wtorek, 4 listopada 2014

Jak nauczyć męża sprzątać?

Jestem zmęczona. Rano jade do pracy, pracuję 8-16.00. Po pracy jadę na zakupy, w drodze do domu. Spieszę się, by zmienić opiekunkę. W domu zajmuję sie małym, kazdy kto ma dwulatka, wie jak takie dziecko jest wymagające. Do tego mamy problem z kupami na nocnik o czym jeszcze napiszę...

Po pracy robię obiad, by moj przemęczony biurową pracą mąż mogł zaraz po powrocie zjeść ciepły posiłek. Czy wymagam dużo,by po tym obiedzie zmył naczynia? Czy to faktycznie tak dużo, ze prawie zawsze jest o to problem? I tak w końcu zmyje, ale probuje negocjowac, ze może zmyje rano, a ja nie znosze jak brudne naczynia leżą przez noc.

Albo czy to kosmos, ze co weekend trzeba sprzątać w domu? 

Widocznie dla mojego męża tak, bo prawie co niedziela jest o to afera. Bo on zmęczony po pracy, bo bolą go plecki, a to źle spał, a bo mu bałagan nie przeszkadza, bo nie mamy na weekend gości, to po co sprzątać itp. W końcu sie za to zabierze, ale ile muszę sie nagadać... 

Jak czytam na blogach o pracowitych w domu mężach, ktorzy po prostu robią a nie gadają, ktorych nie trzeba prosic o oczywiste rzeczy takie jak zmycie naczyn, rozwieszenie prania, odkurzenie w mieszkaniu.

Na prasowanie juz sie zbuntowalam, prasuję tylko rzeczy swoje i malego, posciel, ale np nie prasuję koszulek slubnego, ktorych ma pelno. Efekt - mężus ostatni raz prasowal w wakacje,wiec wyprasowane tshirty mu sie skonczyly. Zaczelo mnie to wkurzac, bo w szafie z prasowaniem zaczelo byc ciasno, wiec schowalam te niewyprasowane do jego ubran, myślac, ze to go zmotywuje. 

Jak myslicie, zmotywowało go to?:-)

Nie. Nosi niewyprasowane:-):-)

Przyklady można mnożyć.

A wynoszenie śmieci to bajka... jak sie dosyć zbierze,ze nie mieści się w koszach  wystawiam na balkon, wtedy ślubny pod osłoną nocy lub bladym świtem,  pomyka z naręczami. I tak się już poprawił...

Wyegzekwowalam, że kąpie małego co wieczor, robi mu mleko juz od dluzszego czasu, przyznam, ze jesli chodzi o synka, to w wieczornych rytuałach uzupełniamy się.

Ach, tak zazdroszczę żonom, których męzowie lubią gotować, sprzątaja bez marudzenia i bez pokazywania palcem co mają zrobic. Moj jest zaangazowany w prace zawodowa i mówi, ze to wystarczy. Ale ja tez chodzę do pracy. Czuję się czasem jak robot od wszystkiego. 

18 komentarzy:

  1. :( Współczuję, bo ja akurat należę do tych, którym zazdrościsz :p Wyjątkowo uparty ten Twój wybranek :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Upart, tym bardziej,ze jego mama jest pedantką:-) zawsze zartuję,ze mnie oszukał, bo za kawalera jego pokój lśnil czystością.

    OdpowiedzUsuń
  3. Madziu, u mnie również to temat rzeka, jednak widzę, że mój mąż jest trochę bardziej zaangażowany :) On od noworodka kąpał obydwie dziewczynki- ja kąpię tylko wtedy, kiedy nie ma Go wieczorem w domu. Marcin zmywa w domu naczynia i wynosi śmieci. Ale- nic poza tym. I ktoś powie, że przecież "siedzę" w domu, to co mi tam- powinnam to wszystko wziąć na siebie. A ja się z tym nie zgodzę, bo niby dlaczego?! Wszyscy brudzimy, wszyscy korzystamy z wanny, toalety itd. To, co mnie najbardziej wkurza w Marcinie to to, że On zupełnie nie widzi potrzeby, żeby posprzątać. Kiedy ja czasami o 22-giej zabieram się za mycie podłóg, On zaczyna swoją śpiewkę: ale po co, nie jest tak źle itd... Jasne- jak już będą czarne i będziemy się przyklejać, to wtedy mam je myć?!

    Obiecałam sobie, że gdy pójdę do pracy, to będziemy mieć w kwestii sprzątanie dyżury. Gotowania zresztą też, bo mój mąż chciał iść do szkoły gastronomicznej, a teraz jedyne co zrobi od wielkiego dzwonu to tosty Elizie i obierze ziemniaki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, skad to znam, ze przeciez jest czysto, ze papieza goscić nie bedziemy... tez myslalam,ze jak wroce do pracy to bedzie pol na pol, jednak nie... chyba ze zagonie do roboty.

      Usuń
  4. Ja mam nie lepiej, raz na jakiś czas jak zrobię awanturę to M bierze się do roboty, ale mija tydzień, dwa i znowu to samo.
    Jedyne co M robin czesto to odkurzacze mieszkania, gdy pies zaczyna liniećwiczenia. No i gotuje jak ma lepszy dzień, ale do zmywarki, ba nawet do zlewu to naczyń po sobie nie pozbiera.
    I zawsze gdy przychodzi co do czego to mówi jak bardzo jest zmęczony swoją pracą ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmeczony popracy... biedaczek, jakbym o swoim czytala....:-)

      Usuń
  5. Mój mąż bez marudzenia większego spełnia moje prośby (i za jego wychowanie wdzięczna będę teściom mimo wielu tarć i różnic), ale często udaje mu się mnie przekonać, że nie warto sprzątać, bo coś ciekawszego jest do zrobienia. I ja z nim zgadzam. Prasujemy tylko to co jest na wielkie wyjścia - zwykle jego koszulę - robię to ja, bo lepiej umiem. Ale nie kalam się myciem podłogi czy jakimikolwiek naprawami w domu. Pani domu ze mnie żadna, a na pewno już nie perfekcyjna :-/... Ale żyjemy jakoś, brudem nie zarośliśmy. Obiady gotuję na 2-3 dni (nawet jeśli mam wolne) Widocznie jeśli chodzi o prowadzenie domu jest we mnie trochę męskiej natury :P.
    Może trzeba do znudzenia marudzić, marudzić i marudzić... Wiercić dziurę w brzuchu do znudzenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierce to mowi, ze zrzedze i jestem jak jego matks:-) cwaniak, tym tekstem zamyka mi skutecznie usta bo nie chce mu sie z matka kojrzyc:-) a Wy fajnie sie w kwestii porzadkow dogadujecie i uzupelniacie:-)

      Usuń
  6. Mam gorzej, pocieszę Cię. Wszystko wynosi się z domu i u mnie to się sprawdza. Moja teściowa robiła wszystko za swojego syna (mojego męża), a raczej po prostu nie goniła go do sprzątania i teraz nie mam prawie żadnej pomocy. Zresztą jest strasznie uparty jak reszta jego rodzeństwa i każdy u nich z osobna żyje swoim życiem i nie lubi rozkazywania. U mnie jest jeszcze taka sytuacja, że mąż wychował się w blokowisku, a ja w domu i on nie jest przyzwyczajony do tego, że nie wszystko jest pod nos tak jak w bloku, do tego jest podwórko.
    Muszę się pochwalić za to swoimi rodzicami - są bardzo pracowitymi ludźmi, wychowanymi w biednych domach i wszystkiego dorobili się sami od zera. Ja całe życie ich obserwowałam i naśladowałam, dzięki temu nie robię z siebie księżniczki i robię co się da, ale teraz też kosztem zmęczenia.
    Myślę, że masz się o co czepiać, bo oboje pracujecie, więc mąż mógłby ruszyć tyłek i Ci pomóc. Pisałaś nie raz, że dużo ze sobą rozmawiacie, więc poruszaj coraz ten temat i chwal go jeśli coś zrobi, a prawdopodobnie to podziała tak, że będzie robił częściej - postępuj jak z dzieckiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwalę, chwalę... a rozmawiamy i tluke mu do glowy, ale on w kwestii porzadkow jesttrudnym przypadkiem.

      Usuń
  7. To ja mogę się z Tobą łączyć w "bólu" bo u mnie jest podobnie. Mąż posprząta, ale jak go pomęczę prośbami. Jak sprzątam, to mówi, że to bez sensu - ciągle biegać z odkurzaczem...a odkurzam tylko 1-2 razy w tygodniu!!!
    Ubrania które zdejmuje po pracy wiszą na krześle dopóki ja ich nie sprzątnę, bo zwyczajnie nie ma gdzie usiąść...
    Wszystko robię ja a mąż siedzi i gra na kompie...Nawet nie zapyta czy mi pomóc, a przecież przy tym wszystkim jeszcze dziecko uwieszone na mnie..
    W ostatnią niedzielę fatalnie się czułam - bolał mnie brzuch, głowa i najchętniej bym się położyła, a wiadomo, że przy dziecku o to trudno. Co zrobił mój mąż? Sam poszedł spać.
    Kiedyś jak byłam przeziębiona, zrobiłam sobie mleko z miodem, kanapki, przyszłam się położyć (on oczywiście grał na kompie), a mój mąż do mnie " a dla mnie kanapki??"...no ręce mi opadły...jak on jest chory albo źle się czuje, to najlepiej w ogóle się do niego nie dotykać. Kładzie się do łóżka i ma wszystko w nosie. a jeszcze potrafi mieć pretensje, że mu lekarstwa nie podałam.
    Jak ja się źle czuję, to nie mogę się położyć, muszę sobie sama zrobić kolację i jeszcze zająć się dzieckiem, bo tatuś przecież jest zmęczony.

    Całe szczęście, że takich sytuacji nie jest za dużo, ale nawet jak zdarzają się od czasu do czasu, to potrafią wyprowadzić z równowagi.

    My się za chwilę wyprowadzamy od teściów. Ciekawa jestem jak będzie jak zamieszkamy sami...oboje pracujemy i oboje mamy prawo być zmęczeni, a domem i dzieckiem trzeba się zająć bez względu na wszystko.

    dlatego nie umiem Ci nic doradzić, bo sama chętnie posłuchałabym jakiejś rady:) tylko skutecznej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz z nim powaznie porozmawiac, bo powinien robic wiecej, zdecydowanie... jak sie teraz nie postawimy to pozniej bedzie trudniej, zatem zaczynamy:-)

      Usuń
  8. Kochana faceci tacy już są. Trzeba powtarzać milion razy i krzyczeć ile wlezie. Nie myć garów, nie prasować, nie gotować to się ockną na chwilę. A potem znów zapomną. Ich mózgi są jakoś od du... strony zbudowane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie! Jak raz zastawil pol balkonu worami ze smieciami , ze nie moglsie z nimi zabrac, to sie poprawil:-)

      Usuń
  9. Wiesz, pytanie jeśli każesz mu robić znacznie więcej, a później nie doceniasz jego pracy no to faktycznie może pojawiać się problem. Mój mąż np wie, że w weekend ma wycierać kurze w pokoju, odkurzać i zamiatać schody. W kuchni jakoś też zawsze go pełno i chętnie zrobi coś dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, to zazdroszcze, moj lubi tylko pomagac,ale przyznam, ze lubi robic w mięsie i dobre kotlety mielone:-)wiec angazuje go do tak zwanej czarnej roboty:-)

      Usuń
  10. Kochana, znam to bardzo dobrze!!! Moj tylko wynosi smieci i robi duze zakupy w weekendy. W kuchni potrafi pichcic, ale tylko wtedy, kiedy ja wyjezdzam. Tak to jest z tymi chłopami...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest grane z tymi facetami? Trzeba zagonic ich do roboty, tez maja po dwie rece przeciez

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...