sobota, 12 grudnia 2015

Duchowa adopcja.

Pierwsze przyrzeczenie duchowej adopcji zlozylam 28 grudnia 2011 roku. Pisałam o tym <tutaj>. Bóg chciał, że moje duchowo adoptowane dzieciątko rosło równoczesnie z moim w brzuchu, dzieliło je raptem kilka dni.

Drugiego przyrzeczenia podjelam się 2 lata pozniej.

Trzeciego 28 grudnia 2014. Kiedy bardzo pragnełam zajsc w ciążę i w zasadzie o niczym innym nie myślałam. Kiedy w czasie mszy było czytanie z ewangelii św. Łukasza wbił mi się w pamięć ten cytat:

"Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim. "

Pomyślałam wtedy,że wszystko zależy od Niego. Że jeśli On bedzie chciał, bym tym razem utrzymała ciążę to tak sie stanie. Za dwa dni po przyrzeczeniu 30 grudnia zeszlego roku robiłam test ciążowy i ...pozytywny! Przystępowałam do duchowej adopcji nie wiedząc jeszcze, ze jestem w ciązy. Pozniej slowa czytania dzwieczały mi setki razy w uszach. Kiedy plamiłam, kiedy się martwiam, kiedy bolał mnie brzuch, myślałam o moim przeczuciu w kościele wtedy "a łaska Boża spoczywała na nim". Że jeśli Bóg ze mną to kto przeciwko mnie? :-)Dawało mi to ogromną siłę...

Często też w ciężkich chwilach powtarzałam sobie jak mantrę "Jezu ufam Tobie, Ty sie tym zajmij."

Opowiem Wam jeszcze coś. Razu pewnego wracam z pracy do domu, ciezki dzien, około 8 tydzień ciąży, znowu plamienia, lekarz mówi, że na tym etapie nic sie nie zrobi procz leków, ja mam w głowie natłok czarnych myśli... wlokę sie po schodach do domu, zobojętniała i zdołowana, przystaję na półpiętrze przy skrzynce na listy, otwieram...a tam wśród rachunków i gazetek  ulotka z wizerunkiem Jezusa a pod spodem napis:

"Czy Ty mi ufasz?"

...

Stałam na tych schodach, gapiłam sie na tą kartkę i łzy splywały mi po twarzy.

W tym roku 28 grudnia po raz czwarty przystepuję do duchowej adopcji. W czasie tej trudnej ciąży złozyłam Bogu osobiste przyrzeczenie, że jesli donoszę i urodzę zdrowe malenstwo to przystąpię jeszcze do 10 adopcji, czyli 10 lat z modlitwą o nienarodzone maleństwa:-) Podczas tych mszy rozpoznaję juz znajome twarze. Mąż przystąpił dwukrotnie:-)

Zachęcam Kochani. To piękna inicjatywa, głeboko wierzę, że takie dobro powraca.



15 komentarzy:

  1. Piękna inicjatywa. Modlitwa bardzo dużo daje, wiem po sobie. Za mojego Małego modliło się pół parafii, zupełnie obcy nam ludzie. Dzięki modlitwie mój syn przeżył i jest teraz z nami. To jest niesamowite

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda. Też odłożyłam cegiełkę od siebie. Niesamowitą jest móc modlitwy.kiedyś tego nie rozumiałam, ani ludzi dla których to jest ważne. Teraz jest inaczej.

      Usuń
    2. Dzięki Megi za modlitwę za synka :*

      Usuń
  2. Hmmm, to ja może trochę mniej entuzjastycznie, a bardziej sceptycznie. Specjalnie przeczytałam sobie definicję, żeby nie wyjść na totalną ignorantkę...
    Modlitwa przez 9miesięcy za dziecko w łonie matki zagrożone zagładą. W porządku. Świetnie. Pięknie. A co dalej? Bo jeśli ta modlitwa miałaby przynieść rezultat taki, że kobieta, która nie chce zdrowego dziecka, nagle się opamięta, nie usunie ciąż, pokocha tego malucha- to jasne, cudownie wręcz... A co z dziećmi obarczonymi złożonymi wadami? Co z dziećmi, które nie trafią do okna życia, ani nie zostaną pozostawione w szpitalu, a zostaną wyrzucone na śmietnik... jak śmieci? Co z dziećmi, które w wyniku chorób z jakimi przyjdą na świta będą skazane jedynie na cierpienie?
    I mam jeszcze jedno pytanie, absolutnie pozbawione jakichkolwiek podtekstów, czy złośliwości- czy po tych 9miesiącach, modlisz się jeszcze za takie dziecko? Za Jego los, już tu, po drugiej stronie?

    Nie wiem, zbyt wielką realistką (w tym temacie) chyba jestem, żeby spojrzeć na tą "inicjatywę" bez wielu "ale"...

    Cieszę się natomiast, że miałaś kogoś, kto dawał Ci siłę w tych trudnych chwilach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po operacji mojego dziecka, a urodziło się ze złożoną wadą serca, gdy już było wiadomo że wychodzi zdrowe ze szpitala - ci co się modlili powiedzieli mi, że cały czas będą się za niego modlić, więc to nie jest modlitwa od święta. Zresztą, modlitwa nie sprawia, że zbawiamy świat, ale przede wszystkim siebie

      Usuń
    2. Basiu, i o to mi właśnie chodzi, bo w moim rozumieniu tej idei/inicjatywy tak to powinno wyglądać. Zapytałam Magdę ze zwykłej ludzkiej ciekawości, jak to wygląda później.

      Usuń
    3. To jest modlitwa nie tylko o zachowanie dziecka przy życiu,ale też za jego godne i dobre życie po narodzeniu. Jasne,ze po ukończeniu duchowej adopcji zdarza mi się wspominać w modlitwie moją trójkę ;-)też za ich rodziców, by swoje dziecko pokochali. oczywiście nie codziennie, ale czasem myślę o tym wszystkim. Trochę głęboko już w to wroslam.

      Usuń
    4. A co jeśli? I szereg pytań... Nie bawmy się w wyrocznię. Tutaj wchodzi właśnie Bóg ze swoimi planem i Bożą Opacznością, chyba na tym, polega wiara na UFNOŚCI. Modlę i w cale nie wiem, co będzie dalej pozostawiam to Bogu, bo on na pewno z każdej sytuacji wyprowadzi dobro. Polecam książkę - Moc uwielbienia.

      Usuń
    5. Dla osób wierzących być może to ma sens. Nie każdy musi być wierzący, prawda? I wtedy pojawia się właśnie to "...a co jeśli?", bo tu już możemy dyskutować, czy dla takiego dziecka, lepsza jest śmierć w łonie "mamy", czy w jakiejś piwnicy, albo śmietniku. Niestety, wcale nie tak rzadko przychodzi nam się dowiadywać o takich zdarzeniach. Nie byłoby w ogóle tematu, gdyby każda ciężarna kobieta miała na uwadze swój stan i dobro dziecka. Pijane noworodki jednak łamią te utopijne założenia.

      Magda! Dzięki za odpowiedź.
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. W tej modlitwie nie chodzi tylko i wyłącznie o narodzenie dziecka,ale też jak pisałam o jego godne i dobre życie po narodzinach.

      W tej modlitwie stoi:"daj rodzicom dziecka miłość i odwagę " co jednoznacznie wskazuje na to, ze mają malucha pokochać, a co za tym idzie otoczyć go opieka, oddaniem, miłością.

      Wiem,że są skrajne przypadki wad genetycznych itp. Ale w większości kobiety usuwają ciążę z braku wsparcia i miłości, ze strachu. Ta modlitwa ma dać im miłość, odwagę, by dziecko przyjęli na świat z miłością właśnie.

      A swoją drogą wiem,że jest pełno zła w życiu, a zło wyrządzone dzieciom boli mnie podwojnie, stąd ta modlitwa.

      Usuń
  3. słyszałam o tym. piękna inicjatywa. Niestety chyba nie wytrwałabym w tym pewnie z moją sklerozą. Jestem pełna podziwu dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam...czasami zmawialam modlitwe późno, bo w ciągu dnia mi umykalo. Później wyrobiłam sobie nawyk zmawiania podczas usypiania synka,i tak weszło mi to w krew. Początkowo faktycznie może się to wydać wielkim zobowiązaniem, ale to tylko modlitwa z dziesiątka różańca. Nowenna pompejanska to jest dopiero hardkor: -P

      Usuń
  4. Dla mnie to fantastyczna inicjatywa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie jestem wytrwała, tego Ci zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...