niedziela, 25 września 2016

Gdzie ci mężczyźni?

Prawdziwi tacy...?
No gdzie? 
Mam wrażenie, że dzisiejsi mężczyźni mają więcej wspólnego z dużymi dziećmi niż z mężczyznami. Są wygodni, nie chce się im brać udziału w domowych obowiązkach, bo są "zmęczeni po pracy ". W domu też jedynie jak już to "pomagają" . Wyobrażacie sobie coś takiego, ze jakiś facet chwali się koledze, ze jego żona "pomaga" mu w domu? 



Co innego jak kobieta nie pracuje, wtedy jej praca jest dom. A jeśli pracuje to jest naddczlowiekiem i robi na dwa etaty? 

Ktoś mi powie "widziały galy co brały ". Owszem, widziały... ale człowiek młody, zakochany, inaczej patrzy na świat, nie ma dzieci, jest się wolnym jak ptak. Dopóki nie pojawiły się dzieci, sprzatałam ja. Zakupy ja. Miałam dużo czasu... obecnie wszystko nadal ja ,chyba ze mąż mi "pomoże" .

Bezinteresownie nie ma nic, przekonałam się o tym wczoraj. Zero inicjatywy. Jak nie "poproszę" nie powiem to się nie ruszy.


Co ja się dziwię, takie rzeczy wynosi się z domu. Jak jego mama przynosiła mu uprasowane skarpetki i majtusie i ukladala mu w szafie,to jak teraz ma być inaczej? 

Samej siebie mi żal ostatnio, dosłownie. 


*zdjęcia z neta.

14 komentarzy:

  1. No zobacz zupełnie to samo co u mnie. Też robiłam wszystko jak nie było dzieci i nawet z Jaśkiem dawałam radę, ale teraz z dwójką jest ciężko. I zero pomocy od M. Niby był w domu dwa tygodnie,ale jedynie co zrobił to w polu i to też po moim długim gadaniu. Najchętniej to by przyjeżdżał do domu jak na wakacje i żebym mu jeszcze pełno atrakcji zapewniła, piwko podała, co by się nie nudził .
    On pracuje- fakt. Zarabia. Ale czy ja zapierniczajac cały dzień też nie pracuję? Co z tego,że nie zarabiam kasy? Ważne,że nie muszę jej płacić komuś za opiekę i wychowanie dzieci?
    Kiedyś chyba napiszę o tym książkę.
    Masakra.
    Kocham tego mojego chłopa, ale są pewne granice.
    I doskonale Cię rozumiem. Nie wiem czy jest jakieś wyjście? Musimy albo z tym walczyć albo zaakceptować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężka sprawa. Czasem faktycznie można zwariować. Jak walenie głową w ścianę. Myślę że mimo wszystko trzeba rozmawiać. Bo cisza będzie przyzwoleniem i akceptacją faktu.

      Usuń
  2. Oj, ostatnie zdjęcie trochę nieadekwatne, ale fakt, również zauważyłam, że mówi się na to "pomoc". Ale u mnie w domu jest troszkę inaczej, ponieważ staramy się sprzątać na bieżąco i każdy co dwa-trzy dni ma inną rzecz do sprzątnięcia. Czy to kuchnię, czy to odkurzenie podłogi, czy to łazienkę... Zmieniamy się, nie mamy grafiku, więc tak czy siak ja muszę prosić, żeby mąż coś zrobił :) Ale to tak z przymrużeniem oka, bo inaczej się nie da ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko,ze mi już czasem tej cierpliwości brak. I wybucham. Czego nie lubię bo wiele rzeczy można spokojnie załatwić przecież. Fajnie że się tak dogadujecie pod tym względem!

      Usuń
  3. Ojej, to ja jednak mam szczęście. Moja teściowa też robiła wszystko za swoich trzech synów, żaliła mi się, że nawet łóżka po sobie nie pościelili, ale jednak mój mąż robi w domu sporo sam i to bez proszenia. Jest naprawdę kochany.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety takie rzeczy wynosi się z domu. W ubiegłym roku po wypadku nie byłam w stanie zbyt wiele robić, i niestety spadło to na Męża, więc po prostu musiał - ale dzięki temu zaczął doceniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój zepnie się jak już mu się tyłek pali,wtedy się ogarnia. Ale jak wie, że ja zrobię to po co się wysilać...

      Usuń
  5. Nie znoszę.okreslenia ze mąż POMAGA. Facet, ojciec uczestniczy tak samo w zyciu rodzinnym jak my . Moja polowka z tych prawdziwych facetów, narzekać nie mogę. Na szczęście. Pozdrawiam Karolina ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie masz: )też nie cierpię tego tekstu. Działa na mnie jak płachta na byka: )pokazuje, kto robi większość a kto ewentualnie "pomoże" brrrr

      Usuń
  6. U mnie też wszystko na mojej głowie, ale trochę mamy inną sytuację, ja jestem w domu z pracy po 12.00 a M. po 12 wychodzi ( ma cztery godz na śniadanie dziecku, wyjście z psem i ogarniecie się do pracy).
    Z braku jego czasu, obowiązki domowe przyjęłam ja.
    Ale są jeszcze weekendy i albo ja zajmuję się dzieckiem a on sprząta albo na odwrót :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pracuję u męża, a raczej mu pomagam. Mam dużo wolnego czasu i nie burzę się, że dom jest na mojej głowie, uważam, że to mój obowiązek skoro mąż pracuje od świtu do nocy i wkurzają mnie babeczki, które ślepo gdaczą o równouprawnieniu twierdząc, że mężowi prać brudnych gaci nie będą. Ale jeśli oboje pracują, to powinni dzielić się obowiązkami domowymi, ma być sprawiedliwie. Szkoda tylko, że niewielu panów to rozumie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety wiem co czujesz. Mój mąż "pomaga", ale z reguły wtedy jak poproszę, pokażę palcem...2 tygodnie temu urodziło nam się drugie dziecko i tylko dzięki temu, że Mały dużo śpi i jest Aniołkiem, mam czas na prace domowe i jeszcze chwilę dla siebie. Mimo to czasami już brakuje mi siły, żeby ciągle mówić - zrób to, zrób tamto....

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlatego dobrą opcją jest brać ślub po kilku latach znajomości albo pomieszkać ze sobą przed ślubem. Wtedy można poznać wiele wad przyszłego męża i trochę go zmienić, bo potem może być zbyt późno.

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...