A jakbym chciała drugiego maluszka? To jeszcze bardziej wszystko przesunie się w czasie. Chociaż niektórzy mówią, że życie zaczyna się po 40tce i tego się trzymam^^

      Usuń
  3. Jeszcze wszystko wróci! A teraz też jest pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest pięknie, to też nie tak, że narzekam, ale czasami tak serce się ściśnie w tęsknocie za tym co było...

      Usuń
  4. Jeszcze chwila i będziecie jeździć we troje ;)

    Ja czasem tez tęsknię za spontanicznoscia ale nie zamienie się z nikim jest dobrze jak jest teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja liczę, że jeszcze sobie odbijemy!

      Usuń
  5. Ehhhh ja często wracam do czasów "przed". Może dlatego, że to, co się dzieje aktualnie było totalnym zaskoczeniem, w nieodpowiednim momencie i złym układzie? Tęsknię za swoim dawnym życiem. Ale obecne kocham miłością dojrzałą :) I myślę sobie, tak jak wcześniej dziewczyny myślały - że to wszystko jeszcze wróci. Przynajmniej w pewnym stopniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, prawda, tak jak było nie będzie już nigdy. Ale by wróciło chociaż w części jakiejś, chociaż nieco tego dawnego życia. To wystarczyłoby;)

      Usuń
  6. Jak dobrze znane mi są te emocje... Co prawda nie wszystkie, ale rozumiem doskonale. My po ślubie od razu zdecydowaliśmy się na Dziecko, bo w pewnym sensie musieliśmy ze względów zdrowotnych, więc jako małżeństwo bez dziecka mieliśmy bardzo krótki i mało ekscytujący staż... Ale w czasach narzeczeństwa też byliśmy bardzo mobilni, tacy nieuziemieni, wyjeżdżali kiedy chcieliśmy, jedyne co nas ograniczało to praca i ewentualnie kasa, ale wtedy mieliśmy inne potrzeby-niewiele nam do szczęście brakowało. W góry zaczęliśmy jeździć już z Elizką, więc takiej przygody hardcorowej też nie znamy, ale nawet tych spokojnych wyjazdów i wejść na miarę 3-4-5latki ma brakuje. Czasami nachodzi mnie taka myśl, że Lila niestety ogranicza w temacie gór, bo mam podobnie jak Ty, że takiej małej Jej nie zostawię, choć czasami tak strasznie mnie nosi, żeby wyskoczyć gdzieś dalej, tylko we dwoje, a nawet z Elizą. I od razu mam wyrzuty sumienia, bo Lila jest bardzo ze mną związana, dużo bardziej niż Eliza była w Jej wieku. No nic, poczekamy... Myślę sobie, że jak już obie Dziewczynki będą nieco starsze to jednak wyskoczymy w góry sami z mężem, żeby mieć choć trochę tylko naszych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj jak dzieci podrosną, to hohoho:D:D POszaleje się. Jak w piosence Kultu "wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni". Teraz to rozumiem. Jeszcze użyjemy życia, wyjazdów i wolności!;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...