piątek, 26 lutego 2016

Powrót.

Od marca synuś wraca do przedszkola. 
Cztery miesiące urlopowania minęły jak z bicza strzelił...

Czuję niepokój. Najbardziej się boję, ze będzie chorował, że zarazi córcię i będzie taki cyrk jak w październiku. Bardzo się tego boję... 


Tak mocno kocham tego mojego synka! Nie ma takich słów by to opisać wszystkie są zbyt banalne. Jest kochanym i czulym starszym bratem. Dba o małą, przynosi jej zabawki, poda smoczek: ) włączy pozytywkę. Jest cudowny! Chociaż czasem wkurza mnie niesamowicie kiedy ze wszystkim jest na nie i upiera się jak osioł: ) albo drze się o byle co: ) i wykłóca o wszystko. To mały cwaniak i dokładnie wie na co sobie może pozwolić. Jak np jest na noc u moich rodziców jest grzeczny jak aniołek, a jak przyjeżdżamy go odebrać zaczyna dokazywac i wtedy dziadek mówi, że mamy na niego zły wpływ: ) 


Uwielbiam jednak tego mojego malego narwańca :) bez niego w domu jest tak cicho...aż dziwnie. Jak ja się odnajde sama z córcią, jak młody będzie w przedszkolu? Chociaż obstawiam, że pochodzi do piątku i będzie chory. I znowu dwa tygodnie w domu. 

Bardzo się rozwinął przez ten czas spędzony ze mną w domu. Buzia mu się nie zamyka: )) i pomyśleć, ze jeszcze rok temu nie mówił prawie nic! Aaa i jeszcze elegancik z niego. Ma swoje ulubione ubrania i kilka takich, których nie chce na siebie włożyć. Bo nie podobają mu się i już:) z jedzeniem też coraz lepiej, chociaż kaprysi i marudzi, ale w porównaniu do września postęp jest ogromny i je tylko domowe obiadki.

Zatem codziennie jest w domu domowy obiad: ) 
Mój syn zmobilizował mnie do gotowania obiadków!
Nikomu się to wcześniej nie udało: ))
A mąż korzysta: )
I każdy zadowolony.

Ps. A ja stoję od wczoraj przed bardzo trudnym wyborem i ma to związek z moim życiem zawodowym. W zasadzie decyzję wstępnie już podjęłam... czasem trzeba zrobić coś nawet lekko wbrew sobie i analizując wszystkie za i przeciw wybrać to co przyniesie najlepsze owoce. Ale o tym po weekendzie. 

18 komentarzy:

  1. Nie ma to jak rodzeństwo :) Fajnie wyglądają na zdjęciach - mamy podobne ujęcia, ale zrobione latem, bo akurat te pierwsze miesiące Reginki przypadały na lato.

    Zabawne, ale u nas jest podobnie, wiesz? Jerzyk jest kochanym starszym bratem, zaobserwował, że Gisia ma głównie różową wyprawkę i gdy widzi coś różowego, zaraz przybiega i mówiąc: "Giś, Giś", podaje to Regince. Tak samo, gdy widzi jej smoczki lub jej zabawki czy książeczki. Przynosi jej butelkę z wodą do picia, dzieli się przegryzkami, cieszy się, gdy idziemy wspólnie na spacer... To urocze. Są też chwile, rzecz jasna, gdy krzyczy bez powodu, histeryzuje, wymusza, ale ostatnio nauczyłam się reagować na to z cierpliwością i wtedy jakoś łatwiej przechodzi, niż wtedy, gdy się złościłam. Zadziwia mnie to to. Przede wszystkim zadziwia mnie własna cierpliwość, bo jestem cholerykiem. Ale modliłam się, by Maryja mi pomagała - i najwyraźniej pomaga :)

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi niestety brakuje cierpliwości i wtedy krzyczę. I okropnie się wtedy nie lubię. ...chociaż też staram się pracować nad sobą i zdaje sobie sprawę z tego,ze darcie japy jest niczym innym jak oznaka słabości. Też muszę znaleźć pociechę i nadzieję w modlitwie, dopiero niedawno odkryłam w sobie relacje z Maryją, wcześniej moja relacja z Nią była taka chłodna, oschla, służbowa. ... teraz się to zmieniło i idzie ku lepszemu! Wiesz,jesteś pierwsza osoba jaką znam, która w ten sposób pisze o Maryi i sprawach wiary! Cieszę się,ze mnie odwiedzasz!

      Usuń
    2. Hehe mnie Maria uczy wielu rzeczy, ale w kwestii wrzeszczenia na dzieci, to nieraz się wydzieram tak że mnie chyba w całym województwie słychać :P Też się wtedy nie lubię, ale dzieciakom też dobrze robi widzieć, że mama ma swoje granice i muszą to szanować i nie przeginać :P Chociaż po tych kilku latach bycia mamą i tak mam o wiele więcej cierpliwości i wyrozumiałości niż na początku, inaczej się nie da :)

      Usuń
    3. Hehe,widać nie tylko ja krzyczę. A chciałabym mieć taką cierpliwość anielska i stoicki spokój... cały czas się tego uczę!

      Usuń
  2. Extra rodzenstwo! U mnie junior też ma ciężkie dni.. ale są też takie, wspaniałe...
    Czekamy na info. Co z życiem zawodowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam znać! :)
      A ciężkie dni mijają, na szczęście: )

      Usuń
  3. Witam, u mnie pytanie z innej beczki, bo rodzeństwo dopiero szykuje sie;-)Mam pytanie odnosnie wozka, bo podoba mi sie. Czy jest Pani zadowoloa, jak sprawuje sie. ?Pozdrawiam serdecznie. Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wózek to Bebetto Holland. Używał go syn,teraz córcia. Stelaż jest aluminiowy, zatem dość lekki, chociaż wózek do najlzejszych też nie należy. Gondola jest długa i wygodna, maluch leży fajnie na płasko. Na stelaż nakłada się też spacerowke: ) mamy tez wózek spacerowy Bebetto Magelan, ale zdecydowanie wolelismy wozić synka w Holland: ) koła są pompowane, a nie piankowe, co wg mnie jest dużym atutem :) do zestawu jest też fotelik samochodowy/nosidelko ten pierwszy. Na razie jeszcze mała w nim jezdzi: )

      Jesteśmy zadowoleni z tego wózka, fajnie się prowadzi, ma też skrętne przednie koła,ale tego nie używamy, mamy zablokowane,bo tak nam wygodniej na polskich drogach: )

      Usuń
  4. Kurczę, upór to jest chyba najbardziej wkurzająca cecha Lilki. Z jednej strony- gdyby była taka uparta w dążeniu do celu, to ok, ale Ona czasem mam wrażenie upiera się dla zasady. Pewnie to w Jej wielu normalne, ale Eliza była jednak inna. U Lilki upór idzie w parze z wrzaskiem, bo jak to, że mama powie "nie", jak Ona się przy czymś upiera. Ale jest takim słońcem na moim osobistym niebie. Nikt, tak jak Ona, nie potrafi poprawić mi humoru.

    Heh, fajnie masz :) U mnie domowy obiad już od 10lat i wcale bym się nie pogniewała, gdyby ktoś mnie czasem w tym wyręczał. Dlatego tak lubię te obiadki u mamy haha :)

    Megi! Nie przewidzisz co będzie. No nie ma szans, żeby udało się bez kataru chociażby. Nie zakładaj jednak, aż tak mrocznych scenariuszy. W każdym razie- trzymam kciuki za synka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kciuki się przydadzą! Oj ten upór...u mnie upiera się z jedzeniem, z ubieraniem...Nie bo nie i koniec. I też piszczy do tego aż uszy więdną lub drze japę. Jak coś nie po jego myśli to koniec. Ostatnio wymyślił sobie,ze chcę wbijać kod do domofonu jak wracamy do domu. Najgorzej jak mam pełno siatek z zakupami,a on rząda by go podnieść by mógł ten kod wbić. A waży 20kg! Nie daj Boże oleje jego prośbę.drze się na schodach jak idziemy do domu,a mieszkamy na trzecim piętrze, wszyscy sąsiedzi słyszą,że młody wraca.

      Ale... wyrosną z tego, prawda? :))

      Usuń
  5. Trzymam mocno kciuki za powodzenie i wasze zdrówko. buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tego zdrówka to jak najwięcej proszę!

      Usuń
  6. Coś mi się wydaje po tym opisie, że Twój Synuś ma z moim Bąblem całkiem sporo wspólnego - też nerwusek, uparciuszek i niesamowicie sprytna bestia, która wie, jak się przypochlebić, by swoje cele osiągnąć ;)

    No i też krzyczę niekiedy - czasami tylko w ten sposób do niego dociera (na chwilę, dopóki nie zapomni i nie zacznie od nowa broić ;) )

    Dużo zdrówka i czekam na wieści po weekendzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety czasem się nie da nie krzyczeć.. jest mi później zwyczajnie wstyd...i ciężko na sercu. Moja matka w dzieciństwie b.często na mnie krzyczała i bałam się tego,a teraz sama to robię. Dobrze, ze zdaje sobie z tego sprawę i pracuje nad tym.

      Usuń
  7. Czyli jutro wielki dzień:) Trzymam kciuki, za Twojego kochanego narwańca! Oby system odporności też był taki narwany w walce z choróbskami, z którymi chcąc nie chcąc będzie się stykał.
    P.S. No i czekam na wieści o ważnych wyborach:)
    Ściskam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aby tak było!:) kurcze, jakby Nie patrzył to tych chorób boję się najbardziej!

      Usuń
  8. Dzisiaj wielki dzień, mam nadzieję, że udany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polowicznie się udał, debiut po czasie w przedszkolu jednak jutro: )

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...