poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dzień przed Wigilią.

Jutro Wigilia. Święta nie będą białe, a szkoda. Pogoda prawie wiosenna;) Może za rok bardziej nas porozpieszcza. W sumie zastanawialiśmy się z mężem, kiedy ostatni raz święta były u nas białe... i było to chyba Boże Narodzenia 2009 roku...;)


No ale do rzeczy. Mieszkanie w miarę posprzątane. PO pracy jadę na ostatnie zakupy i wieczorem się zacznie... mam do usmażenia górę naleśników na krokiety, do przyrządzenia będą czekały ponad 2 kilogramy pieczarek, na  farsz i luźne do rybki, do pierogów... muszę wstawić warzywa na sałatkę, i jeszcze musze upiec ciasto:) Drugie zostawię sobie na Wigilijny poranek. Miałam inne plany, chciałam wiele zrobić w niedzielę, ale życie zweryfikowało i niestety jak się nie wezmę dzisiaj do pracy to zostanę z ręką w nocniku. Czytam u Was na blogach ile porobione, wszystko zapięte na ostatni guzik(no prawie),a u mnie... wstyd. Wiem, że się wyrobię, zawsze ze wszystkim zdążę. Najtrudniej mam, że mąż w domu jest zawsze ok 18.30, a o 19.30 kąpiemy synka. Zanim mąż wróci, zje itp, jest już 19.00. I jak tu zabierać się za cokolwiek. Upieczenie ciasta - odpada- dźwięk miksera obudziłby mojego szkraba:P. Moge w sumie zrobić ciasto kruche, które się zagniata, ale nigdy takiego nie robiłam. Jaaa, ale mi wstyd jak tak pomyśle o tej swojej kulinarnej ułomności... mąż aż przygadał mi wczoraj, że pewnie na drugie święto zrobię zwykły obiad w stylu kotlety z kurczaka z surówką, lub spaghetti  z parówkami, zamiast dobrego świątecznego obiadu... że inne żony robią sałatki na święta, pieką mięso, gulasz w sosie, wspaniałe świąteczne ciasta makowiec czy sernik, a ja?... Przykro mi się zrobiło, ma sporo racji. Z jednej strony wzbiera we mnie bunt, bo co on taki bezczelny, tak mi powie, że sam by się ruszył! A z drugiej mi wstyd i przykro, że jednak może za mało robię, że "idę na gotowe". Jest we mnie sporo ambicji, by się poprawić, syn rośnie, od przyszłego roku zaczynam dla niego gotować, chcę by lubił obiadki mamy, chwalił i wszystkim mówił, że mama robi najlepsze;)


Tak czy siak czeka mnie bardzo pracowity wieczór, troszkę mnie to przeraża, ale spokojnie,spokojnie, Megi,oddychaj głęboko, uhhh.

Choineczka została upiększona lampkami i jest naprawdę świątecznie. Wkurzają mnie tylko kolędnicy, którzy łażą z szopkami i pukają do drzwi, kto mieszka w bloku, wie o czym mówię. Nie ma takiej opcji,bym pozwoliła swojemu dziecku tak chodzić po domach, nie ma szans, żadnego domokrążenia, czy to z szopką, czy na haloween. Zresztą ze mnie taki dzikus, że nikomu drzwi nie otwieram, czasy są niepewne, jestem często z dzieckiem sama, więc nie otwieram. Wpuszczam tylko gospodarza domu i jak są przeglądy instalacji:P Też taka prawda, że Mini jest nieufny wobec obcych, aż strach pomyśleć co będzie jak przyjdzie ksiądz na kolędę^^. Rozważam nawet nie wpuszczenie kolędy,ale z drugiej strony tak wyszło, że nie przyjęłam kolędy rok temu i dwa lata temu. Dwa lata temu nie zdążyłam wrócić z pracy na czas i minęłam się z księdzem, a rok temu Junior był po szczepieniach i nie chciałam wpuszczać księdza, który chodzi po domach, może do chorych i naznosi mi bakterii do maluszka. W tym roku więc mam dylemat, jestem w sumie pod ścianą, muszę przyjąć. I tak (nie mam pojęcia skąd ludzie to wiedzą), do mojej matki doszło od dalszej rodziny, że ja z mężem nie przyjmujemy kolędy, itp. Ludzie plotkują na potęgę. Ja się tym nie przejmuję, wkurza to jednak nieco...

Zbliża się koniec roku i powoli robię takie podsumowanie. To był dobry rok, cały spędzony z naszym synkiem, który z dnia na dzień robi postępy. Rok przemyśleń, ustalania priorytetów. Marzeń i planów, które w głowie się kotłuja i powoli klarują;) Czuję, że 2014 to będzie dobry rok!

4 komentarze:

  1. Święta to nie tylko placki czy potrawy - ważne że duchowo będziesz na nie gotowa :) U nas gdyby nie mój Mąż w tym roku też bylibyśmy daleko w polu ;) Nic się nie martw!

    A korzystając z okazji, życzę wam wszystkiego dobrego. Niech te święta przyniosą Wam radość, miłość i spokój.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że się wyrobiłaś ze wszystkim :) kiepsko od Męża usłyszeć takie słowa, mój na szczęście we wszystkim mi pomaga, nawet jeśli nie zdążę przygotować obiadu nim wróci z pracy, sam zakasa rękawy i przygotowywuje jedzonko.
    Ja też się boję i nie otwieram nikomu drzwi, jedynie listonoszowi, gospodyni bloku, a reszta może pukać do woli ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Megi ja też nie grzeszę pięknymi potrawami w kuchni, bo zwyczajnie mi się nie chce. Robię proste obiady i to nie codziennie. Do niedawna mieszkałam z rodzicami i było tak, że to głównie mama gotowała. Co do Świąt to przyjechaliśmy do moich rodziców na gotowe, ale zaproponowała to moja mama, więc wyrzutów nie mam. Wiem, ze kiedyś będę musiała zakasać w końcu rękawy, ale jeszcze się tym nie martwię. Wiesz jak jest u mnie z mężem, z domem, bo czytałaś. Jestem sama cały dzień z dzieckiem i mąż bardzo rzadko mi pomaga, można powiedzieć, że umywa ręce, z drugiej strony wiem, ze ciężko pracuje na nas, więc nie wymagam od niego za wiele, ale jednak przykro jest patrzę na inne rodziny.. Jednak zawsze sobie powtarzam, ze nigdzie nie jest idealnie, nawet jak wydaje się, że jest - więc zapamiętaj to :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...