czwartek, 31 grudnia 2015

Ostatni...

Życzę Wam Kochani samego dobra w życiu, Bożego Błogosławieństwa i samych szczęśliwych chwil. Niech się Wam układa w małzenstwach, związkach,  niech maluchy rosną zdrowo i pojawiają się oczekiwane brzuszki;-)

Ja na szampańską zabawę nie liczę, bo odkąd ciąże i dzieci, to w sylwka kwitnę w domu z lampką szampana o 21.00;-) 

Ale kiedyś się spełni moje i męża marzenie i powitamy Nowy rok na Kozim Wierchu;-) a później zabawa i picie w schronisku w Pięciu Stawach do białego rana, jak sił starczy:-)  Wersja bardziej lekka, to Nowy rok na Giewoncie ;-)

A kiedyś.... jak już będziemy starymi prykami utniemy sobie sylwka gdzieś na lajcie pod palmami. 

A dziś... Niunia śpi, synuś zasypia, szampan 7% chłodzi się w lodówce,  słabszego nie było;-) 

To do zobaczenia w 2016, aby był jak najlepszy i jak najpiękniejszy!

Źródło- Internet 

środa, 30 grudnia 2015

Rok temu...

Rok temu dowiedziałam się, że pod moim sercem zaczeło sie nowe życie.
Jeszcze nie wiedziałam, czy uda sie donosić zdrowe maleństwo, jak to się potoczy. Tym bardziej, że po kilku godzinach od pozytywnego testu ciązowego przyszlo krwawienie, które postawiło całą tą wielką radość pod znakiem zapytania. Nie pytajcie jaki rok temu miałam sylwester:-P

Ale nadzieja została, której uchwyciłam się mocno. I równie mocno walczyłam o każdy tydzień tej 39 tygodniowej ciąży. Udało się!

wtorek, 22 grudnia 2015

Najpiękniejszy śnieg leży w Tatrach.

Pogoda wiosenna, już 5 lat z rzędu nie będzie białych świąt, ostatnie takie były w 2010 roku...

Zapraszam zatem do oglądania moich zdjęć z najpiękniejszego miejsca w Polsce z polskich Tatr...:)
Zdjęcia z 2008 roku. Zapraszam Was na Czerwone Wierchy.

niedziela, 20 grudnia 2015

4 dni do Wigilii...

Za kilka dni Boże Narodzenie. 

Moje zmęczenie sięga czasem zenitu. 
Maleńka potrafi być megawymagająca i bezkompromisowa. 
Starszego mi czasem żal,  ze mloda uwieszona na moich rękach, więc nie zawsze mam dla niego czas, co mi doskwiera... taki okres, muszę przeczekać. 

Znajdujemy na szczęście chwile, kiedy wszyscy razem możemy wyjść na spacer... wtedy prawdziwie odpoczywam.

piątek, 18 grudnia 2015

Wstydliwy problem.

Borykam się z tym od lat. Nasiliło się pod koniec ciąży,  a teraz to tak wygląda,  że uuuu. Pogrzebalam w necie i znalazłam, nazywa się toto "rogowacenie mieszkowe". Objawy pasują do mnie jak ulał. Fotki dalej, bo nie chcę na głównej straszyć:

sobota, 12 grudnia 2015

Duchowa adopcja.

Pierwsze przyrzeczenie duchowej adopcji zlozylam 28 grudnia 2011 roku. Pisałam o tym <tutaj>. Bóg chciał, że moje duchowo adoptowane dzieciątko rosło równoczesnie z moim w brzuchu, dzieliło je raptem kilka dni.

środa, 9 grudnia 2015

Brak mi przyjaciółki.

Właśnie... dlaczego zaczęłam pisać bloga. 
Ha! Palnę na wejściu, że brakowało mi bratniej duszy, koleżanek, kogoś z kim mogłabym dzielić się problemami związanymi z dzieckiem, życiem. Brakowało mi kogoś komu mogłabym się zwierzyc. Nauczona doświadczeniem w życiu realnym trochę boję się tak do końca zaufać. Koleżanki są, tez w pracy... Ale to powierzchowne raczej znajomości, nie nazwałbym ich przyjaciółkami. Inne przyjaźnie się skończyły, kiedy skończyła się szkoła,  studia,  każdy poszedł w swoją stronę. Pewnego dnia obudziłam się z przeswiadczeniem,  że nie mam z kim za bardzo wyskoczyć na babskie plotki, zakupy, do kina... z którą mogłabym się odchudzać.,wstyd, no trochę mi wstyd. Pisałam o tym <tu równo rok temu> Trochę czuję się jak dzikus,  bo każda ma pełno koleżanek,  a ja? 

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Pa pa ósemeczko!

Mój mały sukces... w sobotę na jeden dzień wskoczył 79,1kg, ale od dwóch dni jest 79,7kg. Zatem żegnaj ósemko z przodu! I tak za długo cię tolerowałam ;-))

Czuję te 3kg mniej. Niby niewiele, ale...cieszy!

Choć bardzo długa droga przede mną. Wiem, że dam radę, chociaż czasami jest mi ciężko,  bo niestety lubię jeść ;-) jednak każdy zrzucony kilogram przybliża mnie do upragnionego celu- bycia szczupłą.... a wiem, że samo się nie zrobi. 

Przyznam się Wam tu,ze w 2010 roku kiedy odchudzilam się mocno z około 75kg na 58kg (wzrost 177cm) - otarłam się o zaburzenia odżywiania. Głód stał się moim sprzymierzeńcem,  on znaczył, że tracilam wagę. Mimo to o jedzeniu myślałam w zasadzie non stop: co jadłam, co zjem, czy mogę to zjeść,  no paranoja. I ciągle mi było mało. W końcu zamarzylam o wadze 54kg, bo ciągle zdawało mi się,  ze przydałoby się coś zrzucić. Oczywiście jadłam mega zdrowo, codziennie (tak codziennie) robiłam sobie świeże soki z sokowirówki, dużo warzyw, owoców, nie jadłam żadnego mięsa prócz ryb. Słodycze? Ilości śladowe... pieczywo?  Nie istniało dla mnie. Do tego lewatywy: -) Zasady Tombaka;-) regularne badania krwi.  I tak się bujałam;-)

A wiecie co mnie powstrzymało przed dalszym chudnieciem? To,ze chciałam mieć w przyszłości dzieci,  a bałam się, ze od tego spadku wagi zatrzyma mi się okres i nawalę sobie w hormonach. Tego się bałam bardzo, bo to nie żarty. 

Teraz wiem, że tamto jest za mną, już nigdy nie zamarze o wadze 54kg. Teraz marzeniem jest 64. Realnym, osiągalnym. I jak patrzę na obecne 79 to trochę mi mina rzędnie, ale...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie. "



piątek, 4 grudnia 2015

Kur...

Nie mam nic dla siebie. Każdy mój dzień jest taki podobny... a dużo nie chcę, po prostu strasznie zamarzylam, że pójdę sobie na wieczorny seans do kina, ale w tym zas*anym kinie w moim mieście tych  filmów nie grają, na których mi zależało,  a tak się podjarałam, a tu figa. Jestem wkurzona.

Do tego jak wyjeżdżam gdzieś z domu (na zakupy, hahaha) to zawsze zabieram starszaka że sobą, a mąż zostaje z córcią. I kurcze prawie zawsze jak wracam, (a uwierzcie robię te zakupy z językiem na brodzie i nie zamulam, nie ma mnie max godzinę, najczęściej 45min i jestem z powrotem) mała ryczy lub marudzi. No kuśwa. 

Na wejściu słyszę, że mała jest złośliwa i swojego biednego tatę stresuje! Fakt mała ma charakterek i potrafi być wymagajaca, ale do diaska zostawiam ją nakarmiona, przewiniętą. Dziś nie było nas pół godziny, bo pojechałam do Jyska po świecznik. No i wracam, a Malutka popłakuje, a zostawiłam ją śpiącą w bujaczku jak wychodziłam. A może ona czuje, że mama wychodzi? Czy faceci mają dwie lewe ręce do takich maluchów czy co? 

PS. Mam nadzieję, że chociaż Zmierzch uda mi się w niedzielę obejrzeć. Może to kicz,ale bardzo lubię całą Sagę:-) I film i książki. Brak mi tego romantyzmu czasami... taka proza życia jest czasem przytłaczająca... :-(

środa, 2 grudnia 2015

Mój trzylatek u dentysty.

Wczoraj wybrałam się ze starszakiem do dentysty na wizytę adaptacyjną. Ustaliłam wcześniej, że chodzi o przegląd ząbków i jeśli maluch pozwoli fluoryzację. Tez zależało mi, by poznał gabinet i taka wizytę kojarzył z czyms miłym, czego w żadnym razie nie trzeba się obawiać. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...