sobota, 31 sierpnia 2013

Smutek...

Dziś dostaliśmy bardzo smutną wiadomość. Wielka tragedia spotkała bliskich przyjaciół siostry mojego męża. Bardzo długo starali się o dziecko, a kiedy w końcu po wielu latach się udało - byli bardzo szczęśliwi. Też spotkało ich potrójne szczęście, bo ciąża była mnoga- okazało się, że ona nosi pod sercem troje dzieciaczków. Niestety dziś się dowiedzieliśmy, że w 23 tygodniu ciąży doszło do przedwczesnego porodu i wszystkie maluszki umarły :((( Płakałam, teraz też łzy cisną się do oczu... tak mi żal tych ludzi, tak bardzo mi przykro, życie jest niesprawiedliwe... nie będę wchodziła w szczegóły, ale jak pomyślę o tym wszystkim serce rozdziera mi się na pół i nawet nie potrafię sobie wyobrazić przez co przechodzą rodzice tych dzieci. Powiem tylko, że są w rozpaczy... 

źródło - Internet

Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, jak mi przykro. Jak bardzo rozumiem, i jaki czuję smutek jak o tym wszystkim pomyślę. Tragedia osób, którzy stracili swoje dziecko. Kiedy jak byłam w ciąży z synkiem, to nie było dnia bym się nie martwiła- mniej lub bardziej. Najpierw czekałam na pierwsze ruchy, później je liczyłam. A kiedy dłużej nie czułam ruchów, to już czułam niepokój... i radość, kiedy się poruszył. Czasami bardzo się martwiłam o moje nienarodzone dziecko, czy wszystko w porządku, jak coś mnie bolało, to wertowałam internet w poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytania, od 6 miesiąca ciąży byłam już na zwolnieniu lekarskim i chodziłam na wizyty co dwa tygodnie... bardzo, ale to bardzo dbałam o swoją ciążę i robiłam wszystko co w mojej mocy by przebiegała zdrowo i bezproblemowo. Bo wiedziałam, że jakbym coś zaniedbała, a coś złego stałoby się brzuszkowi, to nigdy bym sobie nie wybaczyła... odpoczywałam, leżałam, czytałam, książki, dogadzałam kulinarnie... gdybym straciła swoje wyczekane, wymodlone, ukochane dziecko, załamałabym się... chociaż człowiek jest silny, może w sobie znaleźć dużo sił w razie tragedii, chociaż są ludzie, którzy z dramatu nigdy się już tak naprawdę nie podniosą. 

Moja ciąża była cudowna, ale jednak naznaczona podświadomym strachem. Bałam się o moje nienarodzone dzieciątko i modliłam się za nie codziennie. Patronem mojej ciąży od samego początku był św.Gerard. Tak się złożyło, że modliłam się do niego o łaskę macierzyństwa i krótko po tym udało się. Modliłam się, by urodzić zdrowe dziecko w terminie - to był priorytet dla mnie. Bogu dzięki, spotkało mnie to szczęście i urodziłam zdrowe, silne dziecko. Moje szczęście i moja radość.

Nie każdy jednak doświadcza tego szczęścia, niestety. Czasami ludzie, którzy bardzo pragną dziecka, muszą miesiącami, latami czekać na swój mały cud. Najgorsze co może spotkać, to jeśli po ogromnej radości jaką jest wieść o ciąży, utracą swoje szczęście... Moja mama straciła pierwszą ciąże w trzecim miesiącu. I do dzisiaj ją to rusza, jak to wspomina widziałam raz łzy w jej oczach ( a minęły od tamtej chwili 34 lata!). Dlatego nie mówiłam więcej z nią o tym, nie chcę jej ranić tymi wspomnieniami. Zawsze mówiła, że by mieć dwoje dzieci musiała dwoje dzieci utracić. 

Czasami bardzo pragnę drugiego dziecka, jakiś czas temu myślałam, że jestem gotowa. Ale jednak boję się, boję się, że coś pójdzie nie tak, boję się komplikacji, nie jestem najmłodsza. Takie sytuacje, kiedy ktoś utraci dziecko, bardzo mnie przejmują. Aby tylko dla tych ludzi zaświeciło kiedyś światełko w postaci narodzonego, zdrowego maluszka. Bo to jest największe szczęście i największy dar jaki może spotkać człowieka.


18 komentarzy:

  1. bardzo współczuję Twoim przyjaciołom, nie wyobrażam sobie nawet jaki to musi być dla nich ból :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję, niestety sama wiem co to znaczy :( ja straciłam moje dziecko dużo wcześniej, bo były to początkowe tygodnie ciąży (2 miesiąc) ale też bardzo bolało :( i boli nadal choć z czasem troszkę się to zaciera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czas leczy rany, ale wspomnienie zawsze pozostanie.

      Usuń
    2. Masz 100 % racji, wspomnienie zawsze pozostanie, a ja nie wyobrażam sobie, gdybym miała nie pamiętać.

      Usuń
  3. Mnie utkwiły słowa pewnego lekarza jak powiedział, że ludzie powinni rodzić się pojedyńczo, bo ciąże mnogie są niebezpieczne. Chociaż niektórym kobietom i jedno dziecko ciężko donosić...
    My mieliśmy problem z ciążą w tym sensie, że długo nie mogłam zajść, więc problemy ludzi z płodnością są mi bliskie. Może nie jestem w stanie zrozumieć ich bólu, bo nas to nie spotkało, ale pamiętam inny rodzaj bólu - jak z miesiąca na miesiąc nam się nie udawało...
    Bardo współczuję przyjaciołom, bo na pewno sporo przeszli i teraz tak wielka strata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś mówiłam, że chciałabym bliźnięta, ale to jednak jest ciąża wyższego ryzyka. Co do płodności, to teraz coraz więcej par ma problem by szybciutko"zaskoczyć". ALe dobrze, że udało się z Oleńką!;)

      Usuń
  4. Rozumiem... I jedyne, co mogę napisać, to to, że nie są sami - wiele par przeżywa podobny dramat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, gdzie się nie słyszy jakaś mama straciła swoje maleństwo. To bardzo przykre i smutne.

      Usuń
  5. Strasznie mi przykro. Straszna tragedia i nic nie możemy poradzić. Matki po stracie po mimo tłumów są same.
    Przesyłam ogromy siły...

    Wzbiera we mnie wstręt i ogromna złość na matki takie jak matka Madzi i chociaż zawsze można coś wyjaśnić w takich sytuacjach nie chcę słuchać ich wyjaśnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja słyszę o tego typu akcjach to nóż się w kieszeni otwiera. Brak słów.

      Usuń
  6. Choćbym szedł przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną ...

    Rozumiem Cię, ja też w każdej ciąży się bałam. Teraz też się boję. Ale strach nie powinien nas paraliżować i pozbawiać dobra. Życzę odwagi w spełnianiu marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... masz rację, trzeba mieć odwagę i nie obawiać się, dużo jest do stracenia, ale jeszcze więcej radości i szczęścia do zyskania. A ryzyko, niestety zawsze jest.

      Usuń
  7. :( łzy mi pociekły, ja starałam się myśleć całą ciąże pozytywnie ale i tak nie mogłam się usg doczekać i zobaczyć ruchów, usłyszeć serduszka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze do usg podchodziłam z niepewnością, i oddychałam z ulgą jak słyszałam od lekarza że wsyzstko w porządku i widziałam jak maluch się ruszał.

      Usuń
  8. Współczuję. Twój lęk, w pierwszej ciąży byłam chyba spokojniejsza, raz tylko większy alarm zrobiłam, jak wydawało mi się, że ruchów nie czuję. Potem w szpitalu dziewczyna w 34 tygodniu straciła ciążę i mnie to uderzyło, bo w pokoju obok i stało się o wiele bardziej realne. W drugiej pierwsze tygodnie były niespokojne, potem jakoś większy spokój. Mam niesamowite szczęście, że udało mi się zajść w ciąże i je utrzymać bez komplikacji. Nie wyobrażam sobie tego bólu. Ostatnio częściej się dowiaduję, że kilka moich znajomych poroniło. Mówią o tym dopiero po jakimś czasie, często po udanym porodzie dziecka, okazuje się, że wcześniej była tragedia. W szpitalu leżałam z dziewczyną, która jak na szpilkach w stresie chciała przetrwać kilka pierwszych tygodni po in vitro, w końcu po latach się udało i bała się, że straci. Na szczęście się udało i jak teraz czasami ją spotykam, to widzę jak się cieszy i docenia ten dar. Powodzenia i mam nadzieję, że jak się zdecydujesz, to bez komplikacji się Wam uda. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 34tc i strata... Mój Boże nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić:(

      Usuń
    2. To był szok chyba dla wszystkich.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...