wtorek, 16 lutego 2016

Minusy cesarskiego cięcia, czyli jak to wygląda naprawdę...

Czytając to i owo w necie nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze cesarskie cięcie jest postrzegane jako prosty zabieg. W tym poście opowiem jak wygląda cc od kuchni i o tych sprawach, które się z reguły mówiąc o cesarskim cięciu pomija. Zatem wrażliwi nie czytać!

Oboje moje dzieci urodziłam przez cesarkę. Pierwsza była wykonana w trybie nagłym, druga była zaplanowana. 

A więc po kolei...
Minusy cesarskiego cięcia:
Największym minusem jest to, ze dziecka nie można mieć od razu przy sobie. W moim szpitalu maleństwo po narodzinach i wcześniejszym zbadaniu dają do ucałowania i przytulają mamie do policzka, a wcześniej takie umorusane pokazuje lekarz nad tą zasłoną jaką się ma na brzuchu: ) Później rana jest zaszywana i jedzie się na salę pooperacyjna, gdzie spędza się kilka godzin. Na sali pooperacyjnej nie dostaje się maleństwa, zresztą w tym stanie i tak nie można się dzieckiem zajmować. Pierwszą noc po cięciu również dziecko jest w pokoju noworodków, można się umówić, ze co trzy godziny w nocy przyniosą malucha na karmienie. Po narodzinach corcie na ręce już ubrana i oporządzoną dostał mąż i spędził z nią pierwsze pół godziny, a wcześniej mógł popatrzeć jak ważą, myją, ubierają :)Ale tak czy siak kontakt z dzieckiem przez pierwszą dobę po cc jest bardzo ograniczony. Najgorzej jak słyszy się płacz dzieci i schizuje czy to przypadkiem moje nie płacze...

Ból
Boli jak jasna cholera. Chociaż w moim mniemaniu i tak mniej niż skurcze porodowe. Pierwsza doba jest bardzo trudna- jak znieczulenie po operacji zejdzie to pojawia się ból podbrzusza taki, ze najsilniejsze miesiączki razy sto i jeszcze mało. Nie można się ruszyć bo boli. Z boku na bok przekrecasz się na raty, po troszeczku. Patrzysz na zegarek kiedy przyniosą kroplowke przeciwbolowa i nie możesz się doczekać. Później po paru godzinach pierwsza próba siadania. Odchodzi się już od tzw "leżenia plackiem 12h ". Teraz lekarze są zdania, ze trzeba stanąć na nogi jak najszybciej. Jak rano miałam cesarkę, to około 18.00 musiałam już wstać na chwilę. W głowie się kręci, samemu nie można, duże ryzyko omdlenia. Z bólu i głodu: ) później po pionizacji można pokuśtykać tiptopkami do pokoju położnych z prośbą o dodatkowy zastrzyk przeciwbolowy: )

Głód. 
Planowe cięcie, nie można jeść od wieczora wcześniejszego dnia. Po cięciu też nie można jeść. Więc wychodzi na to, ze dwie doby bez jedzenia. Pić też nie można, jedynie "zwilzac usta" mały łyczek raz na godzinę jest okej. 

Lewatywa
To zależy od szpitala. W moim szpitalu nie robią. 

Cewnik.
Uuuu. Przed cięciem w ramach przygotowania pielęgniarka zakłada cewnik. Szczypie, piecze, drażni, przeszkadza. Do tego widok gumowego węża między nogami...nie należy do przyjemnych. Ja miałam schize, że ten wąż mi wypadnie, choć to niemożliwe... później po operacji już ma się ten cewnik około półtorej doby. Połączenie tego dyndajacego węża między nogami z lezeniem w łóżku i z bólem przy próbach zmiany pozycji i wyciekającymi odchodami poporodowymi  to wybuchowa mieszanka. Ja miałam obawy,ze sobie tego węża dupskiem przygniotę i jeszcze mi się coś tam uszkodzi. Odetchnelam z ulgą jak mi to ustrojstwo wyciągnęli. 

Znieczulenie operacyjne.
Ja mialam znieczulenie podpajęczynówkowe. Czyli "zastrzyk w kręgosłup ". Niezbyt przyjemne... przy pierwszym porodzie anestezjolog trafił od razu, przy drugim porodzie za...czwartym razem. Cztery próby wklucia, to trochę było za dużo jak na moje nerwy wtedy. Być może to wina mojego zwichrowanego kręgosłupa. Już się bałam,ze zaraz skończy się to znieczuleniem ogólnym, którego nie chciałam, bo pragnęłam zaraz po narodzinach zobaczyć maleństwo.

Kroplówki i wenflony.
Na sali pooperacyjnej po kilka pod rząd, jedna za drugą. Do tego wenflon. Co kilka godzin następna seria kroplowek i płukanie wenflonu. Najczęściej na drugi dzień trzeba zmieniać wenflon, nie jest to przyjemne. Dochodzi uczucie uziemienia z jednej strony cewnik, z drugiej kroplowka. Te kroplówki idą prawie ze ciągle, ma się wrażenie, że nigdy się nie skończą.

Próby przystawienia dziecka do piersi.
Jest trudniej. Z racji cesarki mleka początkowo jest nieco mniej niż po porodzie naturalnym. Do tego znaleźć pozycję wygodna też bardzo trudno, bo każdy ruch to ból rany. Ktoś musi pomóc podać maleństwo.  Do tego ograniczenie ruchów przez cewnik i podłączona kroplówkę. 

Odchody poporodowe (wrażliwi nie czytać!!!)
Najmniejszy ruch, czy próba obrotu na bok i chlup chlup. Wszystko pod tyłkiem mokre i lepkie od krwi. Podkłady, prześcieradło, kołdra. Na sali pooperacyjnej położne przychodzą zmieniać podkłady i "myć" . Myją na lezaco, nad basenem, bo przecież pacjentka leży. Zmieniają  brudne prześcieradło i poszewke od koldry. Ale w ciągu krótkiego czasu jest to samo. Na sali pooperacyjnej też. Przy próbie pozycji półleżącej w łóżku znowu robi się potop. A położna też nie od razu natychmiast przyjdzie, bo trzeba by było to zmieniać co chwilę, więc jest trochę chlewik, najgorzej po pierwszej nocy, niestety. Mi to bardzo dokuczalo. Nie wiem, może w prywatnych klinikach bardziej dbają o pacjentki? Pewnie tak...

A jakie są Wasze doświadczenia w temacie? Podobno 30% porodów to cesarskie cięcia, więc sporo nas: )

33 komentarze:

  1. Jasne, że sporo, bo wskazań do cc jest i będzie coraz więcej. Jak wiesz, ja też jestem mamą cesarkową. Pierwsze cięcie- planowane, drugie- akcja porodowa w toku, ale robione na spokojnie, bo żadnego zagrożenia nie było. Oba moje cięcia były robione w innych szpitalach i zestawiając z moimi wspomnieniami to, co Ty opisujesz- dużo chyba zależy od szpitala. Przy pierwszym cc mógł być ze mną Marcin. Miałam lewatywę, cewnik, ostatni posiłek zjadłam o 20 dnia poprzedniego, cięcie miałam w południe. Faktycznie- dano mi Małą tylko przytulić, a potem "poszła" z tatą na badania, i na dwie godzinki nam Ją zabrano. Ból? Kosmiczny, ale tylko dlatego, że nie dano mi w porę kolejnego zastrzyku przeciwbólowego, za co położna mnie baaaaaardzo przepraszała, tylko- co mi po tym, skoro naprawdę myślałam, że oszaleję z bólu? Po tym pierwszym cc kazano mi leżeć plackiem 12godzin- masakra. Z karmieniem problemy, ale tu nie wiążę ich z cc, tylko z olewaniem personelu i tym, że Eliza szybko dostała bardzo silnej żółtaczki- była senna, nie wykazywała chęci ssania.

    Drugie cięcie- brak lewatywy, cewnik był, Marcin czekał na zewnątrz. Po porodzie Lila została zważona, zmierzona, a potem, jak tylko wykonano wszystko przy mnie, czyli zbiegło się niemal z Jej pomiarami, miałam Ją przy sobie od razu. Bardzo szybko została przystawiona mi do piersi. Ból? Jaki ból? Stąd wiem, że naprawdę nie musi boleć (a przy drugiej cc spodziewałam się kosmosu), wszystko zależy od doboru i częstotliwości podawania leków przeciwbólowych.

    Aha. I jeszcze odchody- wiem, że to kwestia bardzo indywidualna, ale miałam to szczęście, że u mnie było tego bardzo niewiele. Do tego stopnia, że przy Lilce wystarczyły normalne podpaski, tylko te bardzo chłonne. Żeby jednak nie było tak super, to jedyne, co mi naprawdę negatywnie zapadło w pamięć przy Lilce, to ten cewnik. Okropnie przykre doznanie. I nie wiem, czy miało tu wpływ to, że miałam regularne skurcze już wtedy, bo przy Elizie- gdzie wszystko działo się "na zimno", tak źle tego cewnika nie zapamiętałam.

    Warto też może wspomnieć o zastrzykach przeciwzakrzepowych, które trzeba brać 10dób po cc. Dla mnie robienie ich sobie w domu, nie było łatwe.

    Przy Elizie robiła mi je cały czas położna, bo leżeliśmy 11dób, ze względu na żółtaczkę Małej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, przy Lilce pierwsza próba pionizacji była po 6 albo 8godzinach od porodu, nie pamiętam dokładnie, ale nawet gdyby było to 8godzin po (bo na pewno nie więcej) to i tak jest różnica między 8 a 12. I w żadnym szpitalu, w którym leżałam, położne nie myły kobiet. To chyba też należy do specyfiki danego miejsca.

      Usuń
    2. Dziękuję za tak obszerny komentarz! Pamiętam,że Ty też jesteś cesarzową: ) faktycznie, dużo zależy od szpitala, zasad, personelu, też tego ile akurat mają pacjentek. Z córcia tak trafiłam,ze tego dnia było wykonanych pięć cesarskich cięć, a szpital niewielki. I nie miał się za bardzo kto nami zająć po, zatem nie było za fajnie jeśli chodzi o opiekę.

      Jakie zastrzyki przeciwzakrzepowe po? 10 dób po? Ja nic takiego nie miałam.... aaaaa!

      Usuń
    3. A wiesz, że kiedy dostaliśmy receptę przy wypisie z Lilą na te zastrzyki, to też taka była moja reakcja- co? zastrzyki? jakie? przecież po pierwszym cc nie miałam! Na co Marcin, jak się okazało, bardziej przytomny, przypomniał, że owszem- miałam... Generalnie nie masz czego żałować- brzuch siny, ból...

      Usuń
    4. No wiesz,wiem,że pewnie bolały,ale czy po prostu w moim szpitalu nie zaniedbali sprawy,może brak u mnie tych zastrzykow mógł spowodować jakieś powikłania zdrowotne...

      nawet nie wiedzialam, że takie zastrzyki są. Szczęśliwi ci co w nieświadomości żyją...

      Usuń
    5. Ja dokładnie tak samo pomyślałam, zanim Marcin mnie uspokoił, że tam też dostawałam te zastrzyki. Nie wiem czy standard, bo w sumie nie pytałam, żadnej innej mamy o nie. Może ktoś się jeszcze wypowie, czy miał je, czy nie.

      Usuń
    6. Madziu, spójrz tu:

      http://f.kafeteria.pl/temat/f10/zastrzyki-przeciwzakrzepowe-po-cc-dostawalyscie-p_4797383

      Jak widać- większość dostawała (ale ilość już się zasadniczo różni, ciekawe z czego to wynika?), ale są i mamy, które w domu już nie dostawały. Przypuszczam, że w szpitalu jednak je miały, może po prostu nie pytały, co pielęgniarka Im "serwuje".

      Usuń
    7. Przeczytalam, no nieźle... jedyne zastrzyki jakie dostawalam to przeciwbólowe. Ech... dobrze,ze nic się nie stało, nie mam pojęcia od czego zależy,czy dają czy nie dają.

      Usuń
    8. Ja też żadnych takich nie brałam! Nawet nie wiedziałam, że trzeba ??

      Usuń
  2. Ale jak widać wszystko da sie przezyc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My kobiety jesteśmy silne,ale wyobraźmy sobie faceta w takiej sytuacji, jak ich przeziębienie "zabija" :))))

      Usuń
  3. To ja trochę uspokoję te, które po przeczytaniu mogłyby spanikować, że jest tak źle. Wszystko zależy od rodzącej np. wytrzymałość na ból oraz szpitala.
    W szpitalu, w którym rodziłam dziecko dostaje się od razu i cały czas ma przy sobie. Położne na obserwacyjnym podają malucha do karmienia, przewijają jeśli mama nie może tego zrobić bo np. wciąż leży lub nie ma siły. Ból to kwestia indywidualna. Na nogi stanęłam po 7 godz. od cc. Ból był niewielki, bez problemu się wyprostowałam i zrobiłam parę kroków. Z każdą godziną było lepiej więc zrezygnowałam z podania środków przeciwbólowych. Po 12 godz. usunęli cewnik i skończyli podawać kroplówki więc mogłam wziąć prysznic. Dostałam też do zjedzenia sucharki. Wodę mogłam pić po ok. 6 godz. od cc. Minusem faktycznie jest mała ilość pokarmu lub jego brak i to jedyne co mi przeszkadzało.
    Czułam się i byłam w lepszym stanie niż moja sąsiadka z sali po sn, która po vacum nieźle cierpiała. Nie leciało ze mnie strumieniami (nie ubrudziłam nawet podkładu), mogłam chodzić, normalnie siadać!, od początku zajmowałam się dzieckiem.
    Jak widać cc wcale nie musi być przykrym wspomnieniem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,dużo zależność szpitala. Ja generalnie jestem mimo wszystko bardzo zadowolona ze miałam te cięcia i na drugie zdecydowalam się świadomie, moim skromnym zdaniem i tak wole cc niż poród naturalny, cc wydaje mi się takie przewidywalne, a poród naturalny może się skończyć różnie.

      Dostalas malucha na sale pooperacyjna? Jestem normalnie w szoku!

      Usuń
    2. Tak, dzieci od razu były z mamami jeśli ich stan na to pozwalał.

      Leki przeciwzakrzepowe dostawałam tylko w szpitalu. M.in. ze względu na przeciwdziałanie zakrzepom w szpitalu, w którym rodziłam kobiety pionizuje się i "uruchamia" jak najszybciej.

      Czy wolisz cc, czy sn to nie wiesz bo nie możesz porównać :-D Może się jedynie wydawać, że coś jest lepsze. A poród każdy jest nieprzewidywalny, zwłaszcza cc bo to operacja i dużo rzeczy może się wydarzyć.
      Kojarzysz film "Przebudzenie" z 2007? Z badań wynika, że kobiety znieczulone do cc ogólnie należą do grupy, w której dość często dochodzi do "przebudzenia". Brrryyy...

      Usuń
    3. Czytałam o filmie,nie za ciekawe uczucie, ! Na szczęście miałam znieczulenia od pasa w dół i miałam pełną świadomość.

      Nie tak do końca nie mogę porównać,bo przeżyłam tak zwany poród 2w1, 16godzin skurczów,w tym 12godzin intensywnych w szpitalu, doszło do rozwarcia na 7-8cm. Później skurcze były w zasadzie co minute i miałam wrażenie że trwają non stop. Do tego częste badania, które bolały okropnie, brak delikatności, a może po prostu nie cackali się,bo stwierdzono, ze i tak urodze,więc można mi TAM pół ręki włożyć.

      W końcu przyszedł lekarz i ocenił, że trzeba cc. I bosko bo syn z wagą 4500 i szerszy w barkach niż w główce, mogłoby dojść do dystocji barkowej. Po tym wydarzeniu straciłam wiarę we własne siły jako mogącej urodzić naturalnie, więc drugie cc umowilam z lekarzem i nie chciałam próbować nawet sn.

      Masz rację,każdy poród inny i nieprzewidywalny, ja wybieram cc jako operacje przewidywalna dla dziecka, bo to ze względu na bezpieczeństwo córki zdecydowalam się na drugie cięcie.

      A cc niesie większe ryzyko dla kobiety niż poród sn, zdecydowanie.

      Usuń
  4. O rany! Jakoś się nigdy nie zastanawiałam nad tym, jak to wygląda dokładnie. I po Twoim opisie stwierdzam, że chyba wolę rodzić naturalnie. Strasznie dużo tych nieprzyjemności! Nie żeby poród siłami natury, był specjalnie przyjemny, ale chyba nie znalazłabym tylu jego minusów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisalam ten tekst też dlatego, że spora część kobiet twierdzi, że cesarskie cięcie to nic takiego, żaden wysiłek, żaden ból itp. A tu jednak te nieprzyjemnosci są,tyle ze innego kalibru.

      Ja z mojej strony zawsze panicznie bałam sie porodu naturalnego i szczerze podziwiam wszystkie kobiety, którym udało się tak urodzić! Ja po pierwszej 12 godzinnej próbie sn zasmakowalam jak to wygląda i przy drugim porodzie nawet nie chciałam słyszeć dobrym chociaż "spróbować,bo może tym razem gładko pójdzie ".

      Usuń
  5. Omg to ja już wolę naturalnie, choć też ból nieziemski, ale za to szybko się przychodzi do siebie i bez tych rurek i innych badziewi, bleee... I chodzić można od razu, karmić, działać. Mam nadzieję, że jednak cc mnie ominie i tym razem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem Ci tego życzę: ) na pewno pójdzie szybko i łatwo, masz już wprawe ;) są kobietki, którym poród sn gładko idzie, a są takie które wolą udać się pociąć, ją należę do drugiej grupy. :)może dlatego, że pierwszy poród dał mi tak w kość...

      Usuń
  6. Ja nie miałam planowanej cesarki, próbowałam rodzić sn, i dla mnie najprzyjemniejsze było właśnie znieczulenie - cud! Najpiękniejsza chwila w życiu, dwa dni się męczyłam ze skurczami i nagle w największym bólu przestałam czuć. To było piękne. :) Dziecko dostałam ok godziny po cesarce, ale tylko na godzinę. Na noc została zabrana. A ja leżałam na płasko, ciągle przychodzili z nowymi kroplówkami, zmianą opatrunku itd. Najgorzej wspominam ból głowy który utrzymywał się około tygodnia po cc. To był taki ból, że dosłownie miałam ochotę umrzeć. Strasznie żałuje, że nie udało się urodzić sn, a było bardzo blisko (miałam 8 cm), a, że rozwarcie dosyć szybko się zwiększało powiedziałam nawet do męża, że jeszcze godzinka może dwie i tak skończyłam 6 godzin później pod nożem. Oczywiście jestem wdzięczna, że lekarze nie zwlekali z decyzją dłużej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też właśnie 7-8cm i decyzja o cc. Wtedy przy pierwszym porodzie moment znieczulenia był BOSKI tak jak piszesz. Ulgą taka,jakby mi ktoś zrzucił z ramion worek kamieni. Odlot, błogostan. I wreszcie koniec bólu, bo ból tych cholernych porodowych skurczy był gorszy niż wszystko co w życiu przezylam.

      Usuń
  7. wszystko mniej więcej to samo tyle że nie miałam cesarki planowaej wylko nagłądla ratowania dziecka wiec nie było postu 2 doby przez. po operacji przz cały czas przebuwania na sali pooperacyjnej miałam dziecko przy piersi. zabrali mi Michała tylko jak mnie przewozili do zwykłej dsali potem przez pierszą dobę przynosili na karmienie co 2 godziny

    nie "chlupałam|" jakoś nie bylo tragedii przy podkładach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać co szpital to obyczaj. U mnie nie było mowy bym miała dziecko na sali pooperacyjnej. Pierwsza noc po cc jak lezalamm już na zwykłej,z 2 dziewczynami też po cc, to żadna z nas nie dostała dziecka z uwagi na stan po operacji i mało sił do zajmowania się dzieckiem. I faktycznie patrząc nie miałam jak wstać, a co dopiero przewinąć dziecko,chyba że zajełaby się tym pielęgniarka. Ale im wygodniej było mieć maluszki w pokoju noworodków i tam je dogladac.

      Usuń
  8. Przekonałaś mnie ;) Chcę mieć cc ;)
    A tak na serio to na początku zgodnie z Twoim ostrzeżeniem zastanawiałam się czy czytać ten wpis, ale oczywiście i tak bym nie przeżyła jakbym nie przeczytała.
    Wniosek: Co szpital to obyczaj.. CC bardzo się różnią miedzy sobą a wszystko zależy od organizmu i od opieki szpitalnej.
    Cieszę się ze opisałaś tak szczegółowo.. już nie mogę się doczekać kiedy ja będę mogła opisać jak to u mnie wyglądało..
    Mam jednak nadzieję że uda mi się rodzic w prywatnym szpitalu a nie w państwowym.. posłuchałam opinii i na prawdę jest wielka różnica.
    Dzięki za zaangażowanie w moim poście o cc i sn .. zrobiło się na prawdę gorąco ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy od szpitala. Mnie najbardziej zadziwia,że w niektórych można mieć dziecko na sali pooperacyjnej. Przecież te kilka godzin po cc, to dopiero schodzi znieczulenie i nie można ruszyć nogami nawet. Do tego osłabienie utrata krwi itp. Nie wyobrażam sobie by móc zrobić cokolwiek przy maluchu, nawet karmić,bo jak skoro nie można zmienić pozycji,tylko leży się na wznak? A jak maluch zaczalby płakać to nawet nie można by było go wziąć, bo i jak? Chyba,że to faktycznie szpital prywatny,gdzie ma się sporo personelu do pomocy.

      Wiesz...temat gorący,bo to tak jest,ze są zwolennicy sn i cc,ja należę do drugiej grupy i nikt by mnie nie namówił na sn.

      Usuń
    2. Noo ;) moja dziewczyna ;) .. a w kupie raźniej ;D

      Mi powiedzieli w prywatnym szpitalu ze Malucha od razu dadzą tacie i on z nim będzie czekał w moim pokoju na mnie, aż mnie zwiozą z tej pooperacyjnej.. zresztą inaczej sobie tego nie wyobrażam. Nie chciałaby zeby Maluszek był gdzieś nie wiadomo gdzie czy przy mnie, gdzie ja nie będę mogła się ruszać.

      Usuń
    3. Eliza i Lilę rodziłam w państwowym szpitalu, ale... Elizę, po dwóch godzinach przywieziono mi na salę w tym jeżdżącym łóżeczku, cały czas był przy mnie Marcin (do 21-22) także E. była z nami. Potem, kiedy On wrócił do domu, położna zabrała Ją na noc. W sumie nie na całą, bo ja nie mogłam zupełnie spać z wrażenia, nie czułam zmęczenia (bo nie byłam pewnie umęczona próbą porodu sn), także przez 5 już po Nią poszła. Natomiast Lilę rodziłam z prywatną położną- urodziłam Ją o 15, a Pani Dorotka była ze mną do 2 w nocy- także o tej godzinie byłam już zupełnie na chodzie. Ja to zresztą gdzieś pisałam, że naprawdę błyskawicznie regeneruję się po cc. Znam niestety Mamy, które i kilka dni po potrzebowały pomocy przy wstawaniu. Ja mam mega szczęście, że nie wiem- adrenalina, specyfika mojego organizmu, ale dawałam sobie świetnie radę bez pomocy. Wiadomo- przy przystawianiu do piersi, kiedy jeszcze musiałam leżeć, zawsze była położna, albo Marcin- tu nie ma szans, żeby sobie dziecko samemu przystawić, asekurować, a potem odłożyć.

      Usuń
  9. Gorący temat - to fakt! I ja nie wspominam cc zbyt kolorowo, ale prawda jest tak,, że koniec końców i tak najważniejsze jest zdrowie maleństwa. Wszystko ma swoje wady i zalety. doświadczyłam wszystkiego, o czym piszesz prócz nieprzyjemności z cewnikiem i lewatywa - pierwszego zakładania nie pamiętam, a drugie mnie o bladym świcie nie dotyczyło :-) mnie najbardziej przeraża ta niemoc po cc, więc spróbuję sn. A co będzie, to będzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemoc po cc to faktycznie największy minus. No i to,ze nie można mieć maluszka przy sobie.
      To życzę udanej próby sn,aby się wszystko ładnie udało!

      Usuń
  10. U mnie cc po 16 godzinach porodu. I przyznaje ze przyjęłam jak wybawienie. Ja byłam pewna, że umieram. W sumie nie było źle. Po 4 godzinach karmiłam małego. Położne mnie umyly. Ze wstaniem nie miałam problemu. W sumie od razu byłam gotowa zajmować się synkiem ale nie dostałam go na pierwszą noc. Najgorsze było to, ze nie mogłam przez jakieś trzy tygodnie obrócić na bok leżąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybawienie to jest najwlasciwsze slowo! Dokładnie też tak to odebralam, jak przyniesli mi dokumenty do podpisania na zgodę na cc miałam ochotę całować te ręce które to przyniosły. A byłam tak słaba, ze miałam trudności z utrzymaniem długopisu...

      Usuń
  11. Ja to mogłabym o cc książkę napisać:) dla mnie to była trauma. Gdybym nie miała znieczulenia ogólnego, gdybym tak źle nie reagowała na pyralginę którą mi dawali, gdyby synek nie był wcześniakiem i nie musiał leżeć na innym oddziale, gdyby, gdyby i gdyby;) to może bym to dobrze wspominała. Mam do tego stopnia złe wspomnienia, że kiedy rodziłam Adaśka i skurcze miałam takie że chciałam błagać o cesarkę, to wspomnienie tamtego porodu mnie na tyle przeraziło że nie powiedziałam nic :)
    Ale to zawsze jest subiektywna opinia. Tak czy inaczej- najważniejsze że dzieci są zdrowe :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, przeczytałam tekst z ciekawości, bo miałam dwa porody, jeden sn i drugi planowane cc i też bardzo źle wspominam cesarkę. Po sn mogłam normalnie chodzić, zajmować się sobą i dzieckiem, mogłam normalnie jeść, miałam więcej pokarmu no i przede wszystkim nic mnie nie bolało. Rodziłam pierwszego syna prawie 24h, bolało mocno (skurcze) i nacięcie krocza przede wszystkim, ale ból trwał 24h a nie dni. Cesarka dla mnie to jedna wielka trauma, pomijam cewnik, który faktycznie jest nieprzyjemny, choć najgorszy był dren. Usuwanie go to ból okrutny, zresztą każda próba ruchu to ból. A najgorsze, że po sn doszłam do formy w ciągu tygodni, a po cc zmagam się z mięśniami brzucha do teraz, czyli ponad 9 miesięcy. Gdybym miała wybór, nigdy nie zdecydowałabym się na cc.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...