poniedziałek, 15 grudnia 2014

O dawnej przyjaźni. A w zasadzie o jej końcu.

To było drugiego lub trzeciego dnia na studiach, bylysmy na jednym kierunku, podeszła do mnie, zagadała i tak już zostało. Zaprzyjaźnilysmy sie, z miesiąca na miesiąc bardziej, ja miałam etap zachłyśnięcia się studenckim życiem, które wydawalo mi się cudowne w porównniu do kujońskiego czasu LO. Tu nagle zaczęłam mieć cała masę kolegów ( męski kierunek), chodzić do pubów, gdzie godziny spędzalo się przy piwku maglując rózne egzystencjonalne i przyziemne tematy, troszke imprez, zaczęlam się czuć tak naprawdę lubiana, wreszcie otaczało mnie mnóstwo fajnych ludzi:-) Do tego ja i moja przyjaciółka zakochałyśmy się w róznych facetach, wyznając sobie te uczucia z rumieńcami na policzkach ...

Minął rok.
Uczucie mojej przyjaciółki do tamtego - nieodwzajemnione wygasało, moje do tego drugiego - nieodwzajemnione, lol, jeszcze się tliło.

Nadal nierozłaczne.

Minął drugi rok studiów.
Wyjechałam zagranicę na 3 miesiące wakacji, sama. Tam pracowałam, poznawałam ludzi, wrócilam, powiedzmy- odmieniona:-) Mojej przyjaciółce przeszedł zupełnie afekt, mi tez i swiętowałyśmy to zatem:-)

Rok trzeci.
Co zrobić, serce nie sługa. Ja i obiekt dawnego zakochania mojej przyjaciólki zakochalismy sie w sobie szalenie. Mialam wyrzuty sumienia, ale jak rozmawialam z nią, to mowila, ze ok, ze już dawno jej przeszlo. Ale jak zaczęłam z nim być, właczyl sie jej syndrom psa ogrodnika, co sam nie zje, a innemu nie da. Pogodziłyśmy sie jednak, spotykaliśmy we trójke, byłam przekonana, ze teraz naszej przyjaźni nic nie zniszczy.

Rok czwarty i piąty.
Przyjaźń nadal kwitła. Byłam dla niej zawsze, na kazde skinienie,mogła na mnie liczyć, zawsze mialam czas by pogadać, wesprzeć,pomoc jak buła w szpitalu, albo jak czekał ją samotny sylwester ja mimo tego, ze chcielismy z moim menem spedzic go we dwoje, spedziliśmy z nią, we trójke:-)

Rok szósty.
Zaręczyny, ja i mój bierzemy ślub. Jest zaproszona, spotykamy sie czesto, jednak suknia, dodatki wszystko wybieram sama. Wtedy to jeszcze nie dało mi do myślenia. Gdy rozwozimy zaproszenia jej nie ma w domu. Pozniej znowu coś, jej zaproszenie jako jedyne nie zostało doreczone, mam je do dzis w moim pudle wspomnień. Na naszym weselu jednak i poprawinach bawimy się świetnie.

Rok siódmy.
Przyjaźn nadal trwa. Widzimy sie czesto, mieszkamy w jednym mieście. Mailujemy prawie codzien, smsy...bywamy w rodzinie...
Ale pod koniec siódmego roku wyczuwam dystans. Nie interesuje ją co mam do powiedzenia, rozmawiamy prawie tylko o niej, jej sprawach, jej zyciu. Ostatni raz jak jest u mnie w domu, na moja opowiesc, ze nie jestem gotowa na dziecko widze ukryte łzy w jej oczach, jestem zaskoczona i udaję, ze tego nie widzę...

Sam początek roku ósmego...
Ona sie odcina. Murem.
Przestaje sie odzywać, nie odpisuje na smsy.
Ja odpuszczam bo nic na siłę... jestem przekonana,ze to chwilowr, ale mija miesiąc, drugi, trzeci. piszę jej życzenia na urodziny, dostaję suche "dzięki", wiem, ze to koniec.

Widziałam ją pozniej z 2,moze 3x na ulicy z daleka. Ostatni raz widzę ją twarzą w twarz tuz przed świetami 4 lata temu. Stala na ulicy, czekała na kogoś. Jak mnie zobaczyła, odwróciła się na pięcie jakby chciała uciec. Ja powiedziałam jej pierwsza czesc, ona odpowiedziala mi z przekąsem, niechętnie, znałam ten ton głosu, ale do mnie tak nigdy nie mówila. Wracalam do domu, sypał śnieg, ryczałam pół drogi.

Wolałabym, by skonczyla to od razu, a nie przez lata udawala bliska przyjaciolke. Bardzo przezyłam jej odejście z mojego życia.

Mój za to nie ufał jej nigdy i przestrzegał mnie. Nie chciaļam słuchac, co on tam wie, myślałam, wszak ja i ona byłyśmy jak siostry.


10 komentarzy:

  1. bliski jakiś ten temat mojemu sercu. ostatnio też wiele myślę przyjaźniach.. i o "przyjaźniach".

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz... ja też miałam podobne przeżycia. Zawiodłam się na koleżance z pracy która wydawała się być wręcz przyjaciółką. Niestety czekała tylko na mój stołek i tak sprytnie mną kierowała bym tylko go zwolniła. Ryczałam nie raz... a podobnie jak Tobie również mnie przed nią ostrzegano. Nikt o niej dobrze nie mówił, a ja ją ślepo broniłam... ach. Człowiek niestety uczy się na błędach tylko pytanie dlaczego jest taki naiwny??

    OdpowiedzUsuń
  3. To smutne, że przyjaźń, się czasem tak kończy. Szkoda, że nie doceniła tego co was łączyło, myślę, że kiedyś tego pożałuje. Zrozumie, że straciła przez własną głupotę kogoś kto był przy niej i na kogo zawsze mogła liczyć. Teraz bardzo ciężko o taką osobę.
    Niestety nie spotkałam takiej osoby na studiach, też kończyłam męski kierunek i miałam dużo znajomych facetów, a kobiecie ciężko się przyjaźnić z mężczyzną bo każdy widzi podteksty. Jedyną przyjaciółkę straciłam po jej ślubie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak sobie myślę, że może właśnie byłyście za blisko i wypaliłyście się... Może tak miało być, a może jeszcze :zejdziecie się... Pisałam kiedyś CI o przyjaciółce ze studiów - tak sobie właśnie o niej pomyślałam, że poza moja rodzoną siostrą nie ma drugiej osoby, która tak by mnie irytowała - niektórymi poglądami, postępowaniem, życiowymi decyzjami. I vice versa zresztą - gdy ja postanowiłam nie iść na staż po studiach, a na rok zająć się Młodą ona była wściekła, nawet nasłała na mnie wspólnego znajomego, który przyszedł (niby pogadać o stażu), a posunął się nawet do krzyków "Co ja robię?", "Na dziecko potrzebne są pieniądze". Oczywiście wszystko zakończyło się śmiechem. I wiem, że było wyrazem troski i życzliwości. Czas jednak sprawił, że z tą moją kochaną B. stałyśmy się bardzo różne, zaczęłyśmy żyć skrajnie inaczej (ona robi ładną karierę, żyje w związku bez papierka, ja na razie poświęcam się rodzinie), że chyba nasze spotkania prowadziłyby do awantur (a mieszkamy dosłownie dwa bloki od siebie - po ulicy ze 100 metrów). Między nami są zdawkowe grzeczności, trochę wspomnień (jak się już spotkamy), plotki o znajomych... Może tak ma być, żeby zostało coś na później. I pewnie też obie sobie zazdrościmy. Na studiach to ja miałam robić karierę, jeździć po świecie (zanim poznałam Męża swojego nie zakładałam opcji - założenie rodziny), ona chciała mieć dzieci, fajnego faceta, a "zarabiać tylko na waciki". Los jednak inaczej się ułożył. Do czego zmierzam? Czasem milczenie, a nawet to, że ktoś Cię "olewa" może być jedynym sposobem na przeczekanie pewnych sytuacji. A jeśli i one nie skończą się - to chociaż dobre wspomnienia zostaną. To też się liczy... I tak sobie myślę też - że nie ma nigdy pełnej wzajemności w kontaktach z drugim człowiekiem, zawsze jedno jest bardziej zaangażowane lub inaczej postrzega relacje.
    Rozpisałam się strasznie, ale nie traktuj tego jak "mądrości", ale takie zwykłą gadaninę babską ;). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo przykre zakończenie znajomości...

    OdpowiedzUsuń
  6. Smutne zakończenie, zwłaszcza że brzmi bardzo znajomo...

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, ze tak sie to wszystko skonczylo, rozumiem Twoje rozczarowanie. Są jednak ludzie i ludziska i dopiero takie rozne zyciowe sytuacje pokazuja nam, kto ile jest wart. Uczymy sie na błedach, uczymy sie całe zycie...
    Pozdrawiam serdecznie, całusy dla synka:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też miałam przyjaciółkę w liceum, ale zaczęła mną później manipulować, wykorzystywać... Zerwałam z nią kontakt, nie mogłam żyć w takiej znajomości :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że nigdy nie była przyjacielem. Prawdziwy przyjaciel słucha przede wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny..:-) bylo, minęło, trzeba zyc dalej, a lepiej miec jasna sytuacje niz zakamuflowanego wroga, ktory udaje przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...