poniedziałek, 12 października 2015

Pierwszy miesiąc karmienia piersią za nami.

Było bardzo ciężko- co mnie zaskoczyło.

Zaczęło sie już w szpitalu. Dostałam maleńką do piersi około 18.00 w dniu jej narodzin. W związku z tym,ze nie oddała smółki nie została dokarmiona mieszanką tylko wodą z glukozą. Zatem bardzo się ucieszyłam,że dostanie ode mnie te drogocenne krople siary. Próba przystawienia przebiegła dość sprawnie, wszak miałam w zanadrzu 2 lata doświadczenia:-) miałam córeczkę przy sobie aż do wieczora, ale na noc ją zabrali i nie było mowy by ktoś ją w nocy przynosił na karmienie. W pierwszą noc jej znowu nie podano mm ze względu na brak smółki i przyniesiono mi ją  o 6.00 rano.

W drugiej dobie cały dzień była ze mną. Łatwo nie było, ja po cc, z cewnikiem, podawano mi nadal kroplówki. Ale przystawiałam ile mogłam, i szybko był efekt w postaci zranionych, bolesnych brodawek. Im dalej tym gorzej. Nie chciałam się zgodzić na podanie mm, mimo, ze dziewczyny z sali tez po cc podawały. Mała non stop wisiała na piersi, jak zabierałam to płakała. 

A ja zaczęłam się denerwować...wkradły sie myśli o zbyt małej ilości pokarmu. W drugiej dobie o 18.00 poprosiłam położna o mm. Przyniosła, nakarmiła mi malutką i moja malutka zasnęła od razu. Czyli faktycznie była głodna. Chciało mi się płakać. Położna ( złota kobieta) powiedziała : wy sie dziewczyny tak nie bójcie tego mm. Po cesarce w większości trzeba maluszki dokarmić, a jeśli chcecie karmić piersią,to dokarmianie nie zaszkodzi i będziecie karmiły.

Wszak syn tez był w szpitalu dokarmiany, a w domu juz tylko cycuś i karmiłam 2 lata. Uchwyciłam się tej myśli jak tonący brzytwy.

Na noc zdecydowałam, ze oddaję mała pod opiekę do pokoju noworodków. Po całym dniu nie miałam sił na noc...miałam wyrzuty sumienia... koleżanki z sali zrobiły to samo, żartowałyśmy o sobie, ze jesteśmy wyrodne matki:-) tej nocy mała była dokarmiana 3krotnie, o 6.00 mi ją przynieśli i już ze mną została. Pokarm się pojawił,jak ja przystawiałam słyszałam jak połyka i spokojnie zasnęła:-)

Czyli trzecia doba. Wypisali nas tego dnia do domu. Problemem stały się mega zranione brodawki, malutka mi je dosłownie zmasakrowała. Karmiłam i ryczałam często. Kto to przeżył, ten wie co to za ból. Zdawał sie nie miec konca...może winą był to, ze podałam smoczek? A dałam by dać chwilę wytchnienia poranionym brodawkom... błedne koło. To był strup na strupie, ciągle sie jakiś otwierał, jakby nigdy nie mogło się zagoić. Zatem karmiłam, wietrzyłam, smarowałam. Goiły sie prawie 6 tygodni... po 4 tygodniach miałam wielki kryzys, jak zobaczyłam, że malutka ma buźkę w mojej krwi. Kupiłam butelki, zaczęłam czytać o karmieniu mieszanym. Też mąż widząc jak się męczę i tą masakrę na brodawkach zaczął naciskać na karmienie mieszane. Ale dla mnie to wydawało sie czarna magią, po karmieniu piersią starszaka 2 lata nie wyobrażałam sobie teraz karmić takiego maleństwa butelką.... to bylo okropne,i te mysli, ze moze byłam za pewna siebie, że wielokrotnie śmiałam sie z kobiet ktore nie dały rady i teraz los zadrwił ze mnie i zagrał mi na nosie.


To dało mi kopa. W tym czasie mąż kupil mi maść Medeli Purelan100. Bardzo mi pomogļa. Po raz setny wzięłam się w garść... starałam się nie zwracać uwsgi na ból, żyłam z nim.

Od paru dni zagoiły się. Na jednej jest maleńka ranka, ktora juz sie nie otwiera. Nareszcie moge karmić nie przebierając nerwowo nogami.

I jak na razie malutka jest wyłącznie na cycusiu i mam nadzieję, że tak zostanie:-)

PS. Karmienie piersią jest dla twardzielek. Przysięgam.


12 komentarzy:

  1. Podziwiam Cie! Ja mam swoje granice wiec oo takiej probie i 6tygodniach gojenia sie brodawek poddalabym sid bez dwoch zdan.Wiec moje uklony w twoja strone;)buziaki i jednak dalas rade;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje, az sie zawstydziłam:-) no bylo ciezko, mialam mysli, ze to chyba koniec, ale cud sie zdarzyl i udało się. Ufff

      Usuń
  2. Podziwiam Cie! Ja mam swoje granice wiec oo takiej probie i 6tygodniach gojenia sie brodawek poddalabym sid bez dwoch zdan.Wiec moje uklony w twoja strone;)buziaki i jednak dalas rade;)

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo, że się udało :) Fajnie, czyli jestem twardzielką. Ale musisz przyznać, że każde dziecko inne. Mój synek piersi potrzebuje tylko żeby się przez 10 min najeśc i dalej nie chce. Córkę ciężko było odstawić, wisiała całymi dniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazdy maluch inny,mam to samo, syn mogl cycać godzinami, corka krocej i do rzeczy:-)

      Usuń
  4. Super, teraz już będzie dobrze :)
    Już nie pamiętam ile czasu to trwało, ale też miałam problem z poranionymi brodawkami..Pomogły nakładki silikonowe, bolało przy przystawieniu, ale jak młoda pociągnęła kilka razy to już było ok. Zaciskałam zęby, cicho krzyczałam i tak sobie pomagałam..Też karmiłam dwa lata i do tej pory moje dwie bratowe wypominają mi jak mogłam tak długo to robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe,nie znają sie:-) u mnie nakladki sie nie sprawdzily przy synku, teraz to sie nawet balam je wyciagac. Ale wiem,ze u niektorych kobiet sie sprawdzają,byle nie uzywac ich zbyt dlugo.

      Usuń
  5. Dałaś radę, brawo ;)
    Można?
    Można.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś jednak w tym jest, że karmienie zaczyna się w głowie. Jednak, po moich przejściach z Elizą wiem też, że teoria teorią, a każda historia mamy i dziecka żyje własnym życiem i jest indywidualnym, szczególnym przypadkiem.
    Hmm, napiszę tak- w kontekście tego, że przyznałaś się do tego, że wielokrotnie śmiałaś się z kobiet, które nie dały rady, to miałaś dużo szczęścia, że los nie zadrwił z Ciebie jeszcze bardziej. Wiedząc jak bardzo zależało Ci na kp, myślę, że bardzo mocno przeżyłabyś fakt, gdybyś nie mogła karmić w ten sposób córci.
    Nie wiem, czy gdybym sama tego nie przeżyła i nie doświadczyła, też bym była tak ostrożna z ocenianiem, śmianiem się, potępianiem. Mój start z Lilą może nie był aż tak ciężko, ale łatwy też. Później, po drodze też bywały wyboiście. Dziś wiem jedno- potrzeba naprawdę mega dużo chęci, determinacji, siły, zaangażowania, przekonania, że to ma sens, że się uda, ale i... współpracującego dziecka.

    I może jeszcze słówko położnych. Bardzo, ale to bardzo cenię sobie takie zdroworozsądkowe podejście. Nasza też była aniołem. Dzięki Niej podaliśmy Lilce 4dnia smoczek i absolutnie nie miało to żadnego wpływu na karmienie, a i Lila i ja się uspokoiłyśmy. Ona miała ogromną potrzebę ssania, a ja nie mogłam mieć Jej przy piersi całą dobę. Gdyby nie opinia tej położnej, do której miałam ogromne zaufanie, pewnie byśmy tego smoka nie podali, bo przecież się matka z ojcem naczytali mądrości :)

    Cieszę się, że karmienie się udaje. Oby tak dalej. To piękna forma bliskości z maleństwem. Ale i ze starszakiem też. Uwielbiam Lilę kiedy mi oznajmia: "Tu już pusto, teraz daj mi drugiego cycusia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby mi sie zupelnie nie udalo, bylabym zawiedziona i czulabym,ze zawiodlam... najgorsze bylo w tym wszystkim,ze mleka pod dostatkiem, a tak bolalo karmienie, ze tylko kto przezyl zrozumie co to znaczy spinac sie w sobie na sama mysl o zblizajacej sie porze karmienia.

      Tak,przyznaje,ze czasem smialam sie w duchu z kobiet,ktore bardzo szybko zrezygnowaly,w zasadzie olaly kp. Nie mam na mysli tych poddanych po dlugiej walce, bo roznie byc moze. No i tez bylam zby pewna siebie,myslalam, ze co jak co,ale na temat kp mam wiedze,ale teoria teorią,a zycie mi pokazalo.

      Mysle,ze jednak ten smoczek troche zaszkodzil u nas. Tez dalam na 4 dzien...

      Usuń
  7. Teraz już będzie z górki;)
    A o smoczek się nie obwiniaj. Mój syn dostał smoczek, córka nie... nie widziałam różnicy. I jeden i drugi początek był koszmarem;)
    Pozdrawiam i powodzenia w dalszym karmieniu!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...