poniedziałek, 9 września 2013

Dziś jesteś, jutro cię nie ma. O mojej Chrzestnej.

Dostałam dziś telefon, że moja Chrzestna umarła. Nagle. W wieku niespełna 55 lat. W nocy, na serce. Nic nie zwiastowało, że może wydarzyć się coś złego, niedawno zmieniła mieszkanie na większe, powodziło się jej, miała poukładane życie, pracę... Od wielu, wielu lat mieszkała zagranicą, w Niemczech. Mimo tego, że żyłyśmy daleko od siebie, towarzyszyła mi w życiu. Była. W kartkach, które od niej dostawałam kilka razy w roku, od zawsze- na urodziny, na święta Bożego Narodzenia, na Wielkanoc. Najpierw wysyłała je do mnie, a jak wyszłam za mąż i wyprowadziłam się od rodziców- też adresatem był mój mąż;) Zawsze tuż przed moimi urodzinami wyciągał kartkę ze skrzynki na listy, pięknie zaadresowana koperta ślicznym, czytelnym, kobiecym pismem-  dla mnie. "Mam dla Ciebie niespodziankę"-mówił -"przyszła kartka od Twojej Cioci".

Zawsze pamiętała o moich urodzinach.

Zawsze.

W tym roku też. Nie myślałam, że to będzie ostatnia kartka od niej.


Jak urodził się nam synek, też kartka z gratulacjami, prezent, na ślub również, kartka, telefon w dniu ślubu, cudowny prezent.

Jak byłam małą dziewczynką, dostałam od niej w paczce moją pierwszą lalkę Barbie. Koleżanki mi zazdrościły, w czasach, kiedy nie można było tej lalki kupić w zwykłym sklepie, jedynie w Pewexie, za dolary. Ja miałam. Od Chrzestnej z Niemiec. 

Jak byłam młodsza, byłam dzieckiem, dostawałam paczki, a w nich niespotykane u nas słodycze, różności. I pierwszy dezodorant - pamiętam jak dziś, cudowny zapach, turkusowa Limara, byłam dumna jak paw. 

Zawsze była gdzieś tam blisko, nie należała do rodziny z krwi- najlepsza przyjaciółka mojej mamy z czasów Liceum. Została moją matką chrzestną. Zawsze była blisko, bardziej z moją matką, wcześniej pisały listy, później rozmawiały przez telefon. Znam też wiele wspomnień moich rodziców... mam kilka zdjęć jak trzyma mnie do chrztu... dużo opowieści...

Smutno mi, przykro mi i źle...

Niedawno myślałam sobie, że może ją odwiedzimy, albo że niedługo przyjedzie do Polski, to się spotkamy. Napisałam jej też list, w głębi duszy liczyłam, że zbliżymy się do siebie, jak obie jesteśmy dorosłymi kobietami.

A teraz Jej nie ma. Zostanie pochowana tam, nawet nie będę mogła zapalić znicza na Jej grobie.
Już nigdy nie dostanę od Niej żadnej kartki.

5 komentarzy:

  1. Bardzo mi przykro...
    Moja chrzestna też zawsze dzwoni i pamięta... Domyślam się, co czujesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszające... Współczuję Ci tej straty, tak niespodziewanej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi. Tym bardziej, że Ciocia była kimś ważnym i wyjątkowym w Twoim życiu, mimo właśnie braku tych więzów krwi... Jak się okazuje, to wcale nie jest najważniejsze.
    Zawsze bardzo smucą mnie takie historie, bo choć refleksja, że nie znamy ani dnia, ani godziny, towarzyszy nam od dawna, to jakoś człowiek nigdy chyba nie zakłada, że i Jego to dotknie...
    Odkąd mam dzieci czasami łapię się na takich myślach, żeby tylko mi się to nie przytrafiło, że przecież są jeszcze takie małe...

    OdpowiedzUsuń
  4. To bardzo przykre i bardzo mocno Cię ściskam. Słowami nie można utulić smutku, ale pomyśl, że masz Anioła w Niebie...
    Kartki i ciepłe myśli pomogą być Twojej Cioci zawsze przy Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za słowa otuchy. Najgorszy był szok, że już Jej nie ma, że to niemożliwe, że za młoda by być po drugiej stronie. Ale otrząsam się. z tego niedowierzania i żalu...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...