niedziela, 10 lipca 2016

Dość.

Małżeństwo jest dla twardzieli.
A ludzi o mocnych nerwach.
Dla mężczyzny i kobiety o mentalności mężczyzny i kobiety a nie chłopca i dziewczynki.
Dziś małżeństwo jest podwójnie trudne.
1/3 małżeństw się rozpada.
Jest ciezko.
Mam czasem dość.
Nie będę ukrywać, przechodzimy kryzys.
Na ile jest on we mnie, a na ile w nas?

Źródło Internet 
Cichych dni nie znamy. Rozmawiamy ze sobą zawsze, są bieżące sprawy. Trzeba je omówić.
Więc nie milczymy...

Czasem jest ok.
Czasem jest fajnie.
A czasem tak kiepsko, ze mam ochotę wyjść i nie wrócić.
Czasem jestem zmęczona.
Bardzo zmęczona.

W naszej relacji brakuje Boga.
Zabrakło... kiedyś było inaczej.
Teraz?
Nie chodzimy na msze święte.

Ks. Pawlukiewicz mówi, że tak ważne jest to, by się spotkać na codziennej modlitwie. Kupić brewiarz dla świeckich. Odmówić nieszpory razem. To raptem kilka, kilkanaście minut dziennie. A może ocalić.

Trzeba przejść.



27 komentarzy:

  1. znam to, u mnie jest podobnie,z tym że mąż ne rozmawia tylko odpowiada. I fakt że jesteśmy starsi, po doświadczeniach nie zawsze dobrych, więc powinnismy znaleźć wspólny język, niestety...do koscioła chodzę sama , modle sie o spokój w rodzinie ale czasami mam wrażenie , że jednak to ZŁO o którym pisałam u siebie jest silniejsze....
    jest mi też ciężko zwłaszcza że w tym nowym miejscu nie mam nikogo bliskiego, z kim mozna byłoby porozmawiać....
    ale łudzę się , że jednak wymodle poprawę
    tobie też tego życzę
    jeżeli pozwolisz to napisze do ciebie na priv

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im dłużej żyje tym bardziej widzę jak ogromną wartość ma tą wspólna msza. To niesamowita okazja by się pogodzić. A kiedy tego nie ma... no to jest jak jest,przynajmniej u nas.

      Oczywiście, że jeśli masz ochotę możesz się do mnie odezwać prywatnie. Bardzo serdecznie zapraszam:)

      Usuń
  2. Kryzys bywa wszędzie, kwestia czy jesteście na tyle silni, na tyle mocno się kochacie i chcecie byc razem by go przetrwać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy. Nie jesteśmy sami sobie. Są dzieci. Nie jesteśmy patologiczni, nasze kłótnie też takie nie są. Konflikt charakterów. Tylko tyle lub aż tyle. Ale potrafi dac w kość...

      Usuń
  3. Też czasami mam myśli podobne do Twoich, wydaje mi się, że w każdym małżeństwie są kryzysy, idealnego sobie nie wyobrażam, chyba byłoby nudne. Najważniejsze, by umieć się pogodzić, przeprosić i żyć dalej... do następnej kłótni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy sa idealne? Czasami jak czytam niektóre blogi to mam wrażenie że tak. Część z nich wywalilam z obserwowanych bo były tak słodkie ze aż nierealne. Czy sa ludzie ktorzy nigdy się nie kłócą? O nic? Niezbyt w to wierzę...

      Kłócić się nożna,byle jak mówisz umieć się pogodzić i żyć dalej.

      Usuń
  4. Dacie radę, spokojnie, kryzysy to normalka... Jest o co walczyć, a z tą mszą i codzienną wspólną modlitwą to potwierdzam - to bardzo pomaga się trzymać razem i przebaczać sobie jeszcze przed nocą, rozmawiać.
    Tak pomyślałam, że może ten czas trudniejszy macie właśnie po to, żeby się zbliżyć do Boga i do siebie. Gdyby się wszystko układało po waszemu, to byście go nie potrzebowali. A bez niego to jednak małżeństwo nie smakuje tak samo, nawet jeśli z boku się wydaje idealne. Wasze słabości i kryzysy mogą się okazać czymś dobrym i pomagającym kochać bardziej i prawdziwiej, a nie tylko opierać się na emocjach. Odwagi :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorzej iść spać poklóconym. A i tak bywa chociaz rzadko. Być może ten gorszy czas ma sens by wrócić. W tym wszystkim upatruje jakiegoś głębszego sensu. Mam poczucie, ze zły walczy o nas, by zniszczyć to co było między nami, co jest i co jest duża szansa ze będzie. Nie wyobrażam sobie rozwodu, wzięliśmy ślub kościelny na całe życie i dopóki jest tylko i aż różnica charakterow to trzeba próbować naprawiać.

      I jak mówi mój mentor, ze dopasowanie klucza do zamka też jest trudne i bardzo zgrzyta: )

      Rozmawialiśmy. Trzeba wrócić na nowo do kościoła. Ja upatruje w tym wartości i ratunku. Dla mnie bez Boga nie ma życia a w pewnym momencie postawiłam inne sprawy ludzkie ponad Nim.

      A gdzie Bóg nie jest na pierwszym miejscu tam nic nie jest na pierwszym miejscu.

      Dziękuję za dobre słowo: *

      Usuń
  5. Do kwestii roli kościoła w małżeństwie się nie odniosę, ale mocno przytulam. Masz rację, małżeństwo powinno być związkiem dwojga dorosłych ludzi. U nas też dziewczyna i chłopak dochodzą do głosu...
    Ciężko jest, bardzo. Nawet nie chce mi się pisać u siebie. Próbowałam coś sklecić pomijając temat kryzysu u nas, ale nie da się. Także na razie milczę.
    Są dzieci, trzeba żyć dalej, tylko ta przepaść między nami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepaść...to brzmi strasznie i strasznie znajomo. Czasem mam wrażenie że gadam do ściany. Są dzieci i trzeba się wziąć za siebie i pchać ten głaz. Liczę,ze kryzys jest na jakiś czas i damy radę. Wiem, nie da się pisać jak w sercu to wszystko i toczy się walka. Lepiej nie pisać nic. Chwilowo. Man nadzieję,że się Wam ułoży! Jak mówi moja mama "nie ma domku bez ułomku ". Byle tylko potrafić znaleźć kompromis, dogadać się... chociaż czasem wkradają sie myśli, ze się już nie chce, ze się ma dość, ze chcę się poddać.

      Usuń
  6. Witam! Ja jestem 18 lat po slubie. Tez myslalam ze moje malzenstwo bedzie fajne bo idealnych raczej nie ma. Byly kryzysy na poczatku i SA teraz. Tylko teraz doszla jakas taka obojetnosc. Nie ma juz wspolnych super rozmow planow marzen. Tak jakby jemu juz w ogole nie zalezalo. I To mnie przeraza bo mam 42 lata chce byc kochana i chce czuc sie wyjatkowo.A tego juz nie ma. Nie wiem czy To Tak juz jest po tylu latach bycia razem? Dzieci tez mamy wiec o rozstaniu nawet nie mysle. Jedno Juz dorosle 18 -letnie ale drugie ma dopiero 3 latka.Probowalam rozmawiac ale To Nic nie daje.Slysze tylko ze juz nie jestesmy mlodzi i ze on ciagle zmeczony i w ogole o co mi chodzi? Tak wiec rozumie i trzymam kciuki zeby wszystko bylo dobrze.Pozdrawiam.Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,wiem i co Ci chodzi.o to poczucie, ze facet powinien się postarać na codzień, powiedzieć komplement, nie krytykowac z grubej rury jak coś nam nie wyjdzie. Najgorsze jest właśnie to, ze z czasem ulatuje taka chęć starania się. Pierwsze różowe okulary opadają z oczu,dochodzą problemy dnia codziennego, obowiązki i szarzyzna.

      Czasem nie ma czasu na pielęgnowanie uczuć,a wtedy wszystko zamiera... czasem w takim kryzysie czuje zobojetnienie i to poczucie jest dobijajace.

      Mam nadzieję, że się wszystko naprostuje i u nas i u Was! Są dzieci jest dla kogo się starać! Pozdrowiam ciepło

      Usuń
  7. My rok przed ślubem, a jakiś kryzys też, mam wrażenie, nas dopada momentami :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, łatwiej nie będzie, Wy jesteście jeszcze na etapie chemii. A za kilka lat? Nie to,ze dołuje. Ale jaki jest złoty środek na udane życie? Bo prędzej czy później wchodzi szarość,obowiązki. Problemy, choroby, rachunki, kasa, niesnaski rodzinne. Aaaaa

      Usuń
    2. Chemia? Chemia to była, jak mieliśmy czas. A wraz z pojawieniem się Aluśki przybyło obowiązków, problemów, chorób, rachunków itd, że już z chemii niewiele pozostało. Tylko liczę na to, że kiedyś może powróci ;)

      Usuń
    3. A u nas to szkoda gadać,odkąd jest mała to na nic nie ma czasu,dosłownie. Też liczę że chemia jeszcze wróci,bo jak nie to lipa.:)

      Usuń
  8. Trzymam mocno kciuki. W każdym małżeństwie bywają kryzysy. My też taki mieliśmy. Prawie rok żyliśmy obok siebie. Wszystko mnie w nim drażniło. Było dobrze jak go nie było. On się starał ja miałam wszystko w nosie. Nie zależało mi. W końcu zmusił mnie do rozmowy i przedstawił mi cały rok naszego życia. Jakoś to przetrwaliśmy. Teraz jest fajnie - po wielu bojach mogę stwierdzić że każdy kryzys był nam potrzebny i nas wzmocnił. I Wam tego życzę. A co do Boga. Sama Go odwiedzaj chociaż w niedzielę to już dużo pomoże 😊 pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,sama muszę znów zacząć. Z tego co widzę chyba związek bez kryzysów nie istnieje. Byle tylko nauczyć sie je przechodzić a nie doprowadzić do takiego stanu ze juz nie ma odwrotu. Cieszę się ze udało Wam się pokonać swój kryzys. I wyszliscie umocnieni!

      Usuń
  9. Będzie dobrze, dogadacie się - musicie! To tymczasowy spadek formy ale musisz być twarda i nie dac się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasowy spadek formy to lekko powiedziane. Chciałabym by tak było. To jest już raczej duże zmęczenie materiału, przytloczenie obowiązkami, brakiem cZasu dla siebie itp..aby z czasem przeszło.

      Usuń
  10. Hmm... My jestesmy po slubie koscielnym, chodzimy co tydzien na msze, razem pomagamy dzieciom zmowic wieczorem paciorek (jesli mozna to zaliczyc do wspolnej modlitwy :D), ale mimo to... kryzysow nie brakuje. U nas zawsze konczy sie cichymi dniami. Potrafimy nie odzywac sie do siebie tydzien... :(
    Zauwazylam jednak, ze najgorzej bylo, kiedy Potworki byly malutkie. Po prostu zmeczenie, niedospanie i brak czasu na cokolwiek, odbijaly sie na naszych relacjach. Ale dzieci pomalu rosly, a im byly starsze, tym wiecej czasu mielismy zeby pomyslec o sobie nawzajem. Mysle, ze u Was to pewnie malutka wywolala kryzys. Opieka nad niemowleciem to praca na cala dobe. Do tego jest Starszak. A dla meza/zony nie starcza juz energii. ;) Ale bedzie lepiej, napewno! U nas, to co bylo jeszcze z 2 lata temu, a teraz, to niebo a ziemia (aby nie zapeszyc, tfu, tfu! :D) Nie znaczy to, ze nie ma spiec, bo sa i zawsze beda, ale nie zdarzaja sie juz tak czesto i nie trwaja tak dlugo...
    Trzymam kciuki, zeby i u Was kryzys zostal zazegnany! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że jak dzieci małe to i mało czasu dla siebie.pełno obowiązków, problemów, szarzyzny życia,dużo spraw na głowie. Nie.można się od tego oderwać. Najgorzej jak się ze wszystkim jest samemu. I o każdą pomoc trzeba prosić. Każdego to wykonczy. Może i u nas jak niunia podrośnie to się poprawi? Samą nie wiem. Za niedługo wracam do pracy, może to też pomoże.

      Usuń
  11. Bo faceci raczej nie lubią rozmawiać o problemach. Wolą rozmawiać przy piwie o meczach albo o pieniądzach i zarabianiu, a nie o uczuciach.
    Chodziłem przez kilka lat do psychologa, miałem sporo zajęć z psychologii na studiach, przeczytałem sporo książek, a mimo to nieraz wolę milczeć niż gadać ze swoją drugą połową o uczuciach czy problemach.
    Co do chodzenia na msze, to znam wiele rodzin, w których kobiety ciągną do kościoła mężów i dzieci. W mojej rodzinie było tak samo. Mama chodziła często do kościoła, a ojciec bardzo rzadko.

    W każdym razie życzę Wam, by się poprawiło i było jak najlepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzenia się przydadzą. To prawda, ze kobiety bardziej odnajdują się w kościele. Facetom to trochę uwiera,spiewanie i siadanie na komendę: ) po czasie to kobietom też się nie chce gadać o problemach bo ileż można wałkować jeden temat? W końcu się ma dość,jak to grochem o ścianę. I lepiej czasami już milczeć jak się widzi ze gadanie nic nie daje. A to też nie tędy droga.

      Usuń
  12. Jeśli się kochacie, poukladacie wszystko. Czasem musi być gorzej, żeby było lepiej.
    Też ostatnio kościół zaniedbaliśmy :(, no i modlić się wieczorem nie potrafimy :(, nie uczymy tego dzieci :(... Wszystko dobrze jest między nami, ale i tak gdzieś tego brakuje... No i czasu, ciągle na wszystko brakuje czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten brak czasu to największa zmora. Brak czasu i dużo obowiązków. Dużo spraw na głowie. Najgorzej jak się większość spraw musi ogarnąć samemu. Kobiety mają większy zmysł do dzieci a facetom jest z tym wygodnie. Rozumiesz o co mi chodzi. Dlatego mam czasem wrażenie, że nadmiar obowiązków i spraw mnie przygniata. I brak czasu na przyjemności.

      Usuń
  13. U nas też ostatnio nie za wesoło. Nawet nie możemy się pokłócić, bo telefon można zawsze wyłączyć. Małżeństwo to trudna praca. Oboje musimy się starać w wokół tyle niebezpieczeństw i pokus. Wierzę,że uda się nam przetrwać. Nie po to przysiegalismy sobie przed Bogiem.
    Czasem wydaje mi się,że ludzie za dużo od siebie nawzajem wymagają. Łatwiej byłoby gdyby nie było pędu za pieniądzem. Moi dziadkowie jakoś jeździli bryczką i koniem ale się kochali. A teraz coraz szybsze i lepsze auto staje się wyznacznikiem człowieczeństwa

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...