wtorek, 27 maja 2014

Dzień matki i kłótnia z ojcem.

Wczoraj dzień matki.

A ja pokłóciłam się z ojcem przez telefon. Wstyd pisać... już raz się z nim spięłam też w dzień matki bodajże w 2010 roku. Mój ojciec jest apodyktyczny i silnego charakteru, jego zdanie musi być najwazniejsze, lubi rządzić. Nigdy nie tolerował sprzeciwu, ani jak miałam inne zdanie, zawsze na to kiwał powątpiewająco głową i umniejszał mi. Ale globalnie był (jest?) dobrym ojcem. Przyznam że podobnie jak matka byli lepszymi rodzicami jak byłam zupełnie małym dzieckiem, niż jak weszłam w okres dorastania, wtedy ja i moje problemy poszły w odstawkę-bo jakie ja moge mieć problemy? Ciepło, jedzenie i czyste ubranie jest, o co mi chodzi? I to się w zasadzie ciągnie do dzisiaj. Pisałam o tym też TU -klik

Asertywność.

Ćwiczę cały czas. Jak jestem asertywna, to spotykam się z żelaznym sprzeciwem moich rodziców. Dla nich wcieleniem doskonałości i spełnienia marzeń jest mój młodszy brat. On ma idealne studia, doskonałą pełną perspektyw pracę. Wspaniałą prawie-narzeczoną. Wspaniały charakter. Nie to co ja.

Pokłóciłam się z ojcem. Nie mogę wybaczyć bratu, że traktuje mojego synka jak powietrze. Młody chłopak 23 lata, a do dziecka nawet się nie uśmiechnie, nie poda zabawki, mały się go bardzo boi, a ten nic. Nie kiwnie palcem by zmienić tą sytuację. Raz usiadł z młodym na podłodze, coś pobudował z klocków- jeden jedyny raz w ciągu 20 miesięcy. Przykre... a ja smarkacza z przedszkola odbierałam, do szkoły prowadziłam, lekcje z nim odrabiałam kiedy było trzeba pomogłam, traktowałam "po dorosłemu", zawsze poświęcałam czas, gościłam u siebie na chacie. A teraz on do mojego synka nawet się nie uśmiechnie, jak młody zapłacze, to krzywi się. Początkowo jego zachowanie obojętności do mojego malucha tłumaczyłam- bo młody jest za mały, bo moj brat nie wie jak do takiego maluszka podejść itp. A młody ma obecnie 20miesięcy, biega, bawi się, jest samodzielny, a nic się nie zmieniło. Wiem, nic na siłę. Ale to przykre.

Rozczarowałam się.
Nie wymagam Bóg wie czego. Nie wymagam jak to mówią rodzice by brat sikał za moim dzieckiem. Chciałabym by uśmiechnął się do małego, zagadał coś, pożartował, podał mu zabawkę. A nie mur, obojętność.

No więc pokłóciłam się o to wczoraj z ojcem. Dzwonię do matki na dzień mamy, mimo, że byłam w sb i jakoś tak zeszło na mojego brata ,to powiedziałam, że jest obojętny i zimny. A matka go tłumaczy. Że to facet, że nie ma podejścia. A ja na to, że jest po prostu skrajnym egoistą, który gada tylko o forsie i swojej pracy, o tym ile generuje dochodu i o tym za ile kto ma samochód. Koniec z końców słuchawkę przejął mój ojciec i powiedział, że ja jak zawsze mam problem. Że mój brat to facet i nie będzie się zachowywał jak niańka mojego dziecka. Padło jeszcze parę niemiłych słów, ja swoje, ojciec swoje. Ja, że nie wymagam nie wiadomo czego,ale normalności, serdeczności jak to w rodzinie. Dodam, że bratu nie raz to mówiłam, to nie tak, że obfaduję go za plecami, nie. Rozmowa skończyła się nieprzyjemnie, ojciec rozłączył się, rzucając mi tekst mówiąc delikatnie-że mam się zamknąć i gwałtownie oddalić.

I to jest wykształcony człowiek, Który w otoczeniu, rodzinie bliższej,dalszej uważany za arcymiłego, fajnego i żartobliwego. Napisałam mu po namyśle smsa, że więcej nie ma mówić do mnie w ten sposób, bo jestem przede wszystkim kobieta i jego córką.

Nic więcej nie mówię, bo wstyd. Ale ten blog pisany jest też ku pamięci, forma pamiętnika. Najgorzej, że teraz jest dzień dziecka-i mieli przyjechać do Młodego z prezentem. A ja po czymś takim nie mam ochoty na spotkanie. Nie spotkam się- wyjdzie, że jestem konfliktowa i skłócam rodzinę, że oni do wnuka chcieli przyjechać a nie do mnie. Spotkam się,- nie wiem, czy udawać że się nic nie stało, puścić do mimo uszu, machnąć ręką? Mogłabym po prostu tego dnia iść na urodziny do chrześniaka męża, bo nie bardzo mi się to uśmiechało, a w niedzielę pojechać nad morze. Jakby uciec od problemu.

Doradzicie?

36 komentarzy:

  1. Nie doradzę, bo nie potrafię, ale powiem, że rozumiem co czujesz. Mam bardzo podobną sytuację z moim tatą. Dorosły, wykształcony człowiek, który uczył nas zasad, teraz te wszystkie zasady łamie. Trzymam kciuki, żebyście sobie wszystko jakoś wyjaśnili, bo w moim przypadku, to już raczej niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój teść uczył synów że się nie mieszka przed ślubem razem, że co niedziela do kościoła, że nie zmienia dziewczyn jak rękawiczki. Teściowa zmarła i obrót o 180 stopni, przyprowadza babę tylko na noce a ona wyjeżdża dopiero nad ranem, krzywdzi jednego z synów- a mojego męża, nie pomaga a wręcz utrudnia życie nam no i obca baba i jej dzieci są dla niego ważniejsze niż własna rodzina. A wszyscy wokół stawiają mu "pomnik" że wspaniały dziadziuś i tatuś. OOO tak, tylko dla jednego syna i jednych wnuczków. Drugi syn i rodzina najlepiej żeby zniknęli z ziemi. Tak więc zgadzam się że wykształcenie nie zawsze idzie w parze z tym jaki człowiek jest naprawdę.

      Usuń
    2. Szkoda, że tak się czasami życie układa i przykre to. Mój dziadek to samo- pierwszą żonę wykorzystywał na maksa, nie pomagał jej nic w domu, nic.....a jak babcia umarła i ożenił się powtórnie, to raptem okazało się ze dziadek wcale nie ma dwóch lewych rąk i potrafi pomoć, zmyć naczynia, itp. Czasami po prostu punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.

      Usuń
    3. U nas jest podobnie. Nowa pani, nowe życie, nowe zasady. Dla nas nie bardzo jest tam miejsce. Historia długa i mocno pokręcona, a ja przez to wszystko spać nie mogę i w nerwach chodzę.

      Usuń
    4. Tak jak i u mnie. Nowa kobieta, nowe zasady. My jesteśmy do płacenia rachunków, remontowania domu który nie jest dla nas zapisany, koszenia trawy, sadzenia kwiatków itd a jak sie upomnimy to tekst jak sie nie podoba to wypier.... No i myślenie-że to my powinniśmy pomagać jemu nie on nam, choć sami mamy 4 dzieci i żyjemy z męża pensji.A dziadziuś się nawet wnuczków nie zapyta czy na przysłowiowy chleb jest. Chwała Bogu że kuchnie mamy każdy swoje i my na górze on na dole to oglądać się nie musimy.

      Usuń
    5. Jakie to jest wszystko przykre. Ja już nawet nie zliczę ile nocy przepłakałam. Mój tata uważa, że wszystko jest w porządku, a jak się o coś upomnę, to twierdzi, że się czepiam.

      Usuń
  2. Przykro cos takiego uslyszec...doradzic tez niestety nie moge..ale mysle ze Twoj stres z rodzicami nie moze komplikowac relacji dziadkowie-wnuk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się - to sprawa między nami, młody ma z dziadkami relacje dobre i nie bede tego niszczyć i komplikować.

      Usuń
  3. Kochana ja też mam wiele przykrych kłótni z ojcem za sobą.Często o rzeczy zbędne... On ma paskudny charakter a ja niestety muszę przyznać że mam charakter zbliżony do niego. MASAKRA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorzej się właśnie o takie duperele kłócić. Całe szczescie zdajesz sobie sprawę, że charakter masz po tacie- więc z wadami możesz walczyć i pracować nad sobą.

      Usuń
  4. Kurczę, nie wiem kompletnie co zrobiłaby, na Twoim miejscu. Ciężki temat i w zasadzie to bardzo złożony, bo ja tu widzę kilka problemów.
    Wiesz, co do brata, to rozumiem, że może Ci być przykro, faktycznie- to może nawet nienaturalne, że On jest wobec Małego taki obojętny, ale z drugiej strony- czy możesz od Niego wymagać zainteresowania Twoim dzieckiem? Albo, czy pod wpływem rozmowy rodziców z Nim, chciałabyś, żeby zaczął to robić, "żeby było miło"? Ma 23lata, to dorosły facet, gdyby chciał nawiązać kontakt z Twoim synkiem, pewnie już by to zrobił. Może powinnaś porozmawiać bezpośrednio z Nim, tak szczerze i otwarcie? Kolejna rzecz- odbierałaś Go z przedszkola i szkoły, ale to pewnie na prośbę, albo oczekiwanie rodziców? Czego w związku z tym oczekiwałabyś teraz od brata? Wdzięczności za to? I nie zrozum mnie źle, bo absolutnie Cię nie krytykuję i myślę, że rozumiem jak Ci jest przykro, tyle, że patrzę na to trochę z boku i piszę, to co "rzuciło" mi się w oczy.

    Osobnym problemem są oczywiście rodzice i Ich reakcje.
    Mam nadzieję, że uda Wam się rozwiązać na bieżąco te problemy, bo tylko w ten sposób będzie można iść dalej bez kolejnych żali.
    Pozdrawiam i głowa do góry.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj brat się sam przekona jak będzie miał dzieci, że bez zdrowych relacji w rodzinie cały ten majątek i pieniądze psu na budę. Popieram Cię w zupełności

    OdpowiedzUsuń
  6. Marta W- z bratem juz rozmawialam, nie raz,ale juz dam spokoj. On po prostu jest egocentrykiem i ma gdzies uczucia innych. wiesz,cala ta sprawa boli mnie,ze wzgledu na to,ze ja i moj brat zawsze bylismy tacy zgodni,wspieralismy sie i cudownie dogadywalismy,wielu nam zazdroscilo tak dobrych,wrecz przyjacielskich relacji,z ktorych bylam dumna. A z tym odbieraniem z przedszkola,jasne ze na prosbe czy polecenie rodzicow,ale sprawialo mi przyjemnosc odebrac braciszka. od brata oczekiwalabym takiej normalnosci i ciepla w stosunku do mlodego,wiem,ze to moje dziecko i nie moge wymagac od ludzi zainteresowania nim,ale tu chodzi o najblizsza mi rodzine poza mezem i dzieckiem. brat zawsze byl mi taki bliski,dlatego tak razi mnie jego obojetnosc do malego i to ze traktuje moje dziecko jak powietrze.to przykre,tym bardziej,ze nikt tak sie nie zachowuje,nawet facet,ktory przyszedl okna naprawiac potrafil normalnie i po ludzku do dziecka zagadac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiem, o czym mówisz, bo kiedy urodziła się Eliza, to brat mojej przyjaciółki miał wtedy 17-18lat, i kiedy Eliza była roczniakiem i później również, zawsze sam z siebie się z Nią bawił, potrafił nawiązać kontakt, Eliza bardzo Go lubiła. A to przecież obcy chłopak tak naprawdę. Ja doskonale rozumiem co Cię boli, tyle, że myślę sobie- jeśli brat będzie robił coś na siłę, wbrew sobie, to będzie to takie nienaturalne i synek i tak pewnie to wyczuje. Pytanie dlaczego On taki jest, zwłaszcza jeśli mieliście tak fajne relacje? Może coś do Niego dotrze kiedy sam zostanie tatą? Teraz pewnie jest zachłyśnięty studiami, perspektywą super zarobków...
      No przykre to wszystko, ale chyba najbardziej reakcja rodziców.

      Usuń
  7. Relacje rodzinne, to często jest taka skomplikowana i delikatna materia, że postronnym faktycznie ciężko jest doradzić. Dlatego niestety nie podpowie. Zwykle myślę sobie w takich sytuacjach,że nie będę się do niczego zmuszać i na siłę robić dobrą minę do złej gry. Pewnie postanowiłabym uciec. Ale z drugiej strony, obawiam się, że zaczęłyby mnie gryźć wyrzuty sumienia i ostatecznie pewnie nie wiedziałabym co robić. Także niestety pomocna Ci tutaj nie będę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że też bym chciała nawiać. Tym bardziej, że mogłabym iść na urodziny do chrześniaka męża i udać głupa przed rodzicami, że przecież mieliśmy zajęty weekend, kij z tym, zę mówiłam wczesniej mamie, ze na urodziny nie idę. Ale z drugiej strony bez sensu chować głowę w piasek, ale trzeba po dorosłemu stawic problemowi czoła.

      Usuń
  8. Nie wiem co napisać... Ja mam z tatą zwykłe relacje. Ani dobre, ani złe.. Lepiej się z mamą dogaduje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie było przez życie różnie- globalnie właśnie lepiej z tatą... teraz z mamą, mama jest bardziej ugodowa, a tata jak sobie coś do głowy wbije...

      Usuń
  9. Trudno doradzić, zrobisz jak czujesz. Jeśli chodzi o brata, jest nadzieja, że gdy sam zostanie ojcem, tego jego egoizm gdzieś się ulotni. Gorzej jeśli nie...Wiesz, też tak mam, że odkąd mam dziecko, to zależy mi na tym, by nie było ignorowane, by ktoś się chociaż uśmiechnął i nie był zirytowany jego płaczem. Twój brat to dla Twojego synka bardzo bliski wujek i dlatego doskonale rozumiem Twój żal. Z rodzicami mimo wszystko warto żyć w zgodzie.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecko prócz jego własnego dziecka jest mu najbliższe. dlatego razi mnie ta jego okropna obojętność i chłód. Może się zmieni? Nic na siłę, mój synek jest cudowny a jak on tego nie widzi, to jego problem.

      Usuń
  10. Szkoda, że brat się tak zachowuje, nie docenia tego co w życiu najważniejsze. Bo na kogo innego można liczyć jak nie na rodzeństwo.
    W kwestii rodziców nie pomogę mój ojciec od czasów liceum traktuje mnie jak koleżankę, a nie córkę, na szczęście jest rozkochany w wnuku. Z mamą staram się nie kłócić i gryzę się w język, ale jej zachowanie sprawia, że czasami tak jak Ty nie mam ochoty się z nią spotykać ;(,
    Ja bym się spotkała i starała przemilczeć temat, ze względy na synka. Ale jeśli macie się kłócić to bezsensu. Możesz jeszcze raz przegadać ten temat z nimi przez telefon.
    Zrob tak jak uważasz, że będzie lepiej, bo idealnego wyjścia nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, kłótnie są bez sensu.. tylko je odchorowuję, i jest mi zwyczajnie przykro. W piątek chyba zadzwonię do mamy i wypytam. WIem, że mają duże, piękne auto Wadera dla małego na dzień dziecka, wiem, że młody ucieszy się bardzo z samochodu, też nie jestem z tych, którzy ucinają kontakty dziadków z wnukiem, to sprawa między mną a ojcem, małego nie będę w to mieszać.

      Usuń
  11. Wiem co czujesz. U mnie było podobnie, ale kiedyś, teraz ojciec się zmienił, mimo to ja to pamiętam.
    Myślę, że mogłabyś się spotkać. Za parę dni ochłoniecie i może wyjaśnicie sobie ten spór na spokojnie przy okazji spotkania dziadków z synkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaczynam pękać i chyba się rzeczywiście spotkam, bo do wnuka zachowują się bez zarzutu. Też jestem zdania, że zgoda jest najlepsza, no ale też jakaś bardzo miła dla ojca nie będę..

      Usuń
  12. Ech, jeśli chodzi o brata, to ja mam dwóch - 23 i 19 lat. Pierwszy jest chrzestnym, ale to nie zmienia faktu, że obaj traktują Milenkę jak powietrze. To znaczy nie to, że są niemili. Uśmiechną się do niej, pogłaskają i koniec. Ale wiem, że to dlatego, że są młodzi i głupoty im w głowie. Nie wiedzą, co to dzieci, bo w rodzinie jest tylko nasza córeczka i widzę, że czują się przy niej nieswojo. A co do ojca, to bardzo Ci współczuję. Najgorzej usłyszeć od człowieka, którego szanujesz, takie słowa. To potrafi otworzyć szerzej oczy, zmienić sposób widzenia. Niestety na gorsze... Myślę jednak, że możesz się spotkać w dzień dziecka. W końcu chodzi o wnuka. Tyle, że bym nie udawała, żę nic się nie stało, bo stało...

    OdpowiedzUsuń
  13. no to rozumiesz o co mi chodzi. tez nie bede udawac,ze wszystko gra, ale moj tato jest przekonany,ze to ja problemy robie i porzadnych ludzi denerwuje.dziekuje za wsparcie*

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę ciężka sprawa. Nie mogę Ci nic doradzić, ale napiszę jak bym się zachowała. Spotkałabym się i jeszcze raz spróbowała przetłumaczyć o co chodzi i poprosić o spojrzenie na sprawę z mojej perspektywy, ja często gram na uczuciach. A jeśli to by nie przyniosło skutku, to zrobiłabym awanturę ;) Tyle, że ja mam zadziorny charakter i na swoim postawić zawszę muszę.
    Wiesz co jak przeczytałam co napisałaś o swoim bracie, to pierwsza myśl, która uderzyła mi do głowy, że jest o Ciebie w jakimś sensie zazdrosny. Czy Twój brat zachowuje się w ten sposób tylko w stosunku do Twojego Synka, czy może do Męża też. To trochę dziwne, że mieliście tak dobre relacje, a teraz tak to się odwróciło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to dziwi i martwi, może po prostu taki okres i też jeszcze wiele rzeczy się zmieni? A co do zazdrości, to może cos w tym jest, kiedys mówił do mojej mamy, że moja mama tylko o wnuczku mówi itp, bo do tej pory to mój brat był numer 1 dla rodziców i w zasadzie żył sobie wygodnie jak jedynak.

      Usuń
  15. Bardzo przykry jest Twój wpis - współczuję. Twój brat ewidentnie ma wszystko w czerech literach. Ani wiek, ani "brak podejścia" nie jest wytłumaczeniem. Mój brat ma 20lat a swoje pierwsze spotkanie z moim synkiem zaliczył, gdy Mały miał 5 miesięcy (on mieszka w pl z rodzicami, my w Anglii) i chciał spróbować pomóc mi we wszystkim, a to przewinąć Pierworodnego, nakarmić, ponosić, pogadać do niego...
    Szkoda, że rodzice nie widzą oczywistych rzeczy. Do niedawna mój tatko też był bardzo "władczy" dopóki 4 lata temu nie wyprowadziłam się z domu i nie dałam się z powrotem przez rodziców do niego sprowadzić. Chcieli miec wpływ na najwazniejszą decyzję w moim życiu, a ja miałam inne zdanie, postawiłam na swoim i dzięki temu jestem dziś najszczęśliwszą osobą na świecie.
    Być może powinnaś tak samo chłodno zacząć traktować ich lub brata? Trudno jest radzić, mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie, z tego co piszesz to sama miałaś podobnie. Rodzice często chcą mieć wpływ na dorosłe dzieci, ważne by nie dać sobie wejsć na głowę i wszystkie wazne decyzje w zyciu podejmować samodzielnie.

      Usuń
  16. Asertywność to coś czego mi brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, trudno jest się tego nauczyć, ja cały czas się uczę, ale zalezy mi by być asertywna, by syn brał ze mnie przykład w przyszłosci i nie dawał sobie innym wejsc na głowę.

      Usuń
  17. Ja bym się nie przejmowała! W końcu im przejdzie. Najważniejsza jest teraz Twoja mała rodzinka, a reszta musi się dostosować :P Mój brat ma 21 lat a bardzo lubi czasem zająć się ZOsią, chociaż podejścia nie ma :P Wszystko zależy od tego, co w towarzystwie jest uznawane za normalne. Warto mówić o tym, co Ci nie pasuje ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak warto mówić, a nie robic dobrą minę do złej gry. jestem przeciwnikiem destrukcyjnych kłótni w rodzinie, ale swoje powiedzieć trzeba by nie gromadzić za wiele niepotrzebnych, negatywnych emocji.

      Usuń
    2. Jeśli pozostali członkowie rodziny chcą się porozumieć - będzie dobrze. To nie zależy tylko od Ciebie!

      Usuń
    3. masz rację, w takim przypadku dobra wola musi byc z oby stron.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...