poniedziałek, 30 grudnia 2013

O małżeństwie.

Jutro Sylwek!
A plany takie, że siedzimy w domu z maluchem. O 20.00 otworzymy szampana. Młody się budzi zwykle około północy i muszę go przystawić do piersi, zatem wypita po karmieniu i uśpieniu lampka szamapna do północy zdąży wywietrzyć. Karmienie piersią starszaka daje tą przewagę nad karmieniem maluszka, bo z maluszkami nigdy nie wiadomo, kiedy zażądają:)

4 stycznia za to, idziemy na wesele do mojej kuzynki. To już niedługo, już w sobotę! Szczerze, to nie czuję tego wesela, wszystko wydarzyło się bardzo szybko- kuzynka jest dopiero 6 miesięcy z chłopakiem, już w ciąży. Ta wiadomość o ślubie, ciąży pojawiła się tak błyskawicznie, nawet nie wiedzieliśmy, że ma nowego chłopaka, dopiero co wyprowadziła się od poprzedniego... Akurat jestem przeciwnikiem brania ślubu ze względu na ciążę, bo ślub to zbyt poważna decyzja by ją podejmować na gorąco, ze względu na dziecko. No ale tak teraz ten świat skonstruowany, że często młodzi starają się o ciąże przed zawarciem związku małżeńskiego. Zdaję sobie sprawę z tego, że ile ludzi, tyle opinii, ale jestem pod tym względem do bólu oldskulowa:) Najpierw przyjaźń-miłość-zakochanie, później ślub, życie razem, później planowanie ciąży. Może i nie jest to zbyt spontaniczne, ale jestem zdania, że do bardzo waznych życiowych decyzji trzeba się przygotować. Mawiają, że szybki ślub- szybki rozwód, ale to też nie ma chyba reguły, są związki zawierane szybko i piękne i trwałe i są związki przechodzone zakończone ślubem, w których nie ma miłości. Nie ma reguły, jednak szanse rosną, kiedy robi się coś tak jak się należy. 

Lubię te mądre słowa "Budujcie dom na skale". Jestem przekonana, że wartości takie jak Bóg, honor, ojczyzna, jak miłość, rodzina, wzajemne zrozumienie i stuprocentowa wierność to zasady, które procentują na przyszłość. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele małżeństw się rozpada, podobno aż jedna trzecia. Ludzie przyzwyczajeni są wywalać do kosza kiedy się zepsuje, a nie naprawiać. A małżeństwo to nie zawsze tylko wzloty, ale też upadki, szarość życia, często problemy. Ogromna sztuka kompromisu. Trzeba być silnym, szczególnie w tych czasach. Słucham czasami mojego młodszego brata, który mówi, że związki/mieszkanie bez ślubu tez są fajne, bo można kogoś poznać, że "jak się poważnie pokłócą" to każde idzie w swoją stronę. Z jednej strony prawda, ale to pokazuje, jakie niektórzy młodzi mają do tego życia podejście. Do drugiego człowieka. Ten się nie sprawdził, przetestuję następnego. I next, next, next. Będę brata indoktrynować. Ode mnie nie usłyszy pochwały mieszkania bez ślubu. Jakieś zasady muszą być.

Tym bardziej dzisiaj, kiedy obserwujemy upadek rodziny, kiedy zawiera się związki jednopłciowe, kiedy te związki chcą adoptować dzieci. Świat staje na głowie. Rodzina, wartości, schodzą na drugi plan by kogoś nie urazić, by ktoś nie czuł się szykanowany czy urażony. Teoria gender... bez komentarza. Nigdy nie pozwolę na to, by mojego syna próbowano uczyć, że związek dwóch mężczyzn, czy dwóch kobiet jest normalny. Bo to nie jest i nigdy nie będzie normalne, zawsze będzie wbrew naturze. Teraz tez słowo rodzina ubiera się w cudzysłów, małżeństwo również, teraz są modne związki partnerskie, konkubinaty, to wszystko próbuje być takie nowoczesne i wolne, nic nikogo nie krępuje. Ten brak moralnego gorsetu dzisiaj jest zatrważający. To uśpienie sumienia, które ma coraz wyższy próg tolerancji. Mieszkasz bez ślubu? Okej, przecież trzeba się sprawdzić! Nieplanowana, niechciana ciąża? to nie problem, to tylko zygota, to nie jest dziecko, wiesz co z tym zrobić. Rodzice się starzeją, są niedołężni, -są takie miłe domy opieki, umieśćmy ich tam, po co mają przeszkadzać w naszym wspaniałym życiu. Piesek wyrósł, przestał być słodkim szczeniaczkiem, oddam go do schroniska, ktoś inny na pewno go przygarnie... Uciekanie od problemów, konsumpcyjne społeczeństwo.

Ja z moim mężem nie mieszkaliśmy przed ślubem. I pierwszy rok małżeństwa mieliśmy łagodnie mówiąc tak burzliwy, że omal się nie pozabijaliśmy czekanami:P Dotarcie się kosztowało nas oboje dużo nerwów, dotarcie tych pasujących do siebie mechanizmów- pasowało 90%, kolejne 10% wchodziło w tryby związku z nieprzyjemnym zgrzytaniem i trzaskiem, ale później można było odcinać kupony, każdy kolejny rok był lepszy. Ale początki, kiedy nagle zamieszkaliśmy razem, budziliśmy się razem, kiedy skończył się okres narzeczeńskich randek, wspólnych słodkich weekendów... a zaczęło się wspólne robienie zakupów, płacenie rachunków, sprzątanie, obowiązki.

Jest taki tekst utworu Happysad, który uwielbiam, przemawia do mnie:

"Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty.
Ani miłość kiedy jedno płacze
a drugie po nim skacze.
Miłość to żaden film w żadnym kinie
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze."

Myślę, że w małżeństwie musi być przede wszystkim przyjaźń i chemia. Przyciąganie duszy, fascynacja osobowością, ale też fizyczność, która pociąga mimo upływu lat. Jestem z moim mężem już ponad 11 lat, z czego prawie 7 w małżeństwie, a ciągle mnie fascynuje, chociaż nikt nie potrafi mnie wnerwić tak jak On... no nie moge go do końca rozgryźć, i to jest pociągające na maksa. Jestem z nim tak długo, a czasem spojrzę w jego oczy i widzę to... TO.  Czasami w złości, czy jak się sprzeczamy, żartuję do niego "ciesz się, że mam do Ciebie słabość".

Przepadłam, czuję. Przepadłam.


Ty wiesz. ^^

15 komentarzy:

  1. Wielu ludzi mówi/pisze o gender niewiele wiedząc na ten temat, Od kilku dni przymierzam się do wpisu na ten temat. Jestem socjologiem i zjadłam trochę czasu na studiowanie tego zjawiska. Będę polemizować, bo z Twojej oceny bije fałszywy obraz zbudowany przez wiadomo kogo :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz, bo i ja to chcę ugryźć postem, jako absolwentka gender studies...

      Usuń
  2. zapraszam zatem:-) gender,to tylko ulameczek tego o co mi chodzilo. chodzi o to,ze kiedys nie byly potrzebne tego rodzaju teorie i nikt nie mieszal nikomu w glowach. ale fakt,ze ostatnio glosno o tym. a moj osąd jest zgodny ze stanowiskiem Kosciola,czego nie ukrywam nigdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś nie potrzebne było mieszanie w głowach, że kobiety mogą pracować, a dzieci nie można bić..prawda? To jest rozwój. A tolerancja i miłość bliźniego to też nauka Kościoła.

      Usuń
    2. Oczywiście, że miłość bliźniego to podstawa. Ale nie można tego naginać dowolnie, prawda?

      Usuń
  3. A ja zacznę od tzw. dupy strony ;)
    GÓRY!!! Zakopane!!! Uwielbiam :)
    Sądząc po zdjęciach, to nie z chwili obecnej, ale ja takie góry uwielbiam, kiedy święci słońce i jest zielono :)
    Wracając do tematu. Muszę się przyznać, że nie jestem zbyt religijna. Owszem mamy z Mężem ślub kościelny, dziecko ochrzczone. Ale jeśli ktoś mnie zapyta czemu ochrzciłam dziecko, skoro do kościoła nie chodzę (poza ślubami, pogrzebami), to cóż chyba nie z potrzeby serca, a raczej dlatego, że sama jestem w tej wierze wychowana. To co się dzieje teraz kościele woła o pomstę do nieba, ale to oczywiście moje subiektywne zdanie.
    O grender za dużo niewiem więc się nie wypowiadam. Coś mi się obiło o uszy, ale sama niewiem co dokładnie.
    Ja z moim Mężem mieszkaliśmy trochę przed ślubem razem, ale wynikało to z tego, że moi rodzice robili remont generalny mieszkania. Choć przez wiele lat jeździłam do Niego na weekendy.
    Też nam niedługo stuknie 10 lat, ale w małżeństwie jesteśmy o wiele krócej, bo w przyszłym roku będziemy obchodzić 3 rocznicę, nie mieliśmy natomiast, aż takich trudności po zamieszkaniu razem. Tzn jakieś tam zgrzyty były i są czasem, bo nie robi czegoś tak jak ja bym chciała, ale myśli morderczych wobec Niego nie miałam ;) (w każdym razie jeszcze nie miałam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym się pod odpowiedzią Kasi podpisać rękami i nogami. Szanuję natomiast i szczerze podziwiam ludzi, którzy potrafią i szczerze wierzą. Ja mam za dużo wątpliwości, pytań, znaków zapytania...

      My z mężem nie mieszkaliśmy razem przed ślubem. Nie dlatego, że uważam, że to złe... Po prostu nie mieliśmy gdzie, bo mieszkanie kupiliśmy tuż przed samym weselem. Nie wiem czy to w związku z tym bardzo długo się docieraliśmy, no ale zajęło nam to sporo czasu :)

      Wiesz, to prawda, że trwałość rodziny została mocno zachwiana, że wydaje się, że łatwiej wymienić na inny model... Ale jak tak rozmawiam z ludźmi, czytam posty innych Kobiet, to wydaje mi się, że jednak dla wielu nadal pewne rzeczy są święte, a to myślę dobrze rokuje...
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. dokładnie, kiedy pojawiają się niesnaski, myśl by wymienić na lepszy model bez usterek zaczyna być nęcąca:)

      Usuń
  4. tak,gory:-) tez uwiebiam:-) ja zawsze czulam jakas przynaleznosc do wiary,gdyby kazdy bral pod uwage stanowisko kosciola i zasady to ile dobra byloby na swiecie:-) a niestety czarne owce w kosciele tez sa... ludzie ktorzy nigsy nie powinni byli byc ksiwzmi,takich to powinii wywalac z kosciola na zbity pysk. ja im jestwm starsza tym bardzuej dostrzegam wartosc nauk Chrystusa. to samo dobro :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem święta, przyznaję się, ale ślub wzięłam i córkę ochrzciłam żeby dać jej wybór. Do kościoła nie chodzimy ze zwykłego lenistwa. Ja zawsze byłam przez rodziców ganiana za to, żeby chodzić, przez to czuję niechęć. Mój mąż miał chyba trochę lżej z tym. Ostatnio nawet myślałam, że jak zrobi się cieplej będę chodzić z Olą, mamy blisko, mąż niestety w pracy (nawet w niedzielę).
    Co do pomieszkiwania razem to powiem Ci, że ja byłabym za patrząc na moją znajomą, która rozwodzi się właśnie po 3 latach małżeństwa (brała ślub tydzień po mnie) i powód tego rozwodu jaki mi jest znany to - niedogadywanie się...
    Z mężem mam podobnie jak Ty - też ścieramy się równo i to do tej pory po trzech latach od ślubu. Oboje jesteśmy uparci, nerwowi, więc czasem jest ciężko z kompromisem. Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem, a jeśli zdarzała się jakaś nocka to moi rodzice zaraz patrzyli się krzywo co mnie wkurzało, bo mieli na myśli - "co powiedzą ludzie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż jako narzeczony już, też zostawał na weekendy, i też nie podobało się to naszym rodzicom. Kiedyś jako nastolatka też byłam ganiana do kościoła, i miałam okres buntu, że nie chciałam,albo zamiast do kościoła szłam na spacer;) Później dorosłam, dojrzałam wewnętrznie i zaczęłam dostrzegać to czego wczesniej nie widziałam, lub nie chciałam widzieć... Kościół nie naucza niczego złego, przeciwnie. Gdyby każdy brał do serca jego nauki ileż dobra byłoby na świecie i ile nieszczęść można by uniknąć.

      Ja też planuję z moim malcem chodzić do kościoła, jak trochę podrośnie, bo na razie jest za mały i nic by z tego nie zrozumiał;)

      Usuń
  6. Na trwałość małżeństwa wpływa dojrzałość. Mieszkanie razem, czystość przed ślubem - to ma wpływ, na pewno bo świadczy o podobnym światopoglądzie. Ale rozwodzą się różne pary. A razem żyją latami również te, które nigdy żadnego ślubu nie wzięły. Ja uczę moje dzieci jednego - najważniejsze, to być dobrym człowiekiem i czynić dobro. Z kim się mieszka i kogo się pokocha, to sprawa drugorzędna.

    Koralowa Mama pozdrawia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście masz rację, że na trwałość małżeństwa wpływa też dojrzałość dwojga. Jednak nie mogę się zgodzić, że to kogo się pokocha i z kim się mieszka to sprawa drugiej wagi.

      Usuń
    2. Nie no, jasne, ja bym na przykład nie chciała, zeby moje dzieci wiązały się z przestępcami, osoabami które są zamężne itd. Ale jeśli pokochają jakiegoś dobrego człowieka i to z wzajemnością - mają moje błogosławieństwo.

      Usuń
  7. Dla mnie ta piosenka Happysad jest wyjątkowa. Może dlatego, że pierwszy raz słyszałam ją na pielgrzymce, a może dlatego, że odnajduję tam elementy swojego uczucia do własnego małżonka. :P

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...