środa, 9 kwietnia 2014

Z rozmyślań o ... miłości!

Mąż na piwku ze znajomymi, a ja w domu. Po pracy zrobiłam szybkie zakupy i zmieniam się z opiekunką. Zjadłam obiad z synkiem na kolanach, młody również się skusił, zawsze mam w zanadrzu jego plastikową łyżeczkę jakby miał ochotę zjeść ze mną. Może nie jest to zbyt wychowawcze, ale cieszę się, jak ma ochotę spróbować cokolwiek innego poza słoiczkami.

Później zabawa, przytulanie, książeczki, które czytaliśmy razem, młody wędrował po mnie i po kanapie, by oczywiście usiąść mi z nimi na kolanach. Znosił mi za każdym razem inne. Uwielbia jak mu czytam, zadaję pytania o różne przedmioty, potrafi tyle bezbłędnie wskazać, w zasadzie wszystko rozumie.


Wreszcie kąpiel, a teraz słodko śpi, a ja mam rzadką chwilę czasu dla siebie. 

Uwielbiam o niego dbać. Karmić, kąpać, oporządzać po kąpieli. Później zanosić takiego czyściutkiego i pachnącego do łóżka, kłaść się obok, przystawiać do piersi, leżeć blisko. A później często jak zaśnie to i tak nie wstaję, tylko leżę chwilę dłuższą lub krótszą obok niego i wpatruję się- w jego śpiące usteczka, buźkę, zamknięte oczka, zaróżowione policzki. Czuję się jak zabujana po uszy.

Takim uczuciem czystym. Miłością matki. Wiecie, że mam taką schizę, że co jakiś czas idę do jego pokoju sprawdzić, czy  przykryty, czy spokojnie oddycha?

Cieszę się na wiosnę, na lato. Planuję już, że pojedziemy nad morze, będziemy budować zamki z piasku, młody będzie baraszkował po plaży. Mam tyle marzeń i tyle planów. Jest mi dobrze, czuję się spełniona jako kobieta, chociaż do szczęścia jeszcze nieco brakuje. Gdzieś czytałam taki tekst, że abyśmy byli szczęśliwi naprawdę, potrzeba by naszemu szczęściu zawsze czegoś brakowało. 

Dwa lata temu, również wiosna, byłam w ciąży, było cudnie. Wielbiłam ten stan, swój rosnący brzuszek, to rozwijające się, przekochane życie. Tyle było przede mną nowości, słodkiego leniuchowania, przygotowań na przyjęcie maluszka. Miesiąc później już wiedziałam na pewno, że będzie syn. Mój Boże, mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że macierzyństwo to jedna z najcudowniejszych spraw jaka mnie spotkała. Największa radość. Nie mogę zapomnieć o moim mężu, bez którego nie byłoby tego wszystkiego. Nie byłoby mojego dziecka, które jest dla mnie, dla nas cudowne. 

Czasami w dobie rozwodów, kiedy zewsząd i w pracy, w rodzinie, bliższej, dalszej, czy też wśród znajomych tyle się o tym słyszy myślę sobie, że chyba wygraliśmy los na loterii. Że los postawił nas sobie na drodze- mimo, że czasem kłócimy się i wkurzamy wzajemnie, czuję, że jesteśmy elementami jednej układanki, jak dwie połówki pomarańczy. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, kompanami, kumplami, kochankami, mamy tyle bezcennych cudownych wspomnień, o których możemy rozmawiać godzinami, bo tematy nigdy się nie kończą. Mimo, że czasu dla siebie mamy mniej niż przed pojawieniem się na świecie naszego synka. Czasami jesteśmy zmęczeni. Czasami ja jestem zmęczona i zła, że oto budziłam się w nocy pięć razy, a mężuś spał sobie w najlepsze. Czasami jest mi ciężko w pracy, gdzie mam stresujący dzień i wyładowuję swoje nerwy na nim. Czasem wkurzy mnie, czy zdenerwuje mama i chodzę zła jak osa, dopóki mi nie przejdzie, burczę pod nosem i potrafię być chłodna i nieprzyjemna dla niego.

Bez sensu. Tyle mam powodów do szczęścia, których nie będę wymieniała, bo to oczywiste. Dwa największe z nich patrzą mi codziennie w oczy. O niczym innym nie marzę jak o tym, by zbudować zgodny, szczęśliwy dom. I wspaniałe małżeństwo. Nie na teraz, nie na 5 lat. Nie na 15. Ale na całe życie. 

Jednym z moich autorytetów jest ksiądz Piotr Pawlukiewicz. Żadnej nudy, co to, to nie! Tu cytat:

"I wiecie, o co Kościołowi chodzi? Żebyś w dzień po ślubie mówił: „Jest pięknie.” I w rok po ślubie mówiła, że jest pięknie. I w 10 lat po ślubie mówiła, że szalejesz. I w 25 lat mówiła, że szalejesz. I w 30 lat. O to Kościołowi chodzi."

Idzie wielki tydzień, czas odnowy, Wielkanocy. Mam zamiar zmienić wiele, zacznę od siebie!
Mniej focha, więcej zrozumienia.
I uśmiechu, który potrafi czynić cuda! 
 

15 komentarzy:

  1. Och Megi, cudowne wspomnienia przywołałaś... I ja dwa lata temu i osiem lat temu, też byłam w ciąży i było wspaniale!
    A plany masz ambitne- życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, ciąża to jeden z najpiękniejszych okresów mojego życia, a Ty miałaś przyjemność przeżywać to dwukrotnie;) A plany ambitne, będzie co realizować;) Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo dobre chęci są;)

      Usuń
  2. lubię "Cię" czytać, bo mam bardzo podobne życie i poglądy. A nie masz czasem obaw, takich lęków, że za dużo tego szczęścia na raz i że kiedyś czar pryśnie? Bo ja tak miewam.
    PS. Pawlukiewicz jest cudownym kaznodzieją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie obawy, niestety. Boję się czasami, bo zdaję sobie sprawę ile na świecie jest nieszczęścia. Z drugiej strony nie mam wszystkiego, grosza w kieszeni brakuje czasem, mieszkanie ciasne;) Więc też nie jest tak by kogoś szczęscie miało razić po oczach.

      Usuń
  3. Uwielbiam czytać jak piszesz takie rzeczy, tak ładnie ubierasz to w słowa.
    Ja też kiedy Synek już zaśnie leżę koło Niego i przyglądam się Mu, chłonę za każdym mrugnięciem oczu widok Jego cudnej buźki. I całuję milion razy zanim przełożę Go do łóżeczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo to, to!!! Dokładnie to samo robię, jeszcze rączki mu całuję. No paranoja... mam nadzieję, że wyrosnę z tego, teraz mogę póki malutki, ale jak mi wyrośnie to nie będę obcałowywać piętnastolatka:D Ale jeszcze mogę, hehe.) dziękuję Wam za mile słowa!

      Usuń
  4. Piękne wspomnienia i piękne słowa. Może i mi się uda mniej focha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no pewnie, fochy piękności szkodzą:D

      Usuń
  5. Piękny wpis od razu się cieplej robi na sercu. Oby miłość i szczęście nigdy Was nie opuściło, a także wytrwałości w swoim postanowieniu. Mi też przydałoby się mniej focha, a przy nawale codziennych obowiązków, gdy jest się zmęczonym nie trudno o nerwy, szkoda że zawsze najbardziej obrywają najbliżsi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miło i ciepło się czyta takie rzeczy. Ostatnio, jak pisałaś o tym, że się sprzeczacie wiedziałam, że to chwilowe. Zmęczenie stres i inne rzeczy chcą się wedrzeć między nas przyjaciół/kochanków, ale na szczęście rozum i serce dochodzą do jednego. Wspaniale, że możemy być ze swoimi mężami i nie bać się tych wszystkich rozwodów, że potrafimy sprostać wyzwaniom i nie poddawać się na jednym zakręcie przy pierwszym upadku.
    Wspomniałam moje i Zosi nocki, kiedy tak, jak ty wpatrywałam sikę w moją kruszynkę przyssaną do piersi, jak nie potrafiłam się rozstać z nią. Przy Miłku jest inaczej... nie wiem czemu. Czy to ja się zmieniłam? Może przy dwójce jestem bardziej zmęczona? Oczywiście mamy te chwile wpatrywania. Robię im zdjęcia. Może czas za szybko ucieka.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. I tego Tobie życzę;) I sobie też, bo jak Cię czytałam, to tak, jakbym o sobie czytała;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie to napisałaś! I mnie ostatnio nachodzą myśli o tym, że niepotrzebne te wszystkie fochy, po co, na co ta złość, która wynika ze strasu czy gorszego nastroju. Mąż jest wspaniałym oparciem i nie zasługuje na to. Dlatego staram się ostatnio jak mogę, aby zmienić się choć trochę na lepsze. Bo przecież w rodzinie tkwi siła! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie to wszystko opisałaś. Masz szczęście, a nawet dwa :D
    Buźka *

    OdpowiedzUsuń
  11. :) Mam nadzieję, że uda Ci się ze zrozumieniem - sobie też tego życzę :) I tego nieprzenoszenia złego nastroju na relacje. Ogólnie pod tym co napisałaś mogłabym się w większości podpisać. Pawlukiewicz ma sporo fajnych kazań, kiedyś mama mi dwie płyty jakieś sprezentowała, może powinnam do nich wrócić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...