piątek, 14 marca 2014

Dlaczego nie pojedziemy do Zakopanego/ i Liebster Blog ;)

Podobno w weekend ma być gorsza pogoda- "super", tym bardziej, że weekend to czas, który lubimy spędzać rodzinnie, no nic, wychodzi na to, że będzie szaruga z oknem. No ale i to ma swój urok, staram się we wszystkim szukać plusów.

Wczoraj uczestniczyłam we wspaniałej mszy świętej z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Coś niesamowitego... to nie była moja pierwsza tego typu msza,ale wrażenie zawsze jest niesamowite, ogromne... Bardzo się cieszę, że miałam przyjemność w niej uczestniczyć, mimo późnej pory, bo w zasadzie minęłam się z mężem- on wrócił z pracy, ja w auto i pojechałam do kościoła. Jak wróciłam synuś był już wykąpany i czekali na mnie, bym go uśpiła- zatem cycuś do podusi i kilka minut później młody spał;)

Nie lubię wychodzić z domu i zostawiać małego. Nie jestem typem matki, której dziecko przeszkadza, która ma potrzeby dziecka gdzieś. Nie byłam, nie jestem i nigdy nie będą tak zwaną matką propagującą zimny wychów, zawsze będę brała pod uwagę uczucia mojego dziecka. Szczególnie we wczesnym dzieciństwie, kiedy kształtuje się to poczucie pewności siebie u dziecka. Będę wspierała jego rozwój, dbała o jego duchowość. Młody jest najważniejszy, uwielbiam być mamą i spełniam się w tym w 100%.

Chcę być matką najlepszą.
Mam swoje wady, zdaję sobie z tego sprawę. Jestem czasami zmęczona, szczególnie po nocach i po tygodniu pracy, kiedy wracam do domu. Czasami boli mnie głowa, i młody, który wchodzi mi na kolana z książeczką czasem mnie denerwuje. Wiem jednak, że jest za mały by zrozumieć,że ja się źle czuję-więc nigdy się na nim nie wyżywam za swój gorszy nastrój. Jego uśmiech to miód na moje serce. Czasami jak mam ciężko w pracy, oglądam sobie fotki na smartfonie, z których mój szkrab się do mnie uśmiecha i wtedy od razu wszystko wydaje się prostsze, nierówności się prostują, wszystko ma sens.

Bo to co robię, robię z myślą o nim.
Plany- o nim.

Kobieta diabelska zapytała mnie w komentarzu pod moim poprzednim, dlaczego nie pojedziemy z młodym do Zakopanego. Przemyśleliśmy wszystkie za i przeciw niejednokrotnie - i odpowiadam- mieliśmy przyjemność jechać juz całą Polskę samochodem do Zakopanego, wiemy z czym to się je, i po pokonaniu 3/4 drogi miałam dość, stojąc w upale w korku gdzieś przed Makowem Podhalańskim wygrażałam, że już nigdy nie jedziemy autem do Zakopanego! Po pierwsze- skrajna niewygoda, odległość, a jeszcze utrafić w upał... uuuuu. Nam,dwóm kierowcom zajęło to 14 godzin. Dużo, za dużo. W tym moja wina, bo ja nie jestem demonem prędkości, więc to co mąż nadganiał, ja zwalniałam. Pod Częstochową zrobiliśmy sobie 2 godziny przerwy, rozłożyliśmy fotele i w minutę usnęliśmy. Jak taką przerwę zrobić z dzieckiem?

Młody nie znosi jeździć samochodem. Po mieście ok, zakupy, ok, do pół godziny- ok, ale dłużej, to już niecierpliwi się okropnie, próbuje wychodzić z fotelika, płacze. Muszę wykazać się kreatywnością, zabawiać itp, a on i tak marudzi. Podróż 14 godzinna wozem, byłaby dla niego mordęgą,-wiem to, znam swoje dziecko. Może inne dzieci są bardziej elastyczne, ale moj nie wytrzyma tyle godzin w foteliku, tym bardziej, że nie przesypia nocy-zatem jazda nocna tez odpada. Nie wiem ile by to zajęło nam czasu, gdybyśmy musieli robić postoje na pierś, dłuższe rozprostowanie kości. 20 godzin? Wyobrażam sobie jak młody by się wkurzał gdybym próbowała po np dwóch godzinach w foteliku umieścić go tam ponownie.
zatem lipka.

Ok przechodzę do Liebster Blog Award! Nominowała mnie Marta, dziękuję za miłą nominację! Każdy może wziąć udział w zabawie, kto ma ochotę;)

źródło

1. Jak wyobrażasz sobie koniec swojego blogowania?
Hmm, dopiero niedawno zaczęłam, więc jeszcze nie myślę o zakonczeniu:) Na razie! Chyba, że coś wydarzyłoby się w  moim życiu, że odwiesiłabym klawę na kołek.

2. Od jakiej czynności rozpoczynasz każdy dzień?
-Od prawie 18 mcy dzień zaczynam od przystawienia młodego do piersi. Później wstaję i idę myć zęby. Wcześniej zanim nie miałam dziecka to właśnie mycie zębów było pierwszą czynnością jaką witałam dzień.

3. Sąsiedzi- przyjaciele, czy raczej bezpieczny dystans?
-Moim takim marzeniem- nie -do -spełnienia byłoby posiadanie takich fajnych sąsiadów. Tu gdzie mieszkam, niestety otaczają nas przede wszystkim starsi ludzie, zatem chemii nie ma. Też problem w tym, że wszystko wiedzą, czy przyjmujemy kolędę i czy mamy porządek na balkonie;) Fajnie by było mieć takich młodych sąsiadów,z którymi można piwko wypić, którzy doglądną mieszkania na okres urlopu;)

4. Romans w pracy- za, czy przeciw?
Nie martwcie się, Wasi mężowie tego nie przeczytają :)
-Zdecydowanie przeciw! Wg mnie praca to praca i nie powinno być w niej miejsca na amory. Tym bardziej słowo romans, dla mnie ma w sobie zdradę. Co innego jak już poznanie miłości w pracy... a co innego romansowanie-kiedy jesteśmy w związku i robimy maślane oczy do przystojnego kolegi z pracy. Jak dla mnie- nie- to skrajnie nieprofesjonalne. Prędzej czy później na jaw wyjdzie a i szef nie patrzy na takie miłostki pracowników przychylnym okiem.

5. Dziadkowie zabierają dziecko/dzieci na tydzień. Jak chciałabyś go spędzić?
Odpowiedzi typu: leżąc i tęskniąc nie będą brane pod uwagę.
-Zdecydowanie taki czas wykorzystalibysmy na wyjazd do Zakopanego! Tylko taki urlop naprawdę nas jara, zatem pakujemy nasze graty i kierunek Tatry, i urlopujemy "po staremu", czyli aktywność x200%, dużo ostrych tras w górach a później dużo chlania piwa^^ No jak miało być szczerze to szczerze. Nigdy w górach za kołnierz nie wylewaliśmy, zawsze po zrobieniu solidnej trasy dobrze się było w schronie napić^^

6. Kolacja we dwoje- ugotujesz coś, co Ty uwielbiasz, czy to, co uwielbia Twój towarzysz?
-To co uwielbia towarzysz, zdecydowanie. Lubię ugotować coś dobrego dla bliskiej osoby, sprawia mi to przyjemność, mam to szczęście, że mój mąż lubi to co ja i odwrotnie. Z małymi wyjątkami,ale w większości nasz gust kulinarny do siebie pasuje.

7. Myśląc o przyszłości swojego dziecka/dzieci czego obawiasz się najbardziej?
-ciężkiej choroby, tego obawiam się najbardziej. Wszystkie inne problemy da się rozwiązać, da się pomóc, doradzić.

8. Możesz zdecydować, gdzie obudzisz się jutro rano- gdzie by to było?
Jak mam szaleć, to bardzo chętnie obudziłabym się na urlopie w Dolomitach, bo to moje marzenie na przyszłość, z bardziej przyziemnych- pobudka w Murowańcu, 05.00 rano-pogoda kryształ, nic więcej mi nie trzeba^^

9. Największa słabość?
Poza mężem, dzieckiem, kotem itd :)
-Góry. Jestem monotematyczna, wiem. Ale tam jest wszystko co kocham. Najpiękniej, że tą pasję dzielimy z mężem od wielu lat, jeszcze za narzeczeństwa. Teraz mamy chude czasy ze względu na dziecko,ale wystarczy, że zasłyszę hasło "tatry",by spowodować szybsze bicie serca.

10. Które blogi omijasz szerokim łukiem? Tematyka.
-Drażnią mnie blogi tak zwanych "nowoczesnych" matek, zwolenniczek zimnego chowu, które strasznie lubią odpocząć od dziecka, duszą się w domu, chodzą na imprezki zostawiając roczne dziecko z 40 stopniowa gorączką w domu z babcią, bo przecież nic się nie stanie, karmią mm z świadomego wyboru i są z tego ogromnie dumne. Takich blogów nie czytam, takich blogów unikam, świadomie nie wchodzę, nie komentuję.

11. Osoba, która miała największy wpływ na to, kim teraz jesteś.
-Mój mąż. Jestem z nim w zasadzie całe moje dorosłe życie. Zmieniłam się dzięki niemu, na lepsze. Oboje się zmieniliśmy, dojrzeliśmy ze sobą.

Mam jeszcze jedną nominację, ale to odpowiem później, bo teraz czas goni;) 

Zatem miłego wieczorka;)


10 komentarzy:

  1. Megi, dziękuję za udział w zabawie.
    Tak, jak ostatnio pisałam Ci w komentarzu- rozumiem powody, bo ja też "wymiękłam". I z jednej strony, sama na siebie jestem zła, bo wiem, że będąc już w drodze jakoś dalibyśmy radę itd. Poza tym- zawsze zostaje możliwość rozłożenia podróży na 2dni. Tyle, że jak pomyślę ile to dla Małej nowości, ile zmian... Tak- jestem mamą kwoką :) Może sama wymyślam problemy, ale ze względu na odległość my też rezygnujemy.
    Pozdrawiam

    Ps. że też musimy mieszkać tak daleko od tego Zakopca :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mnie to wkurza, no ale co zrobić, w zamian mamy blisko nasze piękne morze! Inni mogą o tym pomarzyć:DDD

      Usuń
  2. Też bym chętnie pojechała, w góry zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojjj, w góry, to ja też bardzo chętnie...kiedyś to nie trzeba było mi dwa razy mówić!

      Usuń
  3. Świetny blog, trafiłam tutaj zupełnie przypadkiem, ale chyba zostanę na dłużej :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. 14 godzin w samochodzie z maluchem to koszmar dla rodziców i malucha. Też bym zrezygnowała z takiego wyjazdu. Właśnie zastanawiam się nad planami wakacyjnymi. Na razie muszę jeszcze zobaczyć jaj mój synek będzie znosił jazdę samochodem, na trochę dłuższej trasie niż 15km.

    OdpowiedzUsuń
  5. 14 godzin w samochodzie z maluchem to koszmar dla rodziców i malucha. Też bym zrezygnowała z takiego wyjazdu. Właśnie zastanawiam się nad planami wakacyjnymi. Na razie muszę jeszcze zobaczyć jaj mój synek będzie znosił jazdę samochodem, na trochę dłuższej trasie niż 15km.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasz maluszek jest jeszcze malutki. Ja jestem taka matka-kwoka, co swoje młode pod skrzydłami trzyma. A im był młodszy tym bardziej;) Ale coś bliziutko- mąż by chciał, ja mam mieszane uczucia.

      Usuń
  6. Rozumiem obawy przed podróżowaniem zwłaszcza, gdy dwulatek nienawidzi jeździć autem więcej niż 30 minut. U mnie z Miłoszkiem jest dokładnie to samo. Zosia zawsze lubiła jeździć i nic jej nie przeszkadzało. Przed podróżą samochodem do Norwegii miałam wielkie obawy i myślałam, że nie damy rady. Mieliśmy jechać 36 godziny w tym prom około 9 godzin. Okazało się, że jechaliśmy w sumie 44 godziny w tym prom 10 godzin! (Prom mieliśmy nocny) Ale dzieci mnie zaskoczyły bo podróż była niezwykle przyjemna i lekka! Miłosz nie dał czadu, jak ma to w zwyczaju. Jechaliśmy z przyczepą i nie przekraczaliśmy 90 km/h, a ja spokojnie, jak NIGDY PRZECZYTAŁAM 600. STRONICOWĄ książkę :)
    Pozdrawiam cieplutko :)
    A może pociąg?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...