czwartek, 6 kwietnia 2017

Atak rotawirusa.

W domu. Zdrowi. 
Młody był w szpitalu 4 dni. Od niedzieli do środy. Nie było łatwo ... noce spędzał w szpitalu mąż, spał na materacu. Z synkiem było ciężko.



Zaczęło się nagle.

Nic nie zwiastowało problemu po prostu w zeszła niedzielę z samego rana zwymiotował, pomyśleliśmy ze pewnie zaszkodzily mu płatki owsiane które w sobotę po raz pierwszy zjadł na kolację. Ale za jakąś godzinę wymioty były znowu i doszła ostra biegunka. W czasie dnia młody miał fazy ze było nieco lepiej, ale co wypil to zaraz gwaltownie wymiotowal wiec w krótkim czasie była cała pralka prania. Kupiłam mu Orsalit i nawadnialiśmy, podałam smectę... nic nie chciał jeść, dużo leżał. Kryzys przyszedł około 19.00 kiedy dostał wysokiej gorączki. Pił, wymioty ustały, ale męczyły go biegunki, których nie potrafiłam opanować. Smecta nie pomagała, ścisła dieta tez nie... widzielismy ze młody traci siły, jest ospaly zaczęliśmy poważnie myśleć czy nie wezwać pogotowia lub jechać z nim do szpitala. Zaczęłam pakować rzeczy i w mig miałam wszystko przygotowane dla niego i męża do szpitala. W międzyczasie biegunka. W zasadzie ciezko  nazwać to biegunka - to była woda. Ubieralam szybko młodego, mąż zniósł rzeczy do auta a młody mówi, że znowu chce mu się na kibelek.... jak usłyszałam jak leci z niego woda byłam już przerażona nie na żarty, do tego gorączka  -mimo że kontrolowalam stan odwodnienia -skóra napięta to jednak dostałam stracha,  i mąż zniósł młodego do samochodu na rękach -bo ten nie miał siły do niego wejść...nigdy nie widziałam go w takim stanie a chorowal wielokrotnie, dosłownie w godzinę jego stan się tak bardzo pogorszył, że bałam się zostawić go w domu -straciłam pewność i poczucie bezpieczeństwa. Balam się bardzo...

W szpitalu zażądali skierowania -tak o 21.15 w niedziele skierowanie, niby ze z pogotowia. A mąż zażądał by młodego obejrzał lekarz.

Pediatra przyszedł i synka przyjęli na oddział. Zaraz dostał kroplowke, paracetamol na zabicie gorączki...

Na drugi dzień kiedy udało mi się pobrać próbkę do badania -wyszly rotawirusy. Skąd? Zagadka do dziś... może z placu zabaw, może z marketu od brudnego koszyka.

Dr powiedział, że teraz jest wysyp tych infekcji rotawirusowych i powinni przedszkola zamknąć.

W szpitalu łatwo nie było -zmagalismy się z trudną do zbicia gorączką 40,5 stopnia, która dopadła młodego wieczorem i trzeba było robić okłady.

Walka o kazdy łyk wody.
Kroplowki i ciągle pobieranie krwi.

Na szczęście był bardzo mądry i dzielny. Wenflon w ogóle mu nie przeszkadzal, kroplowki tez nie. Rozumiał po co to było. Mój mądry, dzielny synek. Wspaniała opieka i czułam się bezpiecznie.

Mąż był z nim nocami. Ja od 9.30-16.00. Ze względu na karmienie małej.

Corcia tez się zarazila.
2 dni po objawach synka młoda zaczęła wymiotowac w nocy co nigdy się jej nie zdarzyło. Była szczepiona na rotawirusy i udało się w domu ale łatwo nie było. Mąż też się zaraził ale szybko mu przeszło. Ja miałam też epizod.

Tydzień wyjęty z życia.
Co nas nie zabije to nas wzmocni.
Obecnie dzieci zdrowe, mają apetyt.
Zdrowie jest najważniejsze.
Nie ma nic cenniejszego.
Nie ma.


3 komentarze:

  1. Cieszę się, że u Was już wszystko ok :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam sie w 100% zdrowie jest najważniejsze.Nie ma nic gorszego niż strach o własne dzieci.Myślałam że z drugim człowiek sie uodparnia,mniej będzie się bał ale jest u mnie coraz gorzej chyba dlatego że jestem bardziej świadoma zagrożeń,chorób.Starszy przynosił z przedszkola jelitowki ale jakos udalo sie je leczyc w domu,raz tylko bylismy z nim w szpitalu ale dostal zastrzyk na izbie i nas wypuscili.mlodszy,w wieku Twojej corci dopiero poszedł do żlobka byl szczepiony na rota wiec moze sie uchowa.za to juz 2 raz ma zapalenie oskrzeli,szczepiony na pneumo i meingokoki,ze niby mialo go troche chronic ale niestety,dostaje jeszcze piers dodatkowo.z chorobami ciezko wygrać .duzo zdrowka dla Was

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że już u Was w porządku.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...