wtorek, 29 października 2013

Zmęczona.

Ile bym dała za to by jak dawniej przyjść do domu, położyć się pod ciepły koc i pospać te dwie godziny. Ostatnio jestem ciągle zmęczona, niedospana. Mój maluch budzi się w nocy. Do 01.00-02.00 śpi w łóżeczku, biorę go do siebie, śpimy do 04.00, a później to już pobudka co godzinę. A teraz o 5.30 on już zadowolony, to chyba przez zmianę czasu nie chce wstać, bo to wg jego zegara biologicznego jest 06.30. Co nie zmienia faktu, że jestem zmęczona... Kiedyś nie doceniałam tego, że mogłam sobie spać kiedy chciałam, wracałam z pracy, coś przekąsiłam i kładłam się odpocząć. A teraz? NIe ma mowy! Przychodzę i nadal zasuwam na wysokich obrotach. Nie, nie żałuję, że mam synka. Ale czasami jestem taka zmęczona...
do tego często boli mnie głowa, to już w ogóle przechlapane.

Za to synuś wynagradza wszystko. Coraz więcej potrafi. Wczoraj siedział mi na kolanach i pokazywał paluszkiem - gdzie mama ma nos, oko, włosy, pokazywał gdzie jest lampa, tik tak;). Potrafi wskazać swój nos, zapytany gdzie ma nóżki, pokazuje śmiejąc się:) jest taki kochany i mądry! Jestem dumna, zauważam, że rozumie co do niego mówię, zapewne nie wszystko, ale sporo. Chodzi przy meblach, ale potrafi zrobić samodzielnie kilka kroczków. Kiedy stoi przy kanapie, ja w odstępie paru kroków od niego wyciągam ręcę mówiąc "chodź do mamusi!" a on z uśmiechem idzie w moją stronę by na koniec paść mi w ramiona;) Potrafi się sam bawić, ale to też zależy od jego humoru. Czasami jest kochany, samodzielny, a czasem nieznośny i wystawia moją cierpliwość na próbę.

Najgorzej, że ciągnie go do łazienki, jak zapomnę zamknąć drzwi, to stoi przy kibelku, otwiera klapę, bo kostka toaletowa to taaaka interesująca rzecz. Trzaska klapą, zamyka, otwiera, najgorzej, że dotyka wszystko, zawsze po takiej akcji muszę myć mu ręce. On ma dosłownie radar na otwarte drzwi od łazienki, moment i już tam jest. A jak go zabieram od klapy, to jest czarna rozpacz dosłownie;) Mężowi raz utopił w kibelku karty Czu Czu^^. Mały psotnik.

Niedługo 1 listopada, a ja nie mam kupionych zniczy, nic. Nawet nie wiem, co będziemy tego dnia robić, mają przyjść moi rodzice, ale z nimi umówić się ciężko i pewnie do ostatniego dnia nie będę wiedziała czy będą czy nie będą. Moja mama nie może się zdecydować, czy zaprasza do siebie swojego brata z żoną, czy przyjdą do nas;) no a ja czekam jakbym nie miała własnego zdania, czasami nie potrafię się postawić, bo nie chcę się kłócić. Ciągle, cały czas uczę się asertywności, i tak zrobiłam milowy krok w tym kierunku.

Chciałabym, by mój syn był asertywny, ale bym mogła go tego nauczyć  - sama muszę się taka stać, a to nie jest łatwe, przynajmniej na początku - jasno zaznaczać swoje zdanie, otwarcie mówić "nie". Ale pracuję nad tym.


14 komentarzy:

  1. Dzieci wszystko wynagradzają, ale nie oszukujmy się, nie jesteśmy ze stali, czasem trzeba odpocząć. A asertywność? Ja się dopiero teraz jej uczę. Dopiero, jak na świecie pojawił się Filip, zrozumiałam, że muszę mieć własne zdanie, bo inaczej inni za mnie wychowają syna.

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak, mądrze powiedziane! Nie można sobie dać wejść na głowę, szczególnie jeśli chodzi o wychowywanie dziecka;)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj rozumiem to doskonale :) też jestem ostatnio przemęczona , wychodzę z domu o 6 i wracam o 16.30 , 3 godziny schodzi mi na same dojazdy do pracy, a potem obiad na następny dzień , sprzątanie i każdy dzień taki sam, dobrze że mój syn zaskakuje mnie codziennie czymś nowym bo bym zwariowała w tej monotonii :) To super że twój synek opanował już całą "anatomię twarzy" :) mój póki co umie oko pokzać :) Co do asertywności nie martw się czasem też mam z tym problem :)buźki

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby nie to, że mam do Lilki słabość, to już chyba dawno bym zwariowała... Jej pomysły wprawiają mnie w osłupienie, nie wiem, czy to przez to, że ma starszą siostrę, ale Ona robi takie rzeczy, jakie Eliza wymyślała po drugich urodzinach. Nie chodzi, tylko biega, nie usiedzi w miejscu ani chwili, nawet jak je, to mam wrażenie, że chciałaby robić w tym czasie również milion innych rzeczy. Do tego mąż ostatnio tak mało mi przy Niej pomaga, że są dni, kiedy po prostu padam na twarz...

    OdpowiedzUsuń
  5. No i u nas też rozstrój przez zmianę czasu, tyle tylko, że w ciągu dnia, ale Mała zupełnie sobie rady nie daje...

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś w tym jest, że dzieci uwielbiaja bawić się toaleta ;-)

    A zmęczenie i mnie dopada. Mały budzi się 3-4 a potem co godzinę. Czasem mam już dość. Śmieje się, że odciągne pokarmu na kilka karmień k na noc oddam go rodzicom, by się wyspać- no ale nie umiem tego zrobić :-P

    OdpowiedzUsuń
  7. No niestety... Zmęczenie, to chyba drugie imię każdej matki.... A łazienka, a zwłaszcza toaleta, to też Seby hicior. Ostatnio porzucił miłość do szczotki toaletowej na rzecz spuszczania wody. Już mu obiecałam, że mu z jego oszczędności potrącę za to zbędne zużycie wody :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Znów nadrobiłam zaległości. Wspaniale się Ciebie czyta, bardzo, bardzo lubię!

    Wczoraj zdałam sobie sprawę, ze wróciłaś do pracy kiedy Twój Junior miał tyle ile Ąte ma teraz. Podziwiam Cię za organizację! Podziwiam! Jesteś zmęczona? Nic dziwnego skoro szalejesz na pełnych obrotach. Megi, nie wiem czy ktoś powiedział Ci to wprost, masz ode mnie:
    Dobra robota!

    Dajesz, dziewczyno, radę, masz moc! Biegasz do pracy (e tam, 15 minut, już nie szalej^^), na łeb na szyję wracasz do domu, syn wpada Ci w ramiona, masz czas na nowe posty - nie mam pojęcia jak to robisz!

    Powtarzam: Dobra robota!

    Trzymam kciuki za Ciebie, niech to zmęczenie pójdzie w las. A Ty zrób coś tylko i wyłącznie dla siebie, nakazuję;) No i może dla męża, za to mycie laktatora^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja Ciebie podziwiam, po całym dniu padam z nóg, jestem zmęczona do granic możliwości, a przecież nie pracuje. Fakt, dziecko bardzo dużo wynagradza, ale kiedyś i my mamy musimy odpocząć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja dołączam się do dziewczyn wyżej - też bardzo Ciebie podziwiam i wszystkie inne mamy pracujące!
    Każdemu potrzebny jest odpoczynek, bo potem większa cierpliwość do dziecka jest i człowiek jest bardziej szczęśliwy.. a tak to tylko nerwy i sińce pod oczami, wszystko przytłacza..
    Co do asertywności to powiem Ci, że nauczyły mnie jej mamy blogowe. Każda z nas jest inna, żyje w różnych zakątkach kraju, każda ma inne zdanie i to pozwoliło mi wypracować swoje ;) Może to śmieszne, ale piszę poważnie, zmieniłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Matka Kubiczkowa trzyma kciuki i życzy wszystkiego dobrego i żeby to zmęczenie odeszło w dal. Jesteś super Kobitka. Nie mogę wyjść z podziwu! Ogarniasz wszystko i to jak Dziewczyno!!!! Jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję Wam dziewczyny, za wszystkie budujące komentarze, jesteście niesamowite, takie miłe słowa bardzo dużo dla mnie znaczą!!! Dziękuję... *

    OdpowiedzUsuń
  13. Zmęczenie z czasem minie. Na szczęście zapominamy o najgorszych chwilach, które często podczas ich doświadczania wydają się nie do przetrwania.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uśmiech dziecka uzdrawia wszystko i polepsza humor i nawet zmęczenie znosi!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...