czwartek, 31 grudnia 2015

Ostatni...

Życzę Wam Kochani samego dobra w życiu, Bożego Błogosławieństwa i samych szczęśliwych chwil. Niech się Wam układa w małzenstwach, związkach,  niech maluchy rosną zdrowo i pojawiają się oczekiwane brzuszki;-)

Ja na szampańską zabawę nie liczę, bo odkąd ciąże i dzieci, to w sylwka kwitnę w domu z lampką szampana o 21.00;-) 

Ale kiedyś się spełni moje i męża marzenie i powitamy Nowy rok na Kozim Wierchu;-) a później zabawa i picie w schronisku w Pięciu Stawach do białego rana, jak sił starczy:-)  Wersja bardziej lekka, to Nowy rok na Giewoncie ;-)

A kiedyś.... jak już będziemy starymi prykami utniemy sobie sylwka gdzieś na lajcie pod palmami. 

A dziś... Niunia śpi, synuś zasypia, szampan 7% chłodzi się w lodówce,  słabszego nie było;-) 

To do zobaczenia w 2016, aby był jak najlepszy i jak najpiękniejszy!

Źródło- Internet 

środa, 30 grudnia 2015

Rok temu...

Rok temu dowiedziałam się, że pod moim sercem zaczeło sie nowe życie.
Jeszcze nie wiedziałam, czy uda sie donosić zdrowe maleństwo, jak to się potoczy. Tym bardziej, że po kilku godzinach od pozytywnego testu ciązowego przyszlo krwawienie, które postawiło całą tą wielką radość pod znakiem zapytania. Nie pytajcie jaki rok temu miałam sylwester:-P

Ale nadzieja została, której uchwyciłam się mocno. I równie mocno walczyłam o każdy tydzień tej 39 tygodniowej ciąży. Udało się!

wtorek, 22 grudnia 2015

Najpiękniejszy śnieg leży w Tatrach.

Pogoda wiosenna, już 5 lat z rzędu nie będzie białych świąt, ostatnie takie były w 2010 roku...

Zapraszam zatem do oglądania moich zdjęć z najpiękniejszego miejsca w Polsce z polskich Tatr...:)
Zdjęcia z 2008 roku. Zapraszam Was na Czerwone Wierchy.

niedziela, 20 grudnia 2015

4 dni do Wigilii...

Za kilka dni Boże Narodzenie. 

Moje zmęczenie sięga czasem zenitu. 
Maleńka potrafi być megawymagająca i bezkompromisowa. 
Starszego mi czasem żal,  ze mloda uwieszona na moich rękach, więc nie zawsze mam dla niego czas, co mi doskwiera... taki okres, muszę przeczekać. 

Znajdujemy na szczęście chwile, kiedy wszyscy razem możemy wyjść na spacer... wtedy prawdziwie odpoczywam.

piątek, 18 grudnia 2015

Wstydliwy problem.

Borykam się z tym od lat. Nasiliło się pod koniec ciąży,  a teraz to tak wygląda,  że uuuu. Pogrzebalam w necie i znalazłam, nazywa się toto "rogowacenie mieszkowe". Objawy pasują do mnie jak ulał. Fotki dalej, bo nie chcę na głównej straszyć:

sobota, 12 grudnia 2015

Duchowa adopcja.

Pierwsze przyrzeczenie duchowej adopcji zlozylam 28 grudnia 2011 roku. Pisałam o tym <tutaj>. Bóg chciał, że moje duchowo adoptowane dzieciątko rosło równoczesnie z moim w brzuchu, dzieliło je raptem kilka dni.

środa, 9 grudnia 2015

Brak mi przyjaciółki.

Właśnie... dlaczego zaczęłam pisać bloga. 
Ha! Palnę na wejściu, że brakowało mi bratniej duszy, koleżanek, kogoś z kim mogłabym dzielić się problemami związanymi z dzieckiem, życiem. Brakowało mi kogoś komu mogłabym się zwierzyc. Nauczona doświadczeniem w życiu realnym trochę boję się tak do końca zaufać. Koleżanki są, tez w pracy... Ale to powierzchowne raczej znajomości, nie nazwałbym ich przyjaciółkami. Inne przyjaźnie się skończyły, kiedy skończyła się szkoła,  studia,  każdy poszedł w swoją stronę. Pewnego dnia obudziłam się z przeswiadczeniem,  że nie mam z kim za bardzo wyskoczyć na babskie plotki, zakupy, do kina... z którą mogłabym się odchudzać.,wstyd, no trochę mi wstyd. Pisałam o tym <tu równo rok temu> Trochę czuję się jak dzikus,  bo każda ma pełno koleżanek,  a ja? 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Pa pa ósemeczko!

Mój mały sukces... w sobotę na jeden dzień wskoczył 79,1kg, ale od dwóch dni jest 79,7kg. Zatem żegnaj ósemko z przodu! I tak za długo cię tolerowałam ;-))

Czuję te 3kg mniej. Niby niewiele, ale...cieszy!

Choć bardzo długa droga przede mną. Wiem, że dam radę, chociaż czasami jest mi ciężko,  bo niestety lubię jeść ;-) jednak każdy zrzucony kilogram przybliża mnie do upragnionego celu- bycia szczupłą.... a wiem, że samo się nie zrobi. 

Przyznam się Wam tu,ze w 2010 roku kiedy odchudzilam się mocno z około 75kg na 58kg (wzrost 177cm) - otarłam się o zaburzenia odżywiania. Głód stał się moim sprzymierzeńcem,  on znaczył, że tracilam wagę. Mimo to o jedzeniu myślałam w zasadzie non stop: co jadłam, co zjem, czy mogę to zjeść,  no paranoja. I ciągle mi było mało. W końcu zamarzylam o wadze 54kg, bo ciągle zdawało mi się,  ze przydałoby się coś zrzucić. Oczywiście jadłam mega zdrowo, codziennie (tak codziennie) robiłam sobie świeże soki z sokowirówki, dużo warzyw, owoców, nie jadłam żadnego mięsa prócz ryb. Słodycze? Ilości śladowe... pieczywo?  Nie istniało dla mnie. Do tego lewatywy: -) Zasady Tombaka;-) regularne badania krwi.  I tak się bujałam;-)

A wiecie co mnie powstrzymało przed dalszym chudnieciem? To,ze chciałam mieć w przyszłości dzieci,  a bałam się, ze od tego spadku wagi zatrzyma mi się okres i nawalę sobie w hormonach. Tego się bałam bardzo, bo to nie żarty. 

Teraz wiem, że tamto jest za mną, już nigdy nie zamarze o wadze 54kg. Teraz marzeniem jest 64. Realnym, osiągalnym. I jak patrzę na obecne 79 to trochę mi mina rzędnie, ale...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie. "



piątek, 4 grudnia 2015

Kur...

Nie mam nic dla siebie. Każdy mój dzień jest taki podobny... a dużo nie chcę, po prostu strasznie zamarzylam, że pójdę sobie na wieczorny seans do kina, ale w tym zas*anym kinie w moim mieście tych  filmów nie grają, na których mi zależało,  a tak się podjarałam, a tu figa. Jestem wkurzona.

Do tego jak wyjeżdżam gdzieś z domu (na zakupy, hahaha) to zawsze zabieram starszaka że sobą, a mąż zostaje z córcią. I kurcze prawie zawsze jak wracam, (a uwierzcie robię te zakupy z językiem na brodzie i nie zamulam, nie ma mnie max godzinę, najczęściej 45min i jestem z powrotem) mała ryczy lub marudzi. No kuśwa. 

Na wejściu słyszę, że mała jest złośliwa i swojego biednego tatę stresuje! Fakt mała ma charakterek i potrafi być wymagajaca, ale do diaska zostawiam ją nakarmiona, przewiniętą. Dziś nie było nas pół godziny, bo pojechałam do Jyska po świecznik. No i wracam, a Malutka popłakuje, a zostawiłam ją śpiącą w bujaczku jak wychodziłam. A może ona czuje, że mama wychodzi? Czy faceci mają dwie lewe ręce do takich maluchów czy co? 

PS. Mam nadzieję, że chociaż Zmierzch uda mi się w niedzielę obejrzeć. Może to kicz,ale bardzo lubię całą Sagę:-) I film i książki. Brak mi tego romantyzmu czasami... taka proza życia jest czasem przytłaczająca... :-(

środa, 2 grudnia 2015

Mój trzylatek u dentysty.

Wczoraj wybrałam się ze starszakiem do dentysty na wizytę adaptacyjną. Ustaliłam wcześniej, że chodzi o przegląd ząbków i jeśli maluch pozwoli fluoryzację. Tez zależało mi, by poznał gabinet i taka wizytę kojarzył z czyms miłym, czego w żadnym razie nie trzeba się obawiać. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

Aaaaaaaaaaaa!!!

Padam.
Ktoś podmienił mi córkę.
Z 3 godzin snu pod rząd w dzień zrobiła się jedna.
I jakieś krótkie śmieszne drzemki.
Do tego marudzi, jęczy, zrzędzi, ryczy.
Ciągle chce na ręce.
Mam ochotę uciec. 
Do tego starszak nie ułatwia. Też się drze w dzień, często ją przebudzi.
Jezu, jaka ja jestem zmęczona.
Jak ktoś mi powie, że mała różnica wieku jest super, to się zbrechtam po pachy.

sobota, 28 listopada 2015

Kuli-porażka, czyli ciastka węgielki :-P

Jak wiecie raz na jakiś czas lubię zrobić coś słodkiego. Z racji tego, ze mam gazowy piekarnik bardzo rzadko cos w nim piekę, bo to ryzyk fizyk, albo sie uda albo jest taki wstyd, że klękajcie narody:-) po dwoch ciastach marchewkowych, ktore nadawały sie tylko do kosza i po dwóch piernikach na miodzie, w ktorych spód sie przypiekł, a w środku był klejący zakalec uleczyłam sie z chęci pieczenia ciast na cały 2015:-P

Jednak idą święta, naczytałam się Waszych blogów, pozazdrościłam, a że zawsze miałam ciągotki do pieczenia ciast( mimo wielu falstartów) to zamarzyłam, że upiekę ciasteczka.

Plan był ambitny. Wyszukałam w necie najprostszy przepis na ciasteczka maślane. Z takich "ktorych- nie- da-się-zepsuć". No łatwizna. Bajka. Pod przepisem mnóstwo pochwalnych opinii w stylu "cudo ciasteczka", "rozplywaja sie w ustach", "bajecznie kruchutkie", "zniknely z talerza w pół godziny", no no. 

Upiekłam. 
I co wyszło? Oto przysmak kominiarza:

czwartek, 26 listopada 2015

The best Christmas movie ever:-):-):-)

Co roku to oglądam. Od lat. No nie mogę! Kocham ten film przed świętami. Może i jest głupkowaty, ale za dzieciaka szalenie mnie bawił, a jak sie pojawiał w TV to wiadomo było, ze swieta już blisko:-) i bawi mnie do teraz, chicham się jak glupia, Chevy Chase jako ojciec rodziny jest genialny!

źródło

wtorek, 24 listopada 2015

80,6 kg. Czekam na ciebie siódemeczko!

80,6 kg.

Cos się zaczyna powoli dziać. Dwa dni temu było 80,4, ale dzis nieco wiecej, zatem tamto sie nie liczy:-) Generalnie się trzymam, jem o wiele mniej słodkiego, np 3 male ciasteczka do kawy, a nie pół paczki:-) Nie jem wcale pieczywa, obiadu nakładam sobie połowę dotychczasowej porcji. Nie piję wcale słodkich napoi, jedynie czasem sok. Staram się nie jeść po 19.00, chociaż nie zawsze mi wyjdzie, jak np mąż chce otworzyć paczkę z wedzonym łososiem...

Już niedługo chcę by przeskoczył mi licznik na 7mkę. Czekam z utesknieniem, wiem, że gdybym była silniejsza i bardziej zdyscyplinowana,to juz bym wniosła tyle na wagę. Ale cierpliwości...


Troche się wstydzę swojego ciała, szczegolnie nagości. Źle mi z tym, ze sobą. Do tego wrócił mi problem z szorstką skórą szczegolnie na udach i ramionach, zatem i z tym walczę, bo dosc kiepsko to wygląda. 

No coż. Dzieci śpią, a  ja oddalam się w objecia pani Anne Rice. Jestem w początku ostatniego tomu  Kronik. Ach jak mi teraz dobrze^^

niedziela, 22 listopada 2015

Pierwsza noc synka poza domem:-)

Wczoraj na 17.00 mąż zawiózł synka do moich rodziców. Wczesniej ja przygotowaam wszystkie jego rzeczy,a trochę tego bylo: ubrania na przebranie jakby sie oblał czy pobrudził, jego kołderke, poduszkę, butelkę, bebilon:-) nocnik:-) mąż by to wszystko do samochodu zniesc musiał na dwa razy iść, bo jeszcze młody zażyczył sobie zabrać rozkładaną ponad 100 elementwą drewnianą kolejke na torach:-)

czwartek, 19 listopada 2015

Nocne lęki.

W sobotę po raz pierwszy nasz starszak nocuje poza domem. U dziadków. Jeszcze nigdy wcześniej nie spał w innym miejscu. Moze to głupie, ale jestem trochę przestraszona:-) chociaż jechać na noc chce i się cieszy na to:-)

wtorek, 17 listopada 2015

Córka.

Kiedy byłam na etapie życiowego szaleństwa i plany macierzyńskie byly daleko, daleko na najdalszym planie widziałam siebie jako matkę, ale w moich marzeniach jawiło się, że bede matką dwóch synów. Zawsze chciałam mieć syna. Kiedy zaszłam w pierwszą ciążę, od razu podświadomie czułam,że to syn. No i na połówkowym się potwierdziło.

Pękałam z dumy i radości! Syn!!! Herkules! Achilles! Thor!:-)
Nie posiadałam się ze szczęścia. A jak się urodził i po cesarce mi go przynieśli, połykałam łzy szczęścia głaszcząc go i tuląc nieporadnie do piersi.

Kiedy w tej ciąży dr bardzo wczesnie bo w 15 tygodniu powiedział, że prawdopodobnie będzie dziewczynka nie mogłam uwierzyć, no bo jak dziewczynka? Przecież syn musi mieć brata z ktorym bedzie trzymał sztamę! Pocieszałam się, ze to wczesnie, że może jednak noszę chłopca... 

niedziela, 15 listopada 2015

13 lat razem.

Dziś mija 13 lat razem a owocem tej miłości jest dwoje cudownych dzieci.


Chociaż czasem tak mnie wkurza to bardzo Go kocham i  nie wyobrażam sobie życia bez Niego.

sobota, 14 listopada 2015

81,2 kg. Stay strong.

81,2 kg. 
Ucieszyłam się. Jest nadzieja na7 z przodu szybciej liczę, że do końca miesiąca. Cieszę się, chociaż od początku dopiero 2kg. Jest jeszcze co zrzucać. Ale... najtrudniej się było za to wziąć. Wczoraj jadłam niewiele. Za to usypiając starszaka naoglądałam się zdjęć szczupłych lasek i odechciało mi się jeść na wieczór. Pomaga mi oglądanie takich zdjęć. Wracam pamięcią do 2010 roku, gdy z ok 73 kg zeszłam na 58 kg. Motywację miałam ogromną, satysfakcję jeszcze większą. A apetyt na szczupłość rósł w miarę jedzenia, ścislej niejedzenia:-)

Na samym dole strony jest suwaczek obrazujący postęp w diecie:-)

źródło

czwartek, 12 listopada 2015

Zbijanie wagi po ciąży rozpoczęte. Na poważnie:-)

Żarty się skończyły. W zeszłym tygodniu pisałam, że biorę się za siebie w kwestii mojej wagi. Na razie się rozkręcam, ale za mną trzy dobre jedzeniowo dni. I na wadze wczoraj 82,1, dzis 82,1 kg. Czuję,ze do konca tygodnia po raz pierwszy zobaczę 81 kg. No pora na to.

Muszę na nowo polubić lekkie uczucie głodu. Muszę przestać sięgać po slodkie. Muszę zmniejszyć porcje, ktore do tej pory nakładałam na talerz. Muszę przestać szukać jedzenia, gdy tylko poczuję lekkie ukłucie głodu.

wtorek, 10 listopada 2015

... nie chcę tu muzułmanów cd.

Ku podsumowaniu. 

Natchnął mnie jeden komentarz pod moim ostatnim postem. Komentarz chwalący islam, jaka to piękna religia, gdzie kobiety z szacunkiem całuje się po rękach, że muzułmanie modlą się do Jezusa, też ciekawostki historyczne tam wyczytałam... mnie jako historyka z wykształcenia bardzo bawią takie wypowiedzi wskazujące na kompletną nieznajomość historii, czy pokładanie ufności w islmskiej propagandzie.

Jak zwał, tak zwał.

źródło

piątek, 6 listopada 2015

Nie chcę tu muzułmanów!

Nie zgadzam się.
Nie chcę ich tu! 

źródło
Kocham swój kraj i boję się o niego. Patrzę na to co dzieje się w Europie Zachodniej, z naszymi granicami. Że uchodźca zaczyna znaczyć więcej niż rdzenny obywatel. Że ta napływająca masa zdaje się nie mieć końca. Kto za to odpowiada? Kto zgadza się na przyjmowanie ich w takiej destabilizującej ilości? Tego co ma teraz miejsce nie da się powstrzymać, jeśli nie podejmie sie radykalnych kroków, czyli deportacja uchodzców ekonomicznych. 

Komu zależy na zniszczeniu kultury europejskiej, państw narodowych? Bo jak inaczej nazwać zapraszanie uchodzcow,tych ludzi, ktorzy nigdy sie z nami nie zasymilują?

Muzułmanow, ktorzy nas, chrześcijan mają za gó...o? Gorzej, uważają, że nadajemy się do odstrzału i nie mamy prawa bytu. Sprowadzanie ich tu to jakby rozsiewał specjalnie chwasty w ogrodzie. Oni tylko żądają, bedą rozmnażać się na potęgę, zniszczą nas demograficznie.

Ich religia jest tak agreswna, że nienawidzą nawet najmniejszej jej krytyki, są w stanie za to zabić. To nie jest religia pokoju! To religia ekspnsywna, agresywna, bezkompromisowa. 

Sami podcinamy gałąź na ktorej siedzimy. Odwracając sie od Kościoła dajemy im przyzwolenie. Natura nie lubi prózni, w miejsce jednej religii przyjdzie druga, islam. Tyle ze tym razem nie będzie tak łatwo. Kościoły zmienia sie w meczety, będą sie modlić na ulicach po 5 razy dziennie, zablokują przejscia, nie bedzie można wejsc do swojego domu. Wzrośnie radykalnie liczba gwałtów, bo białe kobiety, niemuzułmanki są dla nich wyzywającymi dziwkami, tylko dlatego, że nie noszą tej wstrętnej szmaty na głowie. W naszych miastach stworzą swoje, hermetyczne dzielnice. To o czym piszę to fakty jakie mają miejsce. Przenoszą swoje zwyczaje na nasz kontynent. Rosnie proceder rytualnego okaleczania dziewczynek. W Niemczech, Francji, Szwecji, Danii. Szwecja juz jest przegrana, Niemcy idą na dno. Francuzi mają najwięcej muzułmanow w calej Europie.

Muzułmanie zapracowali sobie na to, że inne narody ich nienawidzą. Swoim nieróbstwem, pasożytnictwem, wyciąganiem łap po zasiłki, rozmnażaniem się na potęgę. Jak mam akceptowac kogoś kto pcha sie z buciorami do mojego kraju nie akceptując panujących tu zwyczajów i religii? Traktują inne narody jak śmieci a kobiety przedmiotowo i jak bydło. Ja jako kobieta i Polka się na to nie godzę! Z jakiej racji ktoś nam narzuca, że mamy ich przyjąć? Bierzmy przykład z Węgier! My nic nie musimy, my nie musimy nikogo przyjmować, bo to jest NASZ kraj i NASZA OJCZYZNA, której muzułmanie nie uszanują!

Pora się obudzić. Nie chcę tu muzułmanów!

PS. Zachęcam do śledzenia strony www.ndie.pl (znajdziecie tam fakty i dane, o których nie mówią w tv. Ale też by poznać prawdę trzeba mieć odwagę. To jaka będzie Polska dla naszych dzieci i wnuków zależy od nas.)

czwartek, 5 listopada 2015

Gruba dupa...

Jak w temacie...

Na wadze 82-83 kg. Wzrost 177 cm. Przytyłam w tej ciąży 24 kg. Do porodu stuknęło 94 kg. I waga baaardzo wolno schodzi. Za wolno. Zdecydowanie. Tyle widze na wadze od jakiegoś miesiąca. Od miesiąca nie schudłam nic. A jak mam schudnąć jak tyle żrę? Córeczka ma 2 miesiące, jestem po pologu.

Zatem koniec z wymówkami.

Nie mogę na siebie patrzeć. Na te boczki, brzuch, udziska. Nie mam co nosić, nie wchodzę w NIC sprzed ciąży. A nowych ubrań nie kupię!

Cud, że nie mam żadnych rozstępów, dobre i to...

Do końca roku muszę zejść na 79 kg, by była ta cholerna 7mka z przodu.

Kiedyś z przodu była 5tka...

Przed ciążą z synkiem było tak:


Czułam się świetnie...
Ja juz nie potrzebuję mieć tej 5tki z przodu. 6tka mi wystarczy...


wtorek, 3 listopada 2015

Decyzja podjęta. Urlop od przedszkola.

Decyzja nie była łatwa. Długo gryzłam sie z myślami. Rozważyłam kilkakrotnie wszystkie za i przeciw. Rozmawiałam z dwoma pediatrami. Gdy Malutka otarła się o zapalenie płuc i mogło sie to skonczyc szpitalem podjełam decyzję, że wstępnie na 3 miesiące syna urlopujemy od przedszkola. Mała dopiero wczoraj skonczyła antybiotyk, byłam z nią na ostatniej kontroli, nie może zachorowac zaraz znowu, jest osłabiona, a przed nią kolejne szczepienia.

niedziela, 1 listopada 2015

Przed i po fryzjerze.

Jakieś dwa tygodnie temu odwiedziłam fryzjera. Chodzę rzadko, moja wizyta u fryca ogranicza się do podcięcia włosów i troszkę pocieniowania z przodu. Grzywkę obcinam sama od lat. Ostatni raz u fryzjera bylam dokładnie w Wigilię. Jestem troszkę przesądna, zatem całą ciążę nie byłam ani razu. Chodzę do sprawdzonego fryzjera, chociaż i tak zawsze podetnie mi nieco więcej niż bym chciała. Fryzjer w zeszlym roku <klik>

Stan przed fryzjerem: 

czwartek, 29 października 2015

Po lekarzu.

Poszłam dziś z niunią na kontrolę do lekarza. Pani doktor dokladnie zbadała i osłuchała malutką, no i jest poprawa od poniedziałku:-):-) w koncu dobre wiadomości. Kamień mi z serca spadł, jeszcze nie tak zupełnie, ale zrobiło mi się lżej. Zalecenia- schodzimy z inhalacji do jednej dziennie, antybiotyk nadal, do poniedziałku włącznie, w poniedziałek kontrola i wtedy najpewniej bedzie juz koniec leczenia. 

środa, 28 października 2015

Ciężko.

Kiedy nie miałam dzieci nie martwiłam sie niczym. Nie przejmowałam. Żyłam sobie jak boża rosa, z dnia na dzień na totalnym luzie. Po pracy piwko. Wieczorem siedzenie z narzeczonym, pozniej mężem przy świecach, drinku, romantyczne spacerki, często chodziliśmy do łóżka, nigdzie się nie spieszyliśmy. Jedynym "zmartwieniem" było jak tu ukręcić w pracy urlop na kolejny wypad w Tatry. Jaki nowy sprzęt, buty czy ciuch kupić. I tak się bujaliśmy od wyjadu do wyjazdu. 5 cudownych, beztroskich lat małżeństwa. Żadnych problemów, poważnych obowiązków, żadnych zmartwień. Mieliśmy zlewkę na wszystko. Sielanka.


poniedziałek, 26 października 2015

Nie mów hop...

W środę było szczepienie malutkiej.
W nocy z czwartku na piątek bardzo niepokojący kaszel.
W piątek jesteśmy u pediatry. Bada małą, osłuchuje, mówi, że kaszel mu się nie podoba, że niedobrze. Zapisuje antybiotyk. 

Chce mi się ryczeć. Z żalu. Z bezsilności. Maleńka ma 7 tygodni jest 2 dni po szczepieniu!!!

Bada też synka i jemu przedłuża antybiotyk o jeszcze dwie doby.

Wymiękam. Boję sie o córeczkę. W sobotę byliśmy prywatnie u pediatry, bo takie malutkie dziecko trzeba kontrolować bardzo często. Są zmiany zapalne w oskrzelach. Dziś jestem z nią znowu- stan taki sam. Dr mowi, ze poprawa ma być w środę, taka zauważalna.

Co mam powiedzieć? 
Głupia jestem. Co ja sobie ku.... myślałam? Że dam starszaka do przedszkola mając w domu takie maleństwo i wszystko będzie ok? Dodam, że taki syf przywlókł z przedszkola, że i ja i mąż od weekendu też jesteśmy na antybiotykach. Moja wina, mojej głupoty. Za dobrze chciałam, myślałam, że jakoś to będzie. No i jest. Tak się boję o malutką, by to się nie skoñczyło w szpitalu...

czwartek, 22 października 2015

Pierwsze szczepienie rotawirusy Rotarix i 5w1 Infanrix za nami.

Maleńka już po szczepieniu. 

Zdecydowaliśmy sie na szczepionkę Infanrix Ipv+hib - tak zwaną 5w1, oraz zaszczepiliśmy na rotawirusy szczepionką Rotarix. Też dostała darmową szczepionkę Euvax na wzw typu b. Czyli były 2 ukłucia.


poniedziałek, 19 października 2015

Choroba... dylematy...

Maleńka rośnie, pięknieje. 



A synuś... po 3 dniach chodzenia do przedszkola, do którego wrocił po 3 tygodniowej przerwie, dostał po południu gorączki, która skoczyła do 39.2. Przeraziłam się i podałam nurofen.

Załamuje mnie to.
Boję się o malutką.
Mam różne myśli i ciągle wraca ta jedna- czy to przedszkole ma sens? A może go wypisać...? I tak siedzę w domu...

wtorek, 13 października 2015

Uśmiech jak z Hollywood czyli z dentystą zmagań ciąg dalszy;P

Jeszcze nie tak niedawno mało kto przywiązywał większą wagę do czegoś takiego jak uśmiech. Owszem - ważny, ale gdzieś może nie na szarym, ale na dalszym końcu. Na pierwszym  miejscu była oczywiście fryzura i wizyty u fryzjera były ważniejsze i bardziej o nich pamiętano niż o wizytach u dentysty.

W związku z tym, że niedawno urodziłam dziecko, mogę wrócić do dalszego leczenia zębów. Pisałam o tym <tu> i <tu>. Pod koniec zeszłego roku i w trakcie ciąży wyleczyłam  wszystko co było do leczenia i pozostały mi najtrudniejsze sprawy - most protetyczny w miejsce straconej dolnej szóstki, no i dwie korony protetyczne wzmacniające osłabione  plombami szóstkę i siódemkę. Wcześniej czeka mnie powtórne leczenie kanałowe tych zębów, ponieważ mój ex-dentysta-partacz nie zrobił tego prawidłowo i kanały są niedopełnione  niestety... To oznacza ich powtórne otwarcie, przeleczenie kanałowe i wypełnienie - a że struktura zostanie naruszona i większość zęba to plomba, konieczna jest ich odbudowa za  pomocą endodontycznych koron porcelanowych. Decydując się na to dosyć kosztowne rozwiązanie rozważyłam wszystkie za i przeciw. Jeśli chodzi o zdrowie, to jest to rzecz na  której nie oszczędzałam nigdy i oszczędzać nie będę. Mogę sobie odmówić nowych butów czy sukienki, ale na zdrowie, zęby kasa się musi znaleźć choćbym miała ją wyciągnąć spod  ziemi;)

poniedziałek, 12 października 2015

Pierwszy miesiąc karmienia piersią za nami.

Było bardzo ciężko- co mnie zaskoczyło.

Zaczęło sie już w szpitalu. Dostałam maleńką do piersi około 18.00 w dniu jej narodzin. W związku z tym,ze nie oddała smółki nie została dokarmiona mieszanką tylko wodą z glukozą. Zatem bardzo się ucieszyłam,że dostanie ode mnie te drogocenne krople siary. Próba przystawienia przebiegła dość sprawnie, wszak miałam w zanadrzu 2 lata doświadczenia:-) miałam córeczkę przy sobie aż do wieczora, ale na noc ją zabrali i nie było mowy by ktoś ją w nocy przynosił na karmienie. W pierwszą noc jej znowu nie podano mm ze względu na brak smółki i przyniesiono mi ją  o 6.00 rano.

poniedziałek, 5 października 2015

Koszmar baby blues...

Z synkiem baby blues mialam w szpitalu, na trzecią dobę. Taki kryzys to byl bardziej, moze trwal z 3 godzinki. Miałam myśli, ze sobie nie poradzę, że teraz zycie się tak zmieniło, miałam uczucie przytłoczenia, ze ta mała istotka jest ode mnie tak całkowicie zależna. Bardzo szybko to mineło, jak reką odjął jeszcze tego samego dnia.

Teraz było trochę inaczej. Gorzej. I też na trzecią dobę zaczął mi się ten podły nastrój. Sęk w tym, że na trzecią dobę wypisali mnie do domu i zmierzyć się z tym nastrojem w domu było mi ciężej.


piątek, 2 października 2015

3 lata!

Wczoraj mój synek skończyl 3 lata. 
Cudowny, mądry, słodki i kochany.


Tyle przeżył w ostatnim miesiącu. Narodziny siostrzyczki, przedszkole i jeszcze chorował. Te dwa pierwsze wydarzenia to istna rewolucja w jego życiu, dotąd tak poukładanym. Czasem mnie zaskakuje swoją dojrzałością a czasem zachowuje się jak rozpuszczony bobas. Często wystawia moją cierpliwość na próbę. Ale jest przekochany!:-)

wtorek, 29 września 2015

Po lekarzu.

Z karmieniem powoli wychodzę na prostą, chociaż jeszcze nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca:-) maść Purelan chyba czyni cuda:-) brodawki nadal dokuczają,ale nie tak okrutnie jak wcześniej i pojawiło się swiatełko w tunelu. Jutro miną 4 tygodnie odkąd moja niunia jest na świecie:-)


Wczoraj przyjechała moja mama i poszłysmy z dziećmi do lekarza. Zabrałam tez malutką, bo wg mnie miala katar, w nocy jej furczało w nosku i chrumkała. Bałam sie bardzo, czy to nie poczâtek infekcji zlapanej od starszaka,a jak jeszcze wyciągnęlam jej fridą zielone gile, to juz w ogole mialam stresa.

sobota, 26 września 2015

Trochę problemów na starcie.

Co u nas?

Dni mijaja podobne do siebie. Jest ciężko. Wiedziałam,ze decydując sie na dzieci z mała róznicą wieku łatwo nie będzie, wiec wielką niespodziankă to dla mnie nie jest. Mimo to troche z rozrzewieniem wspominam jaki był spokój przy jednym maluchu.

poniedziałek, 21 września 2015

Jak synuś radzi sobie w przedszkolu.

Pierwszy dzien przedszkola wypadł akurat w dzien,kiedy mialam sie zgłosić do szpitala. Mąż rano przed 8.00 zaprowadził synka, a ja czekałam przygotowana do wyjścia. Kiedy wychodzili przytuliłam synka,a mlody objął mnie łapkami powiedział, ze " tocha mamę" łzy stanęły mi w oczach.

Dzielny braciszek pcha wózek:-)

czwartek, 17 września 2015

Moj drugi poród i drugie cesarskie cięcie.

31 sierpnia mialam wizyte u dr, ktory podczas badania usg stwierdzil mała ilośc wod plodowych i dał skierowanie do szpitala. Ocenił tez, ze w tym przypadku ciecie cesarskie moze byc wykonane o kilka dni wcześniej,niz zaplanowano.

To był 39 tc.

1 września stawiłam sie na patologii ciąży. Po badaniach ordynator stwierdził, ze cięcie zrobią mi na drugi dzień:-) ucieszyłam sie, ale jednocześnie przestraszyłam, to miało byc na tydzień przed terminem porodu. Za dnia miałam tez kilkakrotnie ktg, tez co 2 godziny przychodziła połozna z detektorem tętna sprawdzać serduszko, tez nocą. Dawało to poczucie bezpieczeństwa. Noc była upiorna, burza z piorunami:-) Nie mogłam tez juz nic jeść a od wieczora tez pić. Coś powoli chyba zaczynało sie dziać, pojawiały sie od 3 dni nocą silne skurcze i zaczął odchodzić czop, szyjka była skrócona.

środa, 9 września 2015

Narodziny. Maleńka jest już z nami.

2 września o 9.00 rano przyszła na świat nasza cudowna córeczka. 
Waga maleństwa 4000 gr, dł 57 cm.
10 apg, urodzona przez cesarskie cięcie.


Na razie uczymy się siebie i życia we czwórkę. Czasem jest ciężko,ale kiedy maleńka się usmiecha przez sen wierzę, że wszytkie trudności da się pokonać.

Synuś bardzo pozytywnie, głaszcze siostrzyczkę i mówi,że ją kocha:-)
A dumny tata? :-)
Bez niego nie dałabym rady! Jest ogromnym oparciem dla mnie i całej naszej czteroosobowej rodziny.

A malutka skradła mu serce od pierwszego wejrzenia.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Drugie zawody męża. Przedszkole za tydzień i termin cesarki.

Synek ostatnio sie dosyć pro- tatowy zrobił. Szczegolnie widac to, jeśli chodzi o usypianie:-) Jeszcze niedawno tata go kąpał, robił mleczko, mylismy ząbki i kladlam sie z nim do łozka, przeczytałam bajke lub dwie i młody zasypial. A od paru dni chce zasypiać z tatą!:-)

Dla nas to lepiej, by przestał byc takim syneczkiem mamusi:-)

Przedwczoraj też mężuś moj mial drugie zawody w życiu na 10 km i ukonczył z czasem 47 min:-) niestety nie moglam mu kibicowac na zywo, wiec synuś poszedl z babcia popatrzec jak " tata biegnie po medal". I podobalo mu sie, pozniej dolaczyli szwagierka ze szwagrem i coreczka, a mlody z zalozonym medalem robil rajdy na trawie:-)


Ciesze sie, ze mąż biega, lubi to, no i ma ambitny plan wystartowac w tym roku jeszcze w dwoch zawodach, 26 wrzesnia na 10 km i 25 pazdziernika chce ukończyc pierwszy w zyciu półmaraton.

To by było coś:-) ale na tym juz koniec, wiekszych dystansów juz bym nie chciała by robił, chociaz ostateczna decyzja nalezy do niego.

piątek, 21 sierpnia 2015

I znowu przytyję w ciąży 26 kg... Czyli bardzo duży przyrost wagi w ciąży.

Poród coraz blizej, waga rośnie lawinowo...

W pierwszej ciązy przytyłam 26 kg. Startowałam z wagi 64-65 kg na 177 cm wzrostu, zakonczylam z wagą 91 kg. Po porodzie zeszło mi od razu 10 kg. Resztę zgubiłam dosyc szybko i plynnie, mimo ogromnego przyrostu wagi nie mialam ani jednego rozstępu.

Zostało mi jednak 5 kg, ktorych nie zrzucilam i w tą ciąze weszlam z wagą 70 kg.


wtorek, 18 sierpnia 2015

Już niedługo przedszkole...

Dochodzi do mnie, że za niedługo, bo już od 1 wrzesnia mój synek zacznie chodzić do przedszkola. W głowie kłębią się pytania - jak będzie, jak to zniosę, wreszcie, jak On sobie poradzi? Wiem jednak, ze przedszkole to bardzo dobra decyzja, dziecko potrzebuje kontaktu z rowiesnikami, nowych bodzcow, potrzebuje nauczyc sie byc poza spodnicą mamy:-) w domu nie jestem w stanie zapewnić mu takich rozrywek jakie beda w przedszkolu. Tez wie,gdzie bedzie chodził, przedszkole jest blisko domu. Pokazuje paluszkiem i komentuje:-)

Najgorzej z jedzeniem, z mową wychodzimy na prostą, ale o tym będę jeszcze pisać. Mój szkrab odkąd jestem z nim w domu poczynił nieprawdopodobne postępy, to niesamowite. Od nieco ponad miesiąca mówi - fakt, niezbyt wyraźnie, bo zjada niektore sylaby, ale mówi normalnie zdaniami, powtórzy wszystko. Zniknęły te "dziwactwa", czyli określenia, które sam sobie wymyślał. Teraz pies to jest pies, a nie "biabuł":D Cieszę się bardzo, bo wiem, że dzięki temu w przedszkolu będzie mu łatwiej i będzie po prostu w mowie lepiej rozumiany przez inne dzieci. Mamy problem w stylu, że często na głoskę "k" mówi "t", a na "g" mówi "d", ale liczę, że to minie, póki co staram się powtarzać wyraźnie.


czwartek, 13 sierpnia 2015

Drugie cesarskie cięcie. Obawy.

Poród coraz bliżej,mysle o nim coraz częściej. Mój pierwszy poród był przez cesarskie cięcie- przyczyna ciecia to brak postępu porodu, cięcie wykonano po 12 godzinach akcji skurczowej, rozwarcie zatrzymalo sie na 7 cm, główka nie chciała schodzić, cierpiałam okrutnie. Wyszło dobrze, synuś miał wagę 4500, strach pomyślec co mogloby byc, gdyby naciskano na dalszy poród silami natury.

Obecnie w związku z tym, ze jestem po cesarce, teoretycznie moje zdanie powinno sie liczyc podczas porodu, czyli musze lub nie wyrazić zgodę na tak zwaną próbę porodu siłami natury. Na ostatniej wizycie poruszyłam ponownie tą kwestię z dr prowadzącym.

piątek, 7 sierpnia 2015

Nadchodzi nowe, aby lepsze.

No to mamy nowego prezydenta. Podchodzilam od początku do jego kandydatury sceptycznie. Ale globalnie musze sama przed sobą uczciwie przyznac, ze chociaz na niego nie głosowałam, cieszę sie, ze wygrał. Jak widziałam te tłumy ludzi na ulicach wiwatujących na jego czesc, pomyślałam, ze ma ogromny kredyt zaufania społecznego.

Patrząc na to, co dzieje sie w Europie zachodniej tym bardziej jestem za prezdentem broniącym wartości narodowych i religijnych w Polsce. By Polska byla Polską i pozostała nią. Taka jaką znam.

wtorek, 4 sierpnia 2015

To dziewczynka!

Niespodzianka. 
Niespodzianka, którą podświadomie przeczuwałam od początku ciąży. 
W 15 tygodniu dr zdradził, że najprawdopodobniej będzie dziewczynka. 


Co potwierdziło się na usg połówkowym. I na następnym, i na usg w 32 tygodniu...
Zatem będzie maleńka niunia. 
Królewna mamusi i tatusia. Będzie młodsza siostrzyczka. 
 

środa, 29 lipca 2015

A drugi trymestr...

Już za mną. 

Najwygodniejszy trymestr, chociaz do 22 tygodnia dokuczały mi okrutne mdłości i poranne wymioty. W związku z tym, że mam lekką niedoczynność tarczycy, co ranka na czczo muszę brać Euthyrox i popijac szklanką wody i dopiero po 20 min mogę coś zjeść. Sęk w tym, że od początku ciązy bylo mi tak niedobrze, że utrzymać w żołądku tą wode graniczylo z cudem...

W czasie dnia już nie wymiotowałam, ale mdłości byly, ktore zajadałam, czego skutkiem jest bardzo duzy przyrost wagi, jestem na najlepszej drodze ku temu, by ponownie przytyć 26 kg, tak jak z synkiem....

niedziela, 26 lipca 2015

Jak mi minął pierwszy trymestr ciąży.

I stało się, w pierwszym cyklu starań wiedziona przeczuciem robiłam test ciążowy. Pokazał dwie wyraźne kreseczki.

Radość nie trwała długo, po paru godzinach przyszło krwawienie, myślałam, że to po prostu okres. Po kilku godzinach uspokoiło się. Trwałam w zawieszeniu, nie wiedziałam, czy jest ciąża, czy też nie. Drugi test po 3 dniach potwierdził, ponowne dwie kreski, tym razem wyrazniejsze. Nie bedę wchodzić w szczegóły, ale bardzo się bałam..., przyszły drobne plamienia, po paru dniach wieczorna wizyta w szpitalu, duphaston. Badanie krwi beta hcg, po 2 dniach powtórne by zobaczyć czy wzrasta i ..... niespodzianka, podwójny przyrost!!!

Pomyślałam wtedy jak zobaczyłam ten wynik, że chyba się uda...

czwartek, 23 lipca 2015

W domu, na zwolnieniu.

Od ponad dwóch miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim, w domu, z synkiem. Dni mijają podobnie do siebie. Początkowo ciężko mi bylo się przestawić, ale w pracy przeszkoliłam przez ponad miesiąc nową osobę na moje zastępstwo, zatem nie miałam juz nic do roboty, a tez zgodnie z prawem pracy nie powinnam pracować więcej niz 4 h dziennie przy komputerze.

A więc jestem w domu. Korzystam z odpoczynku na ile mogę przy bardzo absorbującym prawie trzylatku. Najtrudniejszy był okres, gdy okazało sie, ze mam skróconą szyjkę macicy i dostałam zalecenia by jak najwięcej leżeć, i odpoczywać. Czasu jednak nie marnowalam i starałam sie jak mogę stymulować rozwój intelektualny synka, szczególnie mowę, i rezultaty są tak dobre, że rodzina jest w szoku jak mały mówi i powtarza, sama jestem:-)


niedziela, 19 lipca 2015

Jestem w ciąży.

Spodziewam się dziecka.

Jesteśmy z mężem bardzo szczęśliwi, chociaż obecna ciąża nie przebiega zupełnie gładko i jest zupełnie inna od pierwszej. Staram się być dobrej myśli i mocno trzymam się nadziei, że uda mi się urodzić zdrowego dzidziusia:-)

wtorek, 14 lipca 2015

piątek, 10 lipca 2015

Jutro mężu biegnie pierwszy bieg w życiu:-)

Podekscytowany jak diabli:-)
Szkoda, ze nie mogę pojechać z nim. Jedzie sam, jest to kawałek od naszego miasta, ok 50 km. Bieg jest na 16.00, w domu bedzie pewnie wieczorem. Mam nadzieję, że ukończy bieg i przywiezie medal! I że nie dobiegnie jako ostatni!

A dziś była u mnie teściowa i posadziła mi lawendy na balkonie, mlody oczywiście pomagał:

niedziela, 5 lipca 2015

Zrzędy, histerie i marzenia o jesieni.

Wiem, wiem, pisałam już niejednokrotnie, ze lato nie jest moją mocna stroną. Teraz jest plaga upałow i umieram. Jak nie muszę, to nie wychodzę z domu. Przez to gorąco mam wrażenie, że opadłam z sił. Odświeżam się kilka razy dziennie a i tak ciągle czuję się spocona, bleeeee. Najgorsze są wieczory i noce kiedy nie mogę sobie znaleźć wygodnej pozycji do snu, wszystko mi przeszkadza, jest duszno i gorąco mimo otwartych okien. Mlody tez gorzej zasypia i nie moze sie wygodnie ulozyc.

piątek, 3 lipca 2015

Czy zaszczepić na ospę wietrzną?

Oto jest pytanie. Zastanawiam sie nad szczepieniem. W zwiazku z tym, ze mlody idąc do przedszkola nie ma skonczonych 3 lat móglby zostac zaszczepiony za darmo. Zreszta to nie pieniądze są tu problemem, lecz moje obawy przed choróbskami. Sama przechodziłam ospę w przedszkolu w wieku 5 lub 6 lat, pamiętam te strupy, smarowanie biała maścia, zakaz drapania, który złamalam i mam 2 widoczne blizny po ospie do dziś.

Kochane mamy, szczepiłyście dzieci na ospę wietrzną? W jakim wieku? Jak zniosły szczepienie? Wreszcie czy warto...? Kazdy z nas to przechorowywał, sama choroba nie jest groźna,ale ewentualne powikłania...

środa, 1 lipca 2015

Niedługo przedszkole. Obawy.

Jeszcze 2 miesiące i mój synek pójdzie do przedszkola. 

Jak sobie to uzmysłowię, to zaczynam sie martwić. Będzie mial 2 lata i 11 miesięcy, to nawet nie 3 latka... mam tyle obaw: jak sie zaklimatyzuje, jak będzie z jedzeniem, jak będzie z mową, jak odnajdzie się w grupie, w ktorej z racji tego, ze jest z października będzie zapewne młodszy od wielu dzieci. 

Wreszcie, czy nie będzie płakał, tego boje sie najbardziej! Na myśl o tym, ze trzeba bedzie go zostawic w grupie dzieci z obcymi paniami, w nowym miejscu, bez mamy, serce mi sie ściska i łzy naplywają do oczu. Oczywiście nie daję tego po sobie poznac, jak przechodzimy kolo przedszkola, to pokazujemy mu w superlatywach, ze jest plac zabaw i bedzie sie bawil, itp. Na szczęście to mąż będzie go zaprowadzał do przedszkola, więc może bedzie mu latwiej, ze z tatą, a nie z mamą. Ja go bede odbierać. Tez to bardzo blisko naszego domu, więc łatwiej.

Kupiłam mu 2 piżamki i koszulki do przedszkola, bede jeszcze musiała podpytac co jest potrzebne do wyprawki:

piątek, 26 czerwca 2015

Czytam i nie wierzę.

Tak, zdaję sobie sprawę, że na świecie dzieją się złe rzeczy. Wiem, że jest dużo przemocy, zła, zwykłego chamstwa itp. 

Ale jak czytam czy słyszę w wiadomościach o przestępstwach na dzieciach to coś mi się robi.

Jak dziś rano - 26letnia "matka" wyrzuciła przez okno z 4 piętra swoją 3miesięczną córeczkę. Normalnie nóż mi się w kieszeni otwiera. I otwiera mi się dalej jak czytam komentarze pod artykułem w necie w stylu - nikt jej pewnie nie pomógł, jaka ona biedna, ona nie chciała, miała depresję poporodową, gdzie był ojciec, państwo jej nie pomogło, to wina państwa, braku aborcji, to wina systemu i tym podobne tłumaczenia fatalnego zła jakiego dokonała ta baba. Nic nie jest w stanie usprawiedliwić tego co zrobiła, nie mieści mi się to w głowie. Żałuję, że to nie te czasy kiedy można było dokonać samosądu. Jak można wyrzucić malutkie dziecko z 4piętra??? No jak? czy ja żyję w innym świecie, że tego nie kumam, że żadne, absolutnie żadne argumenty na wyłumaczenie tego czynu do mnie nie trafiają? Że nie przyjmuję do wiadomości bzdur o depresji poporodowej, o braku wsparcia itp?

Normalnie ręce zaciskają się w pięści.... nic nie zwróci życia tej dziewczynce, smutnego życia, bo z tego co czytałam to ta baba malutką wielokrotnie podduszała.

Jaka szkoda, że nie ma w Polsce kary śmierci. 

środa, 24 czerwca 2015

Kiedy mąż... biega. O co chodzi z tym bieganiem?

Ostatnio obserwuję prawdziwą modę na bieganie. W zasadzie bieganie i biegacze byli od zawsze (mam w rodzinie maratończyka), ale dopiero tak od 2-3 lat stał się na to prawdziwy boom. Gdzie by nie spojrzeć- każdy biega, lub próbuje biegać.

Hmm, przyznam nieco wstydliwie, że mnie temat biegania zawsze omijał. Owszem, lubiłam aktywność fizyczną - rower, marsze, góry, nie straszne mi długie wyjścia, ale przyznaję, że bieganie zawsze okrutnie mnie męczyło i... nie lubiłam biegać. W zeszłym roku- trochę próbowałam- wyszłam pobiegać kilka razy, ale dystanse jakie przebiegałam to średnio 3, maksymalnie 5 km i koniec, więcej nie przebiegłam nigdy, a zmęczenie dawało mi się ostro we znaki, mega zadyszka, pot lejący się po plecach i burak na twarzy.

niedziela, 21 czerwca 2015

Do kitu!

Do kitu.
Czy ktoś jeszcze ma do kitu weekend? Albo chociaż jeden dzień do bani? Bo z tego co czytam na większości blogów to cud, miód, orzeszki, słabszych dni brak.

Jestem zmęczona. Cholernie zmęczona. Moze jutro bedzie lepiej, ale póki co tkwię w ciemnej dziurze głębokiej na dwa metry. 

Może jutro bedzie lepiej.


środa, 17 czerwca 2015

Synuś mało mówi+ wizyta u logopedy dziecięcego.

Drugi problem, który nas frapuje, to jest to, że młody mało mówi. Martwi nas to od dawna, pisalam o tym <TU>

Obecnie sprawa wygląda tak, ze ktoś obcy by nie wiedział za bardzo o c młodemu chodzi, bo on ma na słowa swoje własne określenia i stosuje skróty pomieszane z językiem gestów i znaczeń dla wtajemniczonych. Ja, która przebywam z nim na codzień w większości wiem, co on chce i rozumiem go. Ale on we wrześniu idzie do przedszkola i okropnie mnie martwi jak sobie zmową poradzi...

Np:
"Mama pi woda" - mama pije wodę
"Tata mi" - tata myje
" Myhy dźiu dźiu" - muchy są na drzewie:-)
"Kita abzia bzia dudu" - kot ma duże oczy
" Biabuł hosi" - pies śpi
Itp.

Ja wiem, o co mu chodzi, bo znam jego słówka, ale inni nie. 

Poszliśmy z nim pod koniec maja do logopedy dziecięcego, by go zbadała, oceniła jak fachowiec.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Na co uważać u dentysty.

W listopadzie zeszłego roku usuwałam chirurgicznie dolną 8kę - jakie kwiatki wyszły przy okazji: <klik> i <klik> 

:-(

Ostrzegam wszystkich- chodzcie do sprawdzonych dentystów, nie zawsze pod nowoczesnym, prywatnym gabinetem kryje się dobry fachowiec. Szczególnie trzeba uważać kto robi leczenie kanałowe i czy to potrafi...

Co powinno nas niepokoić u naszego dentysty:

niedziela, 7 czerwca 2015

Problem z jedzeniem. Młody nie chce jeść.

Mamy problem z jedzeniem. Młody nie chce jesc ... zaraz zaraz, chce, ale wybrane przez siebie rzeczy... uwielbia serki waniliowe, jogurty, serek wiejski, kaszki. Biszkopty, ciasto, wafelki bez czekolady. Parówki berlinki. Banany.

Z obiadów zje jedynie makaron z sosem pomidorowym, ktory sama robię, do niedawna jadł z nami, ziemniaki z sosem i mieskiem, marchewki,teraz nie chce... z gotowych dan zje jedynie sloiczek hipp buraczki z ziemniakami i wolowinką... to mogłby jesc codziennie. 

Az wstyd pisać. 

czwartek, 4 czerwca 2015

Jestem, po czasie.

Trudno wrócić po takim czasie. Ale w jakiś sposób brakowało mi pisania, tych umykających chwil, bo jednak zapisując do wielu rzeczy można wrócić, powspominać. Poznałam tutaj też tyle wspaniałych osób. Zatem jestem, teraz mam nadzieję regularniej. To, że nie było mnie tu, nie znaczy, że nie bywałam u Was, jestem na bieżąco;)

Kochani! Co u mnie? Mój synuś ma 2 latka i 8 miesięcy, jest przekochany, ale sprawia nam trochę problemów z jedzeniem i z mową, co nas martwi, ale o tym jeszcze będę pisać. Od września idzie do przedszkola, do którego go zapisaliśmy - blisko domu, chodzi tam córeczka szwagierki, jest rocznik starsza od mojego Szkraba, jak myślę o przedszkolu, to ogarnia mnie jakieś uczucie lęku,ale z drugiej strony tłumaczę sobie, że każdy z nas przez to przechodził i to następna kolej rzeczy w dorastaniu naszych dzieci;)

Z innych spraw trochę by opowiedzieć, ale pozwólcie, że karty będę odkrywała stopniowo i nie wszystkie od razu;)

 Kwiatki na balkonie zasadzone, doszło jeszcze jedno drzewko i czerwone pelargonie;)
 

niedziela, 4 stycznia 2015

Zawieszam bloga.

Ciężkie chwile przeżywamy. 
Nie mam głowy do niczego.
Jakiś czas nie będę pisała, brak sił.
I takie chwile są w życiu, przewrotny los, kiedy zmartwienia osaczają i przygniatają ze wszystkich stron.

Będę do Was zaglądać, może nie zawsze skomentuję... ale poznałam tu tyle wspaniałych osób. Dziękuję.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...