środa, 28 października 2015

Ciężko.

Kiedy nie miałam dzieci nie martwiłam sie niczym. Nie przejmowałam. Żyłam sobie jak boża rosa, z dnia na dzień na totalnym luzie. Po pracy piwko. Wieczorem siedzenie z narzeczonym, pozniej mężem przy świecach, drinku, romantyczne spacerki, często chodziliśmy do łóżka, nigdzie się nie spieszyliśmy. Jedynym "zmartwieniem" było jak tu ukręcić w pracy urlop na kolejny wypad w Tatry. Jaki nowy sprzęt, buty czy ciuch kupić. I tak się bujaliśmy od wyjadu do wyjazdu. 5 cudownych, beztroskich lat małżeństwa. Żadnych problemów, poważnych obowiązków, żadnych zmartwień. Mieliśmy zlewkę na wszystko. Sielanka.


A teraz? 

Wiem co znaczy strach o dziecko. Od życia płodowego, kiedy jeszcze nie na wszystko mogłam mieć wplyw i pozostawała modlitwa. A później strach o zdrowie, synka, córeczki... teraz chorują, martwie sie nadal. Łamię sobie głowę codziennie jak to ugryźć. Jak rozwiazać, co zrobić by było najlepiej. Chyba już zawsze sie bede o nie martwić. To jest chyba wpisane w macierzyństwo, ta troska, obawa, odpowiedzialność, milość. Wstaję w nocy, karmię córeczkę. I zawsze później idę do pokoju synka sprawdzić czy jest przykryty i przykryć go. Tak bardzo czuję ten słodki ciężar miłości i troski. Nieba bym im przychyliła.

Czy kiedyś ta nasza beztroska powróci? Czasami za nią tęsknię, za tymi wolnymi chwilami, błogim lenistwem, nicnierobieniem, przespanymi nocami, ciszą z książką, spontanicznym seksem. Czasem marzę o wypadzie we dwoje w góry na kilka dni. Czasem przygniata mnie ta moja cholerna odpowiedzialność.

Ciężko mi ostatnio.

20 komentarzy:

  1. Ja mam jedno dziecko i też mi ciężko a co dopiero Ty musisz mieć :/ Dziś też akurat wspominałyśmy z koleżanką te piękne czasy bez dziecka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekne czasy wolności i spokoju,ale nie zamienilabym ich na życie bez dzieci.

      Usuń
  2. chyba dopiero na emeryturze;)))) jak dzieci sie wyprowadza i pozakladają własne rodziny...niee...wtedy będzie lęk o wnuki;)

    to już zostanie zawsze;))) ale bez dzieci życie nie ma sensu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację,życie bez dzieci nie ma sensu...kiedyś te trudne chwile miną i będziemy odcinać kupony;-)

      Usuń
  3. No co Ty, dopiero przy dzieciach seks jest spontaniczny "obie spią, działamy!" ;) to kwestią żartu, ale rozumiem o czym piszesz, odkąd Hala się urodziła ja się boję, naprawdę boję, że coś zaniedbam, zepsuje... pierwszy raz poczułam to na łóżku porodów jak położono mi ją na piersi, do teraz strach narasta tylko. Obecnie mnoży się jeszcze przez dwa. Widzę jak bardzo się zmieniła, bo innych rzeczy nie boję się wcale. Nie przejmuję się pierdolami, mam dystans do pieniędzy i tak zwanej kariery. Czuję, że i małżeństwo mając dzieci jest pełniejsze, życie jakby prawdziwsze. A do beztroski, obawiam się, powrotu już nie ma. Nie ma beztroski, ale jest radość, której przed posiadaniem dzieci nie umiałam sobie nawet wyobrazić.
    Widzisz więc, czujemy troszkę podobnie. Jak tam Wasze zdrówko? Jak Maleńka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, Ty jak zwykle ujmujesz wszystko najpiękniej w słowa. Chciałam napisać komentarz Megi, ale po przeczytaniu Twoich słów napisze tylko : zgadzam się w 100%!
      Zdrowia i miłości Wam życzę ;*

      Usuń
    2. Dziękuję dziewczyny! ;-) co do seksu, to mamy dwa pokoje, córcia śpi ze mną w jednym,synuś z mężem w drugim,więc w zasadzie nie wiem jak sprawę ugryźć. ..;-) teraz i tak nie ma do tego głowy, ale na przyszłość..... kurczę przydałby się jeszcze jeden pokój..........

      Usuń
  4. Moja mama twierdzi, że już nigdy nie przestanę się martwić.
    Tak jak Rrruda pisała - teraz o dzieci, później o wnuki.
    Beztroski, wolny umysł zniknął bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że ten strach o dzieci nie mija nigdy. Zmienia się tylko to, o co się martwimy- teraz o katar i o to, czy Mu/Jej dobrze w przedszkolu. A później? Później będziemy się martwić czy wszystko układa Im się w małżeństwie/związku, czy praca stabilna itd. Widzę to dokładnie po Jej mamie. Jasne, że nie umiera ze strachu, kiedy mówię Jej, że mam zapalenie zatok... Ale kiedy mieliśmy kryzys małżeński bardzo Ją to gryzło. A o wnukach to nawet nie wspominam. Albo moja mama to taki typ, ale świadoma współczesnych realiów, często mówi, że martwi się o to, jak Oni pójdą do gimnazjum, czy nie wpadną w narkotyki...

      Usuń
    2. Dokładnie, moja też się martwi i trochę żyje naszym życiem, interesuje się i martwi o dzieci,też pomaga,przyjeżdża,gotuję, pomoże wyjść do lekarza. Wiem,że się martwi. I chyba ja też tak będę,najpierw o dzieci,później o wnuki. No cóż ;-)

      Usuń
    3. Wiesz co, ja nie wiem, czy moja żyje życiem moim i mojego brata. Raczej nie. Ale moja mama niczego nie ukryje i kiedy Ją coś gryzie, to po prostu widać. Stąd wiem, że martwi się i o sprawy mojego brata i moje. I to jest pewnie normalne. Wszystkie tego doświadczymy :)

      Usuń
    4. Tak jest, Dzielna Mamo, Twoja mama ma racje!!! Cos o tym wiem, napisalam o tym na dole w komentarzu. Trzymam kciuki za szczesliwe rozweiazanie!!!

      Usuń
    5. Marta, piszesz dokladnie to, co ja napisalam ponizej w komentarzu. Zmienia sie tylko to, o co sie martwimy! Wiem to, bo jestem babcią. Dzis dopiero rozumiem moja mame, ktora nie spala czasami, kiedy wiedziala, ze u nas cos nie tak - czy u nas, czy u moich dzieci. Zawsze to czula i martwila sie. Dlatego czasami nie o wszystkim jej mowilismy dla jej dobra. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Wiem o czym piszesz. Tak bardzo rozumiem. My co prawda krótko byliśmy tylko we dwoje, ale muszę przyznać, że z rozczuleniem i rozrzewnieniem wspominam ten czas. Nie, żebym nie wiedziała jakie zmiany niosą ze sobą dzieci... Na każde zdecydowaliśmy się jak najbardziej świadomie, ale czasem... Czasem kiedy ten ciężar odpowiedzialności wyjątkowo ciąży, zmartwienia się mnożą, ogólnie jest jakoś ciężko, to człowiek wraca pamięcią do tej beztroski.

    Czasami właśnie żal mi takie stanu totalnej beztroski kiedy byliśmy tylko we dwoje. I wiem, że TAKIEJ beztroski nie poczuję już nigdy. Zamieniłam ją na odpowiedzialność.

    Pewnie, że kiedyś będzie lżej... ale to już nigdy nie będzie to, co było kiedyś.
    Nie odważyłabym się napisać czy wtedy było lepiej, czy teraz- jest po prostu INACZEJ.

    Też mi czasem brakuje tego seksu z czasów "przed dziećmi"... Spontan, wyluzowanie... No a teraz- częściej kombinowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy dwójce,to faktycznie trudniej o sprawy intymne. ...bo przy małym dziecku olej,włoży się je do łóżeczka, i luzik. ..a starszy może przyjść znienacka i zapytać "co robicie"?o zgrozo.

      Usuń
    2. Kiedy rodza sie dzieci, juz nigdy nie przestajemy sie martwicmy, matki!!! Teraz martwisz sie o male dzieci, masz male problemy. Potem martwiszsieo duze dzieci i duze problemy. Nie wiem, ktore łatwiejsze, lepsze. Ja jestem juz na emeryturze i teraz martwie sie podwojnie, bo i o dzieci, i o wnuki. I nie umiem powiedzieciec, jako ta doswiadczona, z bagazem zyciowym, co lepsze - czy zmartwienia o to, czy mały wszystko zjada, czy ładne kupki robi, czy ma katarek, czy o to, kiedy wroci z imprezy, jak mu tam w szkole, w jakim towarzystwie sie obraca, kiedy 1-szy raz wroci wypity i czy potem skonczy studia i dostanie prace... Tu i tu problemy, i zawsze sie matrwisz. Taki nasz los, matek, dla ktorych jednak zycie bez dzieci, tych malych i duzych byloby ubozsze, prawda?
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Cała prawda! Później będę się martwić,czy córka odpowiedniego chłopaka zapozna i czy nie zrobią jakiegoś głupstwa. To samo z synem. Czy na imprezę nie pójdzie,czy nie obserwuje,też nałogi mnie przerażają. ..

      Taki nasz los-matek;-)ale bez tego, bez dzieci nie wyobrażam sobie życia: -)

      Usuń
    4. Ja tez nie wyobrazam sobie nie miec dzieci, dlatego baardzo mi zal tych, ktorzy borykaja sie z tym problemem.
      A tak na wesoło - moja znajoma mowila tak: :Jesli przezyje pierwszy powrot syna po pijanemu i pierwsza randke corki, to juz potem dam rade". Cos w tym jest. Jednak musze Ci powiedziec, ze inaczej martwisz sie o syna, inaczej o corke. Rozumiesz, o co mi chodzi? Tak samo bardzo, ale to inny rodzaj bojazni, bo o inne niebezpieczenstwa. Mam syna i corke, doroslych juz, wiec wiem to.

      Usuń
    5. Tak,wiem o co chodzi. Czuję, ze tak będzie, choć na razie są jeszcze mali. Chyba o córkę będę się bardziej obawiać, na dziewczynę czyha więcej niebezpieczeństw. Bardziej się córki "pilnuje":) bo syn zawsze sobie poradzi.

      Usuń
  6. Czuje sie podobnie. Ta odpowiedzialnosc za moje pociechy czasami nie przerasta, przytlacza. Martwie sie o nich kazdego dnia. Czy sa zdrowi, czy szczesliwi, czy im dobrze. A "najgorsze" jest to, ze to dopiero poczatek, ze pozniej pewnie bedzie I trudniej, bo dojrzewanie, alkohol, dziewczynh, nie wracanie na noc. Jejku chyba na jakis psychotropach bede zyc ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...