niedziela, 22 czerwca 2014

Ja - matka kwoka.

Jestem matką kwoką. I wcale się tego nie wstydzę. Mój maluch od zawsze ma rytuały. Po pół roczku, kiedy zaczął mieć rozszerzaną dietę posiłki o stałych porach. Codziennie w podobnej godzinie - kąpiel, cycuś i spać. Rytuały i przewidywalność dnia dają mu poczucie bezpieczeństwa. 

Młody i jego potrzeby są na pierwszym miejscu. Teraz póki jest malutki, jak stanie się nastolatkiem, to się zmieni, ale póki był niemowlęciem, a teraz niespełna dwulatkiem - bardzo dbamy by wszystko było jak należy. Na wieczór i porę kąpieli w ogromnej większości jesteśmy w domu, nawet jeśli mamy się zwijać z rodzinnej imprezy. Nie robię tak, że jak jesteśmy wieczorem poza domem to układam go spać w innym pokoju, po czym wracam do gości, by np w okolicach 23.00 wracać do domu, budzić młodego, układać w foteliku samochodowym, później przenosić do łóżeczka, spać, bez kąpieli. Wiem, że moje poglądy nie są popularne, w rodzinie przylgnęła do mnie trochę łatka przewrażliwionej mamy, przypięta od tych co bardziej wyluzowanych. Nie jestem mamą, która da dziecku batona czy czipsy, nie jestem mamą, która da się napić zimnego picia, czy coca coli. Nie pojechałabym z miesięczniakiem w odwiedziny do koleżanki autobusem. Nie stosuję zimnego chowu, nie hartuję dziecka na spacerze w kwietniu w krótkim rękawku i bosych stópkach, moje dziecko ma zawsze na głowie na słońcu czapeczkę, nawet w upały.W torbie od wózka mam zawsze dla niego bluzę, cieplejszą czapkę, jak jest chłodniej to zabieram i kocyk, by wyjąć go i okryć szkraba jak zerwie się zimny wiatr.

Nie uczyłam go samodzielnego zasypiania, nie uczyłam go przesypiania nocy- dorósł do tego sam. A zajęło mu to 20 długich miesięcy. Naturalnie, bez płaczu, na spokojnie, zgodnie ze sobą.

Myślę ze wynika to wszystko z tego, że odkąd mam synka stałam się nadmiernie odpowiedzialna. Czasami jest ciężko, bo trudniej się moze wyluzować. Bo nie potrafiłabym isć na imprezę i zostawić małego w domu. Bo był okres, jak był bardzo malutki, ze miałam poczucie, ze wszystko robię najlepiej przy nim i że po mężu trzeba poprawić;) Nie było to zbyt mądre by idąc tym tokiem dalej to do dzisiaj robiłabym wszystko sama, a jednak wróciłam do pracy, jednak mąż jest takim pełnowartościowym tatą, z którym nie mam obaw zostawić synka. 

Podobno z drugim dzieckiem łatwiej- w sensie takiej nadmiernej opiekuńczości. Ma się doświadczenie z pierwszym, wie się co z czym je, mniej zaskoczy. Podobno. 

Wczoraj byliśmy na koncercie w plenerze. Pogoda nie zachęcała. Chłodno, zaczynał kropić deszcz, pochmurno. Ludzi tłumy. Przewoźne wesołe miasteczko, muzyka, hałas. Mnóstwo stołów, ludzie piwkowali, itp, a w tym tłumie przy stoliku w zatłoczonym ogródku piwnym pod gołym niebem zobaczyłam kobietę z dzieckiem około miesięcznym. Taki maluszek skrzeczący jeszcze. Z czerwoną buźką. Godzina 21.00. Powinien spać wykąpany w ciepłym łóżeczku w domu, ewentualnie przy mamie zasypiać spokojnie przy cycku. A nie na dworzu, w chłodzie, w zaczynającym się deszczu, w głośnej muzyce, w ogródku piwnym, w tłumie ludzi.

Tak było jak wracaliśmy. Naprawdę zimno.



17 komentarzy:

  1. Hmmm, no to ja zadaję kłam temu, że z drugim dzieckiem jest inaczej :) Wiele z tego co napisałaś, mogłabym napisać o sobie, jako o mamie Lilki, mimo że jest naszym drugim dzieckiem. I myślę, że nawet gdybym miała ich czworo, to zawsze Ich potrzeby i rytm dnia dyktowałby to co robimy, planujemy. Czasami myślę, że owszem- to męczące. Tyle, że znam siebie i wiem, że zostanie na imprezie, kiedy przychodzi pora spania Lilki, nie dałoby mi poczucia zadowolenia, bo myślałabym tylko o tym, że Mała jest już zmęczona itd. A zostać po to, żeby komuś zrobić przyjemność, albo nie wyjść na dziwaka? To nie dla mnie :) Zresztą łatka przewrażliwionej mamy, nadana mi przy Elizie, już nie robi na mnie wrażenia :)

    Jestem za to jak najbardziej za "zimnym chowem", ale nie wiem, czy tak samo rozumiemy to pojęcie :) Nigdy nie ubieramy Lilki i Elizy za ciepło, a zimą nie odkręcamy kaloryferów tam gdzie śpią, i czasami jest tam nawet (zimą) po 17stopni. Nasz lekarz jest tym zachwycony :) A i ksiądz, który chodził po kolędzie nas pochwalił, że u nas można normalnie oddychać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zimny chów miałam na mysli, że maluch latem zawsze biega w domu na bosaka i w krótkim rękawku, nawet jeśli z noska lecą gile:P Co do temp w domu, to mam jak Ty- w sypialni 18 stopni, ogrzewanie zimą odkręciłam tam z dwa razy, by sprawdzić czy kaloryfer działa. Ale też mamy ciepłe mieszkanie. Też dziecka nie mozna przegrzewać, ale wolę zabrać, czy mieć w pogotowiu dodatkową bluzę, niż nie zabrać jej wcale.

      Usuń
    2. Dodatkowe (cieplejsze) ubranie też zawsze mamy w pogotowiu, bo nie lubimy wracać do domu, tylko dlatego, że niespodziewanie zaszło słońce. Ponadto, jak już Eliza zakończyła przygodę z pieluchami, zawsze woziliśmy w razie czego dodatkowy zestaw ubrań :) No a przy Lilce, mimo, że do odpieluchowania daleka droga, to i tak go wozimy, bo Ona wszystko chce robić sama, co kończy się z różnym skutkiem :)

      Usuń
    3. przezorny zawsze ubezpieczony. Gdybyś widziała co ja w gości zabieram:) no wszystko co się przyda, lub co się może przydać;)

      Usuń
    4. Haha, mam podobnie :) A ile my rzeczy mamy w bagażniku... Ostatnio mąż coś znalazł, tylko kurczę nie mogę sobie teraz przypomnieć co to było, ale śmialiśmy się chyba z pół godziny, bo to "coś" pamiętało Elizy okres 3-4lat.

      Usuń
  2. Sama mam prawie miesięczne dzieciątko i nin wyobrażam sobie być z nim na jakiejś imprezie plenerowej. Mam ten komfort z mamą która chętnie z nim posiedzi jeśli ewentualnie chcielibysmy gdzies wyjsc:) powiem tak : kazda mama ma swoje metody wychowania i wie co najlepsze jest dla jej ukochanego dziecka i robi dokladnie to,co podpowiada jej instynkt macierzynski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym się zgodzić nie mogę, nie każda mama wie co dla jej dziecka najlepsze, nie kazda jest dobrą mamą... tyle dzieci jest zaniedbanych, aż serce pęka.

      Usuń
  3. hmm... naprawdę uważasz, że dzieci pewnych rzeczy uczyć nie trzeba? że same do czegoś dojrzewają? ja swoje dzieci uczyłam np. zasypiania samemu - nie wyglądało to tak, ze płakały jak szalone a ja to miałam gdzieś....
    to, że dziecko jest najważniejsze... ok... ale ja dla siebie też ważna jestem, dlaczego bym nie miała?
    ja tam żyję w myśl "najpierw maskę tlenową nałóż sobie, a później dziecku", a to że dzieci to moje szczęście idealnie do tego pasuje :))
    zazdroszczę mamom, które mogły wychodzić na spotkania z dziećmi, i te dzieci szły spać wszedzie. ja dbałam (i dbałam) o rytuały, ale raczej z mysla o sobie, im by sie pewnie krzywda nie stała jakby zasneły np. w wózku, tylko ja zawsze panikowałam "to teraz będziemy mieli noc"
    a to, ze każda matka jest inna i naczej dzieci wychowuje? taaak!! i dlatego bron boze nie wolno obrazac innych bo postepuja nie tak jak my z naszymi dziecmi- lubie czytac o metodach innych ludzi, czasami nawet cos mi sie u siebie udaje wdrożyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DO niektórych rzeczy dzieci dorastają same, innych można dziecko nauczyć, albo dziecku pomóc. Zaciekawiło mnie co miałas konkretnie na mysli pisząc o masce tlenowej- jaki tu jest tok myslenia. Bo ja np za młodym skoczę w ogień i jego życie stawiam nad swoim. Przynajmniej na tym etapie życia, kiedy jest taki mały i bezbronny.

      Usuń
  4. Eh... ja też jestem matką-kwoką. Moja Babcia jest, moja Mama też. To chyba u nas rodzinne. I czasami zastanawiam się czy to dobrze. Czy nie zrobię tym krzywdy Miśce. Tą nadopiekuńczością, chęcią kontroli, zapobiegania wszystkim sytuacjom mogącym zaburzyć mój matczyny spokój. Czy nie będzie chowana pod kloszem... Czasami zazdroszczę tym wyluzowanym i sama chciałabym mieć więcej luzu. Nie oceniam ich choć tak, jak i Ty jestem przez nich oceniana i uważana za tą przewrażliwioną. Ale nie umiem inaczej, Jestem Michalince w 100% oddana. Nie potrafię wychowywać, tylko uczę miłością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slicznie napisałaś... też tak czuję właśnie- oddana mojemu synkowi w 100%. Nie potrafię inaczej. Teraz jednak muszę wychowywać i wprowadzać zakazy, bo mamy początki buntu dwulatka;)

      Usuń
  5. Wiesz, ja uważam, że dziecko owszem należy chronić. Szczególnie tak do pół roku (bo w 5 miesiącu najmniejsza jest odporność - poziom przeciwciał we krwi dziecka), ale nie tyle przed pogodą, co przed skupiskami ludzkimi (są źródłem wszelkich infekcji), za to później można już stopniowo luzować. Oczywiście trzeba obserwować dziecko, nie rzucać się od razu na głęboką wodę, a powoli oswajać z innymi sytuacjami. Pisałam Ci, że jechaliśmy w zeszłym roku przez pół Polski w wakacje pociągiem. Oczywiście to nie było tak, że od razu wybraliśmy się tak daleko. Najpierw były krótsze wycieczki. Nie lubię sztywnych godzin chodzenia spać, wolę żeby Młoda mogła z nami uczestniczyć w życiu jakie toczymy. Oczywiście nie chodzi mi o całonocne zabawy, ale o 23 wracać do domu to nam się zdarza (nie tak często oczywiście). I iść na spacer gdy pada... No i moje dziecko od 2 miesięcy po domu biega prawie zawsze boso. Tak jak my zresztą. Mam chyba uraz do "ciepłego chowu", bo sama się w takim wychowałam. I niestety wcale nie przyczyniło się mi to do zdrowia.
    Jednak każdy postępuje jak mu instynkt podpowiada. Można przecież założyć, że nasze dzieci są do nas podobne i mają podobne do nas potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byśmy się źle nie zrozumiały- ja jestem przeciwniczką przegrzewania dzieci. I sama nie przegrzewam. Ale też nie widziałoby mi się by młody był zbyt lekko ubrany w mysl zasady ze musi się hartować. Np też byłam zszokowany, jak np synek księżnej Kate po narodzinach nie miał na głowce czapeczki. Może to po prostu taki polski fetysz by maluszek miał czapkę na głowie, ale ja sobie nie wyobrażam wyjść z noworodkiem bez czapeczki.

      Usuń
  6. Ja tez jestem za tym zeby dzieci mialy dyscypline. Wieczorem kapiel o 20, kaszka, bajka i lulu. Jakies zasady musza byc, inaczej schodza pozniej na manowce.

    OdpowiedzUsuń
  7. My również mamy kilka rytuałów, które przestrzegamy z przyzwyczajenia już po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś dobrą, ciepłą, dbającą o swoje dziecko Mamą. Nie widzę w Twoim zachowaniu ani w pojmowaniu codzienności czegoś nad wyraz dziwnego... Dla mnie również zaskakujące jest to, że niektórzy rodzice z taką łatwością i lekkomyślnością traktują swoje najmniejsze pociechy - "wystawiając" je na niestosowne bodźce. W życiu nie poszłabym z miesięcznym (ani nawet z kilkumiesięcznym) bobasem na festyn, koncert i tego typu zabawę. Za dnia NIE a w nocy, po stokroć NIE... Noc jest przeznaczona na spokojny, regeneracyjny sen.

    Przestrzeganie rytuałów jest bardzo ważne - daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. To dobrze, że traktujecie swoje rodzicielskie powołanie poważnie i odpowiedzialnie :).

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję CI za takie miłe słowa! jak dziewczyny wyżej tez mysle, ze rytuały i spokojne ułożenie do snu jest bardo wazne i buduje poczucie bezpieczeństwa.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...