poniedziałek, 20 stycznia 2014

Zapalenie piersi. Po ponad 15 miesiącach karmienia.

Pierwsze lekkie zapalenie piersi przechodziłam kiedy moje dziecko miało 5 dni. No i wczoraj. Wyszło od tego, że odwiedzili nas moi rodzice. Przyjechali na obiad i kawkę, posiedzieliśmy. Młody na początku bał się mojego ojca i potrzebował czasu by się opatrzyć i oswoić, później było już okej. Za to do babci poszedł od razu:) On po prostu boi się nieznajomych twarzy, szczególnie facetów nie lubi. Jutro kolęda, mam nadzieję, że ksiądz będzie młody i zabawny, to tez inaczej. Najwyżej wyjdę z synkiem na czas modlitwy do drugiego pokoju, bo jak młodemu się coś nie spodoba, to włącza taką syrenę, że nie ma zmiłuj;) Ale do rzeczy. Tego dnia bezmyślnie ubierając się, zbyt wysoko podciągnęłam ramiączka od stanika. I nie zauważyłam, że to uciska mi pierś. Normalnie karmiłam młodego, zabawiałam gości, nie zauważyłam nic niepokojącego. Dopiero wczesnym wieczorem przed kąpielą synka, jak żegnaliśmy gości a ja miałam go na rękach i robiąc "papa" uderzył mnie rączką w pierś-zabolało. Alarmująco zabolało.

Rekonesans w łazience odkrył prawdę- prawa pierś bolesna, w jej połowie ulokowała się twarda śliwa, pod piersią bolesne guzki. No nic-myślę sobie, -nakarmię z tej piersi intensywnie, jak będę usypiać małego, -przejdzie.

Nie przeszło.

Mini zasnął przy piersi, a ja zostałam z problemem. Laktatorem się nie dawało. Poleciało 10 ml, zgrubienia, ból pozostały. Kolejna próba z użyciem naturalnego laktatorka została podjęta dwie godziny później. Przystawiłam go do chorej piersi, okropny ból,  pił, zasnął, zgrubienia nieco odpuściły, ale pojawił się dotkliwy ból. W ruch poszedł wujek google, leciutki, głaskający ale nie uciskający masaż w kierunki brodawki, no i laktator. Następna pobudka małego około drugiej- ból piersi jeszcze gorszy, pierś twarda, obrzmiała, gorąca. Przeklinałam swoją głupotę, która nakazała zbyt wysoko podnosić "karmiące" piersi na ramiączkach. Karmienie trwało pół godziny, jednocześnie musiałam odciągnąć pokarm ze zdrowej piersi, gdyż była już przepełniona i zaczynała być niepokojąco twarda.Cieszyłam się, że na drugi dzień jest niedziela i nie muszę iść do pracy. To mam dużo czasu by uporać się z problemem.

Problem większy zaczął się rano. Na chorej piersi wyszły ciemne zaczerwienienia i bolesny obrzęk, nie mogłam ruszyć ręką bez bólu. Czułam się jak przy grypie, osłabienie, dreszcze. No i przykra niespodzianka- synek nie chce pić z tej chorej piersi. Kilka prób co parę minut- i nic. Przystawiony, pociągał i za chwilę odpychał się i uciekał. Poczułam bezradność i niemoc. Myśli- a może się samoodstawił? A może już nie chce ssać piersi? Może to zapalenie to objaw rozpoczynającego się procesu samoodstawienia? Wpadłam w czarne myśli.

Udało mi się go przystawić do zdrowej piersi- z niej normalnie pił. Z chorej cudem odciągnęłam zalegający pokarm- zrobiła się już bardziej miękka,ale nadal ze zgrubieniami. No i spróbowałam tego mleka i rozwiązała sie zagadka dlaczego synuś nie chciał pić...


...mleko okazało się tragicznie słone! Obrzydliwe wręcz! W ruch znowu google- słone mleko jest objawem zapalenia piersi, maluchowi nie szkodzi, ale może mu zwyczajnie nie smakować. Nie dziwi mnie to... Jak był malutki- nie zwróciłam na to uwagi,ale większe dziecko zna już smaki i słone paskudne mleko go odrzuca;) Wylałam. Zrobiłam okład na pierś, tłusty krem, pielucha zroszona wódką - to na pierś, folia, polar, ciepełko i ogrzewamy na dwie godziny. W międzyczasie uśpiłam młodego przy zdrowej piersi.

Położyłam się pod koc, odpoczywałam i jak zdjęłam okład, udało się odciągnąć do końca mleko z chorej. Mleko było lekko słone, ale już bardziej słodkie, co wzięłam za dobrą monetę. Odciągnęłam jeszcze raz. Było już słodsze. Jak drzemka synka dobiegła końca, a spał ponad dwie i pół godziny- przystawiłam go do chorej piersi- i nie odrzucił jej. Radość, nadzieja, że zapalenie uda się pokonać bez antybiotyku. Do konca dnia już przystawiałam go na zmianę do obu, w chorej zgrubienia i grudki widzialnie się zmniejszyły, obrzek i zaczerwienienia ustąpiły. Dzięki Bogu. Bo miałam już czarne myśli, kiedy synek odmawiał ssania piersi, że to może już koniec karmienia?

Nie jestem na to gotowa!

Dziś w pracy siedziałam w zupełnie miękkim sportowym staniku. Niewyjściowym takim. Gwiżdżę na to, teraz najważniejsza jest wygoda. Pierś jeszcze boli, jak młody zaciąga,ale już jej nie odmawia. Obrzęki prawie do końca zeszły, a ja już nie popełnię takiego błędu by ucisnąć piersi, czy to fiszbinami, czy ramiączkami. BYłam pewna, że po prawie 16 miesiącach karmienia nic mnie nie zdziwi, a jednak! Mam tylko nadzieję, że nie rozwinie się ropień piersi, jako powikłanie po domowemu leczonego zapalenia... Mam nadzieję, jestem dobrej myśli!

A to winowajca:

 Dostałam nauczkę!


16 komentarzy:

  1. cieszę się, że tak to się skończyło i trzymam kciuki za całkowite wyleczenie piersi! swoją drogą winowajca bardzo ładny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i uśpił moją czujność;) Dziękuję:)

      Usuń
  2. Co do zakończenia cycowania - u nas to było równo z roczkiem - za zgodą Młodej. Bałam się tego bardziej niż trzeba było, chociaż czasem tęsknię za tym, to jednak dobrze jest jak jest.
    Ja pamiętam jak Młoda miała 2 miesiące, akurat wszystkich świętych było, miałam gorączkę 40 stopni, a wszystko przez cycki... O ja... Trzeźwiutka byłam jak aniołek, a tak mi się w głowie kręciło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez myslę, że najlepiej jak dziecko samo się odstawi, chociaż wiem ,że będzie mi ciężko. Taka jednak kolej rzeczy jest...

      Usuń
  3. Okropna historia, życzę Ci, żeby szybko przeszło i nigdy już więcej nie wróciło. Dobrze, że umiałaś sobie poradzić po domowemu. Mi się do tej pory nic takiego nie przytrafiło, nigdy nie miałam żadnych problemów (tfu tfu, żeby nie wywołać wilka z lasu), nawet nawału po kilku dniach po porodzie nie miałam.
    Jeszcze raz dużo zdrówka dla Ciebie kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nawał był delikatny, nie jakiś mocny, dziękuję, pierś się uspokoiła, uff, teraz będę dmuchać na zimne, trzeba byc czujnym;)

      Usuń
  4. Trzymam kciuki za całkowite wyleczenie piersi. Nie myślałam, że przy unormowanej laktacji coś takiego może się zdarzyć. Człowiek uczy się całe życie;)
    A zakończenia karmienia boję się jak ognia. Mam nadzieję, że Fifi sam postanowi się odstawić, ale tak powoli, nie gwałtownie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, powoli, redukować karmienia, i zostawić karmienie na noc, zasypianie przy cycusiu. A nie tak odstawić się z grubej rury! Mam nadzieję, że synek nie zrobi mamie takiej traumy;)

      Usuń
  5. Kurczę Megi, współczuję bardzo. Jesteś już drugą Mamą starszego Malucha, która pisze o tym problemie. A ja głupia myślałam, że to się tylko na początku zdarza...
    U nas odpukać ani razu. I oby tak pozostało.
    Na razie o odstawianiu nie myślę, ale wiem, że ciężko to przeżyje. Chociaż moja Lila to przy piersi ekspres- 5minut i po ssaniu. Ale to najpiękniejsze 5minut w ciągu dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę nie myslec o odstawieniu, nie jestem na to gotowa, też pewnie cięzko to przeżyję...

      Usuń
  6. Też mi się wydawało, że tylko na początku takie problemy. Dobrze wiedzieć na zaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mnie to zaskoczyło, jak widać, na kazdym etapie karmienia mogą się zdarzyć takie przykre niespodzianki.

      Usuń
  7. O rany współczuję tego bólu :/ Wyobrażam sobie jak musiało boleć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uff, całe szczescie przeszło. Ból piersi jest specyficzny i bardzo nieprzyjemny, brrr.

      Usuń
  8. Jejuuu czytałam i aż mnie bolało. Dobrze, że szybko sobie poradziłaś z tym.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem co to za ból bo miałam zastój pokarmu na początku karmienia. Współczuję i zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...