czwartek, 17 kwietnia 2014

Plany na święta.

Niedługo święta, które w tym roku spędzamy z bliskimi- Wielkanoc u jednej babci, razem z siostrą męża z rodziną,a poniedziałek wielkanocny u moich rodziców. Prezenty już kupione- na zajączka, stawiamy na drobiazgi, wszak to nie Boże Narodzenie;) U nas jest taka tradycja, że na Wielkanoc kupuje się tylko dla dzieci, słodycze, zabawki. Mój maluch w związku z tym, że nie je słodyczy dostanie z pewnością deserki w słoiczkach, soczki, ale z tego co mnie słuchy doszły zabawki też będą czekać;) Z każdego prezentu dla niego cieszę się sama jak dziecko. Będzie pięknie- rodzinnie, mam w planach zrobić dużo zdjęć.

W związku z tym, że idziemy "na gotowe" nic nie muszę przyrządzać. Oczywiście zrobię sałatkę i planuję ciasto,ale znacie moje kulinarne talenty i jeśli chodzi o ciasto, to wolę postawić na jakiegoś pewniaka na zimno;) Marzę o dniu, kiedy zacznę piec wspaniałe ciasta, mam zapał i dobre chęci, a to połowa sukcesu.

Też po wielu latach pójdziemy do kościoła ze święconką- jeśli w okolicach Wielkanocy i w same święta zawsze chodziliśmy do kościoła, tak z koszyczkiem nie byliśmy za naszego małżeństwa ani razu. Wydawało mi się to bardziej takie dla dzieci, ale w tym roku mąż mnie namówił i pójdziemy, zobaczymy tylko jak młody zachowa się w kościele, bo na dłużej nigdy nie był. A synuś jest cudowny, wszystko rozumie, rozwija się, ma coraz bardziej złożone reakcje, naśladuje to co robimy, słucha uważnie o czym mówimy. Nadal nie lubi bajek, jestem wdzięczna opiekunce, że nie włącza małemu wcale telewizora, potrafi zająć czas czym innym.

Pogoda ma nas rozpieszczać, zapowiadają ciepełko i słońce, z czego bardzo się cieszę. Kupiłam synkowi jego pierwszy zestaw- łopatka, wiaderko, grabki i foremki, niania wspominała, że jak wychodzą na spacer i spotykają się z młodego kolegą, to mój mały chętnie sięgał po łopatkę, tak więc teraz będzie miał swoją. 


Jeśli chodzi o sprawy duchowe... wiem, to nie jest popularny temat. Przed Wielkanocą zawsze przystępuję do spowiedzi, tak było i teraz... oglądałam w poniedziałek film "Pasja" w reż. M.Gibsona, nie pierwszy raz i jak zwykle wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Zarzuca się filmowi, że jest zbyt dosłowny, ale tak właśnie było, tak to wyglądało. Wiem, czuję, że nie mogłabym żyć bez wiary, nie wierzyć w nic i przyjąć, że jestem tylko robakiem, którego pochłonie ziemia. Wiara dojrzewała we mnie przez lata, ten proces trwa nadal, ale to może kiedy indziej... fakt faktem, że czuję, że potrzebuję jej... Może to oznaka słabego charakteru, bo ludzie silni podobno jej nie potrzebują. Tak mówią, ja mam to gdzieś. To wrośnięte głęboko we mnie, a był okres z 12 lat temu, kiedy na około półtora roku oddaliłam się, ale nigdy nie powiedziałam "nie wierzę w nic, Boga nie ma...". O wiarę czasami trzeba się wykłócić z Bogiem. Ale też trzeba poszukiwać, chcieć. Czas Wielkanocy to szczególny okres, kiedy przychodzi zastanowienie się nad tym wszystkim. Bo to nie tylko okres kolorowych zajączków i zielonej trawki, ale samo sedno, że Chrystus umarł za nas i dlaczego.

3 komentarze:

  1. Spokojnych i radosnych świąt Megula dla Ciebie i Twojej Rodziny :D

    Wydaje mi się, że właśnie na odwrót jest z tą siłą. Słaby człowiek nie potrafi patrzeć dalej niż on sam, a silny dźwiga to co nie jest lekkie i znajduje w tym sens. Wiara i Bóg nie zawsze idą w parze z Kościołem i kościołem. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana! Ja mam za sobą pierwsze akcje piekarnikowe. W tym roku dostałam mikser i zaczęłam używać :) Super, idzie coraz lepiej i Tobie tego życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...