poniedziałek, 17 lutego 2014

po weekendzie walentynkowym/ na końcu o mojej mamie.

Walentynki... to tez nasza rocznica zaręczyn. 8 lat temu powiedziałam tak;) W zwiazku z tym, po pracy przygotowałam pyszny obiad i niespodziankę na wieczór,  Ślubny podarował mi wcześniej upatrzoną przeze mnie książkę, a też klasyka- były róże i czekoladki. Młody położony spać, a my spędziliśmy przemiły wieczór we dwoje*

Weekend minął szybko, zbyt szybko. W sobote jak zwykle sprzątanie, pranie, odkurzanie itp, do tego zakupy, a wieczorem oczekiwanie na skoki narciarskie i kibicowanie Kamilowi Stochowi:) Oglądam skoki od 13 lat, uwielbiam ten sport. Najpierw Małysz, teraz stoch i to jeszcze dwa medale olimpijskie, cudo!!! Cieszyliśmy się jak dzieci. Sport ma w sobie to coś! Zbliża ludzi, wspólne kibicowanie, wspólne przeżywanie sukcesów sportowych,a ile radości Kamil przyniósł kibicom... Byłam taka dumna, kiedy w niedzielę odbierał olimpijskie złoto z kawałkami meteorytów, za prawdziwie kosmiczne osiągnięcie! Byłam wzruszona i łza zakręciła się w oku...

Za to pogoda jest wiosenna, rozpieszczająca. Jak byliśmy z synkiem na niedzielnym spacerze, to było tak przyjemnie i tak pachniało wiosną, że aż zatęskniłam za ciepłem i za tym by przyszła. Jeszcze miesiąc... dla mnie oznacza to przede wszystkim dłuższe dni-wracam z pracy do domu i jest jasno, to dużo daje. Jak zrobi się cieplej będę mogła z młodym wychodzić na spacer po pracy i będziemy wychodzić mężowi naprzeciw jak będzie wracał z pracy;) Niestety już nie w chuście... syn osiągnął taką wagę, że już nie poniosę, bardzo szkoda, że chustę odkryłam tak późno, ale troszkę ponosiłam, i było cudownie. Teraz chusty muszą poczekać na drugiego (mam nadzieję;) noszaczka.
Dziś dalej walka o medal w skokach tym razem w drużynie. Kibicujemy zatem by nasi zdobyli srebro, chociaż brąz też byłoby pięknie!

Nocki za to dalej kiepsko. Przyzwyczaiłam się, że trzy razy młody się budzi, musi być cyc i nie ma zmiłuj. Rozmawiałam nawet dziś o tym z koleżanką, która ma malucha 5 dni młodszego niż mój, tez na piersi i też takie pobudki- w stylu-młoda po uśpieniu śpi w swoim łóżeczku a od pierwszej pobudki z rodzicami. Czyli jak my;) Nie jestem sama! Od razu lżej na sercu. Tym bardziej, że zewsząd słyszę głosy, że młody mógłby już spać dłużej sam...zdaję sobie z tego sprawę. Całe szczęście po przebudzeniu kiedy odszuka to czego chce, to szybko zapada w sen. Staram się go jednak uczyć, by nie zasypiał już za każdym razem z piersią w paszczy, i widzę małe sukcesy, że potrafi. Rozkosznie wygląda jak walczy ze snem, otwiera oczka by je znow za chwilke zamknąć ze zmęczenia i w końcu usypia;) Jeju, cudowny jest ten mój synek.

Mam ostatnio trochę problemów rodzinnych, zastanawiam się, czy wynurzać się na blogu czy nie. Z jednej strony tego potrzebuję w sensie-wygadać się, może poznać opinię taką z boku, a z drugiej strony też mam wpojone od dzieciństwa by nie krytykować rodziców i złego słowa nie mówić. Zamiatać pod dywan. Obecnie relacja z moimi rodzicami jest na pierwszy rzut oka dobra- przyjeżdżają, odwiedzamy się, moja mama jest bardzo za wnuczkiem. A z drugiej strony jest bardzo wiele niedomówień, wiele z mojej strony żalów o przeszłość, żalów takich umniejszanych i nierozumianych przez moich rodziców,obśmiewanych. Bo jak co, skoro nie było w domu rodzinnym alkoholu, kłótni między rodzicami, dzieci ubrane dobrze i nakarmione, to o co mi chodzi? Czasami zazdroszczę kobietom takich fajnych, zdrowych relacji z matką, że wiesz, że możesz zwierzyć się z problemów, zawierzyć, zaufać, że to co powierzysz nie spotka się z chłodną i twardą oceną, nie zostanie porozpowiadane po rodzinie. Chciałabym matki przy której mogę się czasami poczuć słaba, być sobą a nie być zawsze silna, trzymać dystans, i zawsze zawsze na pytanie czy wszystko gra  i okej, mówić-tak, wszystko jest w porządku. Dawno straciłam nadzieje na to, że moja mama będzie mi przyjaciółką, to niemożliwe. Sama nie wiem na ile matki są przyjaciółkami swoich córek a na ile w tym jest rywalizacji, zazdrości, położonych niespełnionych ambicji, wreszcie ile rozczarowania...

Wasze mamy? Są dla Was przyjaciółkami, czy po prostu matkami-matkami bliskimi od duszy i serca, czy po prostu matkami do których czujecie rodzicielski obowiązek? 














9 komentarzy:

  1. Megi, ja z rodzicami mam podobnie. Przez całe moje życie pracowali i nie mieli czasu nawet na spacer ze mną. Najważniejszy był ich biznes, nie umieli tego podzielić. Mama zawsze łagodna, ale raczej obojętna na moje słabe dni, nie przejmowała się, że jestem przeziębiona czy coś, nie umiała ze mną rozmawiać i chyba dalej nie umie, nie jestem w stanie powiedzieć jej o wszystkim. Z ojcem kontakt był przechlapany, jako licealistka miałam z nim non stop na pieńku, poniekąd to było przez jego nerwowy charakter. A ja z kolei buntowałam się. Ciągle się mnie czepiał o wszystko, z resztą nie tylko mnie, moich braci też.
    Teraz jest ok., ale jednak z ojcem nie umiem złapać dobrego kontaktu i już pewnie tak zostanie.
    Oczywiście wszyscy się odzywamy, jeździmy do siebie, tego akurat rodzice pilnowali - żebyśmy mimo wszystko żyli w zgodzie.
    Myślę, że jest to kwestia wychowania. Dlatego boję się bardzo żeby nie być podobna dla swojej córki :(
    Dobrze napisałaś, że jak nie ma alkoholu i innych używek to o co może chodzić? Mnie się zawsze wydawało, że takie oschłe stosunki w rodzinie czy przemoc psychiczna są na równi z przemocą fizyczną czy alkoholem.
    Co się stało?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie moja mama jest przyjaciółką, pamiętam, że wszystkie koleżanki zazdrościły mi relacji z mamą. Często moje przyjaciółki radziły się mojej mamy, bo ze swoimi na większość tematów rozmawiać nie mogły. Owszem miałam okres buntu, kiedy to wydawało mi się, że mama jest wrogiem. To był jednak krótki okres czasu. Zawsze, dosłownie zawsze kiedy miałam problem mama mi pomagała. Kiedyś siedziała ze mną pół nocy, a ja płakałam w Jej rękaw, rano obie szłyśmy do pracy. Z tatą było różnie, ale teraz mamy fajny kontakt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z moją mamą jakoś straciłam kontakt. Nie potrafię rozmawiać z nią szczerze, irytuje mnie wiele rzeczy. Boli mnie, że zatraciła swoje życie po rozwodzie. Kiedyś była taka... Najlepsza, z wszystkim sobie dawała radę. Teraz widzę, że jest słaba. I chyba trochę mnie to zawiodło. Dla obcych zawsze pomocna, dla mnie nie. Cieszę się, że mam swoją rodzinę i swoją rzeczywistość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja mama nie żyje od czterech lat, długo chorowała, ale przed tym była bardziej koleżanką niż matką. Od czasu kiedy stałam się nastolatką stałyśmy bardziej na równi. Nie zwierzałam jej się specjalnie, ale mogłam porozmawiać, jak miałam na to ochotę. Potem troszkę bardziej się od siebie odsunęłyśmy, teraz tego żałuję, ale czasu się nie cofnie.
    A tata? Jego nigdy nie było. Uciekał od rodziny i teraz rozmawiamy ze sobą jak obcy ludzie. Z dystansem. Od śmierci mamy rodzina podzieliła się na dwie części. Ja z mężem i mój tata z moją siostrą. Szkoda trochę, ale czas biegnie szybko i niektórych spraw się już nie załatwi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pewnie żadne to dla Ciebie pocieszenie, ale sporo kobiet ma podobny problem z mamą. Ja akurat jestem tą szczęściarą, która w mamie ma najlepszą przyjaciółkę i największą pomoc. Od zawsze tak było. Odkąd też pamiętam traktowała nas po partnersku, nawet jako dzieciaki mogliśmy mieć swoje zdanie i było ono brane pod uwagę. teraz nie kwestionuje mojego stylu wychowania czy relacji z mężem. Wiele moich koleżanek nie ma jednak tak dobrze- nie wiem od czego to zależy. Moja mama też miała zawsze wspaniały kontakt ze swoją mamą.

    U nas też cudowna pogoda, codziennie spędzamy dużo czasu na dworze, jest tak fajnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. My też w Walentynki mamy rocznicę zaręczyn. Tylko dopiero świętowaliśmy w sobotę po mojej pracy. Miałam już przygotowaną, kolację z deserem przez mojego męża :) i później film romantyczny
    A mama jest dla mnie ważna jak przyjaciółka. Tylko nie zawsze się zwierzam.

    OdpowiedzUsuń
  7. My w walentynki dwa lata temu dowiedzieliśmy sie, że bedzie nas wiecej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Megi ja przez moją mame stałam się chłopczycą, potem wyprowadziłam się z domu, też zawsze silna muszę być nie pokazywać słabości, jak mam gorsze dni to zamiast jakoś mnie podnieść, to jeszcze dobija, że będzie gorzej bo takie jest życie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pomimo wielu żali do Mojej Matuli, pomimo tego, że często się ścinamy, że nieraz przekracza ona pewne granice, dla mnie niezrozumiałe, to jednak mam z nią dobry kontakt i zazwyczaj rozmawiamy jak przyjaciółki. Bardzo sobie cenię tę relację, zdanie Mamy jest dla mnie niezwykle ważne, często proszę ją o opinię. Teraz oboje to robimy - razem z Miśkiem. Wypracowanie takich stosunków wymagało czasu, wielu kompromisów i wyrozumiałości , ale dzisiaj jestem z tego dumna, że tak między nami jest.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...